31 sierpnia 2011

Druga szansa dla Wibo Cracking Special Effect.

Jak już tutaj pokazywałam, nie udał mi się pierwszy mani z wykorzystaniem pękacza Wibo nr 04. Ale nie dałam za wygraną i postanowiłam raz jeszcze dać mu szansę na innym lakierze bazowym. Tym razem jako bazy użyłam lakieru Oriflame z serii Pure Nature w kolorze LGT Silver. Jest to kolor całkowicie srebrny, metaliczny, bez żadnych dodatków. Zobaczcie co mi wyszło.


<klikajcie w zdjęcia, to się Wam powiększą>


Myślę, że tym razem jest już trochę lepiej. Chociaż nie powiem, żebym była do końca zadowolona ;)
Tak wyglądają buteleczki użytych lakierów:


Chciałabym Wam również podziękować za liczne odwiedziny wczoraj :* To dodaje mi motywacji i chęci do dalszego prowadzenia tego bloga :) Serdecznie Wam dziękuję i zapraszam do dalszego zaglądania tutaj :)

30 sierpnia 2011

Step by step - jak zmywać skórki po malowaniu paznokci?

Na wielu blogach widziałam u dziewczyn pozalewane, nie wyczyszczone skórki po malowaniu paznokci. Nie wiem z czego to wynika? Może z niewiedzy? Według mnie takie brudne skórki wyglądają nieestetycznie. Dlatego przedstawię dzisiaj mój sposób na czyszczenie ubrudzonych skórek. Mam nadzieję, że się to komuś przyda.

Na początku dodam, że jeśli skórki i palce są wręcz mocno ufajdane, to radzę na początku sięgnąć po patyczki kosmetyczne, do czyszczenia uszu, nasączyć końcówkę i tak z grubsza ogarnąć palce. Jak już są tak w miarę oczyszczone, to można się zabrać za detale.

1.Co będzie potrzebne?
- zmywacz do paznokci
- płatek kosmetyczny
- cienki pędzelek, z dość sztywnym włosiem (u mnie jest to skośny pędzelek do żelu)
2. Nasączam wacik kosmetyczny zmywaczem dość obficie i go odkładam na biurko.
3. Następnie nasączam mocno zmywaczem sam pędzelek.
4. Przechodzę do czyszczenia skórek. Jeżdżę po brudnych skórkach do oporu, aż je wyczyszczę.

5. Oczywiście, kiedy pędzelek się mocno zbrudzi od lakieru, wtedy wycieram go we wcześniej przygotowany płatek ze zmywaczem.
W między czasie kiedy jest taka potrzeba, nasączam pędzelek i czyszczę dalej.
6. W ten sposób traktuję każdy palec po kolei, aż w końcu są doprowadzone do stanu czystości.

Są dostępne również gotowe korektory do manikiuru, z kilkoma wymiennymi końcówkami, ale wydaje mi się, że ten sposób, który pokazałam wychodzi nieco taniej ;)

29 sierpnia 2011

Quiz Cosmetics - Lakiery Safari :)

Dzisiaj mój ulubiony temat - lakiery do paznokci :)
 Do przetestowania dostałam dwa kolorki:
- nr 156 neonowy róż
- nr 123 brzoskwinka / brąz
Buteleczki są duże, mają pojemność 12 ml.
Pędzelki są świetne - mają genialną długość i grubość. Trzy ruchy pędzelkiem i paznokieć jest pomalowany.
Konsystencja lakieru - idealna. Jest odpowiednio gęsty, tak by nie ubrudzić sobie skórek podczas malowania.
Krycie jest zależne od koloru. Do idealnego krycia w kolorze różowym wystarczyły mi dwie warstwy, natomiast drugi kolor potrzebował już trzech warstw.
Zobaczcie jak wyglądają na paznokciach.
Pierwszy pokażę nr 156.Śliczny, intensywny, neonowy róż.  



Oraz nr 123. Bardziej stonowany kolor. Osobiście bardziej mi odpowiada niż róż ;)


Ja jestem zachwycona jakością tych lakierów. Są naprawdę świetne.
Żałuję tylko, że w mojej okolicy nigdzie nie widać lakierów Safari. Na pewno skusiłabym się na inne kolory :)

28 sierpnia 2011

Bubel w postaci mleczka.

