11 grudnia 2016

Aktualizacja | Co u mnie nowego?

Witajcie w ten piękny, grudniowy dzień.
Czyżby w listopadzie znowu na blogu nastała cisza i słuch o mnie zaginął? Hmmm. Na to wygląda. Ale za to powiem Wam po krótce co się u mnie działo.  Po pierwsze przeprowadzka. Wiadomo, że nie da się w dwa dni przenieść z mieszkania do mieszkania, rozpakować wszystko i pięknie urządzić. Dlatego też potrzebowałam trochę czasu na ogarnięcie tego tematu.
A po przeprowadzce goście, goście, goście. Nie, nie robiliśmy parapetówki. Jeszcze brakuje nam kilku istotnych mebli, więc się wstrzymaliśmy. Jakoś źle bym się czuła widząc gości sadowiących się na podłodze ;)


Takie właśnie spartańskie warunki u nas panowały. Kiedy już się udało nam zadomowić, wstrętne wirusy nas zaatakowały i jedyne o czym marzyłam to ciepłe łóżko i herbata. No i oczywiście jakiś kot do kompletu coby nieco ciepłej było :)


Teraz, kiedy wszystko wraca na dobrą drogę, mogłam zabrać się za przygotowania do świąt  ❤ Uwielbiam okres przedświąteczny i zawsze bardzo chętnie ozdabiam mieszkanie własnoręcznie przygotowanymi ozdobami. Ale nie tylko. Dla mnie ma to swój klimat. Nawet kicz mi nie przeszkadza w tym okresie.


Muszę przyznać, że w Niemczech (przynajmniej na północy) ludzie bardzo wcześnie dekoracją swoje domy, celebrują ten przedświąteczny czas. Z pierwszą niedzielą adwentu zaczyna się świąteczny szał. Mnie to niesamowicie cieszy, choć znam osoby uważające to za dużą przesadę. Ale jak powszechnie wiadomo - wszystkim się nie da dogodzić ;)


Taaak. Teraz czas zabrać się za listę prezentów, bo jak na razie nie miałam czasu ani chęci, żeby się za to zabrać.  Jestem ciekawa co u Was słychać, jak wyglądają przygotowania do świąt, czy macie już coś zaplanowane?
Jeżeli chodzi o blog, to właśnie szykuję dla Was kilka kosmetycznych wpisów, bo bardzo się już za nimi stęskniłam. Dlatego też na dniach na pewno coś świeżego się tutaj pojawi. 
Tymczasem życzę Wam udanego tygodnia!

3 października 2016

Lancôme Trésor In Love

Lancôme Trésor In Love to perfumy, które miały swoją premierę w 2010 roku, ale dopiero teraz trafiły w moje ręce. Prawdą jest, że co się odwlecze, to nie uciecze. Kilka lat temu namiętnie kochałam się w tym zapachu, ale poczekałam z zakupem aż do niedawna. Czy był to zakup udany i czy jestem zadowolona? Przeczytajcie notkę, to się przekonacie.


Zacznijmy od samego zapachu. Co zostało zamknięte w uroczej buteleczce? Czy będą to perfumy dla każdego?
Nuta głowy: nektarynka, brzoskwinia, gruszka, bergamotka
Nuta serca: turecka róża, jaśmin, fiołek
Nuta bazowa: drzewo cydrowe, piżmo
Jednak z tego co zdążyłam zauważyć, w różnych źródłach są podane nieco inne nuty, odrobinę się od siebie różniące. Wybrałam te, które uznałam, że w jakiś sposób pokrywają się z moimi odczuciami.

Zapach sam w sobie jest słodki, pudrowy, ale nie mdły. Jest to zasługa kwiatowych akordów, które przełamują słodycz i sielankę. Lancôme Trésor In Love to zapach bardzo kobiecy, dziewczęcy, lekki, zwiewny i romantyczny. Nieco mydlany, acz nienachalny. Idealny na randkę, wieczorne wyjście, ale nie tylko. Można spokojnie używać go na co dzień, aby czuć się wyjątkowo i kobieco.


Flakon perfum Lancôme Trésor In Love jest można powiedzieć minimalistyczny, elegancki i uroczy. Szklany, bezbarwny, z czarnymi akcentami i uroczą różą przy dyfuzorze daje efekt klasycznej elegancji. Bardzo lubię takie klasyczne zapachy, oraz butelki perfum, które dodatkowo zdobią toaletkę.


Perfumy Lancôme Trésor In Love można uznać za klasyk, słodki kwiatowo-owocowy. Jednakże trwałość na mojej skórze pozostawia sporo do życzenia. Niestety po dwóch godzinach po zapachu pozostaje tylko wspomnienie. Dlatego też nie jestem w stanie określić jak perfumy rozwijają się na skórze z biegiem czasu. Paradoksalnie zakupu nie żałuję. Lubię czasami sięgnąć po te perfumy, choćby tylko po to, żeby przez godzinę czuć ich woń i napajać słodkim, uroczym zapachem. 

