29 maja 2014

Balsam do ciała, który ślicznie wygląda, cudownie pachnie i wspaniale działa :)

Balsamy do ciała nigdy nie były moimi ulubionymi kosmetykami. Często o nich zapominam, albo zwyczajnie jestem wieczorem zmęczona i nie chce mi się już mazać jakimiś kremami. Jednak jest balsam, po który sięgam z przyjemnością. Nie muszę go wydobywać ze słoiczka czy buteleczki. Dlaczego? Ponieważ jest to balsam w stanie stałym - w kostce. 


Naprzeciw moim oczekiwaniom względem balsamu idealnego stanęła Orientana. Stworzyli balsamy do ciała w kostce, które rozpuszczają się pod wpływem ciepła. Wystarczy taką kosteczkę przyłożyć do skóry i można swobodnie masować całe ciało. W ten sposób balsamowanie ciała odbywa się szybko i sprawnie. 
Zaskoczył mnie również naturalny skład i świetne działanie balsamu. Skóra po aplikacji balsamu wieczorem jest natłuszczona i odżywiona aż do wieczora dnia kolejnego. Jednak nie będzie to produkt dla osób, które nie lubią czuć tłustego filmu na skórze, gdyż balsam Orientana pozostawia po sobie ową tłustą warstwę. Mnie to kompletnie nie przeszkadza. 
Kolejnym elementem, który mnie uwiódł jest zapach. Intensywny cynamon połączony z paczulą cudownie otula, zapach unosi się w całej łazience i utrzymuje się na skórze jeszcze przez długi czas. Niestety mój mąż nie jest zwolennikiem tego aromatu, więc nie jest zadowolony kiedy używam tego balsamu. No ale jeśli nie lubicie cynamonu, to Orientana ma w ofercie inne warianty zapachowe. 


Teraz nieco o parametrach i wydajności ;) Taka kosteczka jak na pierwszym powyższym zdjęciu ma wagę 60g. Dzięki swojej konsystencji balsam jest bardzo wydajny i wystarcza na wiele, wiele użyć. Ja go sobie bardzo oszczędzam i używam sporadycznie, żeby móc dawkować sobie ten rozkoszny zapach :) 
Kostka zużywa się równomiernie, pozostawiając na skórze drobinki cynamonu. Jednak nie jest ich jakoś strasznie dużo i nie przeszkadzają, bo po chwili i tak znikają wraz z założeniem odzienia ;) 
Ważne jest, żeby po użyciu kostki zostawiać ją w suchym i niezbyt gorącym miejscu, bo wilgoć i ciepło mogą wpłynąć niekorzystnie na wygląd balsamu i jego funkcjonowanie. Co mam na myśli? Otóż może on stać się zbyt miękki i rozpływać/rozpadać się potem w rękach. Dlatego zalecane jest trzymanie balsamu w metalowym etui. 


Urzekł mnie kształt balsamu - wygląda on jak dorodna, smakowita babeczka. Dodatkowo aromatyczny zapach sprawia, że chce się ją od razu zjeść :D Jednak tego nie polecam, bo może to nieść za sobą konsekwencje ze strony układu pokarmowego ;P 
Ten i inne balsamy do ciała Orientany można już zakupić w drogeriach Hebe. Orientana niedawno wprowadziła swoje produkty do pielęgnacji ciała do tej sieci drogerii.
Za taką kosteczkę o wadze 60g zapłacicie 30zł. Czy warto? Moim zdaniem warto. Ponadto uważam, że balsam w takiej formie idealnie nadaje się na prezent - czy to urodzinowy czy na inną okazję. Sama nieźle bym się ucieszyła na taki prezent :) 

Dla zainteresowanych skład:

Dla mnie ten balsam to hit i kiedy tylko będę w okolicy drogerii Hebe, to zakupię na pewno inną wersję zapachową. Najbardziej kusi mnie imbir&trawa cytrynowa. 
A Wy znacie kosmetyki tej firmy? Może już im się przyglądałyście w Hebe? :)

27 maja 2014

Wyniki rozdania Matricium.

