20 czerwca 2017

Nowe etui na telefon - Tosave.

Etui na telefon jest u mnie ważnym elementem, który służy nie tylko temu, żeby telefon dobrze wyglądał, ale również ochronie jego obudowy. Bo tak się składa, że mam to szczęście bycia niezdarą i często telefon mi spada, obija się i niestety wygląda później po prostu źle. Obecny telefon, Samsung Galaxy S7 Edge spadł mi już drugiego dnia, prosto na beton i tylna część obudowy jest już potłuczona. Tak, to trzeba być mną, żeby tak szybko załatwić nowy sprzęt. Od tamtego incydentu noszę komórkę tylko w pokrowcu. Czy to zwyczajny, silikonowy, czy coś bardziej ekstra, to już w zależności co mi w ręce wpadnie. A jakiś czas temu zamówiłam sobie etui na telefon na stronie Tosave.

http://www.tosave.com/de/p/PUTPU-View-Window-Flip-Wallet-Case-Cover-For-Samsung-GALAXY-Smartphone-Cover-30368.html

Etui w kolorze złotym przykuło moją uwagę, ponieważ jest zamykane, a zamknięcie zaopatrzone jest w magnes. Więc przednia klapka nie otwiera się samoistnie, co jest tutaj dużym plusem. Po otwarciu etui możemy zobaczyć małą kieszonkę w owej otwieranej klapie. Jest to o tyle praktyczne, że wychodząc z domu na szybko i zabierając ze sobą tylko telefon i klucze, możemy tam schować swoją kartę płatniczą i mamy problem z głowy, bo i zapłacić za cokolwiek nie będzie kłopotem, a i karta nie będzie się poniewierać po kieszeniach.
Bajerem, który przekonał mnie do zakupu tego etui jest składana tylna część etui, z której możemy zrobić podstawkę pod smartfona i oglądać filmy np.na YouTube w poziomie w wygodnej pozycji. Dla mnie jest to o tyle przydatne, że codziennie rano robiąc makijaż odpalam sobie jakiś filmik i teraz nie potrzebuję tworzyć piramid aby ustawić wygodnie telefon. Jestem z tej funkcji mega zadowolona!

http://www.tosave.com/de/p/PUTPU-View-Window-Flip-Wallet-Case-Cover-For-Samsung-GALAXY-Smartphone-Cover-30368.html

Na początku obawiałam się jakości tego produktu. Bo w końcu zamawiając z różnych chińskich stron można się spodziewać wszystkiego. I tak, kiedy etui do mnie doszło uznałam, że nie będzie niczego warte, wygląda jakby było z kartonu i nie wróżę mu długiej przyszłości u mnie. I zdziwienie! Używam go codziennie od kwietnia i na razie zero uszkodzeń! Nic nigdzie się nie przetarło, nie przebarwiło, nie urwało, nie połamało. No jestem pod wrażeniem. Tu sprawdza się powiedzenie aby nie oceniać książki po jej okładce. I u mnie pierwsze wrażenie było takie sobie, a jednak tak bardzo się myliłam.


Moje kolejne obawy były związane z tym, czy etui w ogóle będzie pasować na mój telefon. Teoretycznie wybrałam swój model, markę, ale bywa i tak, że coś przystosowanego pod dany model po prostu na niego nie pasuje. Na szczęście wszystko się zgadza, pokrowiec leży jak na mój telefon uszyty ;) Otwór na aparat znajduje się w odpowiednim miejscu i generalnie prezentuje się dobrze.
Przyznam, że pokrowiec może wizualnie tyłka nie urywa, ale jak wspominałam - u mnie ma być funkcjonalnie, a nie bajecznie i pięknie. W końcu telefon to dla mnie poniekąd narzędzie pracy, a nie zabawka ;)


Podsumowując muszę przyznać, że etui zasługuje na pochwałę i polecenie. Co okazało się dla mnie niezłym zaskoczeniem, bo byłam jednak sceptycznie nastawiona. Obawiałam się wielu problemów, z których ostatecznie żaden nie zaistniał.
Jeśli zajrzycie na stronę Tosave, to możecie zobaczyć, że mają oni bogatą ofertę pokrowców na smartfony dostosowane do danych modeli i z możliwością wyboru spośród wielu kolorów. Ze swojej strony serdecznie polecam :)