Ceny dla zainteresowanych (według strony wizaż.pl):
Pojemność 30 ml - Cena 219,00 zł
Pojemność 50 ml - Cena 319,00 zł
Pojemność 75 ml - Cena 399,00 zł

22 września 2016

Makeup Revolution London Ultra Blush Palette Golden Sugar - pierwsze wrażenia.

Co prawda moda i szał związane z kosmetykami Makeup Revolution London mamy już dawno za sobą, ale ja dopiero teraz nabyłam pierwszy kosmetyk tej marki. Właściwie jest to, jak nazwa wskazuje, paleta róży do policzków. Jak się okazuje, to tylko teoretycznie są róże, bo praktycznie znajdziemy tam zarówno róże jak i brązery, a także rozświetlacze. Wiedziałam o tym wcześniej, bo zrobiłam dokładny research i nie chciałam kupować niczego "w ciemno".


Paleta zapakowana jest w elegancki, czarny kartonik opatrzony złotymi opisami, na którego odwrocie znajdujemy zdjęcie wszystkich ośmiu róży. Pewnie dlatego na stanowisku Makeup Revolution w Rossmannie nie znalazłam żadnych testerów produktów. Muszę przyznać, że kolory są idealnie oddane i pokrywają się z zawartością palety.


Sama paleta jest z czarnego, solidnego plastiku oraz jest zaopatrzona w duże lusterko, przy użyciu którego można wykonać cały makijaż. To, że opakowanie jest czarne w połysku ma zarówno wady jak i zalety. Zaletą jest to, że paleta wygląda bardzo ładnie, minimalistycznie i poniekąd elegancko. Minusem jest to, że na opakowaniu widać każdy okruszek, brud i odciski palców. Więc po każdym wykonanym makijażu przy użyciu palety Makeup Revolution dobrze jest ją przetrzeć chusteczką nawilżaną, bądź choćby tylko wacikiem kosmetycznym z odrobiną toniku lub płynu micelarnego.

Paleta Makup Revolution London Ultra Blush zawiera osiem "róży" o całkowitej wadze 13g. Jej ważność to rok od momentu otwarcia. Nie wiem jednak czy nawet przy codziennym używaniu będę w stanie ją przez rok do końca zużyć.
Wiele osób twierdzi, iż paleta nie nadaje się do używania na dzień. A ja wręcz przeciwnie - używam jej do dziennego makijażu. Mimo wykończeń o których zaraz opowiem, twierdzę, że używanie z umiarem i delikatną ręką tych róży nawet do dziennego makijażu może być świetnym pomysłem.


Przechodząc do poszczególnych kolorów chcę także krótko opisać ich konsystencję, wykończenie oraz trwałość.
Idąc od górnego rzędu, od lewej strony, napotykamy jako pierwszy jasny, prawie biały, perłowy rozświetlacz. Ma suchą, sypką konsystencję i lubi się osypywać, ale za to jest bardzo mocno napigmentowany. Należy obchodzić się z nim ostrożnie i z wyczuciem. Jest bardzo trwały i przez cały dzień trzyma się na twarzy.
Zaraz obok rozświetlacza znajduje się jasnoróżowy, satynowy róż. Zdecydowanie świetny odcień dla kobiet o jasnej karnacji. Przyznam, że używam go prawie codziennie i bardzo podoba mi się efekt jaki daje na policzkach. Podobnie jak rozświetlacz jest raczej suchy i sypki, więc może nieco pylić.
Kolejny odcień to wpadający w fiolet, stonowany róż. Również jest bardzo ładny, satynowy, ale już jakby troszkę mniej napigmentowany. Niemniej jednak jestem z niego także zadowolona, bo jest to nieco chłodniejszy odcień i na jasnej cerze wygląda bardzo korzystanie.
Ostatni w górnym rzędzie to złoto-brązowy rozświetlacz, którego można używać także latem do ocieplenia cery. Ja na razie nie znalazłam dla niego zastosowania, jednak na śniadej cerze powinien wyglądać naprawdę ładnie. Jest to produkt nieco bardziej mokry, jakby kremowy, w związku z czym nie powinien się osypywać.


Dolny rząd w palecie jest nieco mniej oczywisty jeżeli przyjrzeć się kolorom produktów.
Pierwszy od lewej strony to satynowy rozświetlacz o uroczym, szampańskim kolorze. Niebanalny, pozbawiony zbędnych drobinek. W konsystencji suchy, pigmentację ma świetną, więc należy być z nim ostrożnym.
Kolejny odcień to perłowy róż. Klasyczny, intensywny, aczkolwiek równie jak mocno napigmentowany tak też równie mocno błyszczący. Dla fanek silnego blasku, moim zdaniem idealny do makijażu wieczorowego. Suchy, acz niepylący się uroczy róż.
Trzeci w kolejce jest produkt trudny do zdefiniowania. Miedziano-rudy, perłowy cudak być może nada się do śniadej cery jako róż, jednakże nie było dane mi tego sprawdzić. Przyznam, że widzę go jednak jako cień do powiek, bo w tej roli powinien być idealny,
Ostatni produkt to definitywnie matowy, ciepły brązer. Ktoś nie lubiący ciepłych brązerów pewnie byłby niezadowolony, jednak ja już go wypróbowałam i stwierdzam, że nadaje się także do konturowania twarzy. Ale uwaga! Jest bardzo mocno napigmentowany i trzeba mieć z nim wyczucie, bądź poświęcić nieco więcej czasu na rozcieranie go pędzelkiem.


