20 listopada 2015

Trzy drogeryjne rozświetlacze I Essence, My Secret, Lovely.

Jeszcze kilka lat temu nie było w naszych drogeriach kosmetyków typu pudry rozświetlające. Na nasze szczęście sytuacja na rynku kosmetycznym bardzo się zmieniła i teraz mamy już jakiś wybór. Osobiście bardzo cieszy mnie ten fakt i chętnie zaopatrzyłam się w kilka rozświetlaczy, których używam zamiennie. 


Rozświetlacze które posiadam pochodzą z firm, które do drogich nie należą - nie oszukujmy się, jest to raczej niska półka cenowa. Jednak mimo to uważam, że są naprawdę świetne i mogą spokojnie konkurować ze swoimi droższymi rywalami.


Widzimy tutaj kolejno rozświetlacze:
- My Secret face illuminator powder Princess Dream
- Essence Merry Berry highlighter powder 01 I love my golden pumps
- Lovely Gold highlighter


Na pierwszy ogień idzie puder, który mam w swoim posiadaniu najdłużej - My Secret face illuminator princess dream. Od pierwszego użycia jestem nim zachwycona. Ma złoty odcień, jest mocno napigmentowany i odpowiednio użyty daje efekt tafli na policzkach. Sam w sobie ma nieco "mokrą" konsystencję, ale wystarczy muśnięcie pędzlem, żeby nabrać odpowiednią jego ilość. 
Na moje oko baza rozświetlacza jest złota, ale nawet przy bladej cerze może wyglądać świetnie. Kwestia ilości nakładanego produktu oraz umiejętności, która przychodzi z czasem.
Utrzymuje się na twarzy cały dzień, nie osypują się z niego żadne brokatowe drobinki ani nic podobnego. Płacąc za niego 15zł nie spodziewałam się tak świetnej jakości.


Drugi produkt jest u mnie praktycznie świeżynką, ale zdążyłam go już odpowiednio przetestować. Jest to Essence Merry Berry highlighter powder 01 I love my golden pumps. Zła wiadomość jest taka, że seria limitowana Merry Berry nie będzie dostępna w Polsce. Ale jeśli czyta mnie ktoś kto wybiera się np.do Niemiec lub mieszka tu na stałe, to mam dobrą wiadomość - tutaj są te rozświetlacze jeszcze dostępne. A warto się w takowy zaopatrzyć. Śliczna, jasna baza będzie tutaj idealna dla bladolicych kobiet. Jest zdecydowanie mniej złoty niż poprzednik z My Secret i jest też nieco mniej napigmentowany, dzięki czemu nie zrobimy sobie nim krzywdy. Tłoczenie w gwiazdki jest niesamowicie urocze i przyznam, że szkoda mi było zacząć używać tego pudru, żeby nie zniszczyć tych gwiazdek ;) Ten rozświetlacz również się nie osypuje i jest przyjemny we współpracy, choć w ciągu dnia nieco traci na swojej mocy. Cena również jest kusząca, bo oscyluje wokół 3 Euro, czyli jest to około 12-13zł w przeliczeniu.


Ostatnim, trzecim i zarazem najmniejszym rozświetlaczem jest Lovely Gold highlighter. Takie maleństwo do którego wręcz trudno jest się dostać pędzelkiem. Przyznam, że używam go sporadycznie, a to głownie dlatego, że opakowanie jest mało praktyczne - odkręcane. To różni go od konkurentów, bo w poprzednich rozświetlaczach zastosowany jest system zamykania na klapkę z zatrzaskiem. Kolor pudru to coś pomiędzy tym z My Secret i Essence, można powiedzieć wpadający w odcień szampana. Jeśli chodzi o efekt, który można nim uzyskać to również ładna tafla. Puder jest jednak nie tak drobno zmielony jak poprzednicy. Przez to w trakcie używania na powierzchni tworzą się jakby grudki. nie przeszkadza to jednak w dalszym użytkowaniu go. Poza tymi wyżej wymienionymi nie mam do niego innych zastrzeżeń. Za 10zł jest to bardzo przyjemny kosmetyk, który warto wypróbować.


Tak wygląda moja gama drogeryjnych pudrów rozświetlających. Zdecydowanie każda kobieta znajdzie tutaj coś dla siebie. W zależności od odcienia skóry i okazji na jaką chcemy użyć rozświetlacza możemy sięgać po te mniej lub bardziej intensywne, po te mniej lub bardziej złote. Dajcie znać czy Wy używacie rozświetlaczy, a jeśli tak, to po jakie sięgacie. 

PS. Znowu próbuję sił na YouTube. Jeśli chcecie zobaczyć moje najnowsze zakupy z DM, to zapraszam na filmik :) Mery Strawberry dzięki za Suba :*

15 komentarzy:

  1. Najbardziej spodobał mi się ten od strony palców, to właśnie Essence?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to akurat Lovely, już podpisałam zdjęcie :)

      Usuń
  2. Jakoś nie przepadam za rozświetlaczami, urok posiadania cery, która świeci się sama z siebie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie... Moja cera też mi płata figle, ale nie w tych miejscach gdzie akurat normalnie nakładam rozświetlacz. Dlatego część twarzy traktuję pudrem by ją zmatowić, a część delikatnie rozświetlam żeby nieco bardziej promiennie i zdrowo wyglądać :)

      Usuń
  3. Polecam rozświetlacz z Wibo, warto go wytestować. Moim zdaniem jest on najlepszy z tych nisko półkowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wibo? Muszę zrobić research i ewentualnie kupić w grudniu jak będę w PL :)

      Usuń
  4. Moim ulubieńcem jest rozświetlacz z wibo a i te prezentują się zachęcająco :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam rozświetlacz My Secret <3

    OdpowiedzUsuń
  6. mam ten z lovely i uważam, że jest fantastyczny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Lovely, ale w wersji Silver, to mój pierwszy rozświetlacz w życiu. I uwielbiam go! u mnie nie tworzą się żadne grudki, zdziwiłam się, bo widać je u Ciebie w opakowaniu :(
    jednak najbardziej podoba mi się Essence- bardzo żałuję, że nie dostanę go w PL.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozświetlacz z My Secret jest rewelacyjny. Mam i używam go namiętnie. Pośród wszystkich rozświetlaczy, jakie posiadam w swojej kolekcji, ten najbardziej spełnia moje oczekiwania. Choć nie ma co ukrywać, że aktualny rynek kosmetyczny jest pełen ślicznych produktów tego typu :).

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie zamiast rozświetlacza z Essencce jest Diamon Illuminator z Wibo, a pozostaje dwa mam i kocham ponad wszystko! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dla mnie wszystkie prezentują się super, ale najfajniej ten z Lovely :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z drogeryjnych polecam Wibo (ale ten w kulkach), szczególnie dla początkujących - pigmentacja jest spoko, ale nie można sobie nim zrobić krzywdy w postaci lustra na twarzy :) No i moje ulubione ostatnio Kobo - jest dość miękkie, troszkę się kruszy, ale też nie sposób sobie nim zrobić kuku, no i ma ciut cieplejszy odcień - jakby Essence wymieszane z MySecret. Z kolei stanowczo nie polecam rozświetlacza z Essence w formie kremu (Soo Glow! czy jakoś tak). Rany, nie dość, że rozprowadzał się masakrycznie, robiąc plamy, to jeszcze był bladoróżowy, przez co ani nie nadawał się na rozświetlacz (za mało blasku) ani na róż (za mała pigmentacja).

    OdpowiedzUsuń