W niedzielę zamknęłam rozdanie w którym można było wygrać zestawy startowe Bioderma Matricium. Z wyborem zwycięzców nie miałam większego problemu, dlatego już dziś mogę oficjalnie ogłosić do kogo trafią magiczne ampułki :) 


Oto dziewczyny, które będą miały szansę przetestować Matricium:
  1. bluegirl.ewa
  2. żaneta serocka
  3. boombaloon
  4. Kasiuleczka
  5. anetaB
  6. natalusia371
  7. Nika.
  8. Kasia Bielec
  9. Ty też możesz...
  10. Mila
Gratuluję :) Spodziewajcie się niedługo maili w sprawie adresów do wysyłki :)

26 maja 2014

Konkurs z okazji Dnia Matki!

Razem z marką Astor chciałabym Was zaprosić do konkursu z okazji Dnia Matki! Zasady są proste i przyjemne, nagroda jeszcze milsza, więc do dzieła! 


Żeby wziąć udział w konkursie należy:
1. Będzie mi miło, jeśli zostaniesz obserwatorem mojego bloga.
3. W komentarzu pod tym postem związanym podać swoje imię, adres e-mail i opisać idealny prezent dla swojej mamy.
4. Konkurs trwa od dzisiaj, czyli 26 maja aż do niedzieli 8 czerwca, więc macie sporo czasu na zastanowienie :) Zwycięzców wybiorę w ciągu 3 dni od zakończenia i wyślę do nich maile w sprawie adresów do wysyłki.

Dwie osoby, które najbardziej kreatywnie podejdą do zadania nagrodzimy zestawem kosmetyków: tuszem do rzęs z serii Seduction Code oraz lakierem do paznokci z serii Quicki’n Go! 45 Second. 


Żeby formalności stało się zadość, przedstawiam REGULAMIN konkursu na Dzień Matki.

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Świat okiem Rodzynki (http://raisin1989.blogspot.com/ ).
2. Sponsorem nagród jest COTY Polska Sp. z o.o.
3. Konkurs rozpoczyna się w dniu 26.05.2014 roku i trwa do 08.06.2014 roku.
4. Konkurs skierowany jest do osób pełnoletnich. 
5. Zadanie konkursowe polega na odpowiedzi na pytanie konkursowe: "Opisz idealny prezent dla swojej mamy", odpowiedź należy umieścić w komentarzu pod wpisem konkursowym, podać swoje imię i adres e-mail.
6. W konkursie zwyciężają dwie osoby.
7. Zwycięzcy zostaną poproszeni drogą mailową o podanie adresu do wysyłki nagrody.
8. Nagrodą w konkursie jest zestaw kosmetyków: tusz do rzęs z serii Seduction Code oraz lakier do paznokci z serii Quicki’n Go! 45 Second. 

Zapraszam do zabawy! Powodzenia :D

25 maja 2014

Leniwa niedziela.

Niedziela to mój jedyny dzień w tygodniu wolny od pracy, od wszelkich trosk i dzień przeznaczony na relaks. Dlatego też staram się niedziele wykorzystywać najlepiej jak tylko się da. Do tej pory pogoda niekoniecznie sprzyjała wyprawom na świeże powietrze, do parku, lasu czy nad wodę. Na chwilkę owszem, ale jako zmarzluch zawsze szybko ciągnęło mnie do ciepłego mieszkania ;) Dzisiaj wreszcie wyszło słońce, zrobiło się naprawdę ciepło, więc wsiadłam na rower i pojechałam... 


Z rana pojechaliśmy z mężem na "targ staroci". Oczywiście nie tylko antyki są tam sprzedawane, wiele osób prywatnych sprzedaje to, co im w domu zalega - między innymi zastawy, pierdółki, sprzęty, no i co najważniejsze ciuchy ;) Udało mi się upolować tunikę i koszulkę za bezcen, więc od razu humor miałam o 100% lepszy :) Po powrocie do domu mąż wpadł na pomysł wypadu na piknik. Nie musiał mnie długo namawiać. Spakowałam kocyk, prowiant, wsiedliśmy na rowery i obraliśmy kierunek - park miejski. Pięknie, zielono, woda, kwiaty, ptaszki, psie odchody... 