Co mogę powiedzieć podsumowując całą paletę? Że jestem zadowolona z niej i używam jej od dnia zakupu codziennie. Wiedziałam po co sięgam, na co się decyduję i zakupu nie żałuję. Pewnie ze dwa róże będą przeze mnie tylko sporadycznie używane, ale dla pozostałych znalazłam już odpowiednie zastosowanie. Pewnie część z Was zna już produkty marki Makeup Revolution London, ale czy znacie tą paletkę? Dajcie koniecznie znać i napiszcie jak się Wam podoba.

18 września 2016

Dodatki do niemieckich czasopism | Październik 2016

Kolejna odsłona dodatków do niemieckich czasopism. Ktoś może pomyśleć, że rzucam się niczym hiena na gazety w których widzę jakikolwiek dodatek. Otóż nie, zawsze filtruję wszystko dokładnie, zwracam uwagę na to, czy dany produkt do czegoś mi się przyda, czy daną gazetę przeczytam, czy raczej wyjmę dodatek i ją wyrzucę. Tym razem również dobrze przemyślałam sprawę zanim sięgnęłam po te gazety, bo nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto.


Jako pierwszy wpadł mi w ręce miesięcznik Petra. Czasopismo znam już, wiem czego się po nim spodziewać i wiem, że zawsze znajdę w nim jakiś interesujący artykuł. Może nie jest to pismo najwyższych lotów, ale dla odprężenia się można je przewertować. Dodatkiem w tym miesiącu jest balsam do ciała Rituals z serii The Ritual of Dao o pojemności 70ml, czyli pełnowymiarowy produkt. Przyznam, że do tej pory nie miałam żadnego produktu Rituals i uważam, że jest to świetna okazja do zapoznania się bliżej z marką. 

Za miesięcznik Petra z dodatkiem zapłacimy dokładnie 3,20€. Sam balsam do ciała na stronie Rituals kosztuje 6€. Więc tutaj praktycznie za połowę tej ceny mamy i balsam i pismo. 

Dla mnie pojemność 70ml jest wręcz idealna. Bo o ile nie lubię balsamów do ciała, to taką niedużą tubkę jestem w stanie zużyć, w ostateczności nawet jako krem do rąk. Co prawda zapach balsamu jest nieco specyficzny, ale z kolei nie jest bardzo intensywny, więc na dłuższą metę nie męczy. Konsystencja jest treściwa, nie wodnista i za to duży plus. Uwielbiam produkty do ciała, które są gęste i nie przelewają się przez palce.


Drugi miesięcznik z dodatkiem to Glamour. Tym razem dodatkiem nie jest kosmetyk, a karta zniżkowa na zakupy w wybranych sklepach. Zazwyczaj bywa tak, że karta obowiązuje w trakcie danego weekendu, a tutaj mamy o tyle wydłużony czas trwania promocji, że zakupy ze zniżkami możemy zrobić od 30.09. do 08.10.2016. Więc mamy sporo czasu i możliwości.A jako, że to u mnie akurat okres krótko po wypłacie, to może zaopatrzę się w kilka rzeczy z myślą o okresie jesiennym.

Jeżeli natomiast chodzi o samo Glamour, to za tym pismem specjalnie nie przepadam z powodu stosunku ilości reklam do merytorycznych artykułów. Ale obiecuję sobie, że kiedyś wieczorem przewertuję sobie ten miesięcznik strona po stronie. Zawsze można tam poszukać jakichś inspiracji modowo-urodowych. Cena Glamour z kartą rabatową to 2,90€.


To tyle z ciekawszych dodatków w czasopismach na nadchodzący miesiąc. Cieszę się z zakupu, na pewno powyższe dodatki odpowiednio wykorzystam. Jestem również ciekawa jak prezentują się aktualnie dodatki w polskich czasopismach. Czy można tam znaleźć jakieś perełki? Dajcie koniecznie znać co Wy ostatnio upolowałyście, jakie pisma i dodatki?

16 września 2016

Stylowa świeczka DIY

Do wykonania niektórych projektów DIY długo dojrzewam, do innych długo szukam odpowiednich materiałów. Tak właśnie było tym razem. Wymarzyłam sobie śliczną świeczkę w zgrabnej, stylowej filiżance. Ale znalezienie odpowiedniej filiżanki, a następnie świeczki było nie lada wyzwaniem. Na szczęście z pomocą przyszedł mi pchli targ, na którym można znaleźć prawdziwe perełki. I udało mi się, znalazłam i zapłaciłam za nią całe 2€. 


