3 stycznia 2014

Czuję miętę! - z peelingiem do twarzy i szyi Queen Helene.

Kiedy we wrześniu skończył mi się peeling do twarzy Orientany, długo nie rozpaczałam. Miałam już w zapasie peeling miętowy od Queen Helene, który zdobyłam dzięki Milky Chocolate :)
Po tych kilku miesiącach jestem skłonna stwierdzić, że peeling jest godny poświęcenia mu notki, więc do dzieła! ;) 


Odświeżający peeling mechaniczny o zapachu mięty idealnie wpasował się w mój gust kosmetyczny. 
Zarówno zapach - prawdziwie miętowy, jak i konsystencja - gęsta, nie lejąca się już po pierwszym użyciu mnie oczarowały. 
Zaraz potem dostrzegłam inne zalety tego kosmetyku - drobinki są nieduże i jest ich sporo, dzięki czemu przyjemnie masują skórę oraz złuszczają zrogowaciały naskórek. Po zabiegu cera jest odświeżona, promienna i wygląda na zdrowszą. 
Mojej suchej ostatnio skórze nie zaszkodził, więc powinien być dobry dla posiadaczek każdego rodzaju cer (co zresztą zaznacza też producent). 


Peeling otrzymujemy w dużej, pękatej tubie o wadze 170g. W związku z tym, że peeling jest gęsty i wydajny, to taka tuba wystarcza naprawdę na długo - pół roku spokojnie. Ja używam go co 2-3 dni od ponad trzech miesięcy i zużyłam może z pół opakowania. Cena jest przyzwoita, bo za ten kosmetyk zapłacimy w zależności od miejsca zakupu około 15-23zł. 

Żeby nie było tak słodko, to przyczepię się do opakowania. Otóż żałuję, że tubkę trzeba za każdym razem odkręcać i zakręcać, bo bywa to uciążliwe. Zdecydowanie przy tego typu kosmetykach lepiej sprawdza się u mnie zamykanie na zatrzask. No ale tyle jestem w stanie wytrzymać ;)

Dostępność - sklepy zielarskie, apteki, sklepy internetowe. Kto szuka, ten znajdzie ;P 


Skład: Water (Aqua), Juglans Regia (Walnut) Shell Powder, Sodium Lauryl Sulfate, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Stearyl Alcohol, Glycerin, Kaolin, Cocamidopropyl Betaine, Isopropyl Myristate, Dimethicone, Triethanolamine, Fragrance (Parfum), Carbomer, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol


10 komentarzy:

  1. wszystko byłoby super,gdyby nie był miętowy:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Drobinki rzeczywiście są niewielkie i stosowane w umiarze nie powinny zaszkodzić moim naczynkom:) Dobrze, że Milky ma dostęp do kosmetyków Queen Helene:)

    OdpowiedzUsuń
  3. znam tylko maseczkę miętową tej firmy, która pachnie obłędnie, więc i peeling chętnie bym przygarnęła ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam inny peeling tej firmy (z miodem i owsem) i bardzo go lubię.Może skuszę się na Twoją wersję latem, kiedy aromat mięty działa na mnie orzeźwiająco:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam ochote na maskę do twarzy z tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardziej wyglada na peeling do stóp przez kolor heh

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam i bardzo lubiłam, zresztą inne peelingi Queen Helene też są super :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Musze zacząć go skutecznie szukać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam już ten peeling i bardzo mi się podobał, tak samo jak maska miętowa. Coś czuję, że powtórzę zakup :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń