31 stycznia 2012

Styczeń - podsumowanie i nabytki :)

Jak zwykle z końcem miesiąca wstawiam tutaj moje nabytki z całego miesiąca.
Po zgraniu i obróbce fotek uświadomiłam sobie, że o kilku kosmetykach zwyczajnie zapomniałam, ale mówi się trudno, teraz już nie mam możliwości obfocenia ich ;)

Ok, więc zaczynamy może od kosmetyków, które udało mi się wygrać w rozdaniach :) Szczęście mi tym razem dopisało :)
1. Wygrana u Calliope :)

2. Wygrana u Moniki :)

3. Paletka Sleek Curacao, o której już pisałam tutaj -> KLIK.

4. Różne różności ;) Lakier Essence, podkład Miracullum, cień do powiek Golden Rose, naklejki na paznokcie.

5. Oriflame - żel do mycia twarzy, krem do twarzy, żel kojący i pomadka.

6. Odlewki :)

7. Vipera - plastry z woskiem do depilacji i pomadka do ust.

8. Avon - maseczka do twarzy, mgiełka do ciała i pomadka.

No i tak jak pisałam - wpadło mi jeszcze w ręce mleczko Ziaji i peeling do twarz z Joanny, ale na fotki się nie załapały ;)

Chciałabym też po raz pierwszy podziękować Wam za to, ze tak pięknie rosną statystyki tego bloga :) Ten miesiąc okazał się rekordowym i wejść było 7 214 za co dziękuję :*
Wczoraj też ogólna ilość wyświetleń stron przekroczyła 30 000, a teraz liczy sobie 30 224 ślicznie dziękuję :* Bez Was i bez Waszych odwiedzin ten blog by nie istniał :)
A takie małe sukcesy są naprawdę budujące!

30 stycznia 2012

Bielenda Bawełna. Krem do cery suchej i wrażliwej.

Niedawno szukałam dobrego kremu na dzień. O dziwo rozczarował mnie krem z Tołpy. To szukałam dalej. I wpadł mi w łapki krem Bawełna firmy Bielenda.
Jest to krem, który można stosować zarówno na dzień, pod makijaż, jak i na noc. Jest on przeznaczony dla cery suchej i wrażliwej.
  Jak widać powyżej, opakowanie to plastikowy słoiczek, który umieszczony jest dodatkowo w kartoniku. Szczerze mówiąc odzwyczaiłam się już od takich opakowań, bo ostatnio miewałam kremy w opakowaniach z pompkami czy też w tubce. W sumie bez różnicy, choć kiedy miałam kosmicznie długie pazurki, to aplikacja nie należała do najwygodniejszych ;) No ale dla chcącego nic trudnego, zawsze można się poratować łapiąc za szpatułkę.

Konsystencja kremu - zwyczajny, nie jest ani zbyt gęsty, ani zbyt rzadki. Taki akurat :) Dobrze się rozprowadza na twarzy.
Noooo, a teraz czas na krytykę ;P
Dobra, żartuję, krytyki nie będzie, bo to generalnie dobry kremik. Jestem z niego zadowolona. Z jednym małym zastrzeżeniem - na noc go nie używam, bo wolę bardziej treściwe specyfiki. Producent ma rację - ten krem idealnie nadaje się pod makijaż.
Nawilża, natłuszcza, dobrze się sprawuje - moja cera od rana do wieczora, aż do demakijażu trzyma nawilżenie, nie czuję ściągania, suchości.
Z jędrnością i elastycznością na razie jako-takich problemów nie mam, więc nie mogę się wypowiedzieć ;)
Co do nadwrażliwości, ciężko mi stwierdzić czy faktycznie ja zmniejsza, jakoś nie potrafię tego porównać, ale chyba coś w tym jest, bo wydaje mi się, że moja buzia mniej reaguje na czynniki zewnętrzne typu zmienne temperatury (normalnie robię się purpurowa wchodząc z zimnego do gorącego pomieszczenia, a ostatnio tak tego nie odczuwam). To chyba nie są jakieś moje urojenia? ;)
Zapach... Delikatny, coś mi przypomina, ale nie wiem co. Lekko słodkawy, nie nachalny, przyjemny. 
Czy jest wydajny? Raczej tak, nie narzekam na znikanie kremu z prędkością światła ;)