Nie lubię narzekać na jakieś produkty, czy robić im antyreklamę, ale niektóre naprawdę wołają o pomstę do nieba.
Dawno, dawno, dawno temu (nooo, jakiś rok temu;)) skończył mi się ówczesny preparat do demakijażu. Mama będąc w sklepie kupiła pierwszy lepszy (raczej gorszy).
Co kupiła? Mleczko oczyszczające firmy Beauty Iseree. Butelka wygląda tak:
Rzekomo przeznaczone jest do cery wrażliwej. Taaakkk... Jasne ;) Ja nie mam wrażliwej a i tak mnie podrażniło to mleczko.
Pierwsza myśl - może jest po gwarancji? Sprawdzam...
Nieee, data przydatności jest w porządku.
Może źle używam? Nie, też sprawdzam i używam zgodnie z zaleceniami producenta.
Więc w czym tkwi szkopuł? Nie wiem.
Ale tego mleczka nikomu nie polecam. Okropnie podrażnia, cała buzia mnie po nim szczypie, robi się czerwona i przypominam Apacza przed wejściem na ścieżkę wojenną.
Dla mnie - bubel.

26 sierpnia 2011

Małe zakupy i gratis ;)

Muszę, po prostu muszę się pochwalić swoimi ostatnimi zakupami ;)
Wynika to z tego, że jestem z nich zadowolona i chcę dać upust swojej radości ;)
Przejdźmy do rzeczy. Buszując na allegro znalazłam śliczne cienie do powiek. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i musiałam je mieć! Uwielbiam takie gadżety jak te cienie. Ale nie chciałam przepłacać za przesyłkę, więc oglądałam inne produkty tego sprzedającego. Natknęłam się na przecudowny lakier do paznokci i uznałam, że to będzie mój hit na tegoroczną jesień. I jako ostatni wzięłam na wypróbowanie puder mineralny Loreal Paris.
Szczegóły prezentuję niżej ;)


Paletka cieni pozytywnie mnie zaskoczyła. Są to cienie firmy Wet n wild, wybrałam odcień Oasis. Do cieni są załączone aplikatory, ale nie wiem czy z nich skorzystam ;) Pod cieniami ukryte jest wysuwane lustereczko :)
Na razie o jakości nie mogę nic powiedzieć, bo jeszcze ich nie wypróbowałam. Zauważyłam tylko, że pigmentacja może zostawić trochę do życzenia. No ale można to inaczej rozwiązać, tzn.nakładając je na mokro lub na dobrą bazę pod cienie, np Hean, która świetnie podbija kolory.

Lakier Sally Hansen Maximum Growth plus. Do tej pory nie miałam ani jednego lakieru Sally Hansen, ponieważ nie spotkałam koloru, który by mnie oszołomił na tyle, że skusiłabym się na zakup. Za to mam znajomą, która mi mocno zareklamowała lakiery tej firmy, więc stwierdziłam, że chociaż jeden wypadałoby mieć. Wybrałam sobie odcień 53-Real Royal. Kolor jak dla mnie jest cudny, już go sobie wyobrażam na pazurkach :) Te mieniące się w świetle drobinki...

I puder. Tutaj zachwytów nie będzie, bo na razie nic o nim nie wiem ;) Takie ot maleństwo 1,2 g ;) Mój odcień to 401 transculent.

Poza tym małych zakupów dokonałam  w Biedronce. A wszystko przez moją mamę ;) Spróbowałam jej masła do ciała i przepadłam... A przy okazji wizyty w biedrze, wzięłam jeszcze peeling do ciała. Tego zakupu akurat żałuję.
Masło do ciała Afryka urzekło mnie niebywałą wydajnością i oszałamiającym zapachem.
A peeling do ciała mango wręcz przeciwnie - zapach odrzucający, jak sfermentowane owoce, blee.... Wydajność tragiczna. Jest rzadki i mało wydajny.