Wykonanie jest naprawdę dziecinnie łatwe, a efekt końcowy co najmniej zadowalający. Wszystko czego potrzebowałam do stworzenia swojej świeczki to:
- filiżanka
- świeczka z której można swobodnie wyjąć knot
- tarka z drobnymi oczkami do starcia świecy
- garnek z wodą do stopienia wosku w kąpieli wodnej


Ze świeczki wyjęłam knot, na razie go nie przycinałam, ale włożyłam w środek filiżanki. Świecę starłam na tarce o drobnych oczkach do miseczki. Miseczkę ułożyłam na garnku z gotującą się wodą i w kąpieli wodnej rozpuściłam starty wosk. Kiedy masa była już całkowicie płynna wlałam ją do filiżanki do pożądanej wysokości, przytrzymując knot. Poczekałam do wyschnięcia i gotowe! 


Kiedy wosk w filiżance wystygł i był odpowiednio twardy przycięłam wystający knot. Przyznam, że cały proces trwał może 30-45 minut i świeczka była gotowa. Taka zabawa nie wymaga zbyt wiele wysiłku ani pracy, a efekt końcowy może być naprawdę niezły. Tego typu świece można również wykonywać w słoikach i innych szklanych pojemnikach. Wystarczy puścić wodze fantazji i można tworzyć nawet kilku-kolorowe świece. 


Przyznam, że bardzo lubię sama tworzyć dodatki tego typu, ponieważ mam pewność, że nikt inny nie będzie mieć takiej samej rzeczy u siebie. W dzisiejszych czasach, kiedy Ikea wiedzie prym, większość mieszkań wygląda jak z ich katalogu, takie dodatki nadają wnętrzom charakteru. Wystarczy zajrzeć do babci, mamy, poszukać materiału, poświęcić chwilkę i oryginalny dodatek gotowy. 


Koniecznie dajcie znać, czy mój pomysł się Wam spodobał. A może spróbujecie stworzyć coś podobnego? Jestem ciekawa jak zapatrujecie się na takie dodatki. Przy okazji zapraszam Was na moje media społecznościowe, gdzie ostatnio częściej się pojawiam i pokazuję także inne, ciekawe rzeczy :) 

2 września 2016

Płatki hydrożelowe pod oczy - efekt liftingu w 20 minut?

Dzień dobry Kochani!
Ostatnio pojawiało się na blogu mało informacji na temat produktów, które są dostępne w Polsce. Jednak mimo iż mieszkam w Niemczech, to przynajmniej raz, dwa razy w roku jestem też w Polsce i zdarza mi się tam kupować kosmetyki. Dziś opowiem kilka słów o płatkach hydrożelowych pod oczy, których kilka opakowań przywiozłam właśnie z Polski.


Efektima płatki hydrożelowe pod oczy na bazie ekstraktu z czerwonego wina mają za zadanie rozjaśniać cienie pod oczami, korygować drobne zmarszczki oraz zapobiegać powstawaniu nowych. Koszt takiego opakowania, w którym znajdują się dwa płatki to około 6zł. Producent zaleca stosowanie płatków 2 razy w tygodniu, każdorazowo trzymając je 20 minut pod oczami.


Stosowałam te płatki w stanach wysokiego zapotrzebowania, czyli na przykład kiedy byłam zmęczona, niewyspana, a skóra pod oczami potrzebowała szczególnego nawilżenia. Muszę przyznać, że płatki są bardzo mocno nawilżone, od razu po nałożeniu pod oczy odczuwalny jest efekt chłodzenia. Pewnie ma na to wpływ duża ilość nakładanego wraz z płatkami chłodnego płynu. O dziwo płatki twardo trzymały mi się pod oczami przez całe 20 minut, nie ześlizgiwały się, nie migrowały po twarzy. Nie wiem czy to ze względu na budowę mojego oka i oczodołu, czy taką mają specyfikę. 

Po zdjęciu płatków skóra była widocznie nawilżona oraz rozjaśniona. Nie mam cieni ani worów pod oczami, więc tutaj nie miały dużego pola do popisu. Ale mimo to byłam bardzo zadowolona, bo efekt widziałam gołym okiem, a ponadto skóra w dotyku była naprawdę miękka i przyjemna. Nie zareagowała żadną alergią ani zaczerwienieniem, nie była podrażniona, a wręcz przeciwnie. Jestem pozytywnie zaskoczona, że po 20 minutach można uzyskać tak przyjemny efekt sprężystej skóry i świeżego spojrzenia.


