30 czerwca 2012

Podsumowanie czerwca - czy udało mi się "przeżyć" za 50zł???

W tym miesiącu wzięłam udział w projekcie Belleoleum "Cel na czerwiec: przeżyć za 50 złotych!".
Czy podołałam? Spójrzcie na podsumowanie :)



Jak to wygląda cenowo? Już się spowiadam ;)


Czyli cel na czerwiec osiągnięty ;) Może w lipcu skuszę się znów? Hmmm...kusi mnie, ale już mam listę zakupów pierwszej potrzeby i obawiam się, że budżet może się nieco nadszarpnąć z tego tytułu. No nic, pożyjemy zobaczymy :) Dla mnie to było ciekawe wyzwanie i zabawa, bo starałam się mieć ten projekt w głowie i nie szaleć. A Wy podjęłyście się takiego wyzwania? Udało się? :)

28 czerwca 2012

Miał być czasoumilacz i relaksator, a jest ... śmiech na sali :D

Jak już powszechnie wiadomo Rodzynka kąpielowym amatorem jest. Lubi wszelakiego rodzaju tabletki, kule musujące, płyny, żele i inne bajery do kąpieli. Ma ładnie pachnieć i odstresowywać. Tymi wyznacznikami się kieruję.

Niedawno wpadły mi w ręce musujące kostki do kąpieli Spa Aroma o zapachu arbuza. Tjaaa...arbuza ;)


Co o tabletkach ma nam do powiedzenia producent, to widać na fotce powyżej. Teraz ja zacznę swoje marudzenie ;P
Zapach arbuza? Dobre sobie ;) Może w innym życiu, ale nie w tym ;P Pachnie mi to, a właściwie śmierdzi chemiczną wonią morskiej bryzy <wow> Poza tym woda nie pachnie niczym po rozpuszczeniu w niej tabletki. Może to i lepiej, skoro nijak ma się on do arbuza?
Kolor tabletki również nie nawiązuje nijak do arbuza. Chyba, że ktoś widział niebieskie arbuzy? Mi nie było dane takich zobaczyć...
Piana? A co to takiego? Te tabletki nie spowodują pianotoku, ani nawet grama pianki.
Kolor wody...hmmm...ten się zmienia. Woda wygląda niczym błękitna laguna :D Można sobie zafundować plażę w łazience ;)
Cena - 4,59zł
Dostępność - Drogerie Natura <tam je zakupiłam, nie wiem czy jeszcze gdzieś je można znaleźć>


No niestety, mnie te tabletki nie uszczęśliwiły. Ba! Nawet nie usatysfakcjonowały :/
Zapach - porażka... Właściwości nie ma żadnych.
Nieeee, nikt mnie już na te tabletki nie skusi. Nawet niska cena.
Jestem na NIE.
Czemu ja zawsze muszę trafiać na buble do kąpieli? :/

27 czerwca 2012

Basic Matt Lip Gloss - matowy błyszczyk (?) ;)

Dziś na tapecie matowy błyszczyk ;) No właśnie - jak błyszczyk może być matowy? Przecież już sama nazwa wskazuje, że błyszczyk ma błyszczeć. Ale jak widać producenci mają bardzo wybujałą wyobraźnię.


Błyszczyk kupiłam, bo poleciły mi go wizażowe koleżanki ;)
Kolor...ciężko mi było wybrać jakiś, który będzie dla mnie odpowiedni. Cała gama ma 4 kolory. Zdecydowałam się na łososiowy. Tylko ja nie wiem czy on w ogóle koło łososia leżał ;)


Jak na produkt do ust dający matowy efekt standardowo wymaga nienagannych ust. Podkreśla każdą najmniejszą, najdrobniejszą suchą skórkę. Mało tego - sam bardzo wysusza usta. Nawet kiedy nakładam go na balsam, to i tak po kilku godzinach mam usta suche na wiór.


Ciężko mi równomiernie nakładać ten błyszczyk. Nie wiem czy tylko ja mam takie problemy. Czy na gołe usta, czy na balsam, zawsze muszę siedzieć przed lusterkiem i poprawiać, poprawiać, poprawiać.
Błyszczyk można nałożyć zarówno cienką jak i grubszą warstwą. W zależności od tego ile go nałożymy, taką intensywność koloru otrzymamy.

