27 czerwca 2017

Balsam do ust NUXE Rêve de Miel

Produkt o którym dziś mowa, trafił w moje ręce całkowicie przypadkiem. Miałam ogromną ochotę na olejek do pielęgnacji ciała i włosów NUXE, a znalazłam w korzystnej cenie cały zestaw w skład którego wchodzą: balsam do ust, krem do twarzy oraz olejek. Żal było nie kupić, zwłaszcza wiedząc, że wszystkie te kosmetyki zostaną przeze mnie szybko zużyte. 


Kilka suchych faktów od producenta (i ode mnie) na temat balsamu do ust NUXE Rêve de Miel:

  • Odżywia, regeneruje i chroni usta
  • Zawiera 78% składników naturalnego pochodzenia
  • Ma w składzie miód, masło shea, olejki roslinne, esencję z grejpfruta
  • Cena waha się od 23,90zł do ok 40-45zł 
  • Waga to 15g


Patrząc po opisie producenta - hit, cud, miód i orzeszki. Sugerując się opiniami znajomych - lepszego specyfiku nie mogłam kupić! Po otwarciu słoiczka  (ciężkiego, szklanego) zachwyt, bo zapach piękny, cytrusowy. Pewnie to zasługa esencji z grejpfruta. Ale to kwestia względna, bo pewnie znajdą się osoby, którym przeszkadza w tego typu kosmetykach tak intensywny zapach.

Konsystencja balsamu jest dość tępa, gęsta i trudna we współpracy. Ponadto nakładając kosmetyk na usta można wyczuć pod palcami, a także już na ustach, drobinki jakby peelingujące. Nie rozpuszczają się one nawet pod wpływem ciepła, a co za tym idzie osadzają się na ustach. Uniemożliwia to nakładanie na warstwę balsamu dodatkowo pomadki koloryzującej. Więc na co dzień trzeba podjąć decyzję - albo balsam NUXE, albo kolorowa pomadka. Ale już na noc spokojnie można nałożyć grubą warstwę balsamu i nie martwić się o wygląd ust.

Kosmetyk ten pozostawia na ustach matową, jakby mleczną poświatę. Kwestia gustu czy wygląda to ładnie, estetycznie i czy jesteśmy w stanie tak wyjść do ludzi. Mnie osobiście jest wszystko obojętne i jeśli chcę zregenerować swoje usta, to w tym momencie nie muszą one wyglądać jak z żurnala. Jednak mimo wszystko preferuję nakładanie tego balsamu grubszą warstwą na noc.

Opakowanie, czyli słoiczek sprawia, że nakładanie jest mało higieniczne. Lepiej jest zostawić słoik w domu i nakładać go tylko po uprzednim umyciu dłoni. Co u mnie jest w zasadzie logiczne, gdyż nakładanie balsamu na noc jest tożsame z wcześniejszą kąpielą. O higienę się w tym wypadku nie martwię.

Działanie. Czasami jest tak, że oczekiwania nie pokrywają się z rzeczywistością. Ja spodziewałam się cudów na kiju, wspaniałego specyfiku, który sprawi, że jak po dotknięciu czarodziejską różdżką będę miała miękkie i gładkie usta. Tak się niestety nie stało. Działanie porównałabym do tego jakie osiągam po użyciu masełka czy wazeliny do ust. Czuję na nich barierę ochronną, ale jako takiego nawilżenia czy natłuszczenia już niekoniecznie.


Jeśli macie ochotę na wypróbowanie tego miodowo-cytrusowego cudaka, to czemu nie. Nawet z czystej ciekawości czy się u Was sprawdzi można zakupić. Bo może akurat na Wasze usta zadziała odpowiednio i doczekacie się regeneracji, której ja nie doświadczyłam?
Zaletami tego balsamu jest niesamowita wydajność i bardzo ładny, naturalny skład. Jako kompres i ochrona na noc nadaje się świetnie, na co dzień pod pomadkę już niestety niekoniecznie.
Ja nie widzę efektu "wow" i po skończeniu słoiczka raczej do niego nie wrócę, ale znam osoby zachwycone, które zużywają po kilka opakowań i po wykończeniu jednego od razu zaopatrują się w kolejne.
Dajcie znać czy kojarzycie ten produkt, a może miałyście już z nim styczność? Jeśli tak, to dajcie znać jak się u Was sprawdził!