17 czerwca 2017

Clinique anti-blemish solutions 01 fresh alabaster

Próbowanie nowych podkładów to dla mnie zawsze ekscytujące przeżycie. Mam skórę normalną w kierunku mieszanej, ale jednocześnie o bardzo jasnym odcieniu, co zwykle utrudnia mi znalezienie odpowiedniego kosmetyku. O ile świecący nos mogę w ciągu dnia poprawić, to zbyt ciemnego koloru już niestety nie zniweluję. Dlatego też nie lubię kupować w ciemno tego typu kosmetyków, tym bardziej jeśli mam wydać na nie nieco więcej pieniędzy. Jakoś wtedy uczucie porażki nieco się potęguje. Ale bywają wyjątki od reguły i zdarza mi się zaryzykować. Tak też było z podkładem Clinique Anti-blemish solutions. Zapoznałam się z recenzjami, opisami na stronach internetowych i niedługo potem podkład zagościł w moim domu.


Zdecydowałam się na kolor 01 fresh alabaster. Jest jasny, ale nie jest to najjaśniejszy podkład jaki miałam w życiu. Mimo to, ładnie stapia się z buzią i po dobrym wpracowaniu i połączeniu z innymi kosmetykami wykańczającymi jestem w stanie uzyskać zadowalający mnie efekt.
Podkład ma standardową pojemność 30ml, zamknięty jest w plastikowej butelce bez żadnej pompki czy innych udogodnień. Niestety przez opakowanie nie widać zużycia produktu. Poza tym na koniec warto jest rozciąć opakowanie, bo na ściankach i przy wylocie osadza się jeszcze sporo kosmetyku, który szkoda zmarnować.
Podkład jest dosyć gęsty, ale nie sprawia problemu podczas aplikacji. Gładko i równomiernie się rozprowadza niezależnie od tego czy jest nakładany palcami, pędzlem czy gąbką do makijażu. Mimo swojej gęstości nie jest ciężki i nałożony lekką ręką nie tworzy efektu maski. Można nim budować krycie poprzez dokładanie drugiej i kolejnych warstw, ale już pierwsza daje ładny efekt i wyrównuje koloryt skóry.


Zdecydowanie jest to podkład, który daje matowe wykończenie na twarzy, jednak ja i tak zawsze dodatkowo utrwalam go jeszcze pudrem matującym, bo u mnie makijaż musi utrzymywać się na twarzy około 12-14 godzin. I tak też się dzieje przy anti-blemish. Podkład trzyma się na buzi cały dzień i przez cały czas skóra wygląda bardzo dobrze. Uwielbiam efekt jaki daje ten podkład i to, że jest bardzo trwały.
Poniżej widzicie jak prezentuje się moja twarz:
  1. Całkowicie bez makijażu
  2. Z samym podkładem Clinique anti-blemish solutions
  3. W pełnym makijażu


Przyznam, że gdyby podkład Clinique miał jeszcze o ton jaśniejszy odcień i nieco mniej podkreślał moje pory, to mógłby być moim ideałem. Sama trwałość, wykończenie i efekt jaki daje na twarzy są naprawdę powalające. Krycie również okazuje się być niezłe, co większe zaczerwienienia można ukryć pod korektorem, ale i bez niego można się obyć. Cena tego podkładu oscyluje wokół 100zł. Uważam, że warto w niego zainwestować, bo naprawdę efekt jaki daje jest niesamowity.
Nawet przy częstym, codziennym stosowaniu jego użycie nie odbiło się negatywnie na stanie i kondycji mojej cery.


W sklepie internetowym producenta dopatrzyłam się trzynastu odcieni tego podkładu i okazuje się, że istnieje jeszcze jaśniejszy niż ten, który ja posiadam, a jego nazwa brzmi Fresh Fair. Jednak obawiam się, że jego podtony okażą się zbyt różowe jak dla mnie, więc ja raczej po tamten kolor nie sięgnę. Ale jestem przekonana, że 01 fresh alabaster jeszcze kiedyś u mnie zagości :)
Skład wraz z analizą znajdziecie TUTAJ :) 
Tymczasem życzę Wam udanego weekendu :)

29 maja 2017

Silikonowa mata do mycia pędzli - Tosave.