Trwałość? Niesamowita! Na ustach wytrzymuje mocnych kilka godzin. Pomimo jedzenie i picia w międzyczasie. Kiedy chcemy zmienić "wystrój" ust, może się to okazać uciążliwe ;) Nieźle musiałam natrzeć usta, żeby pozbyć się tego koloru.
Aplikator standardowy. Nie jest zbyt duży. Nawet panie z małymi ustami nie będą mieć problemu z pomalowaniem ich.
Zapach - chemiczny. Nie wiem co robi na opakowaniu napis "Vanilla" bo nijak ma się to do zapachu czy smaku błyszczyka.
Konsystencja - gęsta. Błyszczyk nie rozpływa się na ustach, nie kapie z aplikatorka. 
Pojemność -8 ml
Cena - 8zł
Dostępność - Drogerie Schlecker
Ważność - 18 miesięcy od otwarcia

Podsumowując - kosmetyk dobry dla niewymagających ust, które nie są przesuszone i są odporne na wysuszenie. Tani, można kupić z ciekawości na wypróbowanie, bo nie obciąży to specjalnie kieszeni. Trwały, więc nada się na imprezę czy inne dłuższe zabawy ;)

25 czerwca 2012

Rilanja Care maseczka do twarzy z witaminą E i pantenolem.

Dzisiaj druga maseczka Rilanja. Pierwszą recenzowałam jeszcze w maju -> KLIK.
Tym razem o maseczce typu peel off, czyli takiej ściąganej z twarzy ;)


Podobnie jak poprzednio opisywana maseczka, tak i ta znajduje się w dwóch saszetkach. Jedna saszetka wystarcza na jedno użycie, więc całość wychodzi na dwa razy.
Na składach się nie znam, więc nie wiem co tam w niej siedzi ;P
Maseczkę nakładamy na oczyszczoną buzię na 15 minut, po czym ściągamy ją niczym naskórek z węża :D Resztę zmywamy ciepłą wodą.


Zapach - uderza alkoholem. Przy pierwszym nałożeniu myślałam, że upiję się samą wonią. Tak silnie śmierdzi, że aż wietrzyłam łazienkę. Duży minus za brzydki i intensywny smrodek. Liczyłam na pięknie pachnącą maseczkę, jakiś kokos jak na opakowaniu a tu lipa.
Konsystencja - żelowa. Troszkę niewygodnie się nakłada, ciężko jest maseczkę równomiernie rozłożyć na twarzy, bo tworzą się dziwne grudki. No trudno...
Kolor - pomarańczowy ;) Bardzo niekorzystnie wygląda na twarzy ;)

Zastyganie - w miejscach, gdzie maseczka była cieniutko nałożona nie miałam problemów z jej zaschnięciem i późniejszym ściągnięciem. Niestety tam, gdzie pozostała grubsza warstwa, tam nie zastygła i trzeba było zmywać, co okazało się uciążliwe.
Działanie - nooo, tutaj muszę pochwalić tą maseczkę :) Zastosowałam ją dwa dni pod rząd i jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Za drugim razem opanowałam lepiej nakładanie dzięki czemu nie musiałam nic zmywać wodą. Po ściągnięciu maski nie mogłam przestać dotykać swojej buzi :D Rzadko kiedy mam tak gładką, miękką skórę.
Nie zdarza mi się tak chwalić maseczek, ale tą muszę pochwalić. Robi z moją cerą coś świetnego. Aż żałuję, że mam daleko ro Schleckera. Na pewno przy okazji kolejnej wizyty zrobię sobie zapas tych maseczek. Przeboleję nawet zapach. Buzia nie była wysuszona, a tego się obawiałam czując alkohol. Pozytywne zaskoczenie :)
Cena - ok 2zł/2x7,5ml.
Dostępność - Drogerie Schlecker
Przeznaczona jest dla każdego typu cery, więc polecam każdemu, jeśli macie do nich dostęp :)

24 czerwca 2012

Makijaż na niedzielę - nudziak na każdą okazję :)