Zdecydowanie polecam Wam wypróbowanie tych płatków, bo za niewielką cenę możemy mieć naprawdę dobry produkt. Świetnie nada się zarówno do regularnego stosowania, ale także jako jednorazowa kuracja po ciężkiej nocy lub przed ważnym wyjściem. Ja jestem pewna, że kiedy będę w Polsce, zajrzę do Rossmanna i zaopatrzę się w solidny zapas tych płatków. 

Jeżeli znacie ten produkt, to dajcie koniecznie znać jak się u Was sprawdził. A może znacie inne płatki hydrożelowe godne polecenia? Dajcie znać, na pewno się rozejrzę! Buziaki!




29 sierpnia 2016

Nowość w Niemieckich drogeriach - L.O.V.

Dzień dobry Kochane!
Kilka dni temu odwiedzając drogerię Rossmann natknęłam się na całkiem nową, nieznaną mi szafę marki L.O.V.  Zafascynowana wielkością szafy i interesująco wyglądającymi produktami przystanęłam na dłużej. Włączyło mi się chciejstwo, ale szybko się ogarnęłam i wybrałam tylko to, czego naprawdę mi trzeba. 

Jednak wspomnę Wam kilka słów o tym, co udało mi się dowiedzieć na temat tej marki. Otóż kosmetyki L.O.V. produkowane są przez Cosnova, czyli producenta takich marek kosmetycznych jak Essence oraz Catrice. Najmłodsze dziecko Cosnovy ma być dedykowane kobietom w wieku około 25-30 lat. Myślę, że jednak te widełki będą bardziej płynne i także starsze kobiety znajdą w asortymencie coś dla siebie. Niestety, bądź stety kosmetyki L.O.V. będą dostępne tylko w Niemczech, Austrii oraz w Szwajcarii w drogeriach Rossmann, Müller, Budni oraz w drogeriach internetowych www.lov.eu, Douglas i w niektórych perfumeriach Douglas stacjonarnie. 
L.O.V. reklamuje się jako marka selektywna, jednak cenowo plasuje się w okolicach cen kosmetyków Catrice. Oprócz pełnej gamy kosmetyków w szafie znajdziemy również akcesoria, czyli pędzle. Niestety pędzle mnie nie uwiodły, bo wydają się być bardzo sztuczne i nieprzyjemne. Choć moje pierwsze wrażenie może być mylne.


Z całej, bogatej szafy kosmetyków L.O.V. wybrałam dla siebie dwa produkty. Choć jeszcze wybiorę się po jeden produkt, bo akurat skończyły mi się wszystkie korektory. A korektor wygląda naprawdę interesująco zarówno ze względu na kolor, krycie i aplikator. Na pewno Wam go jeszcze pokażę, bo planuję częściej dla Was publikować wpisy.


Kosmetyk, który mnie uwiódł to żel do brwi. W szafie były trzy wersje kolorystyczne, ja wybrałam dla siebie najciemniejszy i zarazem najchłodniejszy odcień, przeznaczony typowo dla brunetek. Żel nie dość, że nadaje kolor brwiom, trzyma je w ryzach, to jeszcze teoretycznie powinien je wzmacniać. Ja na razie zbyt krótko go używam, żeby móc się wypowiedzieć na ten temat, ale i jakoś specjalnie nie zależy mi na polepszaniu kondycji brwi, bo mam swoje dość grube i mocne. Jednak jeśli faktycznie będzie działać, to może to być to kosmetyk idealny do brwi. Osobiście uwielbiam sięgać po ten żel, bo spełnia swoją rolę, a i kolor udało mi się dobrać.


Drugi produkt to lakier do paznokci. Swoją drogą właśnie mam go akurat na swoich paznokciach. Opanowałam się jeżeli chodzi o ilość lakierów do paznokci. Stawiam teraz na lakiery dobre jakościowo i w stonowanych odcieniach. Dlatego też uważam, że lakiery w odcieniach brązu i nude mogę swobodnie kupować, bo jestem w stanie je zużyć do dna. Tutaj skusiłam się na taki popielaty brąz, który nawet do moich bladych dłoni pasuje jak ulał. Trwałość jeszcze testuję, więc musicie zaopatrzyć się w cierpliwość. 

Niewątpliwą zaletą kosmetyków L.O.V. jest ich wygląd. Wizualnie robią wrażenie drogich kosmetyków, są eleganckie i minimalistyczne. Kolory stonowane, opakowania czarne, lub czarno-białe. Buteleczka lakieru naprawdę elegancka, ale oryginalna i będzie się w swej prostocie wyróżniać wśród innych lakierów. Okej, popłynęłam nieco. A chciałam tylko przedstawić nowości i sprzedać nowinkę. Mam nadzieję, że te informacje przydadzą się jakiejś czytelniczce, a jeśli tak, to dajcie znać! Buziaki!