25 czerwca 2017

Granatowa listonoszka - Tosave

Będąc nadal w temacie niekosmetycznym, pociągnę temat akcesoriów, które niedawno trafiły w moje ręce za pośrednictwem sklepu Tosave. Dzisiaj po krótce na temat granatowej torebki, która zdecydowanie na pierwszy rzut oka wydała się mocno w moim stylu. Byłam tylko ciekawa wykonania oraz jakości i tego, czy produkt będzie zgodny z tym, co zobaczyłam na zdjęciach zamieszczonych w sklepie internetowym. Bo z tym zawsze jest loteria.

http://www.tosave.com/de/p/Casual-PU-Leather-New-Shoulder-Bag-Fashion-Womens-Crossbody-Messenger-Sling-Bag--34554.html

Granatowa listonoszka miała być moim codziennym kompanem podczas drogi do oraz z pracy. Chciałam ją sobie zwyczajnie przerzucać przez ramię co rano i przemierzać miasto wzdłuż i wszerz, zaopatrzona standardowo w portfel, telefon, klucze i kilka kosmetyków. Więcej mi do szczęścia nie trzeba.
Kiedy owa torebusia do mnie dotarła zdziwiłam się nieco, bo na stronie wyglądała na porządniejszą, a w rzeczywistości wydaje się jakby wykonana z cienkiej ceraty. Cóż, będzie trzeba na nią uważać i trzymać z dala od kocich pazurków.
Kolejne zdziwienie nadeszło, kiedy próbowałam zapakować do torebki mój (sporych rozmiarów) portfel. Zonk. W żaden sposób nie byłam w stanie umiejscowić go tak, aby móc zapiąć suwak. A to u mnie podstawa bezpieczeństwa, bo nie wyobrażam sobie śmigać po mieście z portfelem wystającym z torebki - czyste zaproszenie dla złodzieja. Więc albo wymienię portfel, albo będę luzem wrzucać dokumenty i kartę w torebkę. Innej opcji nie mam.

http://www.tosave.com/de/p/Casual-PU-Leather-New-Shoulder-Bag-Fashion-Womens-Crossbody-Messenger-Sling-Bag--34554.html

Po tym krótkim narzekaniu przejdę może do zachwytów. Zacznę od tego, że torebka nie posiada żadnych widocznych wad, uszczerbków i wykonana jest bardzo estetycznie. Żadnych wystających nitek, tandetnych zamków, ćwieków czy innych dodatków. Tak być powinno i cieszę się, że się nie zawiodłam w tej kwestii.
Pasek torebki ma regulację, która umożliwia nam wydłużenie go i noszenie torebki przerzuconej przez tułów, ale możemy go również skrócić i nosić tradycyjnie, standardowo na ramieniu. Tak też wygląda dobrze.
Torebka jest na tyle uniwersalna, że można ją założyć zarówno do dżinsów i ramoneski, ale także połączyć ją z sukienką i koturnami. Jej uniwersalność mnie urzekła, więc pewnie zabiorę ją ze sobą także na urlop w tym roku.

http://www.tosave.com/de/p/Casual-PU-Leather-New-Shoulder-Bag-Fashion-Womens-Crossbody-Messenger-Sling-Bag--34554.html

Funkcjonalna kieszeń z tyłu to dla mnie wielki plus. Lubię do niej wrzucać drobniaki, zapalniczkę czy też balsam do ust. Takie drobiazgi przynajmniej nie zaginą w czeluści torebki i zawsze będą pod ręką.
Czasami nawet torebka za kilka dolarów może okazać się praktyczna. W tym wypadku tak się stało mimo mojej początkowej niechęci.


Do wyboru jest pięć kolorów: czarna, ciemnobrązowa, czerwona, brązowa i granatowa. Ja bardzo lubię nosić dżins, a granat wydaje mi się dobrze współgrać z tym materiałem, więc sięgnęłam po granat. I jestem zadowolona, bo akurat w tym kolorze torebki mi brakowało.
Ostateczny bilans jest dodatni i jestem z torebki zadowolona. Mała, lekka, poręczna i ładna. Więcej grzechów nie pamiętam ;)

20 czerwca 2017

Nowe etui na telefon - Tosave.

