20 czerwca 2017

Nowe etui na telefon - Tosave.

Etui na telefon jest u mnie ważnym elementem, który służy nie tylko temu, żeby telefon dobrze wyglądał, ale również ochronie jego obudowy. Bo tak się składa, że mam to szczęście bycia niezdarą i często telefon mi spada, obija się i niestety wygląda później po prostu źle. Obecny telefon, Samsung Galaxy S7 Edge spadł mi już drugiego dnia, prosto na beton i tylna część obudowy jest już potłuczona. Tak, to trzeba być mną, żeby tak szybko załatwić nowy sprzęt. Od tamtego incydentu noszę komórkę tylko w pokrowcu. Czy to zwyczajny, silikonowy, czy coś bardziej ekstra, to już w zależności co mi w ręce wpadnie. A jakiś czas temu zamówiłam sobie etui na telefon na stronie Tosave.

http://www.tosave.com/de/p/PUTPU-View-Window-Flip-Wallet-Case-Cover-For-Samsung-GALAXY-Smartphone-Cover-30368.html

Etui w kolorze złotym przykuło moją uwagę, ponieważ jest zamykane, a zamknięcie zaopatrzone jest w magnes. Więc przednia klapka nie otwiera się samoistnie, co jest tutaj dużym plusem. Po otwarciu etui możemy zobaczyć małą kieszonkę w owej otwieranej klapie. Jest to o tyle praktyczne, że wychodząc z domu na szybko i zabierając ze sobą tylko telefon i klucze, możemy tam schować swoją kartę płatniczą i mamy problem z głowy, bo i zapłacić za cokolwiek nie będzie kłopotem, a i karta nie będzie się poniewierać po kieszeniach.
Bajerem, który przekonał mnie do zakupu tego etui jest składana tylna część etui, z której możemy zrobić podstawkę pod smartfona i oglądać filmy np.na YouTube w poziomie w wygodnej pozycji. Dla mnie jest to o tyle przydatne, że codziennie rano robiąc makijaż odpalam sobie jakiś filmik i teraz nie potrzebuję tworzyć piramid aby ustawić wygodnie telefon. Jestem z tej funkcji mega zadowolona!

http://www.tosave.com/de/p/PUTPU-View-Window-Flip-Wallet-Case-Cover-For-Samsung-GALAXY-Smartphone-Cover-30368.html

Na początku obawiałam się jakości tego produktu. Bo w końcu zamawiając z różnych chińskich stron można się spodziewać wszystkiego. I tak, kiedy etui do mnie doszło uznałam, że nie będzie niczego warte, wygląda jakby było z kartonu i nie wróżę mu długiej przyszłości u mnie. I zdziwienie! Używam go codziennie od kwietnia i na razie zero uszkodzeń! Nic nigdzie się nie przetarło, nie przebarwiło, nie urwało, nie połamało. No jestem pod wrażeniem. Tu sprawdza się powiedzenie aby nie oceniać książki po jej okładce. I u mnie pierwsze wrażenie było takie sobie, a jednak tak bardzo się myliłam.


Moje kolejne obawy były związane z tym, czy etui w ogóle będzie pasować na mój telefon. Teoretycznie wybrałam swój model, markę, ale bywa i tak, że coś przystosowanego pod dany model po prostu na niego nie pasuje. Na szczęście wszystko się zgadza, pokrowiec leży jak na mój telefon uszyty ;) Otwór na aparat znajduje się w odpowiednim miejscu i generalnie prezentuje się dobrze.
Przyznam, że pokrowiec może wizualnie tyłka nie urywa, ale jak wspominałam - u mnie ma być funkcjonalnie, a nie bajecznie i pięknie. W końcu telefon to dla mnie poniekąd narzędzie pracy, a nie zabawka ;)


Podsumowując muszę przyznać, że etui zasługuje na pochwałę i polecenie. Co okazało się dla mnie niezłym zaskoczeniem, bo byłam jednak sceptycznie nastawiona. Obawiałam się wielu problemów, z których ostatecznie żaden nie zaistniał.
Jeśli zajrzycie na stronę Tosave, to możecie zobaczyć, że mają oni bogatą ofertę pokrowców na smartfony dostosowane do danych modeli i z możliwością wyboru spośród wielu kolorów. Ze swojej strony serdecznie polecam :)