Hej :)
Na początku dziękuję za pomoc i wsparcie w sprawie Agnieszki. Jak napisała waniliowymakeup:
"wszystko pod kontrolą. w porę zareagowalismy. Agnieszka na razie nie bedzie nagrywac filmow. Dotarlam do jej rodziny, udalo mi sie porozmawiac z Ciocia i Kuzynka. Ojciec Agi nie zyje, a brat i mama rowniez sa uposledzeni. Rozmawialam tez z nia i rozumie, ze to dla jej dobra. Sama zglosila fanpage do usuniecia, osoby, ktore go stworzyly jakos sie nie kwapia, aby to zrobic. Jest mi naprawde niezmiernie przykro. Chcialam Wam wszystkim z calego serca podziekowac za pomoc w zglaszaniu strony. Miejmy nadzieje, ze FB przejrzy nasze zgloszenia i zareaguje jeszcze.
waniliowymakeup"

Czyli możemy spać spokojnie, bo wszystko idzie w dobrym kierunku :)

A teraz wracam już do tematu notki. A tematem jest makijaż. Beżowo-brązowy makijaż na każdą okazję. Nada się do pracy, na uczelnię, na zakupy czy na randkę.

Na dzisiaj to tyle :) Życzę Wam słonecznej niedzieli :)

22 czerwca 2012

O chamstwie, znieczulicy i hipokryzji ludzkiej...

Piszę o dość nietypowej porze. Nie planowałam tej notki, ale sumienie nie dało mi spokoju. Na portalu wizaz.pl trafiłam na informacje na temat pewnej dziewczyny. Chodzi o Agę199118. Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż jest to osoba trochę upośledzona, chora. Jednak mając dostęp do internetu zapragnęła tak jak i my, założyć bloga i swój kanał na YT. Nie byłoby w tym nic strasznego i okropnego, gdyby nie to, że ludzie robią sobie z niej pośmiewisko :(
Ktoś założył jej fan page na Facebooku - https://www.facebook.com/FanpageAga199118 , same możecie poczytać jakie głupoty ludzie tam wypisują. Nie rozumiem jak można być tak głupim, bezmyślnym lekkoduchem??? Jak można naśmiewać się z osoby chorej, podsuwać jej głupie pomysły, zadawać bezsensowne pytania??? Ja już zgłosiłam ten fan page. O tym jak można to zrobić mówi w swoim filmiku także vlogerka waniliowymakeup:

To jest naprawdę ponad moje pojęcie.
Pod filmikami Agnieszki również sterta tragicznych komentarzy. To jest jej kanał - http://www.youtube.com/user/aga199118 i adres bloga - http://www.theagga1991.blogspot.com/
Sama Agnieszka twierdzi, że jest osobą zdrową. Ale oglądając to co się tam dzieje, śmiało można wysnuć inne wnioski. Martwi mnie to, że cała sprawa może się źle skończyć. 
Słuchajcie, jeśli możecie, to zgłaszajcie ten fan page, a jeśli macie jeszcze jakieś pomysły, to proszę Was - działajcie! Niektórzy idioci mogą Agnieszce zrobić krzywdę, o to się najbardziej obawiam. Jest mi strasznie przykro jak widzę rosnącą ilość "fanów" na tej stronie na Fb, a tym bardziej jest przykro kiedy czyta się te durne komentarze... Już całkiem tracę wiarę w ludzi...

21 czerwca 2012

Kojący żel oczyszczający z organicznymi ekstraktami z jagody i lawendy.

Hej :)
Dla odmiany po postach zakupowo-zdobyczowych dziś będzie o pielęgnacji. A ściślej o pielęgnacji twarzy. Bo do tego służy żel do mycia twarzy - ma za zadanie ją pielęgnować ;P
Używam go już....hmmm...trochę :) Ale chwilowo go odłożyłam na rzecz emulsji z Bielendy. Dlatego, żeby nie zapomnieć o swoich wrażeniach na temat żelu od Oriflame, na świeżo skrobnę kilka słów :)


Od producenta:
"Pure Nature Organic Blueberry & Lavender extract Calming Face Wash
Kojący żel oczyszczający z organicznymi ekstraktami z jagody i lawendy.
 Jagody są bogatym źródłem silnych antyoksydantów. Chroną skórę przed stresem środowiskowym i szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. W medycynie ludowej od wieków stosowano jagody do łagodzenia podrażnień i nawilżania skóry.
Lawenda przywraca równowagę, wycisza i uspokaja.
Delikatnie oczyszcza, a jednocześnie nawilża, uspokaja i koi skórę za sprawą organicznych ekstraktów z jagody i lawendy. Do wszystkich typów skóry. 150  ml"