Od dłuższego czasu chińskie sklepy cieszą się dużą popularnością. I nic dziwnego, bo czasami można tam zakupić niedrogie, a ciekawe czy też dobre jakościowo produkty. Ja oprócz tych znanych powszechnie stron trafiłam na Tosave.com. I przyznam, że asortyment zaciekawił mnie na tyle, że zakupiłam kilka rzeczy. Pierwszą rzeczą jest silikonowa mata do mycia pędzli. Dotychczas męczyłam się małym, silikonowym czyścikiem do twarzy, który teoretycznie przeznaczony do oczyszczania twarzy. Ale koniec z tym, teraz mam sporych rozmiarów matę.


Silikonowa mata do mycia pędzli jest dostępna w wielu różnych kolorach, a ja zdecydowałam się na czarną. Uznałam, że na czarnej nie będzie widać ewentualnych odbarwień.
Jest ona odpowiednio gruba, nie ma szans żeby mogła się porwać, zniszczyć. Dzięki swojej elastyczności świetnie dopasowuje się do kształtu umywalki. Na spodzie maty są specjalne zasysacze, którymi mocujemy ją do powierzchni umywalki. Przyznam, że przy małej umywalce może być kłopot i przyssawki mogą się tak dobrze nie trzymać powierzchni. Najlepiej sprawdzi się to rozwiązane w dość płaskich umywalkach.


Mata posiada siedem różnych powierzchni z różnymi wypustkami. Każda część przeznaczona jest do różnych rodzajów pędzli, np.pędzle do cieni, czy też do twarzy mają swoje oddzielne powierzchnie. Są one dobrze opisane, ale oczywiście nie musimy się ściśle trzymać tych opisów i korzystać z maty w taki sposób w jaki jest nam wygodnie. Ja przyznam, że próbowałam na różne sposoby i każda z powierzchni z wypustkami daje radę.


Muszę się przyznać, że ta mata to moje wybawienie. Do tej pory nie przepadałam za czynnością jaką jest mycie pędzli do makijażu. Zazwyczaj była to czasochłonna procedura i mój mały czyścik nieraz ześlizgiwał mi się z dłoni, co było nieco frustrujące. Teraz skrócił się zarówno czas mycia pędzli jak i poziom mojej frustracji. Mycie pędzli stało się czymś znośnym, co nie zajmuje dużo czasu ani nie zużywa masy energii.


Dla mnie ta silikonowa mata to świetne odkrycie i jestem zadowolona, że ją zamówiłam. Mycie pędzli już nie kojarzy mi się z katorgą, jest szybkie i bezbolesne.
Dajcie znać z jakich narzędzi korzystacie do mycia pędzli, czy znacie tego typu maty? A może macie jeszcze inne wynalazki, które uprzyjemniają pranie pędzli?

PS. Jeśli kogoś interesują włosy, oczywiście takie do przedłużania swoich naturalnych, to KLIK :) 

28 maja 2017

Yves Rocher woda toaletowa o zapachu bzu - Purple Lilac.

Definitywnie maj kojarzy mi się zawsze z zapachem bzu. Mało tego, uwielbiam ten zapach i zawsze niesamowicie cieszę się widząc kwitnące drzewa bzu. Kojarzy mi się on z dzieciństwem, gdyż mieliśmy przed domem dwa drzewka bzu - jedno z białymi, a drugie z fioletowymi kwiatami. Zawsze czekałam na moment, aż kwiaty będą już rozbite i na całym podwórzy unosił się ten cudowny, bzowy aromat. Dlatego też uznałam, że koniecznie w maju musi pojawić się recenzja zapachu od Yves Rocher, właśnie bzowego. Czy może być coś piękniejszego, niż ulubiony zapach kwiatów zamknięty w butelce???


Yves Rocher posiada w swojej ofercie wodę toaletową o zapachu bzu. Kiedy tylko to zobaczyłam, koniecznie musiałam nabyć, żeby się przekonać czy będzie to prawdziwy, czysty bez, czy jakaś marna, chemiczna woń, która koło bzu nawet nie leżała. Ale zacznijmy od początku.
Samo opakowanie zrobiło na mnie dobre wrażenie - ładny, solidny kartonik z pięknym zdjęciem bzu skąpanego w promieniach słonecznych. Buteleczka minimalistyczna, przezroczysta, bez zbędnych udziwnień, kolorystycznie powiązana z samym zapachem.