17 czerwca 2017

Clinique anti-blemish solutions 01 fresh alabaster

Próbowanie nowych podkładów to dla mnie zawsze ekscytujące przeżycie. Mam skórę normalną w kierunku mieszanej, ale jednocześnie o bardzo jasnym odcieniu, co zwykle utrudnia mi znalezienie odpowiedniego kosmetyku. O ile świecący nos mogę w ciągu dnia poprawić, to zbyt ciemnego koloru już niestety nie zniweluję. Dlatego też nie lubię kupować w ciemno tego typu kosmetyków, tym bardziej jeśli mam wydać na nie nieco więcej pieniędzy. Jakoś wtedy uczucie porażki nieco się potęguje. Ale bywają wyjątki od reguły i zdarza mi się zaryzykować. Tak też było z podkładem Clinique Anti-blemish solutions. Zapoznałam się z recenzjami, opisami na stronach internetowych i niedługo potem podkład zagościł w moim domu.


Zdecydowałam się na kolor 01 fresh alabaster. Jest jasny, ale nie jest to najjaśniejszy podkład jaki miałam w życiu. Mimo to, ładnie stapia się z buzią i po dobrym wpracowaniu i połączeniu z innymi kosmetykami wykańczającymi jestem w stanie uzyskać zadowalający mnie efekt.
Podkład ma standardową pojemność 30ml, zamknięty jest w plastikowej butelce bez żadnej pompki czy innych udogodnień. Niestety przez opakowanie nie widać zużycia produktu. Poza tym na koniec warto jest rozciąć opakowanie, bo na ściankach i przy wylocie osadza się jeszcze sporo kosmetyku, który szkoda zmarnować.
Podkład jest dosyć gęsty, ale nie sprawia problemu podczas aplikacji. Gładko i równomiernie się rozprowadza niezależnie od tego czy jest nakładany palcami, pędzlem czy gąbką do makijażu. Mimo swojej gęstości nie jest ciężki i nałożony lekką ręką nie tworzy efektu maski. Można nim budować krycie poprzez dokładanie drugiej i kolejnych warstw, ale już pierwsza daje ładny efekt i wyrównuje koloryt skóry.


Zdecydowanie jest to podkład, który daje matowe wykończenie na twarzy, jednak ja i tak zawsze dodatkowo utrwalam go jeszcze pudrem matującym, bo u mnie makijaż musi utrzymywać się na twarzy około 12-14 godzin. I tak też się dzieje przy anti-blemish. Podkład trzyma się na buzi cały dzień i przez cały czas skóra wygląda bardzo dobrze. Uwielbiam efekt jaki daje ten podkład i to, że jest bardzo trwały.
Poniżej widzicie jak prezentuje się moja twarz:
  1. Całkowicie bez makijażu
  2. Z samym podkładem Clinique anti-blemish solutions
  3. W pełnym makijażu


Przyznam, że gdyby podkład Clinique miał jeszcze o ton jaśniejszy odcień i nieco mniej podkreślał moje pory, to mógłby być moim ideałem. Sama trwałość, wykończenie i efekt jaki daje na twarzy są naprawdę powalające. Krycie również okazuje się być niezłe, co większe zaczerwienienia można ukryć pod korektorem, ale i bez niego można się obyć. Cena tego podkładu oscyluje wokół 100zł. Uważam, że warto w niego zainwestować, bo naprawdę efekt jaki daje jest niesamowity.
Nawet przy częstym, codziennym stosowaniu jego użycie nie odbiło się negatywnie na stanie i kondycji mojej cery.


W sklepie internetowym producenta dopatrzyłam się trzynastu odcieni tego podkładu i okazuje się, że istnieje jeszcze jaśniejszy niż ten, który ja posiadam, a jego nazwa brzmi Fresh Fair. Jednak obawiam się, że jego podtony okażą się zbyt różowe jak dla mnie, więc ja raczej po tamten kolor nie sięgnę. Ale jestem przekonana, że 01 fresh alabaster jeszcze kiedyś u mnie zagości :)
Skład wraz z analizą znajdziecie TUTAJ :) 
Tymczasem życzę Wam udanego weekendu :)