Skład:
AQUA, SODIUM C12-15 PARETH SULFATE, PEG-120 METHYL GLUCOSE DIOLEATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, GLYCERIN, DECYL GLUCOSIDE, OLETH-20, PHENOXYETHANOL, PARFUM, METHYLPARABEN, SODIUM CHLORIDE, CITRIC ACID, PROPYLPARABEN, ETHYLPARABEN, LAVANDULA ANGUSTIFOLIA EXTRACT, VACCINIUM MYRTILLUS EXTRACT, LINALOOL, CI 17200, CI 42090

Rodzynkowe spostrzeżenia:
Opakowanie - estetyczne, nawiązujące kolorystyką do lawendy i jagody. Plastikowe, plastik jest dość gruby, ale nie ma problemy z wydobywaniem produktu. Buteleczka jest zamykana na zakrętkę.
Konsystencja - żelowa, dość wodnita, spokojnie wypływa przez otwór buteleczki. Nie wiem z czego to wynika, ale czasami podczas używania żelu udało mi się uzyskać efekt spienienia, a czasami piana się w ogóle nie pojawiała ;) Heh, dziwne ;) Ale mi nie przeszkadza taki stan rzeczy.

Działanie - żel dobrze myje twarz, daje poślizg na buzi. Po umyciu twarzy tym żelem nie czuję ściągnięcia, nie muszę sięgać od razu po krem.
Zapach - dla mnie fenomenalny! Zakochałam się w tym zapachu od pierwszego niuchnięcia ;) Czuć w nim zarówno lawendę jak i jagody. Zapach jest świeży i dość intensywny.
Cena - standardowa to 23zł/150ml, ale w promocji można kupić już za 12,90zł i to jest dobra cena :) 23zł bym za żel nie dała ;)

Podsumowanie:
Bardzo polubiłam ten żel. Dobrze i wygodnie myje się nim twarz, a do tego cudownie pachnie!
Co prawda nie znam się na składach i pod tym kątem nie mogę go ocenić, ale oceniam pod kątem tego jak mi służył i służyć jeszcze będzie. Jest wydajny i przyjemny. Polecam :)

20 czerwca 2012

Ostatnie nabytki biżuteryjne + nowy stojak-ekspozytor na kolczyki :)

Hej :)
Niedawno przyszło do mnie zamówienie z Katheriny, o której już tu kiedyś wspominałam. No to Wam pokażę co tym razem mnie skusiło i zubożyło mój portfel ;P

1. Gumki do włosów z kwiatkami.

2. Skórkowa bransoletka z błyskotkami <uwielbiam ją>

3. Trzy pierścionki w kolorze starego złota. Kolejne do kolekcji - lubię nosić po kilka jednocześnie :)

4. Naszyjnik-obroża w kolorze srebrnym.

Iiii, w końcu się zebrałam w sobie i zamówiłam stojaczek-ekspozytor na kolczyki. Mam sporo kolczyków na wkrętki i do tej pory można je było znaleźć w całym domu ;) Teraz się poprawiłam i mam je w jednym miejscu <no dobra, kilka par się znów gdzieś zawieruszyło...>.
Dobra rzecz taki stojak - nie muszę nigdzie grzebać, wszystkie kolczyki mam jak na dłoni i mogę wybierać :)

19 czerwca 2012

O tym jak Rodzynka na pilniku (pseudo)szklanym się przejechała...

Hej :)
Jak można wnioskować po tytule, to dzisiaj notka będzie z cyklu "bubel nad buble" ;)
Wolę Was ostrzec zanim tak jak ja, nierozważnie sięgniecie po pilnik, który nazwany jest szklanym, a okazuje się ... nawet nie pilnikiem ;)
Mowa dziś o pilniku firmy Infinity (?) zakupionym z drogerii Natura.


