30 września 2011

Podsumowanie miesiąca - zdobycze września :)

Po raz pierwszy zdecydowałam się zrobić podsumowanie miesiąca i pokazać tutaj moje zakupy tudzież wygrane z września. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomnę :)

1. Płatki kolagenowe pod oczy.

2. Próbka perfum Burberry.

3. Lakiery...

4. Olej rycynowy i maść z wit.A.

5. Henna do włosów i herbata zielona :)

6. Mleczko do demakijażu i próbki :)

7. Oriflame.






8. Synesis.

9. Sleek i ELF

10. Baza ArtDeco.

11. Miniatura kremu na noc - Biotherm Skin Ergetik 15 ml.
Część kosmetyków mogłyście już zobaczyć na blogu, na resztę może kiedyś znajdę czas ;) 
Tymczasem na weekend opuszczam bloga, całą sobotę i niedzielę spędzę w pracy, więc notek nie będę miała kiedy dodać. Wracam w poniedziałek wieczorem. Chyba, że wcześniej dam radę zaleźć trochę czasu, choć w to wątpię. 

Udanego weekendu :)

29 września 2011

Wariacje z pękaczami. Black&White.

Zazwyczaj po jednym, dwóch dniach noszenia na paznokciach jednego koloru, zwyczajnie jestem nim znudzona ;) Dlatego próbuję coś zmieniać, kombinować. Jak się nie uda, to trudno - zmywam. A jak się uda, to mam manicure na kolejnych kilka dni :)
Jednym z łatwych i według mnie ładnych sposobów zmiany manicure jest dodanie pękacza. Czasami można uzyskać ciekawy efekt. Tylko trzeba dobrze dobrać kolory.
Kiedyś połączyłam dwa pękacze biały i czarny na beżowym/brzoskwiniowym lakierze bazowym.
Tak to wyglądało:




 Przyznam, że na żywo wyglądały lepiej i byłam z nich bardzo zadowolona :)

28 września 2011

Soraya Care&Control - tonik łagodząco-odświeżający.

Tonik ten kupiłam z czystej ciekawości. Co ważne - do tej por nie używałam w ogóle żadnych toników, więc to w mojej kosmetyczce debiut :)
Zdecydowałam się właśnie na niego z kilku powodów, a te najistotniejsze to:
1. Niewysoka cena (ok.10zł)
2. Obietnica oczyszczania

Zacznę od opakowania.
Niebieska buteleczka, przezroczysta - widać zużycie produktu, wiadomo kiedy trzeba kupić nowy ;)
Tonik ten ma odświeżać, łagodzić podrażnienia, zwężać pory, oczyszczać, usuwać zanieczyszczenia, nawilżać i zapobiegać świeceniu się skóry.


Co z tego zauważyłam na własnej skórze?
- Niewątpliwie usuwa z buzi zanieczyszczenia. Widać to gołym okiem na waciku. Za to duży plus.
- Zapobiega świeceniu się skóry. Od razu po przetarciu skóry staje się ona widocznie zmatowiona. Tylko pytanie czy ten efekt utrzymuje się na długo? Nie wiem niestety, bo zawsze niedługo potem nakładam krem na twarz.
- Zwęża rozszerzone pory? Nieeee. Nie u mnie ;) W tej kwestii niestety się nie popisał.
- Buzia po nim nie jest wysuszona, nie jest podrażniona, czyli tonik ten nawilża skórę. Brawa dla tego pana w niebieskiej butelce :)
- Odświeża. Oj taak. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale naprawdę odświeża. Działa na buzię tak jak zimny prysznic na ciało ;) Mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi :)

Podsumowując - dobry produkt w niskiej cenie. Warto po niego sięgnąć.
Ja dzięki niemu przekonałam się do toników. Czy go jeszcze kupię? Może do niego wrócę, ale najpierw przetestuję inne toniki :) 
Wy macie jakiegoś swojego ulubieńca w tej kategorii? Co polecacie?

27 września 2011

Zakupy - Oriflame :)

Tyle zdjęć czeka na mnie cierpliwie na dysku, a ja nie wiem na co się dzisiaj zdecydować ;) Jako, że doszło do mnie wieczorem zamówienie z Oriflame, to pochwalę się, co kupiłam :)
A są to:
1. Olejek do masażu Love Potion - pachnie obłędnie <3 :)
 2. Kremik uniwersalny o zapachu waniliowym Tender Care
3. Cienie do powiek Perfect Match kolor Urban Jungle
4. Eyeliner - Wonder Liner
5. Dwustronny pędzelek do cieni

 Coś Was szczególnie interesuje? Nie wiem co mam zrecenzować, a co sobie odpuścić ;)

24 września 2011

Wesołe pazurki :)

Poranki są już strasznie chłodne, ale nie przeraża mnie to, bo za oknem widzę ładne słoneczko.
Aby je zachęcić do tego, by zostało z nami dłużej, można zaszaleć z kolorkami. A gdzie zaszaleć? Na paznokciach oczywiście :D
Każdy paznokieć w innym kolorze??? A dlaczego nie?
Pokazywałam już Wam kiedyś moje skittlesy ale pastelowe, dzisiaj przyszedł czas na coś bardziej żywego.


