19 października 2013

Zapachowy weekend part 5 - woski YC, które mnie nie zachwyciły.

Teoretycznie znam swój gust. Jeżeli chodzi o zapachy, bywa z tym różnie. 
Czasami po opisie zapachu wydaje mi się, że jest on wprost stworzony dla mnie. 
Ale kiedy przychodzi rozczarowanie, zaczynam wątpić czy faktycznie znam swoje upodobania... 


Dziś kilka słów o woskach zapachowych Yankee Candle, które swym zapachem mnie nie porwały. 
Sądziłam, że lubiąc męskie zapachy, wody toaletowe wprost uwielbiam wąchać, to i woski o bardziej perfumowanych aromatach polubię. No chyba jednak w tej wersji do mnie nie przemawiają. 


November Rain pochodzi z tegorocznej jesiennej serii zapachów Yankee Candle. 
Naczytałam się obietnic, że wosk pachnie jak świeże powietrze po deszczu, że jest w nim mieszanka mokrych liści i bursztynu, że ma w sobie coś ciepłego. A guzik! 
Dla mnie on pachnie morską bryzą zamkniętą w kostce mydła. Zapach jakiś taki płaski, mydlany. Męski? Owszem. Ale to nie jest to, czego szukam w mężczyźnie. 


Beach Wood również kojarzony jest z typowo męską wonią perfum. Co jest dziwne, bo teoretycznie co mają drzewo i plaża do mężczyzny? No coś tam widocznie mają współnego. 
Jest to owszem zapach męski, jednak z kategorii tych bardziej orzeźwiających - świeżych. Nie jest mocny, wręcz wieje od niego delikatnością. Nawet w moim niedużym pokoju czuć go słabo. Nikogo nie rozboli od niego głowa - tego jestem prawie pewna. 
Co w nim czuję? Zapach delikatnych perfum typu unisex, świeżych, nie męczących.
Paliłam go wtedy, kiedy nie miałam pomysłu na coś konkretnego. Taki nijaki wosk idealnie wypełniał moją "dziurę zapachową". Piszę w czasie przeszłym, ponieważ akurat dzisiaj dopaliłam ostatni kawałek tego wosku :) 


Midsummer;s Night to najbardziej męski wosk, jaki posiadam. Już nawet ciemny, mroczny kolor daje do myślenia. Piżmo, paczula, szałwia - dla mnie brzmi obłędnie. Jak się jednak okazało, takie połączenia toleruję tylko w wodach toaletowych. 
Wosk mnie męczy okropnie, po kilku minutach muszę gasić podgrzewacz w kominku, bo nie wiem co mam ze sobą zrobić. Odnoszę wrażenie, że siedzi obok mnie chłopaczek, który wylał na siebie pół butelki tanich perfum. Mam ochotę go niegrzecznie wygonić i zostać sama...

12 komentarzy:

  1. November Rain większość osób chwali, ale każdy ma inny gust

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się to zdanie: "Odnoszę wrażenie, że siedzi obok mnie chłopaczek, który wylał na siebie pół butelki tanich perfum. Mam ochotę go niegrzecznie wygonić i zostać sama..." :)
    Mam noveber rain ale jeszcze czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam żadnego z nich, niedawno przyszło moje pierwsze zamówienie i o dziwo wszystkie zapachy mi się podobają :) Obawiałam się właśnie, że po opisie nie dobiorę odpowiednich :)

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba mamy zupełnie inny gust. November Rain i Midsummer;s Night, to moi ulubieńcy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. november rain obecnie gości w kominku... co do jego zapachu to myślałam, że będzie inaczej pachnieć ale mimo swojej męskości bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam żadnego z tej trójki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. November Rain to jeden z moich ulubieńców, pozostałych nie miałam okazji jeszcze poniuchać, ale przemyślę to poważnie po Twoim poście : )

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam ochotę skusić się na November Rain.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że Tobie się nie spodobało. Akurat to są moje ulubione :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie midsummer's night pachne super w opakowaniu, dlatego sie skusilam, ale po zapaleniu zapach jest dla mnie strasznie duszacy, az mi ciezko na sercu :-) Dlatego niestety ale posluzy mi jedynie jako zapach do szafy.

    OdpowiedzUsuń