Zapach również robi wrażenie. Po wypuszczeniu pierwszej mgiełki zapachu z atomizera miałam wrażenie, że czuję zapach bukietu bzu. Cały bukiet zamknięty w małej butelce. Coś pięknego! Świeże kwiaty, bez nutki sztuczności, czy innej chemii. Po prostu sam bez w czystej postaci. Jestem zachwycona jak świetnie można odwzorować zapach tego typu.
Trwałość pozostawia według mnie sporo do życzenia, gdyż dla mnie jest to podobna trwałość do mgiełek do ciała. Trzyma się na skórze jakąś godzinę, dwie, a później niestety pozostaje jedynie piękne wspomnienie. Na szczęście butelka jest duża i ma pojemność 100ml, więc nie muszę sobie tej wody oszczędzać. Regularna cena takiej butelki to 89zł, ale widziałam, że aktualnie jest promocja i kosztuje jedynie 59zł. Co za pojemność 100ml już nie jest jakąś zawrotną kwotą.


Zapach idealny na wiosnę, kojarzący się z majem i pierwszymi ciepłymi dniami. Coś dla kobiet kochających kwiatowe, świeże zapachy, lub jak ja, wielbiących bez ponad wszystko. Dla mnie coś wspaniałego, nie żałuję zakupu i na pewno będę do niego wracać. Zwłaszcza, że z zapachem bzu mam dobre wspomnienia, a ta woda toaletowa doskonale je utrwala.
Dla zainteresowanych zostawiam link do strony - KLIK.

1 maja 2017

Wakacyjna chciejlista I Summer wishlist

Dziś mamy pierwszy dzień maja, mojego ulubionego miesiąca. Jeszcze tylko trzy miesiące i lecę na urlop, więc stopniowo zaopatruję się w odpowiednią odzież. Uświadomiłam sobie, że mam niedobór kostiumów kąpielowych oraz innych akcesoriów, które będą mi niezbędne do funkcjonowania. Ręczniki plażowe już grzecznie czekają w szufladzie, kilka innych rzeczy również, ale to wszystko cały czas niewiele. Więc nadal poszukuję w otchłaniach sklepów internetowych rzeczy, które mogą mi się przydać. Dziś przedstawiam Wam krótką listę odzieży i akcesoriów, które wyszperałam w sklepie SammyDress. Zapraszam do obejrzenia co mi wpadło w oko.

www.sammydress.com?lkid=10641638

Zawsze największym wyzwaniem dla mnie jest znalezienie odpowiedniego kostiumu kąpielowego. Musi być wygodny, nie wiązany na szyję i odpowiednio podtrzymywać mój biust. Z racji sporych rozmiarów biustu wiązania na szyję okazują się zazwyczaj bolesnym wyborem, więc teraz celuję raczej w kostiumy na ramiączkach. Tak jak ten, który znalazłam i poniżej oznaczyłam numerem 4. Jednoczęściowy, ale jednocześnie seksowny i podkreślający kobiece atuty.

Jak wiadomo na urlopie nie biega się tylko cały czas w strojach kąpielowych, więc przydatne są także różnego rodzaju lekkie sukienki czy też tuniki. Poniżej możecie zobaczyć pod numerami 2 i 3 modele, które naprawdę mnie zaciekawiły. Zwłaszcza czarna, ażurowa tunika, którą można luźno zarzucić na kostium. Bardzo praktycznie oraz przewiewnie.

Dodatki są równie ważne jak odzienie. Kapelusz osłoni nasze głowy i ramiona przed ostrym słońcem, a przy okazji doda sporo wdzięku. Okulary przeciwsłoneczne świetnie podkreślą nasz styl, ale także sprawią, że spod nich będziemy mogły niezauważenie zerkać na przystojniaków przy basenie ;)
Modnym ostatnio dodatkiem są chokery, które założone nawet do stroju kąpielowego będą wyglądać naprawdę interesująco i dodadzą nam pazura. 

www.sammydress.com/Wholesale-Swimwear-c-301.html?lkid=10641638

5. Choker

Dajcie znać w komentarzach czy już przygotowujecie się do letnich wojaży? Czy może któraś z prezentowanych rzeczy spodobała się Wam tak jak mi? Czekam na Wasze opinie :) Buziaki!
PS. Tak, już się nie mogę doczekać lata! A Wy? :D

22 marca 2017

Manhattan Wake up concealer 001 Naturelle

Posiadaczki cieni i zasinień pod oczami bez wątpienia są fankami korektorów i kamuflaży. Bo czym zakryć te nieprzyjemne i niezbyt wdzięczne defekty? Najwygodniej i najbardziej praktycznie jest użyć korektora i na kilka godzin pozbyć się tych niedoskonałości.
Dla mnie ważne jest, aby taki korektor był odpowiednio jasny i co najmniej średnio kryjący. Poza tym dobrze jest, aby trzymał fason dobrych kilka godzin, bez przesuszania tej delikatnej strefy oraz bez rolowania się w zmarszczkach pod oczami. Kryteriów jest dosyć sporo, ale zdarzają się korektory, które spełniają moje oczekiwania.