Etui na telefon jest u mnie ważnym elementem, który służy nie tylko temu, żeby telefon dobrze wyglądał, ale również ochronie jego obudowy. Bo tak się składa, że mam to szczęście bycia niezdarą i często telefon mi spada, obija się i niestety wygląda później po prostu źle. Obecny telefon, Samsung Galaxy S7 Edge spadł mi już drugiego dnia, prosto na beton i tylna część obudowy jest już potłuczona. Tak, to trzeba być mną, żeby tak szybko załatwić nowy sprzęt. Od tamtego incydentu noszę komórkę tylko w pokrowcu. Czy to zwyczajny, silikonowy, czy coś bardziej ekstra, to już w zależności co mi w ręce wpadnie. A jakiś czas temu zamówiłam sobie etui na telefon na stronie Tosave.

http://www.tosave.com/de/p/PUTPU-View-Window-Flip-Wallet-Case-Cover-For-Samsung-GALAXY-Smartphone-Cover-30368.html

Etui w kolorze złotym przykuło moją uwagę, ponieważ jest zamykane, a zamknięcie zaopatrzone jest w magnes. Więc przednia klapka nie otwiera się samoistnie, co jest tutaj dużym plusem. Po otwarciu etui możemy zobaczyć małą kieszonkę w owej otwieranej klapie. Jest to o tyle praktyczne, że wychodząc z domu na szybko i zabierając ze sobą tylko telefon i klucze, możemy tam schować swoją kartę płatniczą i mamy problem z głowy, bo i zapłacić za cokolwiek nie będzie kłopotem, a i karta nie będzie się poniewierać po kieszeniach.
Bajerem, który przekonał mnie do zakupu tego etui jest składana tylna część etui, z której możemy zrobić podstawkę pod smartfona i oglądać filmy np.na YouTube w poziomie w wygodnej pozycji. Dla mnie jest to o tyle przydatne, że codziennie rano robiąc makijaż odpalam sobie jakiś filmik i teraz nie potrzebuję tworzyć piramid aby ustawić wygodnie telefon. Jestem z tej funkcji mega zadowolona!

http://www.tosave.com/de/p/PUTPU-View-Window-Flip-Wallet-Case-Cover-For-Samsung-GALAXY-Smartphone-Cover-30368.html

Na początku obawiałam się jakości tego produktu. Bo w końcu zamawiając z różnych chińskich stron można się spodziewać wszystkiego. I tak, kiedy etui do mnie doszło uznałam, że nie będzie niczego warte, wygląda jakby było z kartonu i nie wróżę mu długiej przyszłości u mnie. I zdziwienie! Używam go codziennie od kwietnia i na razie zero uszkodzeń! Nic nigdzie się nie przetarło, nie przebarwiło, nie urwało, nie połamało. No jestem pod wrażeniem. Tu sprawdza się powiedzenie aby nie oceniać książki po jej okładce. I u mnie pierwsze wrażenie było takie sobie, a jednak tak bardzo się myliłam.


Moje kolejne obawy były związane z tym, czy etui w ogóle będzie pasować na mój telefon. Teoretycznie wybrałam swój model, markę, ale bywa i tak, że coś przystosowanego pod dany model po prostu na niego nie pasuje. Na szczęście wszystko się zgadza, pokrowiec leży jak na mój telefon uszyty ;) Otwór na aparat znajduje się w odpowiednim miejscu i generalnie prezentuje się dobrze.
Przyznam, że pokrowiec może wizualnie tyłka nie urywa, ale jak wspominałam - u mnie ma być funkcjonalnie, a nie bajecznie i pięknie. W końcu telefon to dla mnie poniekąd narzędzie pracy, a nie zabawka ;)


Podsumowując muszę przyznać, że etui zasługuje na pochwałę i polecenie. Co okazało się dla mnie niezłym zaskoczeniem, bo byłam jednak sceptycznie nastawiona. Obawiałam się wielu problemów, z których ostatecznie żaden nie zaistniał.
Jeśli zajrzycie na stronę Tosave, to możecie zobaczyć, że mają oni bogatą ofertę pokrowców na smartfony dostosowane do danych modeli i z możliwością wyboru spośród wielu kolorów. Ze swojej strony serdecznie polecam :)

