22 września 2011

Przereklamowany Carmex ;p

Naczytałam się ochów i achów na temat preparatów Carmex, więc będąc kiedyś w Rossmanie wzięłam przy okazji jedną tubkę. Padło na zapach truskawkowy, bo truskawki uwielbiam.
Tubeczka to standardowe dla tej marki żółto-czerwone opakowanie. Oryginalnie tubka zapakowana była jeszcze w tekturowo-plastikowy ochraniacz, żeby nikt niepowołany nie odkręcał kosmetyku i nie daj Boże próbował go w sklepie i odkładał po tym na półkę.
Prezentuje się tak:

Po odkręceniu tubki widzimy dziurkę, przez którą wyciskamy kosmetyk:

Specyfik ma konsystencję jakby błyszczyka i kolor żółtawy. Jednak na ustach tej żółtości nie widać w ogóle.

Teraz słów kilka na temat smaku, zapachu i oczywiście działania ;)
Mając wersję truskawkową od razu po zaaplikowaniu czuję przyjemną woń truskawek. Soczystych, czerwonych, prosto z pola :) Jednak wystarczy minuta, żeby ten piękny zapach uleciał i zastąpiła go silna woń mięty. Nie tego się spodziewałam.
No nic, zostawiłam balsam na ustach bo chciałam sprawdzić jak zadziała. Szału nie było. Oprócz uczucia chłodzenia na ustach wywołanego pewnie przez miętę żadnych innych właściwości nie zanotowałam. Nie żebym nie próbowała więcej razy. Jestem uparta i próbowałam balsamu wielokrotnie.
Co mi jeszcze przeszkadza? To, że balsam przemieszcza się bardzo i wchodzi do ust. Fuj, nie znoszę tego chemiczno-miętowego smaku. Ble.
Przez to przemieszczanie jak się można domyślić, kosmetyk szybko ściera się z ust.
Plusem jest to, że balsam posiada filtr SPF 15 :) Latem to dobra ochrona dla ust. 

Uważam ten produkt za przechwalony i nie wiem jak to coś może komuś pomagać, albo smakować!
Carmex leży sobie w szufladce i spogląda na mnie złowrogo, a ja się go boję. Zużyję go pewnie, bo nie wyrzucam nawet bubli <oszczędzam>, ale będę go stosować tylko przed snem, żeby nie czuć jego paskudnego smaku...

Może inne wersje są lepsze? Nie wiem. I boję się spróbować ;)

10 komentarzy:

  1. ja najbardziej lubię ten klasyczny w słoiczku ;) jest gęsty , więc nie wchodzi do ust ;) pachnie może niezaciekawie, ale można się przyzwyczaić :) ja już nie czuję ani chłodzenia, ani smaku, ani zapachu. za to odczuwam jego zbawienne działanie na moje usta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam wersję wiśniową. Carmex najlepiej sprawdza się zimą na spierzchnięte wargi, na opryszczkę i na... Złuszczającą się skórę :D. Polecam ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. ja zamierzam kupić tylko wiśniową wersję

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mam wiśniowy i na popękane i spierzchnięte ustka jest ukojeniem :) uwielbiam go

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, kusicie mnie tą wiśniową wersją :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Polecam przeczytanie mojej recenzji tego błyszczyku - http://www.nasalony.pl/kosmetyka/domowe-abc/455-cherry-carmex-moisturusung-lip-balm-tube-recenzja. Na pewno dowiesz się z niej czegoś nowego o Carmexach. Może to byś zaskakujące.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja go uwielbiam :). Bo kocham wszystko co miętowe :)

    OdpowiedzUsuń
  8. carmex jest w mojej kosmetyczce już 5 lat i na pewno z niego nie zrezygnuję! jest idealny dla moich ust, świetnie sprawdza się zimą. do smaku się przyzwyczaiłam, mam klasyczną wersję w pomadce. a teraz kupię sobie wiśniową!

    OdpowiedzUsuń
  9. chyba kupiłaś najsłabszą wersję z możliwych, polecam wypróbować sztyft lubi słoiczek, aplikujesz cienką warstwą. nie wchodzi do ust ani nie spływa... A pielęgnuje fantastycznie i naprawdę sporo już doustnych odżywiaczy i balsamów przetestowałam ale nic tak sobie z problemami ust nie radzi jak carmex ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja miałam kiedyś tradycyjny w pudełeczku. dla mnie jest dobry, ciekawie pachnie i lekko szczypie w usta :) Mira

    OdpowiedzUsuń