Manhattan Wake up concealer 001 naturelle nie gości w mojej kosmetyczce po raz pierwszy. Jednak po zachwycie nad korektorem Catrice na jakiś czas o nim zapomniałam. Nic straconego, bo warto było odświeżyć naszą znajomość i przypomnieć sobie o jego zaletach. 
Niewątpliwie jest jasny. Jest jaśniejszy od większości posiadanych przeze mnie podkładów. Więc dla osób o bladej cerze będzie jak znalazł. Warto również dodać, że w ciągu dnia nie ciemnieje i nie tworzy plam, dobrze dogaduje się z moimi podkładami do twarzy.


Manhattan Wake up concealer 001 Naturelle przypudrowany dobrym pudrem trzyma się cały dzień na swoim miejscu. Jeśli nałożymy rozsądną ilość, to na pewno nie będzie wchodzić w zmarszczki pod oczami, tylko będzie trzymać fason i zakrywać nasze niedoskonałości. 
Jeżeli chodzi o krycie tego korektora, to muszę przyznać, że nie jest on jakimś gladiatorem wśród korektorów, ale ma krycie co najmniej średnie. Na moje potrzeby wystarczające, ale zaznaczam, że ja nie mam sińców pod oczami, tyko lubię wyrównywać koloryt w tym miejscu. 
Pojemność to 7ml, pojemniczek zaopatrzony jest w standardowy aplikator, którym wygodnie nakłada się korektor na wybrane obszary na twarzy. Cena regularna w drogerii Rossmann to 27,99zł, w drogeriach internetowych na pewno można zakupić go taniej, lub też polować na promocje.


Jak wspominałam, ja do Manhattan Wake up concealer 001 Naturelle wracam co jakiś czas i jestem z niego zadowolona. Moje wymagania spełnia w zupełności, podoba mi się jego jasny kolor i lekkość. Jeśli macie ochotę wypróbować, to ze swojej strony polecam. Jeśli obawiacie się straty prawie 30zł, to warto poczekać na promocję i wtedy skusić się na zakup. Jeśli znacie jakieś inne korektory w jasnych odcieniach, podobne do Catrice oraz Manhattan, to koniecznie polećcie, ja na pewno przyjrzę im się bliżej. Buziaki!

19 marca 2017

Woda micelarna do skóry delikatnej, suchej i normalnej L'Oreal Paris - zamiennik płynu Garnier?

Jako kobieta, która codziennie wykonuje makijaż, stale muszę być zaopatrzona w środki do demakijażu. Od lat jestem też miłośniczką płynów, wód micelarnych, a od dłuższego czasu używałam niezmiennie płynu micelarnego Garnier. Aż niedawno odkryłam w drogerii Rossmann wodę micelarną od L'Oreal Paris. Żądna wypróbowania tej nowości bez wahania sięgnęłam po niego na półkę. Czy się zawiodłam, czy raczej zachwyciłam, o tym przeczytacie poniżej.


Delikatna, bezwonna formuła, która ma chronić wrażliwą skórę, a jednocześnie skutecznie zmywać makijaż. Brzmi świetnie. Otwierając zatyczkę dużej 400ml butli faktycznie nie wyczuwam żadnego zapachu. Wygodny dozownik pozwala na wylanie odpowiedniej ilości płynu na wacik kosmetyczny. Zgodnie z zaleceniem producenta przykładamy nasączony wacik do partii twarzy, które chcemy zmyć, a płyn tą strefę oczyści bez niepotrzebnego pocierania. Tak też się dzieje, woda micelarna L'Oreal Paris rozpuszcza także tusz do rzęs oraz całą resztę makijażu. Skuteczność zdecydowanie na plus.


Płyn micelarny L'Oreal Paris jak już wspominałam jest bezzapachowy, jest też skuteczny, bo dobrze zmywa makijaż, a poza tym jest jeszcze delikatny i nie podrażnia skóry. Z ciekawości porównałam sobie skład wody Garnier z wodą micelarną z L'Oreal i jakież było moje zdziwienie gdy się okazało, że składy są niemal identyczne (różnią się raptem stężeniem jednego składnika).