I jako gratis dorzucę swatche lakieru zakupionego również w Biedronce, ale troszkę dawniej. Teraz te lakiery sa mocno przecenione i kosztują około 3,50 zł.
Ja posiadam kolor nr 623. Jest to przybrudzony fiolet. Baaardzo mi się podoba :)


Muszę pochwalić ten lakier. Idealnie mi się nim malowało. Nie wiem czy to zasługa pędzelka, czy gęstości, ale udało mi się nie ubrudzić skórek przy malowaniu. Świetnie kryje. Już pierwsza warstwa nieźle pokryła wolny brzeg, ale dwie są nieuniknione, trzecia nie jest już w ogóle potrzebna. Ja mam właśnie dwie warstwy na paznokciach. Generalnie jestem zadowolona, tylko szkoda, że gama kolorów była tak skromna. Nie chciałam powielać kolorów w swojej kolekcji, więc wzięłam tylko ten jeden.
I jak Wam się podoba???

Pokażę Wam jeszcze mojego małego przeszkadzacza ;) To Fizia. Podczas robienia zdjęć chętnie niuchała krem Afryka i wkładała swój wszędobylski nosek w pudełko ;)

25 sierpnia 2011

Z serii - nieudane mani.

Czasami mam takie dni, że nic mi nie wychodzi. Łącznie z malowaniem paznokci. A kiedy mam brzydko pomalowane paznokcie, mam zły humor. I wszystko zatacza takie błędne koło.
Długo zastanawiałam się, czy pokazać Wam moje nieudolne próby zrobienia ładnego mani. Jako, że wszystkie inne zdjęcia kiszą się w aparacie, a kabelek gdzieś przepadł, postanowiłam, że jednak pokażę światu te brzydactwa.

Pierwszy mani - pseudo frencz. Fioletowy, bo pod kolor kiecki w której szłam na ślub i wesele znajomych. Mani robiłam o godz.23 dzień przed weselem, więc nie miałam czasu poprawiać. Pocieszam się tylko tym, że z daleka całkiem nieźle się prezentował, ale z bliska - tragedia. Po prostu dałam o jedną warstwę za mało lakieru bazowego. Już więcej tego błędu nie popełnię. Tak to wyglądało:


Drugi nieudany mani, to już totalna klapa. Wyglądał dosłownie jak kupa ;) Wytrzymałam w nim dwa dni, bo nie miałam dostępu do zmywacza ;) Chciałam wypróbować dwa nowe lakierki, liczyłam na większy kontrast, ale się zawiodłam...





I teraz pytanie - co chcecie widzieć w kolejnej notce? Moje ostatnie zakupy, czy może makijaż z użyciem cieni Quiz? :) Chyba, że ani jedno, ani drugie? ;) Też jest taka możliwość :D

23 sierpnia 2011

Recenzja zbiorowa - kosmetyki Joanna.

Jakieś 2 tygodnie temu chwaliłam się paczuszką od Joanny (klik).
Zdążyłam od tego czasu wszystkie produkty dokładnie wypróbować i wyrobić sobie o nich zdanie :)
Trochę Wam dziś o nich opowiem.

Zacznę od nowości jaką są mydełka KoroLove. Miałam przyjemność wypróbować z tej serii mydełko pilingujące o zapachu grejpfruta. Wygląda ono tak:
Moim zdaniem prezentuje się nowocześnie i zachęcajająco.
Zobaczmy co producent napisał o mydełku:
"Trzymasz w ręku mydełko peelingujące o ekscytującym zapachu grejpfruta z niezwykłej serii KoroLove. Poczujesz jak delikatne drobinki peelingujące dokładnie oczyszczają i wygładzają Twoją skórę, pozostawiając ją miękką i miłą w dotyku. Zawarte w mydle składniki dodatkowo nawilżą ją i odświeżą, a piękny zapach grejpfruta zostanie z Tobą na długi czas. Produkt może być stosowany do mycia rąk i całego ciała. Polecamy również mydła peelingujące o zapachu truskawki i limonki."
Spróbuję się ustosunkować do powyższych słów i dodać coś od siebie.
Otóż uważam ten produkt za świetne rozwiązanie. Mało kto pamięta o tym, by regularnie złuszczać naskórek swoich dłoni. A tu mamy dwa w jednym - mycie i pilingowanie. Brawa dla pomysłodawcy :)
Odnośnie zapachu - genialny. Nie jest to taki typowo-gorzki grejpfrut. To grejpfrut z nutką słodyczy i świeżości, przyjemnie pieszczący zmysły. Niestety nie zgodzę się z producentem, że zapach zostaje na długi czas, bo po chwili się ulatnia, ale to nic ;) Odżywienie rąk jest co prawda znikome, ale jest ;)
 Drobinki są naprawdę drobne i delikatne. Dlatego też myślę, że mydełko nada się też do twarzy i jak pisze producent - do całego ciała.
Mycie rąk staje się przyjemnością, właśnie dzięki temu mydełku.
Polecam gorąco!

Drugim produktem jaki otrzymałam, jest nawilżający balsam do ciała z pomarańczą.
Tubka prezentuje się tak:
Co pisze producent?
" Nawilżający balsam do ciała Naturia o świeżym owocowym zapachu zapewnia optymalną pielęgnację skóry.Nadaje jej gładkość i elastyczność oraz sprawia, że pozostaje miła w dotyku. Specjalnie opracowana receptura zawiera nawilżający ekstrakt z pomarańczy."
Jeśli chodzi o ten produkt, to mogę sobie podać rękę z producentem :) Jestem zmuszona przyznać mu rację we wszystkim. Balsam dobrze nawilża i odżywia skórę. Jego konsystencja jest świetna - nie za rzadka, nie za gęsta, dzięki czemu nie wylewa się z tubki po otwarciu, ale tez nie ma problemów z wyciśnięciem produktu.
Rozprowadza się bardzo dobrze i równie świetnie się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu, a tylko nawilżoną, gładką skórę.
Zapach - pomarańcze. Soczyste, świeże pomarańcze. Na pierwszy niuch poczułam święta. Ale po kilku kolejnych niuchach poczułam egzotyczne plaże, palmy i słoneczne wakacje :) Osobiście bardzo mi ten zapach odpowiada, ale to już jest kwestia gustu. Wiem, że wiele osób nie będzie tolerować zapachu typowego dla owoców, na swoim ciele. Jeśli chodzi o trwałość tego zapachu, to na mojej skórze zapach utrzymuje się około pół godziny, po czym się ulatnia. Trudno wymagać od balsamu, żeby pachniał, przez pół dnia, więc nie zaliczam tego do wad ;)
Bardzo polubiłam się z tym balsamem i pewnie kiedy skończę te, które mam w zapasie zakupię balsamik o innym zapachu.

Trzecim i ostatnim produktem, który otrzymałam jest odświeżający żel pod prysznic z truskawką.
Żel jak żel. W tym przypadku śmiem twierdzić, że szału nie ma ;) Konsystencja żelu pozostawia sporo do życzenia - jest rzadki. Ciężko mi go było odpowiednio dozować. Dużym plusem jest to, że się świetnie pieni. Czy odświeża? Hmmm.... Mnie bardziej odpręża :) Zapach był mi już wcześniej znam, ponieważ mam w domu truskawkowy peeling z tej samej serii. Co mogę o nim powiedzieć? Że jest bardziej truskawkowy niż truskawki :D Barrrdzo słodziutki, idealny na lato. Ja znalazłam dla niego nieco inne zastosowanie ;) Dzięki temu, że tak świetnie się pieni, stał się dla mnie niezastąpionym płynem do kąpieli!

Mam nadzieję, że rozwiałam wątpliwości, jeśli miałyście jakiekolwiek w stosunku do tych kosmetyków.
Dla mnie faworytem jest mydełko :)

15 sierpnia 2011

Przedweselne zakupy + cieniowanie: podejście drugie ;)

Na brak czasu nadal narzekam i z tego też powodu niestety zaniedbuję bloga :( Jak mi się trochę poluzuje w terminarzu, to nadrobię z nawiązką :)
Miała być dziś notka o balsamie brązującym z Biedry, ale nie mam przy sobie fotek. Więc wrzucę to co mam obfocone  ;)
Jako, że jutro idę do znajomych na wesele, to i małe zakupy były potrzebne.
Obiecałam sobie, że nauczę się ładnie makijażu. I się uczę :) A do tego celu zakupiłam trochę kolorówki. Poniżej moje łupy:





To w takim dużym skrócie :)
Generalnie z zakupów jestem baaardzo zadowolona. Cienie i eyeliner przetestowałam i jestem zachwycona trwałością. Puder również zdaje egzamin, podobnie jak pędzelki. Tylko lakierów nie wypróbowałam, ale i na nie przyjdzie pora.

I jako bonus mój mani, który noszę już kilka dni. Nie zdążyłam wcześniej cyknąć zdjęć, więc dziś byłam zmuszona sprytnie chować odpryski i inne niedoskonałości ;)