Jeśli nie macie doświadczenia w organizacji pikników, to podam Wam mój mały niezbędnik. Rzeczy, które mogą się przydać podczas wypadu na łono natury.
- kocyk
- termos z kawą/herbatą
- kubeczki (z plastików się niewygodnie pije i często lubią się przewracać)
- coś pysznego do przekąszenia (my uwielbiamy muffinki - nie dość że szybko się je robi, są smaczne i się nie psują w wysokiej temperaturze), ewentualnie gotowce typu słone paluszki
- okulary przeciwsłoneczne
- coś do czytania (może być telefon z internetem - zawsze można wrzucić fotkę na instagram :D )
- ręczniki papierowe (niestety zdarzają się przykre wypadki typu np. ptak postanowi wydalić swoje odchody wprost na Twoje plecy...)


Z takim uposażeniem można wyruszyć w świat i rozkoszować się świeżym powietrzem, zajadać pysznościami i zapominać o trudach tygodnia. Taki reset jest bardzo przydatny - wiem co mówię :) No i zawsze to lepszy sposób na spędzenie dnia niż siedzenie przed telewizorem czy komputerem :) 


A Wy jakie macie sposoby na zrelaksowanie się po ciężkim tygodniu? Basen, rolki, rowery, spacer?
 Czy raczej łóżko, kocyk, herbata i książka? :)

Przy okazji przypominam, że do dziś można się zgłaszać do rozdania z Matricium ;) 

22 maja 2014

Niestandardowe zastosowanie kosmetyków. Część 1.

Ile razy kupiłyście kosmetyk, który się nie sprawdził, bo albo krem Wam nie służy, albo podkład na twarzy ciemnieje, albo żel do twarzy Was podrażnia? A może macie zbyt dużo olejków i nie możecie ich wszystkich zużyć przed końcem terminu ważności? Jest na to sposób - możecie te kosmetyki wykorzystać nieco inaczej, bo kto powiedział, że wszystkiego należy używać tylko zgodnie z jego przeznaczeniem? Dziś mam dla Was pierwszą porcję propozycji jak niebanalnie wykorzystać kosmetyki, których nie używacie. 






21 maja 2014

Must have na lato - okulary przeciwsłoneczne :)

W ciągu ostatnich dni pogoda w moich okolicach znacznie się poprawiła - o ile początek maja był zimny i ulewny, tak teraz zrobiło się słonecznie i bardzo upalnie. W związku z tym zaczęłam namiętnie nosić okulary. Nie byle jakie, bo przeciwsłoneczne, a mało tego - bardzo ładne ;) 


Dawno, dawno temu, jeszcze w okresie zimowym wybrałam sobie ładne okularki z Firmoo. Z przeszkodami, bo z przeszkodami, ale wreszcie do mnie szczęśliwie dotarły. Co mogę o nich powiedzieć to to, że naprawdę okazały się być strzałem w dziesiątkę i jestem z nich niezwykle zadowolona. Zwłaszcza teraz - kiedy słońce świeci jak szalone, a ja jeżdżę jak szalona na rowerze :D
No i trafiły do mnie w solidnym etui, na którego widok aż się uśmiechnęłam. 


Dość o detalach, przejdźmy do konkretów. Wybrałam model w brązie, oprawki panterkowe, szkła ciemniejsze u góry, a jaśniejsze na dole. Sprawdzają się dobrze, chronią przed słońcem, nawet ostrym. Czuję się w tych okularach komfortowo, ich design przypadł mi do gustu. Niestety aktualnie nie są dostępne w sklepie internetowym Firmoo :( 
Zobaczcie same jak się prezentują z bliska: 


No i punkt kulminacyjny programu - Rodzyn we własnej osobie przyodziany w swoje bajeranckie okulary :D Najpierw osadziłam je na swej głowie, potem dopiero założyłam tam, gdzie powinnam...