Skład L'Oreal Paris:  
Aqua, Hexylene Glycol, Glycerin, Poloxamer 184, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Polyaminopropyl Biguanide.

Skład Garnier 3w1 skóra wrażliwa (różowa nakrętka): 
Aqua, Hexylene Glycol, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Poloxamer-184, Polyaminopropyl Biguanide


Słowem podsumowania - jeśli lubicie płyn micelarny Garnier, to ta nowość z L'Oreal Paris również powinna się Wam spodobać. Skład podobny, działanie identyczne, cena również zbliżona. Ja jestem zadowolona i już wiem, że obu płynów będę używać zamiennie w zależności od tego, na który akurat będzie promocja. A może znacie już i wypróbowałyście na sobie ten płyn micelarny? Jestem ciekawa czy macie podobne spostrzeżenia do moich. Buziaki!

14 marca 2017

Mgiełka do ciała Victoria's Secret Pure Seduction red plum&freesia.

Zapach to dla mnie istotny element garderoby. Tak, garderoby, ponieważ uważam, że zapach na siebie ubieramy i dopełniamy nim swoją stylizację.
Czasami nie mam ochoty na żadne konkretne perfumy, chcę czegoś lekkiego, zwiewnego. W tej roli zazwyczaj dobrze sprawdzają się mgiełki zapachowe do ciała.
Miałam już w swoim posiadaniu mgiełki do ciała różnych firm, między innymi Avon, Oriflame, Fruttini oraz inny wariant Victoria's Secret (Amber Romance). Jak wypada wśród nich Pure Seduction?


Kiedy w niemieckim Rossmannie pojawiła się promocja na mgiełki do ciała Victoria's Secret i za butelkę o pojemności 250ml placiło się 9,99€, postanowiłam wypróbować niektóre zapachy. Na pierwszy ogień poszła mgiełka Amber Romance, która już dawno mi się skończyła. Jako drugą kupiłam Pure seduction czerwona śliwka i frezja. Przyznam, że w drogerii zapach bardzo mi się spodobał i uznałam, że chcę koniecznie tak pachnieć. Ale czy na dłuższą metę dobrze znosiłam ten owocowo-kwiatowy aromat? Niekoniecznie.


Jest to produkt, który wzbudza we mnie sporo sprzecznych myśli. Już wyjaśniam dlaczego. Otóż zacznę od tego, że zapach na początku wydawał mi się idealny dla mnie - bardzo słodki, ciężki i uderzający tą słodyczą w nozdrza. Owszem, jego początek jest słodki i nawet rzekłabym mdły, aby za chwilkę zaatakować goryczką i kwiatowością. Po słodyczy pozostaje wspomnienie, zostaje przykry kwiatowy aromat. Dość specyficzny, trudny do opisania. No a za 15 minut zapach wietrzeje i nie pozostaje po nim nic. W przypadku kiedy zapach jest nieprzyjemny, ulgą jest moment w którym przestaję go czuć. Więc to, że jest nietrwały okazuje się być zaletą. Niestety mgiełki Victoria's Secret nie należą do najtańszych i płacenie regularnej ceny (w PL około 60zł) za 250ml mgiełki o słabej trwałości może być nieprzyjemnym doświadczeniem. 
Zaletą jest zdecydowanie elegancka butelka, wyróżniająca się na tle innych mgiełek do ciała. Przyznam, że bardzo mi się podoba i tworzy ładną ozdobę mojej łazienki.


Moja rada dla Was - zawsze dokładnie sprawdzajcie zapach w drogerii czy też perfumerii i odczekajcie trochę zanim zdecydujecie się na zakup. Wiadomo, że "co nagle to po diable", więc i w tym przypadku się z tym powiedzeniem zgodzę. Ja, zawiedziona trwałością i zapachem tej mgiełki nie skuszę się na kolejne mgiełki Victoria's Secret. Uważam, że w niższej cenie można znaleźć tego typu produkty, być może nawet o przyjemniejszym zapachu oraz lepszej jakości. Za sam wygląd butelki chyba nie warto płacić takich pieniędzy jakie życzą sobie producenci za mgiełki Victoria's Secret.
Dajcie znać jakie są Wasze doświadczenia z tego typu produktami. Znacie, lubicie mgiełki do ciała? Jakich marek produkty tego typu polecacie? Buziaki!