Jak Wy się zapatrujecie na taki manicure? Podoba Wam się? Czy jest zbyt "odważny"? ;)

22 września 2011

Przereklamowany Carmex ;p

Naczytałam się ochów i achów na temat preparatów Carmex, więc będąc kiedyś w Rossmanie wzięłam przy okazji jedną tubkę. Padło na zapach truskawkowy, bo truskawki uwielbiam.
Tubeczka to standardowe dla tej marki żółto-czerwone opakowanie. Oryginalnie tubka zapakowana była jeszcze w tekturowo-plastikowy ochraniacz, żeby nikt niepowołany nie odkręcał kosmetyku i nie daj Boże próbował go w sklepie i odkładał po tym na półkę.
Prezentuje się tak:

Po odkręceniu tubki widzimy dziurkę, przez którą wyciskamy kosmetyk:

Specyfik ma konsystencję jakby błyszczyka i kolor żółtawy. Jednak na ustach tej żółtości nie widać w ogóle.

Teraz słów kilka na temat smaku, zapachu i oczywiście działania ;)
Mając wersję truskawkową od razu po zaaplikowaniu czuję przyjemną woń truskawek. Soczystych, czerwonych, prosto z pola :) Jednak wystarczy minuta, żeby ten piękny zapach uleciał i zastąpiła go silna woń mięty. Nie tego się spodziewałam.
No nic, zostawiłam balsam na ustach bo chciałam sprawdzić jak zadziała. Szału nie było. Oprócz uczucia chłodzenia na ustach wywołanego pewnie przez miętę żadnych innych właściwości nie zanotowałam. Nie żebym nie próbowała więcej razy. Jestem uparta i próbowałam balsamu wielokrotnie.
Co mi jeszcze przeszkadza? To, że balsam przemieszcza się bardzo i wchodzi do ust. Fuj, nie znoszę tego chemiczno-miętowego smaku. Ble.
Przez to przemieszczanie jak się można domyślić, kosmetyk szybko ściera się z ust.
Plusem jest to, że balsam posiada filtr SPF 15 :) Latem to dobra ochrona dla ust. 

Uważam ten produkt za przechwalony i nie wiem jak to coś może komuś pomagać, albo smakować!
Carmex leży sobie w szufladce i spogląda na mnie złowrogo, a ja się go boję. Zużyję go pewnie, bo nie wyrzucam nawet bubli <oszczędzam>, ale będę go stosować tylko przed snem, żeby nie czuć jego paskudnego smaku...

Może inne wersje są lepsze? Nie wiem. I boję się spróbować ;)

21 września 2011

Dmucham na paznokcie ;)

Przychodzę do Was raz jeszcze dzisiaj.
Pokażę moje pazurki malowane metodą...dmuchaną :D
Pierwsza próba była zdecydowanie nieudana, ale postanowiłam, że Wam pokażę jak to wyglądało:

Jak widać, ogromne łaty nie nadawały się do niczego. Nie poddawałam się i podjęłam od razu drugą próbę :) Z tej już byłam duużo bardziej zadowolona :)

Ta metoda nie będzie należała do moich ulubionych - to już wiem na pewno ;)
Chociaż jak mi kiedyś coś odbija, to może się skuszę na dmuchany mani, kto wie? ;)

Krem z kwasami owocowymi. Synesis.

Trzecia i ostatnia już recenzja produktu Synesis. A jest to krem z kwasami owocowymi. 
Krem testuję już od 7 września, więc myślę, że mogę o nim coś napisać.

Zacznę od tego, co pisze o nim producent:
" Krem z kwasami - Eksfoliacja i Odnowa

Krem z kwasami na noc ma w swojej recepturze 10 aktywnych składników między innymi: bardzo odżywczy olej z macadamii, tłoczony na zimno olej arganowy, mytulinę morską, zwaną morskim jedwabiem o silnym działaniu nawilżającym, witaminę E, łagodzący panthenol, hialuran i wspaniałe kwasy owocowe, które widocznie wygładzają twarz i ją rozjaśniają.

Krem z kwasami daje efekt gładkiej, jasnej i pięknie odżywionej skóry.