Jako, że mój poprzedni pilniczek szklany ze sklepu LNC Nails uległ wypadkowi i z jednoczęściowego zmienił się w dwuczęściowy, to postanowiłam dać szansę pilniczkowi z Natury.
Cena obu pilników jest prawie identyczna, więc sądziłam, że i jakościowo będą zbliżone.
No ale niestety zawiodłam się i pilnik Infinity wyląduje w koszu.
Po pierwsze i najważniejsze - ten pilnik prawie nie piłuje paznokci! Trzeba pół godziny z nim walczyć, zanim cokolwiek się spiłuje :/ Przy moich długaśnych paznokciach to była katorga.
Po drugie - górna warstwa w tempie ekspresowym się ściera... Pozostaje nam kawałek szkła. Życzę powodzenia przy piłowaniu paznokci szybą :/
Poniżej przedstawiam porównanie dwóch pilniczków: czarny Infinity i różowy złamany od LNC.

Jak widać czarny jest mocno sfatygowany, podczas gdy ten od LNC mimo iż długo mi służył, to jego powierzchnia jest nienaruszona.

Lojalnie ostrzegam - nie kupujcie tego badziewia z Natury, chyba, że chcecie wyrzucić w błoto 10zł. Ja tam już nawet na niego nie spojrzę, a te 10zł wolę lepiej zainwestować ;P

18 czerwca 2012

Zdobycze z ostatnich tygodni :)

Hej :)
Jako, że czerwiec jest u mnie miesiącem wielkiego oszczędzania, to zbyt wielu postów z zakupami tutaj nie uświadczycie ;P Niemniej jednak wymianki i współprace nadal mam aktywne ;P A i małe zakupy sobie zrobię. To dzisiaj może podsumuję minione dwa tygodnie.

1. Paczka z wymianki z Patrycją.
Miał być tylko krem tonujący Alterra, a dostałam jeszcze cień do powiek i próbkę maski Avon :)

2. Paczuszka od Bielendy (akurat pogoda się poprawiła:))
- mleczko do opalania
- balsam po opalaniu
- emulsja do mycia twarzy
- serum i maseczka x3

3. Moje małe zamówionko z Ori ;)
- krem pod prysznic
- czarny eyeliner

17 czerwca 2012

Roczek :)

Hej :)
Dopiero dzisiaj sobie uświadomiłam, że wczoraj ten blog obchodził roczek :) 
 zdjęcie ze strony: http://www.nokaut.pl/balony/balon-urodzinowy-tort-ze-swieczka-46-cm-1-szt.html

Rok blogowania minął szybciej niż się tego spodziewałam. Przez ten czas przewinęło się tutaj sporo duszyczek, wiele z nich zostawiło po sobie ślad w postaci komentarza.
Chciałabym podziękować wszystkim bywalczyniom i aktywnym obserwatorkom za wsparcie. Tym mniej aktywnym dziękuję za odwiedziny. Ten blog istnieje dla Was, odzew z Waszej strony jest dużą motywacją i daje siły do działania. 

Nie chcę przynudzać, więc bardzo króciutko streszczę statystyki z minionego roku.
W ciągu roku blog doczekał się:
321 Obserwatorów
296 opublikowanych postów
3050 komentarzy
69 924 wyświetleń
Za to wszystko ślicznie Wam dziękuję :*

15 czerwca 2012

Zrób to sama - peelingujące mydełka kawowe.

Hej :)
Dzisiaj post z cyklu zrób to sama. Na pewno wiele z Was stosuje domowy peeling kawowy. Jest przy tym sporo brudu i sprzątania łazienki ;) Dlatego poszukałam informacji i pokombinowałam, żeby sobie życie nieco ułatwić. I udało się! Więc podzielę się z Wami recepturą, żebyście i Wy mogły w 15 minut zrobić wygodne mydełka.
Jest kilka szkół robienia takich mydełek. Ja opracowałam sobie szybki i wygodny. Niestety mydło okropnie śmierdzi podczas przygotowywania go, ale nawet ja z moim wrażliwym noskiem daję radę ;) Na razie nie udał mi się opracować sposobu na wykluczenie przykrego zapachu... Pocieszam się, że wszystko przede mną :)


Potrzebne nam będą:
- foremki w których umieścimy mydełka do wysychania, u mnie są to foremki po pasztetach tudzież innych konserwach ;)

- mydełko, u mnie jest to mydełko Oriflame o wadze 75g

- tarka z dużymi oczkami i nieduża miseczka

- kawa mielona

Przygotowanie:
1. Mydełko ścieramy na tarce o dużych oczkach. Dwie łyżki kawy zalewamy wrzątkiem minimalnie ponad stan kawy (wody nie może być za dużo, bo potem mydełka będą musiały długo schnąć).

2. Zaparzoną kawę wlewamy do miseczki z mydłem. Mieszamy aż do uzyskania gładkiej masy. Najlepiej mieszać łyżką (nie wygląda to zbyt apetycznie, ale jeść tego nie będziemy ;P ).

3. Masę przekładamy do wcześniej przygotowanych foremek. Mi z jednego małego mydełka wyszły dwie foremki.

Tak przygotowane foremki z masą mydlaną suszymy przez kilka do kilkunastu dni w zależności od tego ile wody do nich dałyśmy. Wyschnięte i gotowe do użycia mydełko będzie twarde i nie będzie się odkształcać podczas dotykania. Do mydełka można dodawać dowolne dodatki. Ja za drugim razem dodałam do niego olej kokosowy (nie wpłynęło to na zapach mydła). 

Tak wyglądają gotowe, suche mydła i mydełko podczas użytkowania:


Używane mydełko trzymam w mydelniczce z dziurami w dnie. 
Jedno mydełko wystarcza mi na dobrych kilkanaście myć. 
Ja je po prostu uwielbiam! Jest z nim dużo mniej pracy i brudu niż z tradycyjnym peelingiem kawowym. Ściera naskórek tak samo dobrze jak ten płynny peeling. Co prawda proces "produkcji mydła" jest nieprzyjemny ze względu na to, że jest strasznie śmierdzący, ale można przetrwać te 15 minut :)
Robiłyście kiedyś "swoje" mydełka? A może planujecie zrobić? Osobiście polecam! :)
Buziaki :)

14 czerwca 2012

Rozświetlacz Peggy Sage - Mirabelle :)

Witajcie :)
Dzisiaj rozświetlę trochę ten szaro-bury dzień. Czym rozświetlę? Rozświetlaczem ;)


Dorwałam go dzięki Candy i używam regularnie jakoś od marca jak się nie mylę.
Zachwycił mnie od momentu otwarcia opakowania. Czym zachwycił? Cudownym zapachem! Rozświetlacz, a tak słodziutko pachnie, że chce się go liznąć ;)
Oprócz funkcji zapachowej dobrze pełni także te standardową jak dla takiego produktu - pięknie rozświetla buzię. Nieomal dostałam zawału kiedy pierwszy raz maznęłam nim sobie na ręce. Tworzy niesamowitą taflę.


Na szczęście kiedy użyjemy pędzelka nabierze nam się odpowiednia ilość pudru i nie będziemy świecić jak latarnia ;) Wystarczy zachować umiar i raz machnąć pędzelkiem po powierzchni pudru.


Na szczęście rozświetlacz nie ma w sobie żadnych tandetnych brokatowych drobinek. Pięknie mieni się i nadaje twarzy zdrowy wygląd. Trzyma się na buzi aż do momentu demakijażu.

Rozświetlacz ma 9g i jest ważny przez 2 lata od otwarcia. Wątpię, że go zużyję, bo jest bardzo wydajny. Używam go czwarty miesiąc, nie oszczędzam go, a ubytku w ogóle nie zauważam.
Cena - ok 28-30zł :)

13 czerwca 2012

Tanie a dobre - cień Sensique - mój dzienniakowy ulubieniec.

Hej :)
Trochę dziwnie rozbudowany tytuł posta dzisiaj. Ale wynika to z tego, że chciałam zawrzeć w nim kilka najważniejszych myśli. Otóż dzisiaj opowiem kilka słów o tym jak w koszyczku z przecenionymi produktami znalazłam swojego ulubieńca do dziennych makijaży. Nie dość, że tani, to jeszcze świetny. Mowa o cieniu Sensique z limitki Exotic Flower.


Dosyć długo szukałam cienia cielistego idealnego do stonowanych dziennych makijaży. Oglądałam swatche, dopytywałam wizażanek... Aż kiedyś przy okazji wizyty w Naturze wpadł mi w oko ten właśnie cień. Tak jak generalnie nie lubię marki Sensique, tak jakoś postanowiłam jej tym razem zaufać. No i nie żałuję.
Złapałam za cień nr 224, zapłaciłam za niego raptem 4,99zł.