Podsumowując jednym zdaniem - fajny krem, godny polecenia, rodzimej marki, dobry pod makijaż, działa jak trzeba, nie powoduje skutków ubocznych.
Ja się z nim polubiłam, a przyznam, że ciężko mi dogodzić jeśli chodzi o krem ;)

Pojemność: 50 ml / cena: ok. 15 zł

Jeśli kogoś interesuje skład:

28 stycznia 2012

Sleek Caribbean Curacao - moja nowa miłość :)

Zaledwie kilka dni temu doszła do mnie paczuszka z Paatal z klikniętą paletką Curacao, a ja już zdążyłam ją wymęczyć i uznać za mój najświeższy obiekt westchnień :) Kupiłam ją w wyjątkowo niskiej cenie, bo za 22 zł (bez ceny przesyłki). Z przesyłką wyszło 28,50 zł - grzech nie kupić! Jakbym którąś skusiła, to są nadal tutaj -> klik.
Swatchy jest pełen internet, więc ode mnie dostaniecie tylko kilka fotek paletki i kilku makijaży do których użyłam między innymi cieni z palety Curacao.

Cienie w palecie tak się prezentują:

Właśnie takich żywych kolorów brakowało w moich zbiorach! Kiedy dostałam paletkę, to otworzyłam ją, położyłam obok mnie na stoliczku i co chwilę na nią zerkałam z błogim uśmieszkiem na twarzy ;) Jak wariatka jakaś ;P
To teraz porcja makijaży, w których jakieś tam cienie z tej palety wykorzystałam ;)



Na koniec życzę Wam udanego weekendu :)
Mnie jutro czeka mała imprezka prawie-rodzinna, więc niestety nie będę mogła tutaj zajrzeć.
Pozdrawiam! :)

25 stycznia 2012

Biotherm Skin Ergetic kompleks pobudzający.

Słów kilka o produkcie ciekawym, z który niestety muszę się już rozstać. A to tylko z powodu, że jego ważność kończy się po 3 miesiącach od otwarcia. Mowa o serum naprawczym Biotherm Skin Ergetic.



Serum jest zamknięte w szklanej buteleczce. Nakrętka wyposażona jest w pipetkę, którą nakłada się produkt.
Do opakowania dołączona jest ulotka i osobno zapakowana kapsułka aktywująca.















Koncentrat trzeba samemu aktywować. Nie dostajemy całkowicie gotowego produktu. Musimy go aktywować przy pierwszym użyciu za pomocą kapsułki. W ten sposób mamy pewność świeżości produktu. 
 Wszystko jest pięknie opisane na opakowaniu, więc nie ma szans czegoś zepsuć ;)
Po prawej stronie możecie dokładnie poczytać jak producent opisuje swój produkt :)
 Świetnym rozwiązaniem jest umieszczenie na opakowaniu miejsca, gdzie możemy zapisać sobie datę otwarcia serum. Dzięki temu nie przekroczymy trzech miesięcy od otwarcia, bo uparcie będzie nam o sobie przypominać ;) Jest go na tyle dużo, że po 3 miesiącach użytkowania nadal zostało mi na dnie trochę kosmetyku. Biję się z myślami czy nadal go używać po tych 3 miesiącach, czy lepiej odpuścić... W sumie po coś ta data jest wyznaczona...





  


Co ja sądzę o tym serum?
Powiem krótko - uwielbiam je :)
Od razu po otwarciu uderzył  mnie cudowny zapach :) Nie potrafię sprecyzować co to za zapach. Zdecydowanie jest świeży, rześki i intensywny, jakby cytrusowy.
Używałam go w okresie, kiedy moja skóra błaga o odżywienie i spisał się świetnie. Kompleks działa!
Produkt zdecydowanie na plus. Działa tak jak producent obiecał. Przy tym pięknie pachnie. Aplikacja jest wygodna, pipetką można odpowiednio dozować specyfik. Dobry sposób na zastrzyk energetyczny dla skóry. Działa już po kilku aplikacjach. Od razu po nałożeniu dobrze się wchłania. Skóra odżywa, nie wygląda na zmęczoną, nie jest szara i nijaka. Polecam każdemu, kto ma problem z ziemistą, nieładną, mało reprezentatywną cerą. To serum ją nawilży, zniweluje uczucie ściągnięcia i suchości. Co prawda cera może niektórych odstraszać, ale uwierzcie, że warto wydać te 245 zł.