Wspaniały jako przygotowanie do zabiegów wykonywanych kwasami marki Synesis i jako pielęgnacja po zabiegach. Może być stosowany także niezależnie od zabiegów kwasowych jako wspaniały krem nocny."


Teraz kilka słów ode mnie :)
Na początku powiem, że obawiałam się tego kremu. Generalnie boję się jakichkolwiek kremów, bo bardzo często kończy to się niechcianymi "wulkanami" i innymi rewelacjami na mojej buzi. Czy tak się stało? Zaraz opowiem.
Zacznę od wyglądu buteleczki. Jest to szklana butelka z pompką. I za to ją kocham. Uwielbiam kosmetyki z pompkami. Po pierwsze są wygodne w użytkowaniu, a po drugie tak jest bardziej higieniczne.
Tak to wygląda:

Konsystencja - idealna. Dwa naciśnięcia pompki, rozcieram, gotowe. Szybko i konkretnie.

Działanie.
Jestem mile zaskoczona. Krem nie pogorszył stanu mojej skóry, a tego się najbardziej obawiałam.
Krem jest dosyć treściwy, dlatego stosowałam go na noc. Zostawiał powłokę na skórze aż do rana, kiedy to zmywałam resztki kremu, czując go jeszcze wyraźnie. Jednak nie było to jakieś dokuczliwe.
Posiada kwaśny zapach. Jeśli miałabym sobie wyobrazić zapach kwasów owocowych, to tak właśnie by pachniały :) Lecz zapach nie jest intensywny.
Krem dobrze nawilża i odżywia skórę.Właśnie ten krem świetnie zadziałał na moją skórę po zastosowaniu Glinki Marokańskiej. Myślę, że tworzą razem zgrany duet.
Poza tym zbliża się jesień, ciężki czas dla cery. Buzia potrzebuje odbudowy i silnej ochrony przed zimnem, wiatrem, pierwszymi mrozami. Uważam, że ten krem idealnie się spisze w tym okresie.

Ten krem jest moim faworytem jeśli chodzi o kosmetyki, które otrzymałam od firmy Synesis. Czuję, że jeszcze długo się z nim nie rozstanę :) Choćby dlatego, ze wydaje się on być bardzo wydajny dzięki pompce. Ja mam krem o pojemności 50 ml, w sklepie kosztuje on 79 zł., ale jest też wersja o pojemności 250 ml.

Polecam zapoznać się z ofertą Synesis. Posiadają świetnej jakości produkty warte swojej ceny!
Ja planuję zrobić w sklepie Synesis gwiazdkowe zakupy :)

I w tym momencie chciałabym serdecznie podziękować firmie Synesis za udostępnienie tylu cudownych produktów do testowania. Jestem niezwykle wdzięczna i cieszę się za zaufanie, jakim zostałam obdarzona.

20 września 2011

Glinka marokańska Synesis i mieszane uczucia.

Drugi post z serii recenzji produktów Synesis. Dzisiaj na tapecie Glinka Marokańska.
 Dla kogo glinka? Głównie dla osób z cerą, która sprawia niemałe problemy - jest tłusta, mieszana lub trądzikowa. Mogą jej używać zarówno osoby młode, w kwiecie wieku, jak i dojrzałe.

Jak widać na zdjęciu powyżej, ma ona konsystencję sypką. Coś jak puder. Więc przed nałożeniem należy ją rozmieszać. Z czym? Z wodą oczywiście :) Podobno można nią wykonywać również demakijaż oraz piling, ale ja nie należę do odważnych, więc zrobiłam sobie typową maseczkę.

Co mi było potrzebne?
Instrukcja, pudełeczko z maseczką, bambusowa miseczka i plastikowa łyżeczka.
Ważne jest, aby do rozrabiania glinki nie używać metalowych przedmiotów, bo składniki z glinki wchodzą w reakcję z metalem i tracą swoje właściwości!

Do miseczki nasypałam glinki...
Dolałam wody...
Rozmieszałam dokładnie, nałożyłam grubą warstwę na buzię i pilnowałam, żeby maska nie zaschła. W celu zwilżania jej używałam wody termalnej Vichy.
Dla osób o bardzo mocnych nerwach załączam fotkę mej facjaty odzianej w ten błotny strój ;)
Wygląda jakby były grudki, ale to złudzenie. Inaczej nie umiałam nałożyć grubej warstwy. Cały czas wyglądało, jakby były grudki.