10 lipca 2016

Dodatki do niemieckich czasopism | Sierpień 2016 |

Oj dawno mnie tutaj nie było, dawno. Dla spragnionych doznań kosmetycznych, odsyłam na kanał, gdzie czeka film z moimi zakupami kosmetycznymi z miesiąca czerwca. Sporo się tego nazbierało, a i ja się troszkę rozgadałam. Ale jeśli macie ochotę, to zapraszam TUTAJ
Tymczasem pokażę Wam co udało mi się dorwać w kiosku dosłownie kilka dni temu. A żeby wpis nie stracił na aktualności, to publikuję go najszybciej jak tylko mam tę możliwość. Bo wiem, że zagląda tu kilka dziewczyn mieszkających tak jak ja w Niemczech, więc jeśli coś je zainteresuje, to mogą szybko biec do sklepu po gazety :) 



W niemieckich czasopismach często pojawiają się bardzo ciekawe dodatki. W ten sposób zaopatrzyłam się między innymi w mój pierwszy pędzelek do makijażu od Zoeva. Jednak teraz zakupiłam aż dwa miesięczniki, ponieważ mocno zaciekawiły mnie kosmetyki, które były do nich dodane jako gratisy. Sprawdziłam oczywiście ceny regularne tych produktów i okazało się, że jest to naprawdę opłacalny zakup.


W czasopiśmie Petra na miesiąc sierpień znajdziemy pomadki Maybelline Color Sensational. Ja widziałam dwa odcienie tych pomadek i zdecydowałam się na kolor nr 448 Coral Flourish. Ładny, letni, koralowy odcień, który wydaje się być naprawdę ciekawy. Nie używałam jej jeszcze (bo za krótko jestem w jej posiadaniu), ale po wykonaniu swatchy na grzbiecie dłoni mogę stwierdzić, że będzie mieć przyzwoite krycie oraz lekką, maślaną formułę. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Cena regularna tych pomadek oscyluje wokół 7-10€ w zależności od drogerii. A za gazetę z pomadką płacimy tylko 2,90€. Jeśli tylko znajdziemy interesujący nad kolor pomadki, to warto skusić się na zakup.


Drugi miesięcznik z ciekawym dodatkiem to Cosmopolitam na miesiąc sierpień. Tutaj znajduje się zestaw miniatur szamponu i odżywki do włosów John Fieda Frizz Ease. Zamysł jest taki, by oba produkty pasowały do letniej, wyjazdowej kosmetyczki. I pomysł jest świetny za śmiesznie niską cenę. Zazwyczaj takie miniatury kosztują około 3€ za sztukę, czyli oba produkty kosztowałyby nas jakieś 6€, a tutaj za gazetę, szampon i odżywkę płacimy tylko 2,20€. Te kosmetyki również czekają na to, aż ich użyję i jeszcze trochę poczekają. Bo mam zamiar zabrać je ze sobą na jakiś weekendowy wypad za miasto, który nastąpi prawdopodobnie we wrześniu.



Co sądzicie o takich dodatkach? Skusiłybyście się na zakup gazet z tego typu kosmetykami? A może czasopisma w Polsce już też oferują tego typu produkty jako gratisy? Jestem ciekawa jak Wy to postrzegacie :)

17 maja 2016

Dresslink - moje pierwsze zamówienie.

Kilka dni temu, po około dwóch tygodniach od złożenia zamówienia dotarła do mnie przesyłka od Dresslink.com. Zdecydowałam się na kilka produktów, tak tylko, żeby sprawdzić ich jakość. Wiadomo było, że nie będzie to wszystko wyglądać jak z paryskiego butiku, ale raz kozie śmierć - musiałam sprawdzić na własnej skórze :)

http://www.dresslink.com/?utm_source=blog&utm_medium=cpc&utm_campaign=Carly1410

Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała tak bardzo znanej i popularnej "czarnej maseczki" oczyszczającej. Co bardziej odważne stosują ją na całą twarz, te bardziej ostrożne stosują je tylko na miejsca strategiczne typu nos czy inne podatne na powstawanie wągrów. Podobno nieźle potrafi przy okazji wydepilować włoski na twarzy. To się okaże ;)

http://www.dresslink.com/effective-clays-facials-blackhead-remover-mask-acne-deep-cleansing-black-mask-p-25543.html?utm_source=blog&utm_medium=cpc&utm_campaign=Carly1410

Kolejny hit internetu, blogosfery, vlogosfery, a ja jak zwykle jestem ostatnia. zdecydowałam się na zestaw pędzli mocno inspirowanych pędzlami Real Techniques. I na pierwszy rzut oka jest efekt "wow". Wykonanie i jakość tych pędzli wydaje się być naprawdę świetna. Okaże się czy nie będzie się z nimi nic działo. Na razie jestem pełna optymizmu i zabieram się za używanie ich. Wybrałam zestaw czterech pędzli z etui.

http://www.dresslink.com/4pcs-professional-cosmetic-makeup-brushes-set-foundation-eyeshadow-brush-tools-p-13558.html?utm_source=blog&utm_medium=cpc&utm_campaign=Carly1410

