4 września 2013

Naturalny peeling do twarzy - Orientana papaja i żeń-szeń indyjski.

Kosmetyki Orientany kusiły mnie dosyć długo. Aż w czerwcu nadarzyła się okazja i trafił z moje ręce kremowy peeling do twarzy z papają i żeń-szeniem indyjskim. Teraz, po dwóch miesiącach używania, kiedy już wyskrobuję resztki kosmetyku z dna opakowania, nadszedł czas na recenzję.


Nieduży i niepozorny słoiczek zawiera w sobie intensywnie pachnący, kremowy peeling.
Ale żeby dostać się do kosmetyku, musimy stoczyć walkę z upartą folią, której nie sposób w normalny sposób zdjąć. Należy uzbroić się w nóż czy inne ostre narzędzie.
Jak już uda nam się pozbyć ochronnej folii, możemy upajać się zapachem, bądź zatykać nos z niesmakiem.
Zapach jest specyficzny, bardzo silny i jeśli komuś nie podpasuje, to od razu rzuci tym peelingiem w kąt. Czuć tam papaję jak sądzę, czy inne egzotyczne owoce. Trudno go opisać, to trzeba...poczuć ;)


Z opakowania wszystko krzyczy nam, że peeling jest naturalny. No i pięknie, bo lubię używać naturalnych kosmetyków, zwłaszcza do twarzy. I ten peeling zdał u mnie egzamin wyśmienicie.
Co mogę o nim powiedzieć? Jak już przyzwyczaiłam nos do zapachu, oczy nacieszyły się patrzeniem na błyszczącą maź, to wzięłam się za używanie. A używanie tego peelingu okazało się przyjemnością.
Jest on faktycznie kremowy, w kremowej bazie zatopione są drobinki, które świetnie sobie radzą ze ścieraniem naskórka.


Co jest jeszcze zaletą tego peelingu? Nie wysusza skóry, a mało tego - nawilża ją! Skóra jest po peelingu miękka, jedwabista i jędrna. Nie ma śladu po szarej, zmęczonej cerze. Jeżeli nie mam czasu na nałożenie maseczki, to po samym peelingu skóra już wygląda przyzwoicie i jest w dobrej formie.

Skład dla zainteresowanych:

Ile kosztuje taka przyjemność?
Około 24zł za słoiczek o wadze 50g.

Czy warto? Według mnie warto. Słoiczek zużywałam dwa miesiące, zapach strawiłam, działanie mnie zadowoliło, by nie rzec - zachwyciło. Amatorkom peelingów mechanicznych powinien się spodobać. 
Gdybym nie miała teraz dużej tuby peelingu miętowego od Queen Helene, to bym pewnie zakupiła ponownie ten, ale sądzę, że tamtą tubę będę pół życia zużywać, więc zapasów nie robię ;D

15 komentarzy:

  1. niestety ale u mnie tylko enzymatyki mogą wjechać na facjatę, a chetnie bym się po upajała takim zapachem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo owocowe zapachy zazwyczaj przypadają mojemu nochalowi do gustu :D jedynie lawenda i kokos odrzucają mnie na kilometr :D reszte jestem w stanie akceptowac :D

      Usuń
    2. Ja tam jestem dosyć tolerancyjna i owocowe zapachy toleruję, gorzej z niektórymi kwiatowymi, np róża...bleeh ;P

      Usuń
    3. a ja lawendę i kokosa uwielbiam :) tego chętnie bym poniuchała, ale i tak bym z tego nic nie miała, bo na twarz też tylko enzymatyczne...

      Usuń
  2. Mam od niedawna maseczkę glinkową z szafranem i... codziennie ją wącham!!!
    Pachnie przepięknie, trochę jak kadzidełko.
    A kocham też balsam w kostce o zapachu Jaśmin i Zielona Herbata - uwielbiam go! mój mąż też ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balsamy w kostce też mnie kusiły, ale mam zapas zwykłych, więc nie kliknęłam.
      Mmm, zapach kadzidełka mnie intryguje, muszę się tą maseczką zainteresować, zwłaszcza, że lubię glinki :)

      Usuń
  3. Cena przystępna i opis zachęcający : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również mocno zdziwił stosunek jakości do ceny, no ale powodu do narzekania z tego tytułu nie mam :)

      Usuń
  4. papaja brzmi fajnie, ja bym wyprobowala :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam peeling żelowy Orientany z algami i zieloną herbatą. Właśnie jestem w połowie opakowania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie wiedziałam, że mają takie cuś do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jeszcze nie miałam nic z tej firmy a peeling fajny ,dobry ma skła;)

    OdpowiedzUsuń
  8. brzmi ciekawie :)
    muszę się przyjrzeć / poniuchać :)
    ja mam od nich maskę-krem pod oczy i jest bardzo spoko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja chyba się skusze na ten produkt :)

    OdpowiedzUsuń