niedziela, 3 czerwca 2012

Lakier MNY w kolorze baby pink + nowy nagłówek :D

Hej :)
Miała być notka wczoraj wieczorem, ale dałam ciała. Za to dzisiaj będzie bardzo różowo ;)
Na początku spójrzcie na nagłówek, spójrzcie na notkę, jeszcze raz spójrzcie na nagłówek. Taaak, jest on nowy. Różowy i tylko mój ;P A kto go wykonał? No wiadomo, że nie ja, bo nie wiem jak się robi tak ładne rzeczy. Z tego miejsca bardzo dziękuję Kokosowej Pannie, która poświęciła swój cenny czas i go dla mnie zrobiła, znosząc dzielnie moje grymaszenie :) Jeszcze raz dziękuję :*

Teraz kosmetycznie - na temat lakieru do paznokci MNY o numerze 251, którego kolor roboczo nazywam baby pink ;)

Kupiłam go w promocji ze zmywaczem za jakieś 8zł. Nie liczyłam na cuda, więc się też zbytnio nie przejechałam na nim ;) Ale po kolei.

Buteleczka jest bardzo schludna i estetyczna.
Pędzelek jest wygodny, dobrze się nim maluje, bo jest lekko spłaszczony.
Wysychanie standardowe, nie jest tragicznie i nie trzeba pół dnia/nocy niczego nie dotykać, żeby nie uszkodzić świeżego lakieru ;)
Krycie tragiczne... Mam na paznokciach 3 warstwy, a i to jest mało, bo wolny brzeg mi przebija delikatnie. To nie na moje nerwy. Pewnie przy ciemniejszych kolorach jest z tym lepiej.
Trwałość jest świetna. Nie pamiętam ile dokładnie dni mam go już na paznokciach <około 5-6> i nie mam ani jednego odpryska, jedynie końcówki się starły nieco, ale to nic dziwnego ;)
Wykończenie kremowe, bez jakichkolwiek drobinek, poświaty czy innych cudów.
Tak wyglądają 3 warstwy na paznokciach:

Nie żałuję, że go kupiłam mimo tego słabego krycia. Na długich paznokciach wygląda to słabo, ale będę go trzymać na gorsze czasy, czyli na okres, kiedy będę mieć krótkie pazurki. 
Posiadacie może jakieś lakiery MNY? Jak się sprawują, jakie macie o nich zdanie? A może ten kolor wpadł Wam w oko? Taki wiosenno/letni? :)
Buziaki :*

sobota, 2 czerwca 2012

Uwaga - dokładam do wymianki :)

Witajcie :)

Chciałabym Wam skromnie przypomnieć o zakładce WYMIANKA :)
Dzisiaj dołożyłam jeszcze kilka kosmetyków. Jakich? Takich:





Dodatkowo gwarantuję, że do każdej wymianki dorzucam pełnowymiarowy, nowy krem do rąk Garnier lub Ziaja <przyznawane losowo> :)

Serdecznie zapraszam :)
A wieczorem zapraszam na tradycyjny, kosmetyczny post :) O czym? To się okaże ;P
Buziaki :)

piątek, 1 czerwca 2012

Ulubiona pomadka i jej domek + seria foto mych usteczek ;P

Hej :)
Na początku bardzo Wam dziękuję za wczorajsze życzenia :) Jesteście kochane :*
Zabrakło mi czasu i sił, żeby pojedynczo odpisywać, więc odpisuję dzisiaj zbiorowo ;)
Kilka z Was pytało o babeczki - tak ta różowa masa to budyń, ale zrobiłam go na połowie zalecanego mleka, żeby był właśnie taki twardy i zbity. Wyszedł idealny kiedy wsypałam dwie saszetki budyniu na pół litra mleka.

Teraz przejdę już do tematu posta. Przedstawię Wam moją ostatnio ulubioną pomadkę i jej małe mieszkanko :)

Jest to pomadka firmy Oriflame. Jedyny kolor, który mocno przypadł mi do gustu. Do tej pory nie udało mi się trafiać z kolorem dla mnie. Ta okazała się strzałem w dziesiątkę.

Nie trzeba być spostrzegawczym, żeby zauważyć, że pomadka pochodzi z serii Pure Colour a kolor nazywa się Vintage Rose.
Nie trzeba też być orłem, żeby zauważyć, że opakowanie niestety pozostawia sporo do życzenia. Jest plastikowe i słabe.
Pomadka pod wpływem ciepła wygięła mi się i teraz brzydko wygląda. No ale w sumie pomadka nie musi wyglądać, a ma dobrze służyć. No i mi służy :)
Jak już wcześniej wspominałam - zauroczył mnie jej kolor.

Poza tym dobrze się rozprowadza na ustach, jest bezproblemowa i stosunkowo miękka. Nawet bez lusterka mogę się nią umalować. Nie wysusza mi jakoś ekstremalnie ust, co sobie bardzo chwalę.
Tak się prezentuje na moich ustach :

Nooo to tyle na temat pomadki ;)
A teraz przejdę do jej M1 :) Jest ono bardzo przytulne, ciasne ale własne. I ma lusterko :) Zamyka się na zatrzask i nie otwiera w przepełnionej gratami torebce ;P Czerwona wyściółka skradła me serce :D
Odzywa się we mnie gadżeciara ;P

Etiu na pomadkę kosztowało mnie całe 1,50 zł
Pomadka Oriflame Pure Colur kosztowała w promocji 8,90 zł

czwartek, 31 maja 2012

Nagroda, zakupy, prezenty, poczęstunek, urodziny - zakręcony post :D

Tak się składa, że 23 lata temu przyszłam na ten świat ;) Z tej właśnie okazji chciałbym Was najpierw poczęstować chociaż babeczkami :D Więc się częstujcie śmiało:

Smakowało? Mam nadzieję, ze tak :) To teraz z pełnymi brzuszkami możemy przejść dalej.
Otóż wczoraj miałam dobry dzień. Odwiedziła mnie pani listonoszka z przesyłkami. W jednej z nich była nagroda z konkursu u Agabil na makijaż mineralny. Wybrałam sobie podkład mineralny w kolorze Neutral Ivory. Wygląda tak:

Kolejną paczuszką był prezent urodzinowy od narzeczonego. A są to... pędzle do makijażu Hakuro :) Sama je zamawiałam, więc wiedziałam czego się spodziewać ;P Do tego wzięłam sobie pędzelek Kozłowski do eyelinera.

Kolejnym kosmetycznym prezentem był prezencik od rodziców. Całości nie będę pokazywać, więc wyjęłam tylko płyn do kąpieli Joanna o zapachu bzu. Nigdzie nie mogłam go upolować, a mamuśka go znalazła ;) No i obowiązkowo pachnąca świeczka :)

A totalnie niekosmetycznym, ale za to idealnym prezentem dla takiej sroczki jak ja był podarek od koleżanki :) Dostałam śliczny zegarek i również zapachowe świeczki :) Uwielbiam jak tak wszyscy wiedzą co lubię i mi dogadzają ;D

No a teraz ostatni punkt dzisiejszego posta, czyli moja niedawne małe zakupy ;)
Cień co powiek z Essence z limitki MarbleMania, podkład Miraculum o którym ostatnio pisałam oraz lakier holograficzny Eveline. Tak się kończy wejście do małej drogerii którą zazwyczaj omijam, a jest w niej duuużooo ciekawych kosmetyków ;)

Dziękuję za uwagę i jednocześnie przepraszam, że dziś tak chaotycznie ;) Jutro już będzie konkretnie i na temat - obiecuję :)
Miłego dnia :)

środa, 30 maja 2012

Rilanja Care maseczka do twarzy z solą z Morza Martwego.

Dawno nie było tutaj nic o pielęgnacji - cały czas tylko kolorówka i kolorówka. A jak powszechnie wiadomo, o swe ciałko dbam regularnie :) Dlatego też dziś nieco o pielęgnacji twarzy, a konkretnie o maseczce do twarzy Rilanja Care. Maseczki te można zakupić tylko w drogerii Schlecker.
Za 2 złote kupujemy podwójną saszetkę, każda z nich ma pojemność 7,5 ml, co okazuje się wystarczającą ilością kosmetyku. Muszę przyznać, że te 7,5ml to naprawdę sporo jak na jedną aplikację :)
Jak używać tej maseczki i czemu ma ona służyć??? Ma wygładzać i rozjaśniać dzięki zawartości soli z morza martwego:
Maseczka ma bardzo gęstą konsystencję, coś jak glinka. Jest śnieżnobiała i bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy. Pokażę Wam moją sweet fotkę, a co!
Teraz nieco o działaniu i o moich wrażeniach :)
Twarz od razu po nałożeniu maseczki mocno szczypie. Na początku bardzo się przeraziłam i bałam się, że skończę z czerwonymi plackami na twarzy. No ale postanowiłam wytrwać. Przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że jeżeli w tej maseczce faktycznie zawarta jest sól z Morza Martwego, to pewnie to pieczenie jest uzasadnione. Jak się okazało, moje początkowe obawy były nieuzasadnione i po zmyciu maseczki żadnych plam ani czerwonych przebarwień.
Po tych zalecanych 15 minutach maska zdążyła zaschnąć na twarzy. Jako, że na buzi miałam jej sporą warstwę, to dość długo trwało jej zmywanie. Samo zmywanie nie było kłopotliwe. Podczas zmywania zauważyłam jakąś śliskość tej maseczki. Pozostawiła jakiś taki delikatny film na twarzy. Nie żeby coś tłustego, tylko taka cieniuteńka warstewka.
Czy skóra była wygładzona i rozjaśniona? Na pierwszy rzut oka i tak gołym okiem ciężko to stwierdzić. Wiem, że maseczka mi nie zaszkodziła, a czy pomogła? Może i tak :) Może zadziałała na moją skórę w niewidoczny dla mnie sposób?

Zawsze mam problem z recenzowaniem maseczek... Prawie nigdy nie zauważam znaczącej różnicy w stanie cery przed i po ;) Dlatego też polecam spróbować samemu! O! :D Taka maseczka kosztuje tylko 2zł, co nie jest majątkiem. Nawet jeśli się nie spodoba, to tragedii nie będzie.
Dla zainteresowanych zdjęcia opakowania z przodu i z tyłu, gdzie umieszczony jest skład:

Mam jeszcze maseczkę tej samej firmy ale typu peel-off, zobaczę czy po tej zauważę jakieś efekty ;) 
Buziaki :)

wtorek, 29 maja 2012

Tęczowe-kolorowe powieki :) +zaproszenieeee ;P

Witajcie w ten piękny, słoneczny dzień :)

Na początku chciałam Was zaprosić do polubienia fan page bloga ;) Fan page istnieje już długo, ale jako, że nie potrafiłam wrzucić ramki na bloga, nie korzystałam z niego. Wczoraj na szczęście z pomocą innych udało mi się to ogarnąć i po prawej stronie na pasku możecie polubić właśnie fan page bloga :) Będą się na nim pojawiać zapowiedzi, małe zakupy, ciekawostki, czasami konkursy i wiele innych :) Zapraszam serdecznie!

A teraz wracam do tematu tęczowo-kolorowych powiek. Nie wiem czy faktycznie wyszły tęczowe, bo nigdy nie wiem jakie kolory ma tęcza. No bo i jakoś nigdy nie próbowałam się "nauczyć" tych kolorów. Makijaż wykonywałam wczoraj, poniosło mnie trochę i wyszło jak wyszło :) Odważyłam się nawet wyjść z tym do ludzi i nikt nie padł na zawał serca widząc mój makijaż.
Ok, dosyć ględzenia, wrzucę zdjęcia, bo jestem w stanie Was totalnie zanudzić pisaniną :D


Teraz jeszcze zoom na oczko:

U kilku dziewczyn widziałam w makijażach turkusowe, niebieskie linie wodne i mnie totalnie zauroczyły. Musiałam pokombinować i u siebie. Jak Wam się to podoba? Mam wrażenie, że całość wyszła bardzo...wakacyjnie :D

poniedziałek, 28 maja 2012

Miraculum, Ideal Satin Make Up - tani, a dobry podkład.

Witajcie :)
Dzisiaj kilka słów o podkładzie na który w normalnych warunkach pewnie w ogóle bym nie spojrzała ;) Ale pewnego pięknego poranka wstałam, już miałam się umalować, a okazało się, że mój ostatni podkład wyzionął ducha ;) Zrozpaczona pojechałam do najbliższego sklepu, gdzie również sprzedają kosmetyki. Taka ni to drogeria, ni to sklepik. Poprosiłam o jakiś bardzo jasny podkład, a najjaśniejszy jaki Pani ekspedientka miała, to był właśnie podkład Miraculum. Nic mi innego nie zostało jak tylko zapłacić i wypróbować.
Podkład znajduje się w plastikowej tubce, z której nie ma problemu go wydobyć.
Najjaśniejszym kolorem jest jasny beż. Szczerze mówiąc obawiałam się go. Bałam się, bo wyglądał na ciemniejszy niż moja cera. No ale ryzyk-fizyk. Nałożyłam i jak się okazało nie ma tragedii :) Wyszedł minimalnie ciemniejszy, ale po nałożeniu pudru sypkiego już było idealnie.
Kolor prezentuje się tak:

Zobaczmy jeszcze co obiecuje producent :

Teraz mogę się odnieść do obietnic ;)
Otóż owszem, podkład dzięki temu, że jest dość gęsty i ma kremową konsystencję dobrze się rozprowadza. Ja go nakładam ręką i nie sprawia mi żadnych problemów.
Podkład nie zatyka porów - zgadzam się. Początkowo odnosiłam wrażenie, że zatyka, ale szybko okazało się, że to inny kosmetyk był powodem kłopotów skórnych.
Kryje dobrze. Bardzo dobrze :) Zobaczcie jak radzi sobie z wyrównaniem kolorytu skóry oraz kryciem niedoskonałości na twarzy:

Jak widać powyżej fluid zakrył widoczne piegi, ukrył czerwone plamy i inne niedoskonałości, zminimalizował cienie pod oczami, generalnie wyrównał koloryt.
Czego chcieć więcej? Ano chcieć :) Producent obiecuje jeszcze matowe wykończenie. Nooo i tu się też zgadzam :D Skóra po nałożeniu podkładu jest matowa, ale nie jakaś strasznie "płaska". Można by rzec, że jest to taki satynowy mat ;) Ja i tak zawsze nakładam jeszcze puder sypki, więc w sumie nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Podkład trzyma się na twarzy cały dzień, nie wymaga poprawek. Może to kwestia tego, że mam raczej suchą skórę.

Ostatnio czytając KWC znalazłam informację, że ten podkład Miraculum jest odpowiednikiem dawnej Kolastyny Satin Make Up. Pamiętam, że kilka lat temu zużywałam podkład Kolastyny na litry ;P

Za 30ml zapłacimy około 11-13zł.
Za tak niską cenę polecam wypróbować, jeśli gdzieś traficie na ten podkład :) Jeśli okaże się minimalnie za ciemny, to zawsze można go wymieszać z jakimś jaśniejszym podkładem.
Dla zainteresowanych wklejam skład:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...