Kolejną rzeczą, już niekosmetyczną jest plecak. Potrzebowałam "na gwałt" plecaczka, który byłby przydatny podczas wycieczek rowerowych. Jakoś zawsze mam obawy przed wożeniem torebki w koszyczku. Nie chciałabym, żeby ktoś mi ją ukradkiem podwędził. Dlatego zdecydowałam się na plecak, który mnie w 100% satysfakcjonuje. Obawiałam się, że dostanę jakiś kawałek szmatki udającej plecak, ale okazało się, że plecak jest dobrze wykonany, z solidnego materiału. No i wbrew pozorom jest pojemny. Zmieszczę w nim swój duży portfel, telefon, małą kosmetyczkę i butelkę wody. Jestem mega zadowolona z tego wyboru.

http://www.dresslink.com/women-ladies-girls-floral-mini-bookbag-travel-backpack-p-34646.htmlutm_source=blog&utm_medium=cpc&utm_campaign=Carly1410

No i rzecz ostatnia. Skuszona ceną, która była wybitnie niska (0,01$) zamówiłam bluzkę/tunikę, która teoretycznie miała być sukienką. Tutaj niestety widać chińszczyznę, bo materiał jest sztuczny,a i nie wygląda to jakoś spektakularnie. Oczywiście, będę ją nosić, jakoś to wystylizuję, ale nie wygląda to oszałamiająco. Nauczka na przyszłość - nie kupuj nic podejrzanie taniego ;)

http://www.dresslink.com/women-fashion-sexy-v-neck-short-cap-sleeve-solid-aline-mini-dress-business-casual-dress-outfits-p-36537.html?utm_source=blog&utm_medium=cpc&utm_campaign=Carly1410

To wszystko co zamówiłam z tej strony. Na razie jestem zadowolona, zobaczymy czy będzie tak nadal, kiedy poużywam trochę tych rzeczy. Byłam naprawdę ciekawa jak przebiegają zamówienia, czy długo trzeba czekać i jak faktycznie jest z jakością tych produktów. A czy Wy macie jakieś doświadczenia z tego typu stronami? I dajcie znać jak podobają Wam się moje zakupy :)


21 kwietnia 2016

Manicure w grochy. Lakiery Catrice w roli głównej.

Całe wieki nie było tu paznokci. Właściwie zdobień paznokci. Ale każdy wie o co chodzi. Więc nadszedł ten dzień, że Rodzynka doznała oświecenia. I sięgnęła po aparat. Wow. Sama jestem pod wrażeniem. Nic szałowego nie wykombinowałam. Rzekłabym, iż jest to powrót do korzeni. Tradycyjne, najłatwiejsze kropki przy użyciu sondy i dwóch lakierów do paznokci firmy Catrice. ot, tyle. 


Lakiery użyte do wykonania zdobienia:
- jako baza odżywka do paznokci Eveline 8 w 1
- róż to lakier Catrice nr 112 Cha- KIRA
- brąz to lakier Catrice nr 61 Greige! The New Beige
- lakier nawierzchniowy Essie good to go
+ do wykonania kropek użyłam sondy Essence


Całość prezentuje się w taki sposób:



Swoją drogą jestem zachwycona lakierami Catrice. Jeżeli chodzi o wygodę pędzelka, to są niemal tak wygodne jak pędzelki w lakierach Essie. Ich krycie również mnie pozytywnie zaskoczyło. Wystarczyła jedna, grubsza warstwa do uzyskania pełnego krycia. Jestem pod wrażeniem.
A Wy znacie te lakiery? Miałyście jakąś styczność z nimi? Jaka jest Wasza opinia na temat tych lakierów i oczywiście jak podoba Wam się mój manicure i połączenie kolorów?

12 kwietnia 2016

Wiosenna chciejlista - H&M - odzież.

Tak jak wczoraj zaczęłam, tak dziś pociągnę temat wishlist zakupowych dalej. Zbliża się wielkimi krokami lato i nieco ładniejsza pogoda. O ile w koszulki, T-shirty jestem jakoś zaopatrzona, tak kilku detali jeszcze mi brakuje. Spisałam sobie krótką listę, którą będę chciała mniej więcej do czerwca odhaczyć. Jeśli jesteście ciekawe moich planów zakupowych, to zapraszam do notki! 


W szafie mej panuje deficyt szortów. Dlatego uznałam, że do lata zgubię nieco zbędnych kilogramów i zaopatrzę się w spodenki z wyższym stanem. Zwykłe, proste i pasujące do wielu stylizacji. Co o nich myślicie?


Bawełniana koszula w kratę to zdecydowanie coś dla mnie. Można ją na siebie narzucić zarówno latem w chłodniejszy wieczór, jak i zimą na basicową bluzkę do jeansów. Uwielbiam takie uniwersalne ciuchy. 