Po 15 minutach zmyłam ją. A ile się przy tym najęczałam i namęczyłam... Szkoda gadać ;) Mimo iż nie pozwoliłam masce zaschnąć na buzi, to i tak miałam dużo roboty ze zmywaniem. I przy okazji pół łazienki było upaprane w glince ;) Czego się nie robi, żeby być piękną, nie? :)

Moje odczucia po zmyciu maski.
Skóra faktycznie była oczyszczona, nadmiar sebum zniknął i to na długo. Nie miałam po tej glince przesuszonej cery, ale trochę mnie ściągała. Dla mnie to nie problem, bo maskę robiłam wieczorem i zaraz potem nakładałam na buzię krem.

Jednak mam mieszane uczucia. Dlaczego? Liczyłam na jakiś bardziej spektakularny efekt ;) Pewnie dlatego, że naczytałam się samych ochów i achów na temat tej glinki i spodziewałam się cudu i totalnego oczyszczenia ;) Ha ha :) Cudu jednak nie było. Co nie zmienia faktu, że pewnie jeszcze kiedyś zamówię tą glinkę. Będzie czekać sobie w szafeczce i kiedy nadejdzie jakaś okazja, wielkie wyjście, to żeby zmatowić skórę użyję jej, bo będę mieć pewność, że moja skóra będzie na pewno matowa.

To było moje pierwsze spotkanie z glinką w takiej postaci i na pewno nie ostatnie.
Ta glinka marokańska na w sklepie internetowym Synesis kosztuje zaledwie 10 zł. Pojemność to 40 g. Ja 40 g zużyłam na dwa razy, ale spokojnie wystarczyłoby i na trzy.
Tutaj można zapoznać się z ofertą sklepu i zobaczyć jakie są inne pojemności glinek.

Osobiście polecam :)

19 września 2011

Jesień z zapachem Synesis :) "Party" vs "Białe molo"

Dzisiaj zaczynam serię recenzji produktów marki Synesis.

Na pierwszy ogień perfumy. Od razu mówię, że nie jestem znawcą perfum. Ba, nawet mogę powiedzieć, że się w ogóle na nich nie znam.
Owszem, używam jakichś tam wód toaletowych, perfum itp. ale dla mnie ważne jest tylko, żeby ładnie i długo pachniały ;)

Dostałam dwie próbki - "Party" i "Białe molo"

Kilka słów od producenta na temat zapachów.
Próbki zamknięte są w szklanych buteleczkach z atomizerem. Uwielbiam próbki z atomizerami! :)
Ich pojemność to 3 ml.
Koszt jednej próbki to 6,50 zł, warto się skusić i spróbować przed zakupieniem dużego flakonu :)
Kilka słów na temat samych perfum.

Moim zdecydowanym faworytem jest "Białe Molo". Dlatego, że są delikatniejsze, bardziej kwiatowe i na mnie bardziej trwałe.Uważam je za idealny zapach na dzień. Dodaje mi energii do codziennej pracy. Może się to wydawać śmieszne, ale faktycznie działają pobudzająco, energetycznie.

"Party" jest dużo bardziej cytrusowe. Od początku przeważa zapach pomarańczy. Na szczęście z czasem się ulatnia i ustępuje miejsca woni kwiatowej. Niestety są mniej trwałe. Dobre na wieczór, na randkę, na kameralne spotkanie.

Ogólnie na mnie zapachy bardzo kiepsko się utrzymują. Te perfumy wytrzymywały na mnie jakieś 2-3 godzinki i się ulatniały. Ale ja jestem ewenementem, więc mną się nie sugerujcie ;)
Za to na mojej mamie zapachy utrzymywały się jakieś 5-6 godzin.

Oryginalne, duże flakony mają pojemność 100 ml i wyglądają tak:
Podobają mi się wizualnie te flakoniki. Eleganckie, nie wydziwiane, proste i luksusowe.

18 września 2011

Kwiatuszek step by step :)

Dzisiaj znowu paznokciowo-lakierowo. Pokażę prosty i ładny sposób na ozdobienie zwykłego mani.

1. Wybieramy ładny kolor bazowy, malujemy 2 warstwy.

2. Na mokrej jeszcze bazie robimy 4 słuszne kropki jaśniejszym lakierem.

3. Igłą przeciągamy od środka w zewnętrzną stronę każdą kropkę.

4. Na środku robimy małą białą kropeczkę, a w miejscach gdzie pozostało wyżłobienie po igle przeciągamy brokatowym lakierem do zdobień.

5. Całość pokrywamy bezbarwnym topem i ewentualnie doklejamy jakieś cyrkonie.
Lakiery których użyłam :

Sama bardzo lubię takie subtelne, kobiece wzory na paznokciach, ale jakoś ich na sobie nie stosuję ;) Chyba przez niezdarność mojej lewej kończyny górnej ;p