24 stycznia 2012

Paznokcie jak niebo pełne gwiazd...

Dzisiaj sobie uświadomiłam, że już dawno nie raczyłam Was fotencjami moich paznokci. Niebawem minie miesiąc jak publikowałam notkę z pazurkami. Koniecznie trzeba to zmienić! ;)
Zgodnie z powyższym chciałabym Wam zaprezentować moje pazurki, które wybitnie kojarzyły mi się z rozgwieżdżonym niebem :)
Lakier bazowy to Essence Multi Dimension XXXL Shine nr 76 Cool and the Gang - kolor fenomenalny <3 Zaskoczył mnie nie tylko kolor, ale także jakość. Lakier trzymał się niesamowicie długo na moich paznokciach. A kupiłam go niedawno na wyprzedaży za UWAGA niebagatelną cenę - 4,59 zł ;)
Po kilku dniach noszenia go solo, dorzuciłam na górę glitter Essence 02 Julia. Całość na żywo wyglądała cuuudnie (wiem, skromna jestem) ;P
Z tego co mi wiadomo lakier ten jest już wycofany ze sprzedaży, więc można go spotkać tylko na wyprzedażach.

A na deser dwa pytania :) Jako, że szykuję dla Was konkurs, to chciałabym się dowiedzieć jaki preferujecie: czy ma to być makijażowy, czy na kreatywność, czy paznokciowy? Mam już koncepcję, ale chętnie poznam Wasze zdanie :) Nooo i jeszcze jedno - jaką wolicie nagrodę -> kolorówka czy pielęgnacja? A może trochę tego i trochę tego? Jeśli mi nie pomożecie, sama będę musiała zdecydować ;P

21 stycznia 2012

Revlon Espress'o Yourself (860).

Jakoś ostatnio zaniedbuję bloga na rzecz konkursu makijażowego z portalu wizaż.pl, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie :) Na recenzje czasu mi już raczej brakuje, ale jeśli chcecie, to mogę tutaj zamieszczać moje propozycje makijaży. Jeśli nie macie ochoty - zrozumiem :)

Dzisiaj pokażę Wam moje cienie Revlon. Kupiłam je po tym jak przekonałam się do cieni Wet'n'Wild z śliczną mozaiką. Tak jedne jak i drugi wpadły mi od razu w oko. I zakupów nie żałuję :)

Cienie Revlon nr 860 są po prostu świetne :) Mimo iż są to jedynie trzy kolorki, to można zmalować nimi różnorodne makijaże. Wiem, bo już niejednokrotnie z nimi kombinowałam ;) Pigmentacja jest niezła nawet bez bazy. Co prawda nie używałam ich bez bazy, ale na bazie nic się z nimi nie dzieje, nie migrują, nie blakną, nie rolują się. Są naprawdę fajne jak na swoją cenę. Z tego co widziałam dostępne są cztery wersje kolorystyczne, ja wybrałam najbliższą memu sercu, a właściwie oczom - złoto, brąz i rudość. Dobrze się je rozciera i generalnie polecam :)
Co ważne - błyyyyyszczą, świecą się - coś dla srok ;) Więc dla niektórych odpadną jako cienie na co dzień. Ja ich używam weekendowo. Do pracy nie lubię, ale jak mam wolny weekend, spędzam go u narzeczonego, to zabieram ze sobą tylko tą paletkę.

18 stycznia 2012

Moja kolorowa metamorfoza :)

Uwaga! Przygotujcie się na drastyczne zdjęcie, albo nie czytajcie tej notki :)
Mam dla Was moją małą kolorową metamorfozę. Bez makijażu jestem przezroczysta, bezbarwna i wyglądam na chorą. Dlatego siłą rzeczy muszę jakoś się "dokolorowywać" ;) Tym razem postawiłam na żywe kolory na oku, których na co dzień nie noszę, bo się zwyczajnie ich boję i uważam, że do mnie nie pasują...
I jak? A czy Wam zdarza się czasami zaszaleć z kolorem?