Czarna, zwyczajna kurtka z ekoskórki. Odczuwam jej brak. Jesienią zakupiłam czarną, cienką puchówkę, jest fajna, ale niepraktyczna, gdyż strasznie wychodzą z niej piórka i mam wiecznie zabrudzone siedzenie w samochodzie. Ekoskóra raczej takich cudów czynić nie będzie. Na chłodne poranki i wieczory kurtka jest mi niezbędna, gdyż jestem strasznym zmarzluchem...


Właśnie rozgrywa się u mnie tragedia. Totalnie rozpada mi się moja torebka na co dzień. Co prawda kosztowała jedyne 8€ i swoje już wysłużyła, ale jednak serce boli. Więc szukam czegoś dużego, czarnego i uniwersalnego. Myślę, że ta torebka będzie się nadawała do targania moich ciężarów w niej ;)


Nie byłabym sobą, gdybym przez przypadek nie trafiła na coś czego tak naprawdę pierwotnie nie szukałam. Ale koszulek nigdy za dużo. A ten T-shirt wyjątkowo jest w moim stylu, kolorystyce i generalnie pasuje do mnie.


A teraz piszcie czy macie którąś z tych rzeczy i jak się u Was sprawuje. Liczę się z Waszym zdaniem i właśnie dlatego dzielę się z Wami moimi chciejlistami :)
Przy okazji zapraszam Was na mój drugi filmik na kanale! KLIK :)

11 kwietnia 2016

Wiosenna lista życzeń | Dresslink chciejlista.

Hej hej! Wraz z nadejściem kwietnia dostałam ogromnego kopa energii. Mam sto pomysłów na minutę, cały czas dobry nastrój i staram się realizować wiele z moich planów. Jeden z planów to robienie rozsądnych zakupów tylko z listą. Dlatego zaczęłam tworzyć kilka list z moimi "must have" na następne miesiące. Mam zamiar się ich trzymać i nic ponadto nie kupować. Dziś przedstawię Wam moją listę ze sklepu Dresslink. Co prawda po wejściu na ich stronę oczy zaczęły mi błyszczeć i wykupiłabym połowę sklepu, ale rozsądek nakazał - wybierz tylko to, co jest Ci naprawdę potrzebne! 


Na pierwszy rzut poszedł cały zestaw, który ma pomagać w stylizacji i układaniu włosów. Lubię kombinować z fryzurami, ale niestety brak mi do tego akcesoriów. Tutaj mam ich całe multum za jedyne 3,49€. Cena kusząca, bo przeglądając aplikację Wish znajdywałam tylko pojedyncze przedmioty, a każdy za 1€, co w sumie po podliczeniu dałoby dużo większą kwotę. 

Kolejną rzeczą, którą po prostu MUSZĘ w końcu mieć, to zegarek. Od lat podobają mi się zegarki z kilkoma cienkimi paskami, rzemykami, które cudownie oplatają nadgarstek i nie trzeba do zegarka zakładać jeszcze oddzielnie bransoletek. Super sprawa, zwłaszcza na cieplejsze miesiące, kiedy to zaczynam nosić bluzki z krótkim rękawem i taki zegarek będzie świetnie wyglądać i zdobić. 


Do zakupu zestawu pędzli zbieram się już od kilku dobrych miesięcy. Póki co dokupywałam pojedyncze sztuki, ale cały czas z tyłu głowy siedzi mi nowy zestaw. Naczytałam i nasłuchałam się wielu pozytywnych opinii o pędzelkach robionych na kształt Real Techniques i zaczęła mi ślinka ciec na ich widok. Jestem ich naprawdę bardzo ciekawa i mam nadzieję, że będzie mi dane sprawdzić ich jakość.


Ta szczotka do nakładania podkładu na twarz z jednej strony mnie fascynuje, a z drugiej przeraża. Nie wiem czy dałabym radę nakładać sobie coś na twarz takim wynalazkiem i trochę boję się takiego zakupu. Ale znowu tak jest głośno o tych szczotach, że może coś jednak w tym jest???


Pozostając w strefie "beauty", ale udając się w kierunku pielęgnacji, moim kolejnym wyborem jest maska. Słynna już czarna maska silnie oczyszczająca. Zależy mi na tym, aby w końcu porządnie oczyścić swoje pory na nosie (jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi). Ta maska podobno działa cuda i chętnie się o tym przekonam na własnej...skórze!


Jeżeli chodzi o odzież, to przyznaję się szczerze - jestem modową ignorantką. Jednak od zeszłego lata chodzi za mną kupno jakiegoś ładnego kombinezonu. I nie mogę znaleźć nic, co by mi się podobało... Dlatego po przeszukaniu Dresslink wpadłam w zachwyt nad tym jednym, konkretnym kombinezonem. Pytanie brzmi, czy on by mi w ogóle pasował???

To by było chyba na tyle rzeczy, które "za mną chodzą" i są mi niezbędne do egzystencji ;) Dajcie znać czy znacie Dresslink, czy zdarzyło się Wam coś zamawiać, jak tam Wasze wrażenia? A może tak jak ja, najpierw robicie sobie listę, a potem szperacie w czeluściach internetu? :D