17 czerwca 2017

Clinique anti-blemish solutions 01 fresh alabaster

Próbowanie nowych podkładów to dla mnie zawsze ekscytujące przeżycie. Mam skórę normalną w kierunku mieszanej, ale jednocześnie o bardzo jasnym odcieniu, co zwykle utrudnia mi znalezienie odpowiedniego kosmetyku. O ile świecący nos mogę w ciągu dnia poprawić, to zbyt ciemnego koloru już niestety nie zniweluję. Dlatego też nie lubię kupować w ciemno tego typu kosmetyków, tym bardziej jeśli mam wydać na nie nieco więcej pieniędzy. Jakoś wtedy uczucie porażki nieco się potęguje. Ale bywają wyjątki od reguły i zdarza mi się zaryzykować. Tak też było z podkładem Clinique Anti-blemish solutions. Zapoznałam się z recenzjami, opisami na stronach internetowych i niedługo potem podkład zagościł w moim domu.


Zdecydowałam się na kolor 01 fresh alabaster. Jest jasny, ale nie jest to najjaśniejszy podkład jaki miałam w życiu. Mimo to, ładnie stapia się z buzią i po dobrym wpracowaniu i połączeniu z innymi kosmetykami wykańczającymi jestem w stanie uzyskać zadowalający mnie efekt.
Podkład ma standardową pojemność 30ml, zamknięty jest w plastikowej butelce bez żadnej pompki czy innych udogodnień. Niestety przez opakowanie nie widać zużycia produktu. Poza tym na koniec warto jest rozciąć opakowanie, bo na ściankach i przy wylocie osadza się jeszcze sporo kosmetyku, który szkoda zmarnować.
Podkład jest dosyć gęsty, ale nie sprawia problemu podczas aplikacji. Gładko i równomiernie się rozprowadza niezależnie od tego czy jest nakładany palcami, pędzlem czy gąbką do makijażu. Mimo swojej gęstości nie jest ciężki i nałożony lekką ręką nie tworzy efektu maski. Można nim budować krycie poprzez dokładanie drugiej i kolejnych warstw, ale już pierwsza daje ładny efekt i wyrównuje koloryt skóry.


Zdecydowanie jest to podkład, który daje matowe wykończenie na twarzy, jednak ja i tak zawsze dodatkowo utrwalam go jeszcze pudrem matującym, bo u mnie makijaż musi utrzymywać się na twarzy około 12-14 godzin. I tak też się dzieje przy anti-blemish. Podkład trzyma się na buzi cały dzień i przez cały czas skóra wygląda bardzo dobrze. Uwielbiam efekt jaki daje ten podkład i to, że jest bardzo trwały.
Poniżej widzicie jak prezentuje się moja twarz:
  1. Całkowicie bez makijażu
  2. Z samym podkładem Clinique anti-blemish solutions
  3. W pełnym makijażu


Przyznam, że gdyby podkład Clinique miał jeszcze o ton jaśniejszy odcień i nieco mniej podkreślał moje pory, to mógłby być moim ideałem. Sama trwałość, wykończenie i efekt jaki daje na twarzy są naprawdę powalające. Krycie również okazuje się być niezłe, co większe zaczerwienienia można ukryć pod korektorem, ale i bez niego można się obyć. Cena tego podkładu oscyluje wokół 100zł. Uważam, że warto w niego zainwestować, bo naprawdę efekt jaki daje jest niesamowity.
Nawet przy częstym, codziennym stosowaniu jego użycie nie odbiło się negatywnie na stanie i kondycji mojej cery.


W sklepie internetowym producenta dopatrzyłam się trzynastu odcieni tego podkładu i okazuje się, że istnieje jeszcze jaśniejszy niż ten, który ja posiadam, a jego nazwa brzmi Fresh Fair. Jednak obawiam się, że jego podtony okażą się zbyt różowe jak dla mnie, więc ja raczej po tamten kolor nie sięgnę. Ale jestem przekonana, że 01 fresh alabaster jeszcze kiedyś u mnie zagości :)
Skład wraz z analizą znajdziecie TUTAJ :) 
Tymczasem życzę Wam udanego weekendu :)