17 stycznia 2012

Grudniowy Kiss Box - jak wypadł w tym miesiącu?

Dzisiaj rano odwiedził mnie wyczekiwany kurier. Przyniósł grudniowego Kiss Boxa :) Zdecydowałam się na niego przez jakiś impuls. Weszłam na stronkę Kiss Boxa 20 grudnia, o wiele później niż rozpoczęły się zapisy i jakimś dziwnym trafem pudełeczka były jeszcze dostępne. I mimo iż poprzedni Kiss Box nie zachwycił mnie kiedy oglądałam zawartość na innych blogach, to i tak kliknęłam ;)
No ale do rzeczy. Przejdźmy do rozpakowywania :)
 Kartonik...
 Pudełeczko...
 List...
 Zawartość :D

 Maska do twarzy - pomarańcze - fridge by yDe.
 Żel SPA Serene Aloe Vera - MINERAL CARE.
 Naturalna linia produktów - John Masters Organics.
Włoskie mydło - Nesti Dante.

Carmex'a chyba wszyscy znają, więc nie pokazuję ;P Carmex to jedyny produkt z którego na dzień dobry jestem niezadowolona ;)
Ogólne wrażenia jakie wywarł na mnie Kiss Box jest jak najbardziej pozytywne. W pudełku były aż 3 pełnowymiarowe produkty i ciekawe próbki. Maska pomarańczowa mocno mnie zaintrygowała i podejrzewam, że wystarczy na kilka użyć. 
A Wy skusiłyście się na całuśne pudełeczko? Jak Wam się podoba zawartość? :)

13 stycznia 2012

Tydzień z bublami. Część V - Wonder Liner, Oriflame.

Czarna kreska nad linią rzęs niewątpliwie dodaje charakteru makijażowi, świetnie podkreśla oko i jest jednocześnie dobrym wykończeniem.
Każda z nas preferuje inny eyeliner - żelowy, w kałamarzu, z gąbeczką itp. Ja na początku swojej przygody z linerami miałam ochotę poeksperymentować mimo iż eyeliner żelowy to był mój strzał w dziesiątkę. Tym sposobem skusiłam się na Wonder Liner. Zachęciło mnie głównie to, że Wonder Lash Mascara to mój numer jeden wśród tuszy do rzęs, więc eyeliner uznałam nie może być gorszy. Ale o tym później ;P
Kilka słów od producenta:
" Niezwykle czarny tusz do kresek z wielowymiarowym aplikatorem pomaga uzyskać różne efekty w makijażu oka. Intensywna czerń i precyzyjny aplikator nadadzą długotrwale utrzymujący się, niesamowity efekt. Przed użyciem mocno wstrząsnąć. 2.5  ml "

Brzmi kusząco, czyż nie?
Żeby nie było zbyt różowo, to idziemy dalej...
Na powyższym zdjęciu można podziwiać aplikator - gąbeczka. Z jednej strony ciekawie ścięta. Jednak aplikator jest zdecydowanie zbyt sztywny.
Konsystencja - zbyt wodnista. Mimo iż ocieram aplikator o brzeg butelki, to i tak tusz spływa co jest bardzo niewygodne. Na powiece tusz się rozcieka, wypływa poza kreskę którą uformuję.
Mimo iż jakąś tam wprawę mam, z tym eyelinerem walczę od września, to i tak nie daję rady narysować takiej krechy jaką chcę.
Wytrzymałość.... beznadziejna. Po kilku godzinach mam odbitą krechę na górnej powiece. A zawsze używam bazy pod cienie. Nienawidzę kiedy coś mi się odbija na powiece. Nienawidzę tego eyelinera. Używam go tylko do makijaży robionych "na chwilę" i "do zdjęć".
Jedyny plus - kreska jest ładnie matowa i po namalowaniu dość szybko zasycha. To by było na tyle z zalet ;)
Delikatnie mówiąc - porażka, nie polecam.

12 stycznia 2012

Tydzień z bublami. Część IV - Mleczko do demakijażu Blanchette.

Zdarza mi się zagapić i nie zauważyć tego, że kończy mi się jakiś kosmetyk do demakijażu. A to niestety podstawa w każdej kosmetyczce. Jako, że z pracy najbliżej mam do Kauflandu, to kiedyś podskoczyłam szybko po pracy w celu zakupienia właśnie mleczka do demakijażu. Złapałam pierwsze lepsze, jak się okazało - Blanchette, czyli marka własna Kauflandu.
Zazwyczaj używam podobnej tanioszki, bo mleczka z Biedronki, więc nie węszyłam żadnego podstępu ;) Mleczko myślałam jak to mleczko - jako tako zmyje makijaż i będzie ok.
Po wyciśnięciu na wacik ukazał się zwyczajny biały płyn jak wiele innych mleczek.
Aleeee, zaraz po przyłożeniu do oka.... auaaaa! Szczypie okropnie! Grrr, istna tragedia :/ No ale nic, jak już przyłożyłam, to chciałam chociaż powierzchownie zmyć co miałam na oku. Słabiutko zmyłam co nieco, ale ile przy tym łez wylałam - nie pytajcie.
Teraz używam go tylko do zmywania cieni z ręki po zrobieniu swatchy, na oko już tego nie położę.

Odnośnie powyższego - No raczej wodą nie dałam rady się tego pozbyć choć uparcie szorowałam. Z tymi oczami to też przegięli. Łagodzi podrażnienia? Dobre sobie... Pół godziny chodziłam z czerwonymi oczami ;)

Następnym razem kiedy niespodziewanie skończy mi się mleczko, to złapię raczej za krem Nivea i nim będę operować, niż kupię jakiś inny produkt bez czytania recenzji ;P

11 stycznia 2012

Tydzień z bublami. Część III - Kulki do kąpieli.

Jakiś czas temu przy okazji wizyty w Rossmanie namówiłam narzeczonego na zakup perełek do kąpieli. O ile dobrze pamiętam stały sobie na półeczce "Ceny na do widzenia". Jako, że lubię różne specyfiki do kąpieli i chętnie próbuję nowości, to od razu oczy mi się zaświeciły ;)
Małe, zgrabne opakowanie. Od razu przyciągnęło moją uwagę :) Jestem jak sroka ;P
Ładna wstążeczka, kartonik, w nim serduszka.
Kulki jak kulki. Po odpakowaniu i wrzuceniu do wody musują. Delikatnie, bo delikatnie, ale musują.
Co robią z wodą? Jak pachną? Jak działają?
Nie robią nic z wodą - nie zabarwiają jej, nie nadają żadnego koloru, nie nadają żadnego zapachu, żadnej pianki - totalnie nic.
Woda po użyciu tych kulek jest taka sama jak i przed wrzuceniem ich do wody.
Po co komu takie kulki???

10 stycznia 2012

Tydzień z bublami. Część II - Paletka cieni z H&M.

Jakiś czas temu miałam do wykorzystania bon na 20 zł z Awanti, więc przy okazji podskoczyłam do H&M. Do tej pory nie miałam żadnej styczności z kosmetykami produkowanymi dla H&M. U kogoś kiedyś czytałam pozytywną recenzję jakiejś paletki cieni, więc stwierdziłam - może akurat będą fajne. Hmm...
Wybrałam sobie jasne cienie, które wyglądały obiecująco.

Co z tymi cieniami jest nie tak, że nazwałam tą paletkę bublem?
Pigmentacja - tragedia. Trzeba się solidnie namachać i sporo cienia nałożyć zanim uzyska się jakiś tam efekt. Oprócz tego, trzy pierwsze cienie które widzicie na zdjęciu powyżej po nałożeniu na powiekę praktycznie nie różnią się od siebie kolorem. Heh, tylko ostatni cień nieco ciemniejszy różni się od poprzednich trzech. No ale dziwne by było, gdyby i ten wyglądał identycznie ;)

Bez bazy:
Na bazie:
Nigdy nie nakładam cieni bez bazy, więc nie wiem jak się sprawują bez bazy. Na bazie Artdeco trzymają się cały dzień, ale nie spotkałam jeszcze cieni, które by na tej bazie nie wytrzymały ;)
Jakby nie patrzeć - bubel. Tą paletką nie wykona się ładnego makijażu, wszystkie będą do siebie niewiarygodnie podobne ;) Tylko dla kobiet lubiących make up - no make up...