31 marca 2013

Eubiona - naturalnie na usta!

Tak, wiem, że dziś Święta, większość spędza je rodzinnie, w gronie najbliższych zajadając smakołyki. Ale też wiem, że nie wszyscy mogą świętować, bądź sami nie chcą. A znajdą się też osoby, które odejdą na chwilkę od stołu żeby zajrzeć do świata wirtualnego. 
Dlatego też chcę konsekwentnie zakończyć serię recenzji kosmetyków pielęgnacyjnych do ust. Dla tych nielicznych, którzy zajrzą dziś w poszukiwaniu czegoś innego niż czekoladowe jajeczka, mazurki czy inne baby ;P  

Dziś zaprezentuję Wam naturalny miodowo-ziołowy balsam do ust Eubiona. Pewnie niewiele z Was słyszało o tej firmie. A fanki naturalnej pielęgnacji powinny utrwalić sobie tę nazwę zdecydowanie :)
Choć może niekoniecznie jeśli chodzi o opisywaną poniżej pomadkę...



Jako ciekawostkę powiem, że pomadkę mam już w swoim posiadaniu od grudnia, czyli jeśli dobrze liczę - ponad 3 miesiące. I nie potrafię jej nijak zużyć. Nie i już. Dlaczego? Poczytajcie niżej.

Opakowanie plastikowe, ale mimo noszenia w torebce nie uległo zniszczeniu tudzież innej degradacji ;) Motyw plastra miodu na zatyczce bardzo przyjemnie mi się kojarzy i nawiązuje do miodu zawartego w składzie. Na opakowaniu jest naklejka z polskim opisem, ale bardzo skąpym opisem ;P No ale w sumie jak się używa balsamu do ust wie chyba każdy cywilizowany człowiek. A skład możecie przeczytać na stronie producenta, lub na blogu Rodzynki :D O tutaj jest:

Skład: cocoa butter*, huile d’olive*, beeswax, castor oil, jojoba oil, shea butter, coco oil, honey, polyglycerin fatty acid ester, natural vitamin E, vanilla oil, sea buckthorn oil*
* ingredients from organic farming

I jak Wam się podoba? Bo mi teoretycznie bardzo! :) No ale tak jak piszę - teoretycznie. Bo w praktyce jest troszkę gorzej. 
Balsam byłby BARDZO przyjazny i BARDZO przyjemny, gdyby nie to, że jest zbyt twardy. Nie potrafię się nim posługiwać tak, żeby się nie zdenerwować i uzyskać a ustach choćby cienką warstwę kosmetyku. Próbowałam na różne sposoby - rozgrzewałam ją, zdrapywałam warstewkę paznokciem, maziałam pędzelkiem, rozcierałam najpierw na dłoni... i nic. Niby czasami coś tam uszczknęłam, no ale żeby tak na co dzień się męczyć, to ja nie mam cierpliwości. 
Jednak jak tak kilka razy się wysiliłam i popróbowałam balsam, po zdrapaniu warstwy i nałożeniu jej na usta śmiem twierdzić, że może ona zdziałać cuda. Więc kiedy zdarzy mi się, że mam pęknięte usta to lubię nałożyć sobie warstwę pomadki Eubiona, bo wiem, że za kilka godzin problemu się pozbędę! 
Neutralny zapach, a właściwie jego brak to dla mnie zaleta. 
Jasnożółty, miodowy kolor kojarzy mi się z... miodem ;) a jakże :D


Na ustach pozostawia delikatną cienką warstwę, prawie niewyczuwalną. Nie daje połysku, nie nadaje żadnego koloru. 
Gdyby nie kłopot z aplikacją mógłby zostać moim ulubieńcem... Oj żeby tak producent zmienił nieco formułę tego balsamu... Pomarzyć można ;)
Za pomadkę o wadze 4g zapłacimy 9,35zł.
Ten i inne kosmetyki naturalne możecie kupić w Pasażu Kosmetycznym :) 


A teraz jeszcze korzystając z okazji składam Wam najserdeczniejsze życzenia :)

10 komentarzy:

  1. nie miałam, jak na razie u ,mnie króluje blistex:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się przyjrzeć temu Blistexowi, bo nigdy nie miałam w posiadaniu :)

      Usuń
  2. u mnie zaś króluje Vedara,balsam do ust ze złotem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, pierwszy raz o takim słyszę, a brzmi co najmniej ekskluzywnie :)

      Usuń
  3. Dzisiaj Święta,
    Więc świątecznie
    Ciebie słodko pozdrawiamy
    I życzonka Ci składamy.
    Rozpisywać się nie chcemy,
    Już to zrobiliśmy w blogu,
    Ale mocno Cię tulimy,
    Najlepszego Ci życzymy! :)
    Słodkich Świąt!
    Życzą
    Włóczykije – Monika i Rafał

    PS. Sorry, że tak "nie na temat", ale najwyżej skasujesz komentarz, a zależało nam na złożeniu życzeń znajomym blogerom... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że taka niewygodna jest aplikacja :/ Ja na razie zadowalam się Oeparolem :)
    Przy okazji: Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie miałam tego produktu, ale ze względu na miód chyba się nie skuszę.
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście wygląda jak kawałek stwardniałego miodu ;) W składzie widocznie przegięli z woskiem pszczelim i dlatego taki kamień wyszedł.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam kiedyś podobne eko-cudo i musiałam zawsze trzymać w kieszeni, w spodniach. Dzięki temu zawsze miała rozpuszczoną "powłoczkę" i dawała się normalnie używać. Ta Twoja wygląda smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń