30 grudnia 2013

Alterra puder w kompakcie z ekstraktem z granatu.

Szukając w Rossmanie pudru w kompakcie Synergen i nie znajdując najjaśniejszego odcienia, ostatecznie skusiłam się na puder Alterra. Z ich kolorówką nie miałam do tej pory styczności, ale z kosmetyków pielęgnacyjnych zawsze byłam zadowolona, więc stwierdziłam iż zaryzykuję. 


Turkusowe opakowanie z lusterkiem wygląda przyzwoicie. Do tego dołączony jest przyjemny wacik, którego ostatecznie i tak nie używałam ;) 
Jestem posiadaczką najjaśniejszego odcienia nr 01 light i faktycznie puder jest bardzo jasny, przeznaczony dla bladych twarzy. Dla mnie na zimę idealny kolor. Może trochę bielić twarz jeśli przesadzimy z ilością, ale przy normalnym użytkowaniu staje się niewidoczny na twarzy, ładnie się stapia i daje naturalny efekt. Przy tym efekt matowej twarzy utrzymuje się cały dzień. W ciągu dnia nie muszę poprawiać makijażu, co jest dla mnie dużą zaletą, bo poprzednie pudry nie dawały mi takiej gwarancji. Tutaj mogę być spokojna i pewna, że puder utrzyma moją cerę w ryzach.


Jest to puder w kompakcie, jak już sama nazwa wskazuje. Nakładam go na twarz pędzlem do pudru i z tego sposobu jestem zadowolona. Puder jest na tyle twardy, żeby nie pylić wokół, ale i na tyle miękki, żeby bez problemu dać się nabrać na pędzel. 
Dodatkowym atutem tego pudru jest jego słodki zapach - pachnie dość mocno, ale czuć to tylko podczas aplikacji. Przyjemny zapach granatu umila proces robienia makijażu i uprzyjemnia każdy poranek :)


Taka przyjemność w postaci pudru Alterra kosztuje 3,79 Euro za 10 gram produktu. 
Dostępny jest wszędzie tam, gdzie znajdują się szafy z kosmetykami kolorowymi Alterra, czyli przeszukujcie zagraniczne drogerie ;) Moim zdaniem warto się za nim rozejrzeć i wypróbować, bo jest naprawdę przyjemny. Jak tylko dobiję dna, to na pewno będę go znowu szukać. 


Skład:
Talc, Mica, Magnesium Stearate, Lauroyl Lysine, Lauryl Lactate, Parfum (Essential Oil), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Punica Granatum (Seed Extract)*, Rosmarinus Officinalis (Leaf Extract*), Tocopheryl Acetate, Bisabolol, [+/- CI 77891, CI 77499, CI 77491, CI 77492, CI 75470 (Carmin)] 

23 grudnia 2013

Świąteczne przygotowania okiem Rodzynki :)

Już jutro czeka nas Wigilia Bożego Narodzenia, potem dwa dni świętowania. Na ten okres wiele z nas czeka z utęsknieniem, z mniejszym bądź większym zaangażowaniem przygotowujemy się na te dni. Dzisiaj chcę Wam trochę przybliżyć jak to u mnie w tym roku wyglądało. Teraz siedzę już i odpoczywam, regeneruję siły, żeby jutro znowu z rana ruszyć pełną parą :) 


Od kilku dni w mojej kuchni roznosi się korzenny aromat pierniczków. Pierniki to dla mnie elementarna rzecz, której w święta nie może zabraknąć. I muszą to być właśnie ciemne, aromatyczne pierniki, lukrowane i zdobione samodzielnie. W tym roku zaszalałam i bawiłam się w produkcję kolorowego lukru. 


Nowością dla mnie są jarmarki świąteczne. Bawiłam na dwóch jarmarkach, naooglądałam się kolorowych straganów z migdałami, miodami, grogiem, pieczarkami, kiełbaskami i innymi pysznościami. Spróbowałam też kilku specjałów, ale najbardziej przypadły mi do gustu karmelizowane migdały - chrupiące i pyszne! Muszę przyznać, że są to bardziej miejsca spotkań ze znajomymi, a także świetne miejsce do zabaw dla najmłodszych. 


Kolejnym elementem kojarzącym się ze świętami są świąteczne ozdoby. Lampki, świeczki, gałązki, bombki, łańcuchy, latarnie. Dają niepowtarzalny klimat i nastrój. Uwielbiam patrzeć na zapaloną świeczkę w mojej latarence, albo podziwiać światełka w oknach...


Niecierpliwie czekam też na ... prezenty :) Uwielbiam wybierać, kupować i pakować prezenty. Większą frajdę daje mi dawanie prezentów niż ich otrzymywanie. No ale nie powiem - miłym podarkiem również nie pogardzę ;) Ja swoje prezenty już dziś zapakowałam i czekają grzecznie do jutra, aż ich nowi właściciele raczą je rozpakować :)



Ja teraz idę obejrzeć do końca "Opowieść Wigilijną" Dickensa.
W lodówce czeka już pyszna ryba po grecku, jutro jeszcze upiekę keksa i mogę zacząć świętowanie. Jednocześnie chcę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia:

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, jak najmniej strapień i problemów, a jak najwięcej radości, spokoju i miłości. 
Spędźcie te święta w przyjemnej atmosferze i w otoczeniu tego co kochacie najbardziej - czy to rodzina, czy ukochany pupil, czy też jeśli wolicie to w towarzystwie dobrej lektury. 
Wesołych Świąt!

21 grudnia 2013

Weź mnie do torebki i miej zawsze przy sobie! - żel antybakteryjny Dermo Pharma o zapachu melona.

Będąc w domu często myję ręce. Nie zakrawa to chyba jeszcze o paranoję, ale lubię czuć, że mam czyste ręce. Niestety wybierając się poza dom, w miejsca publiczne typu centrum handlowe czy supermarket często nie mam możliwości umycia dłoni. W takiej sytuacji pomocnym produktem jest antybakteryjny żel do rąk, którym odświeżam swoje dłonie bez użycia wody.


Marka Dermo Pharma ma w swojej ofercie ciekawe, zapachowe żele do higieny rąk. Skuszona zapachem melona sięgnęłam po buteleczkę. No dobra, skusił mnie też uroczy kolor żelu i zatopione w nim niebieskie granulki :) 


Miałam już żele antybakteryjne kilku różnych firm, ale zawsze były one mniejszej pojemności - 30 lub 50ml. Tutaj mamy sporą butelkę, o pojemności 88ml. Sama buteleczka ma ciekawy, niebanalny kształt kopniętego prostopadłościanu ;) 
Zawartość buteleczki to jak już wspominałam różowy żel z niebieskimi granulkami. Dozuje się wygodnie, nie jest zbyt rzadki i szybko się wchłania/ulatnia z dłoni. Pozostawia ręce odświeżone, zdezynfekowane i pięknie pachnące. Na początku czuć woń alkoholu, aby potem przemieniła się ona w przyjemny melonowy aromat, który utrzymuje się na dłoniach jeszcze przez jakiś czas. 
Plus za to, że mimo zawartości alkoholu nie wysusza skóry dłoni. Co prawda nie zauważyłam też żeby jakoś je pielęgnował mimo zawartości witaminy E ale grunt że im nie szkodzi :)
Kolejną zaletą żelu jest jego wydajność. Wystarcza naprawdę na dłuuugo, nawet przy częstym stosowaniu. Sama już nie pamiętam kiedy zakupiłam swój egzemplarz i nadal mam pół buteleczki. 


Cena takiego żelu to około 6,50zł za 88ml produktu. 
Żele są dostępne w czterech wariantach zapachowych:
- melon
- jabłko
- bawełna
- zielona herbata
Swój żel zakupiłam w Drogerii Natura i z zakupu jestem zadowolona. Kiedyś na pewno zaczaję się na inne wersje zapachowe - jabłko brzmi również ciekawie :)
A Wy macie swoich ulubieńców w kategorii żeli antybakteryjnych?

20 grudnia 2013

Podkręć swoje rzęsy z My Secret :)

Swego czasu panował istny boom na "tanie, a dobre" mascary Wibo, Essence czy My Secret. 
Nie dałam się ponieść szaleństwu i uparcie używałam swoich tuszy L'Oreal. Ale przy okazji któregoś spotkania blogerek w Opolu dostałam w swoje ręce mascarę My Secret Curly Lash. Długo czekała na swoją kolej, ale się wreszcie doczekała. 


Przyzwyczajona do silikonowych czy gumowych szczoteczek w tuszach do rzęs przeraziłam się po otwarciu tuszu My Secret. Toć to stara, tradycyjna, poczciwa szczoteczka się do mnie uśmiechnęła. Dlaczego uśmiechnęła? A dlatego, że jest lekko wygięta w łuk. No nic, kiedyś tylko takich używałam, więc uznałam, że chyba jakoś sobie poradzę ;) Początki były trudne, bo i tusz był najpierw zbyt rzadki, za dużo się go nabierało na szczoteczkę, ale z czasem osiągnęłam pożądane efekty. 


Maskara ma za zadanie podkręcać rzęsy. Moim zdaniem wywiązuje się z tej obietnicy całkiem nieźle. Ale ma jedną zasadniczą wadę - potrafi też efektownie posklejać rzęsy. Ja się wtedy ratuję inną szczoteczką i rozczesuję powstałe wcześniej pajęcze nóżki ;) 

Jak na mascarę za kilka/-naście złotych spisuje się ona świetnie. Daje porządną czerń na rzęsach, podkręca je i trzyma się cały dzień bez osypywania. Swoją drogą chyba jeszcze nie miałam tuszu, który by mi się brzydko osypywał pod oczami - czyżbym miała szczęście? :D 

Ze zmywaniem tego tuszu nie miałam większych kłopotów i standardowy demakijaż wystarczał w zupełności. 
Poniżej możecie zobaczyć jak tusz My Secret wygląda na moich rzęsach. Po lewej zdjęcie oka na goło, po prawej z tuszem My Secret. 


Jeżeli z braku funduszy któraś z Was skusi się na ten tusz, to na pewno coś z niego wyciągnie. Można uzyskać naprawdę ładny, wyraźny efekt uniesionych i podkręconych rzęs.
Może nie zachwyca przez to sklejanie, ale też mnie zbytnio nie zawiodła. 
Używałam jej często i chętnie, choć posiłkowałam się inną szczoteczką do rozczesywania. 
Pojemność - 12ml
 Cena - 10-12zł.


13 grudnia 2013

Moje cienie Inglot. Swatchowo.

Jeszcze przed wyjazdem z polski zamarzyło mi się żeby mieć w posiadaniu choć kilka osławionych cieni Inglot. Dlatego też jak tylko nadarzyła się sposobność, to od razu skompletowałam sobie potrójny zestaw cieni. Obrałam strategię - wezmę od razu trzy, żeby potem nie płakać o następne, jeśli mi się spodobają. 


Postawiłam na wykończenie metaliczne i perłowe, ponieważ matowych cieni mam już sporo i w sumie rzadko z nich korzystam. 

Dlaczego akurat taka kolorystyka? Już wyjaśniam:
- nr 431 brakowało mi wśród cieni typowego baby pink
- nr 103 jasny, kremowy cień nada się w razie czego do rozświetlania
- nr 422 brąz jest uniwersalny i często sięgam po brązy


Swatche bez bazy i innych ulepszaczy typu nakładanie na mokro:

Tak wygląda paleta w całości. Czy jestem zadowolona? Na razie trudno mi powiedzieć, bo zbyt mało używałam do tej pory cieni Inglot. Jeżeli uznam, iż jest taka potrzeba, to na pewno recenzja się pojawi :) 
Jak Wam się podobają cienie, które dla siebie wybrałam? Może macie jakieś swoje typy pochodzące z tej firmy? Jeżeli tak, to możecie śmiało polecić mi coś ciekawego :)


22 listopada 2013

Listopadowe nabytki, które dołączyły do mojej kosmetyczki :)

Listopad jest dla mnie miesiącem szalonym. Co się zresztą odbija na regularności prowadzenia bloga. 
Możecie nie wierzyć, ale ostatnio wizyty w drogeriach kończą się tym, ze wychodzę stamtąd z płynami do mycia naczyń, do płukania tkanin oraz innymi środkami czystości. Czy oszalałam? Nie, jeszcze nie ;) 
No ale kilka kosmetyków mi przybyło i od razu chcę Wam je pokazać i podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami.


Balsam do ciała w kostce Orientana. To najświeższy kosmetyk, który do mnie trafił. Przy okazji ciekawa jestem, czy już wiecie, że kosmetyki do ciała marki Orientana są dostępne w drogeriach Hebe? Nie? No to niosę radosną nowinę i możecie ich już szukać u siebie :)
Ja już miałam peeling do twarzy i balsam do ust Orientana, na razie kosmetyków do ciała nie miałam okazji używać. Może Wy miałyście już z nimi kontakt i możecie powiedzieć coś więcej na ten temat??? 


Puder w kompakcie Alterra. Najjaśniejszy odcień, jest praktycznie transparentny. 
Swoją drogą bardzo się ucieszyłam, kiedy zauważyłam w niemieckim Rossmanie stand Alterry, bo w Polsce mogłam o tym tylko pomarzyć ;) 


Pomadka pielęgnacyjna do ust Alterra. Lekko koloryzuje usta nadając im nieco ciemniejszy odcień od naturalnego. Pięknie pachnie wiśniami i to właśnie widok wiśni na opakowaniu zaważył na tym, że balsam trafił do mojego koszyczka z zakupami :) 


Tak, to już koniec. W tym miesiącu skromnie, acz nie powiem - ciekawie. Na kolejne zakupy kosmetyczne się nie zanosi, za to przerzuciłam się na sklepy budowlane i zakup tapet, farb czy też pędzli ;)
Życzę Wam miłego dnia oraz udanego weekendu :)

21 listopada 2013

Rozświetlacz dla bladych twarzy - Vipera Art of Color nr 102.

Kiedy kilka dobrych tygodni temu moja koleżanka pytała mnie o rozświetlacz dla początkującej osoby bawiącej się makijażem nie wiedziałam co mogę polecić. Miał to być kosmetyk o rozsądnej cenie, dostępny najlepiej stacjonarnie i niezbyt mocno błyszczący, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Teraz już wiem co mogę polecić z czystym sercem.


Vipera wychodzi naprzeciw oczekiwaniom kobiet o delikatnej urodzie i jasnej karnacji. Mozaika z serii Art of color o numerze 102 to puder w kompakcie przeznaczony dla bladolicych.
Szukałam delikatnego rozświetlacza, na wyspie Vipery wypróbowałam wszystkie testery i udało mi się trafić na to, czego szukałam.


Puder znajduje się w lichym, plastikowym opakowaniu bez lusterka. Literki na wieczku szybko się ścierają. Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć jak puder wygląda po ponad miesiącu użytkowania.
Opakowanie dodatkowo zabezpieczone jest kartonikiem, a także dołączony jest puszek do pudru. Nie próbowałam go używać, więc się nie wypowiem na jego temat. Nawet gdybym chciała go wypróbować, to nie dam rady, bo zwyczajnie go gdzieś zgubiłam ;) Wolę puder nakładać na twarz pędzlem - tą metodę mam już opanowaną i nie obawiam się o placki na twarzy czy inne rewelacje.


Mozaika złożona jest z kilku różnych odcieni pudru o różnych wykończeniach. Można rozróżnić elementy bardziej opalizujące, ale także matowe. Można zauważyć odcienie brązu, beżu oraz te transparentne. Całość po nałożeniu na twarz nie daje żadnego zabarwienia, jednak widoczne jest rozświetlenie. Puder jest miękki i z łatwością poddaje się pędzlowi. Nieco może się kruszy i pyli, ale nie jest to zbyt spektakularne i można to przeżyć bez większego szwanku.

Ja nakładam ten puder w miejsca gdzie nakłada się tradycyjny rozświetlacz. Można go nakładać na cała twarz, ale mnie irytują migrujące po twarzy rozświetlające drobinki. Nie są one duże, ale po dotknięciu twarzy ręką, na ręce pozostaje ślad od pudru. Dlatego pozostaję przy opcji używania go jako rozświetlacza.

Nadaje się on idealnie na co dzień. Nie daje spektakularnego błysku, a naturalny, zdrowo wyglądający look. Ja na wieczorowe wyjścia wolę jednak większe rozświetlenie, więc sięgam po coś bardziej efektownego.
Polecam osobom, które zaczynają dopiero eksperymenty z makijażem, nie miały do tej pory żadnego pudru rozświetlajacego, ale także osobom bladolicym, bo świetnie się u nich sprawdzi.

Swoją mozaikę kupiłam stacjonarnie na wyspie Vipera za 20zł, ale widziałam je także w sklepie internetowym Vipery za 17,99zł.


16 listopada 2013

Alverde, olejek migdałowo-arganowy do włosów.

Kiedy rozpoczęła się moda na kosmetyki Alverde, olejek migdałowo-arganowy szybko zrobił furorę.
Jak tylko miałam możliwość zakupu tego olejku, to od razu z niej skorzystałam. 
W ten sposób jestem posiadaczką tego olejku już od roku, a nadal mam go sporo w buteleczce. 


Olejek zamknięty jest w plastikowej buteleczce o pojemności 50ml. Jest on zaopatrzony w bardzo wygodną pompkę, którą można zablokować i uniknąć ewentualnej awarii w postaci wyciekania olejku. Świetny pomysł z taką pompką. 
Olejek jak olejek - jest tłusty, lekko żółtawy, pachnie cytrusowo, świeżo. Zapach nie jest intensywny, czuć go tylko podczas aplikacji, a później zanika.


Docelowo olejek przeznaczony jest do nakładania na umyte już włosy i skórę głowy. Producent uznał, że najlepiej jest nakładać olejek na umyte, jeszcze wilgotne włosy i wmasować. Od razu mówię - odradzam tą metodę. Moje włosy nawet po znikomej ilości olejku nałożonego i niespłukanego były obciążone, tłuste i oklapnięte. Myślę, że na włosach, które mają skłonność do puszenia się ten olejek zda egzamin. Jednak jeśli Wasze włosy są kapryśne i szybko się przetłuszczają, to polecam spłukiwanie tego olejku. Ale uwaga - u mnie nawet tradycyjne olejowanie, ze spłukiwaniem nie sprawdziło się. Nie tym olejkiem :( Generalnie muszę powiedzieć, że na włosy ten olejek u mnie się nie nadaje. Ale go używam. Do czego??? :)


Olejek Alverde migdałowo-arganowy wspaniale sprawdza się do nawilżania skóry. Używam go do skórek wokół paznokci, wmasowuję w paznokcie, aplikuję go na wysuszone dłonie czy też na skórę na łokciach czy inne kłopotliwe miejsca. Do tego celu nadaje się idealnie. Sprawdził się u mnie w tej roli znakomicie. Nadaje się także do masażu ciała, daje świetny poślizg, szybko się wchłania - polecam wypróbować :) 
Dlatego też nie jestem specjalnie wściekła na obietnice producenta o odżywionych, miękkich włosach, bo za to posiada wiele innych cech.
Olejek jest dostępny stacjonarnie w sieci drogerii DM, bądź też można go już zakupić w drogeriach internetowych. Cena oscyluje wokół 13-20zł (2,95Euro).

15 listopada 2013

Przyjemny umilacz makijażu - pędzel do różu Real Techniques.

Kiedy w lipcu wygrałam u Dimipedii pędzel Real Techniques nie spodziewałam się po nim cudów.
Owszem, ucieszyłam się, że będę miała możliwość wypróbować pędzel, bo tych nigdy za dużo :) 
Jak się szybko okazało, pędzel ro różu Real Techniques stał się moim ulubieńcem i używam go nie tylko do różu. Ale o tym przeczytacie niżej :)


Pędzel do różu Real Techniques posiada bardzo "kobiece" kształty, mocno stoi na nóżce i ma puchatą główkę :) Do tego różowe wykończenie nadaje mu kobiecości. Przyjemny gadżet, który miło jest mieć w swojej kosmetyczce. 


Pędzel mam już 4 miesiące, został już wiele razy wyprany i nic się z nim nie dzieje. Włosie od początku było bardzo miękkie i przyjemne w dotyku, zostało takie do teraz. Nie wypadają z niego żadne woski, nic się nie łamie ani nie odkleja. Mam nadzieję, że tak już pozostanie :) 
Napisy na rączce pozostały nietknięte, nie ścierają się, nie widać na niej żadnych śladów użytkowania.


Jak już kilkakrotnie wspominałam - włosie jest bardzo miękkie. Jednocześnie jest też bardzo gęste i ma kształt jajka. Wszystko razem sprawia, że pędzel jest wprost idealny do konturowania twarzy. Osobiście używam go zarówno do nakładania różu, jak i pudru brązującego, a także do rozświetlacza. Szaleństwo - 3w1 :) A jestem przekonana, że i z tradycyjnym pudrem ten pędzel sobie poradzi. 

Jeżeli któraś z Was posiada pędzel Hakuro H13 do konturowania, to spójrzcie jak wielkościowo te pędzle mają się do siebie. Muszę też przyznać, że jakościowo Real Techniques wypada lepiej, ale jest nieco mniej dokładny. 


Przejdźmy do ceny tego wychwalanego przez mnie pędzelka. Kupując na stronie producenta zapłacimy 9$. Jednak pędzle Real Techniques są dostępne również w innych drogeriach internetowych. Wspomniany pędzel do różu kosztuje obecnie około 44-50zł. Czy warto wydać taką kwotę na ten pędzel? Moim zdaniem warto. To inwestycja na lata, a stosunek jakości do ceny wydaje się być jak najbardziej w porządku.


13 listopada 2013

Z serii "nie polecam". Zmywacze do paznokci, które mnie zawiodły.

Dawno nie miałam takiego pecha. Ostatnio każdy zmywacz do paznokci, który wzięłam do ręki okazywał się bublem. A przynajmniej te dwa, o których chcę Wam dzisiaj opowiedzieć. Tak się składa, że oba pochodzą z firmy Donegal. Czyżby zbieg okoliczności??? 


Na pierwszy ogień rzucimy mały, niepozorny gadżet w postaci zmywacza do paznokci z gąbeczką.
Jest to zmywacz, o którym marzyłam od czasów młodości. Pamiętam jak taki zmywacz miała moja koleżanka, a ja wtedy nie miałam pojęcia gdzie można kupić taki bajer. I tak sobie wtedy tylko do niego wzdychałam. Dlatego kiedy spotkałam go w drogerii, od razu wspomnienia odżyły i bez wahania po niego sięgnęłam. 


Na początku wszystko było pięknie. Nawet dawałam radę jako-tako zmywać lakier tym zmywaczem. Jednak po kilku użyciach zaczęły się schody...
Gąbeczka zmieniła kolor z różowej na bliżej nieokreślony. Zmywanie lakieru nie było już tak przyjemne i łatwe jak na początku. I wkładanie palców do takiej brzydkiej, brudnej gąbki nie było przyjemnością. Ostatecznie zmywacz szybko skończył swój żywot w koszu na śmieci.
Mało wydajny, mało estetyczny zmywacz do paznokci, dzięki któremu spełniłam swoje marzenie z młodości niestety mnie zawiódł.


Drugi zmywacz, który zawiódł moje oczekiwania to zmywacz w żelu o zapachu mango. Brzmi wspaniale? Owszem, ale tylko brzmi ;) Niestety ten zmywacz dał ciała na całej linii. Zacznijmy od konsystencji, która jako, że jest żelowa, to nie wchłania się w wacik. Skoro się nie wchłania, to jak ma zmywać? Z założenia zmywacz powinien zmywać lakier. Ale ten niestety tego nie robi. Próbowałam z różnymi lakierami - od kremowych przez piaskowe aż po glittery. I jest mi smutno bo żeby pozbyć się lakieru z paznokci potrzebowałam cały stos wacików. A do tego musiałam zużyć wiele siły i wylać sporo potu. Nie, dziękuję. To nie dla mnie. A zapach? Zapach jak zapach. Miało być mango, a wyszła alkoholowa-mango-nijaka woń.

Oba zmywacze kosztowały zaledwie po kilka złotych, a zakupiłam je w Drogerii Natura. Odradzam zakup, chyba, że jesteście masochistkami :)

8 listopada 2013

Paznokcie jak malowane. Trzy razy manicure.

Od dwóch tygodni nie maluję paznokci. Straszna to dla mnie kara. 
Ale w zamian za to pokażę Wam moje trzy manicure, które niedawno nosiłam na swoich paznokciach. 
Myślę, że są na tyle różnorodne, że każdy znajdzie coś dla siebie :) 


Wykorzystane lakiery:

Wykorzystane lakiery:

Wykorzystane lakiery:

6 listopada 2013

Lepiej późno niż wcale - zakupy poczynione w październiku :)

Nareszcie udało mi się nieco ogarnąć ze wszystkim i przygotować dla Was notkę. 
Tradycyjnie już pokażę Wam moje kosmetyczne zdobycze z minionego miesiąca. 
Brakuje kilku drobiazgów, ale już nie miałam czasu przed wyjazdem na zrobienie im zdjęć. 


1. Lakiery Golden Rose. Na pomarańczowy namówiła mnie Spooky Nails, a nowości z serii 3D byłam zwyczajnie ciekawa :) 


2. Krem do twarzy Sylveco. Ta marka cieszy się dobrą opinią, z pomadki byłam sama zadowolona, więc kiedy spotkałam stacjonarnie krem, to od razu go kupiłam. Na razie czeka w kolejce ;)


3. Zestaw La Roche Posay. Wiosną tego roku Effaclar Duo okazał się być moim wybawieniem, dlatego znów po niego sięgnęłam.


4. Żel pod prysznic AA. Dorwany w Lidlu, skusił mnie zapach. Jednak nie na taki zapach liczyłam i się jednak rozczarowałam. Ta kawa ma się nijak do kawy, którą ma w ofercie Yves Rocher.


5. Lakiery P2. Mogłyście już oglądać swatche obu lakierów na moim blogu. Klik i Klik :) 


6. Woda toaletowa S by Shakira. Recenzja już się pojawiła :) TUTAJ.


7. Vipera. Mozaika rozświetlająca do twarzy. Już szykuję jej recenzję, a zdradzę tylko tyle, że się polubiłyśmy :)


8. Paletka na cienie oraz trzy wkłady Inglot. Moje pierwsze cienie z Inglota. Na razie w fazie testów :) 


9. Baza pod cienie Inglot. Kupiona w okazyjnej cenie, ciekawe czy okaże się hitem ;)


10. Podkład Bourjois oraz zmywacz Eveline. Podkład to już mój stały punkt, natomiast zmywacz jest nowością, z której na razie jestem zadowolona.


11. Półprodukty. Niestety mam kapryśną cerę i muszę o nią mocno dbać :/ 


12. Zestaw do samodzielnego przygotowania pomadek do ust. Tylko czekam, aż w końcu będę mieć swoje mieszkanie z kuchnią i spreparuję sobie te pomadki :) Na pewno na blogu pojawi się fotorelacja z przebiegu całego eksperymentu :)


To by było na tyle. Choć w sumie nie wszystko pokazałam, bo kupiłam jeszcze na zapas krem Effaclar K, jakiś mały olejek do kąpieli, jedwab do włosów i lakier do włosów. Czuję się rozgrzeszona ;) A jak u Was wyglądał październik?