Kolor - taki nietypowy beż, wpadający w złoto.
Konsystencja - miękki, lekko się osypuje.
Wykończenie - satynowe.
Trwałość - bez bazy nie mam pojęcia więc się nie wypowiadam. Na bazie nie może być inaczej i trzyma się cały dzień.
Pigmentacja - daje radę bez bazy, ale dopiero baza wydobywa z niego całe piękno. Wystarczy jakaś najtańsza baza, np Bell.
Waga - 3,5g.

Przykładowy makijaż z wykorzystaniem tego cienia:

Nigdy bym nie pomyślała, że jakiś kosmetyk firmy Sensique obdarzę tak pozytywnymi uczuciami ;) 
Ten cień towarzyszy mi średnio na oku trzy razy w tygodniu ;P 
Fajnie rozświetla oko, dobrze współgra z wieloma innymi kolorami. 
Chyba zacznę wyszukiwać perełek w koszyczkach wyprzedażowych zamiast rzucać się na nowości ;)

12 czerwca 2012

Moje trzy grosze o kontrowersyjnym podkładzie żelowym Rimmel Match Perfection.

Hej :)
Swego czasu w blogosferze szał robił podkład żelowy Rimmel. Najpierw zbierał same pozytywne recenzje, potem wysyp negatywnych, teraz trochę o nim ucichło.
Podkład kupiłam na początku marca, więc zdecydowanie mogę się już na jego temat wypowiedzieć :)

Jako bladolica osóbka wybrałam kolor najjaśniejszy, czyli 100 Ivory. Swoją drogą stałam przy testerach jakieś 10 minut i rozkminiałam czy to faktycznie kolor najlepszy dla mnie ;) Gdzieś się naczytałam, że to wcale nie jest najjaśniejszy odcień, ale według testera wyszło mi że jest.


Przyznaję, że jest to mój pierwszy podkład w słoiczku. Miałam mieszane uczucia względem niego, ale ostatecznie nie mogę narzekać na formę opakowania. Przynajmniej można wydobyć podkład do ostatniej kropelki, co często nie udaje się przy podkładach w tubkach.


Podkład jest zabezpieczony i od wieczka oddziela go plastikowa osłonka. Bardzo dobre i wygodne rozwiązanie.
Konsystencja ma być żelowa. Hmmm, inaczej widzę żel ;) Ten podkład jest w miarę lekki, dość mokry acz jak dla mnie nie żelowy. Nakłada się go wygodnie, o ile wcześniej dobrze nawilżymy twarz. Jak już wspominałam w notce o bazie pod makijaż Bell - oba kosmetyki doskonale ze sobą współpracują.


Kolor podkładu mimo iż najjaśniejszy, to w opakowaniu straszy i wydaje się dość ciemny. No nic, jak się nie nałoży na twarz, to się nie sprawdzi. Otóż po nałożeniu na twarz okazuje się, że podkład doskonale stapia się z twarzą i nie przyciemnia jej. Po dłuższym czasie na twarzy podkład nie ciemnieje, nie tworzy maski, nie robi się pomarańczowy. Czyli jest dobrze :)
Podkład daje matowe wykończenie, ładnie wyrównuje koloryt, pozwala ukryć drobne niedoskonałości.
Dla osób mających problemy ze świeceniem się skóry - wystarczy na podkład nałożyć odrobinę sypkiego pudru matującego i makijaż wytrzyma bez błysku wiele godzin.

Tak przedstawia się krycie na twarzy:

Trwałość... I tu mam problem. Czasami podkład znikał mi z twarzy po kilku godzinach i podczas demakijażu nie miałam już czego zmywać ;) Innym razem z kolei podkład trzymał się dzielnie przez cały dzień bez uszczerbku. Nie wiem z czego to wynika? Ale znalazłam na niego sposób i na bazie trzyma się bez zarzutów.
Ja się z tym podkładem polubiłam. Jest lekki, nie zatyka mi porów, nie robi na twarzy armagedonu.
Podkład o pojemności 18ml można zakupić w cenie ok 19-30 zł.
Używam go zamiennie z innymi podkładami i na razie mam go 3 miesiące. Może skuszę się na kolejny egzemplarz kiedy ten mi się skończy. Jakby nie patrzeć - u mnie się sprawdził.