19 maja 2014

Rozdaję zestawy Bioderma Matricium!

Pamiętacie jak nie tak dawno temu zachwycałam się 5-dniową kuracją regenerującą Bioderma Matricium? Jeśli nie, to odsyłam do notki TUTAJ :) Otóż mam dla Was do rozdania 10 takich samych zestawów - zestawów startowych, zawierających po 5 ampułek kuracji. 


Jak zdobyć 1 z 10 zestawów? Zasady są proste:
1. Zostań publicznym obserwatorem mojego bloga.
3. W komentarzu podaj swój adres e-mail i napisz krótko co robisz, aby Twoja skóra była zawsze promienna? Być może znasz jakieś triki, sposoby na domowe wspomaganie regeneracji skóry? Podziel się nim! 

Na zgłoszenia czekam od dziś 19.05. aż do niedzieli 25.05.2014r. 
Do 3 dni od zakończenia wyłonię 10 szczęśliwców, do których trafią zestawy startowe Bioderma Matricium. Powodzenia! :) 

17 maja 2014

Paczka Ambasadorki Astor.

Post będzie nieco chwalipięcki, ale co tam - dawno się niczym nie chwaliłam. A że bardzo lubię dostawać prezenty, czy też kosmetyki-niespodzianki, to bardzo się ucieszyłam widząc w czwartek listonosza przed moimi drzwiami :) Wiedziałam już, że ma dla mnie paczkę, ale nie znałam jej zawartości...


Jak to się stało, że te kosmetyki trafiły do mnie? Nieprzypadkowo, bo wzięłam udział w konkursie organizowanym przez Astor na ich Fb. No i się udało. Teraz trwa kolejna edycja - należy wykonać makijaż przy użyciu kosmetyków tejże firmy. Osobom zainteresowanym polecam zapoznać się z regulaminem ;)
Tymczasem po krótce przybliżę Wam zawartość mojej paczki.


Poczwórne cienie do powiek - trochę się ich obawiam, zwłaszcza kolorów i wykończenia, bo wydaje mi się, że wyglądają trochę bazarkowo. No ale nie będę od razu demonizować, a najpierw wypróbuję co da się z nich wycisnąć.
Lakier do paznokci - chętnie go wypróbuję w najbliższym czasie, bo po długiej przerwie wróciłam do malowania paznokci :D
Szminka - kolor zabójczy, na razie nie miałam odwagi nałożyć jej na usta, ale coś czuję, że będzie dawać spektakularny efekt :)


Mascara Big&Beautiful Butterfly Look Mascara - tejże mascara już używam, polubiłyśmy się od pierwszego użycia. Ciekawa szczoteczka najpierw mnie nieco przeraziła, ale potem okazała się być bardzo praktyczna. Ale o tym opowiem innym razem :)
Mascara Seduction Codes w kolorze niebieskim - na razie nie miałam okazji jej wypróbować, ale nie powiem - kusi mnie i to mocno! Jestem ciekawa czy rzęsy faktycznie będą wyraźnie niebieskie!
Eyeliner w długopisie. Nie lubię tego typu kosmetyków, ale się nie poddam i będę próbowała się z nim dogadać. Póki co wierzę, że może mi się udać ;)

Jak podoba Wam się zawartość mojej paczuszki? Ja nieskromnie przyznam, że mi odpowiada - nawet jeśli jestem do czegoś sceptycznie nastawiona, to i tak będę próbowała z tego kosmetyku wycisnąć jak najwięcej ;) Których kosmetyków jesteście najbardziej ciekawe? Ja chyba niebieskiej mascary ;)
Po cichu powiem, że szykuję małą niespodziankę także dla Was - czytelniczek, więc obserwujcie na bieżąco bloga! Teraz życzę udanej i słonecznej niedzieli! :)

14 maja 2014

Czerwono mi! Czerwoni ulubieńcy z mojej kosmetyczki.

Czerwień w makijażu albo się kocha, albo nienawidzi. Jednym pasuje, a innym wręcz przeciwnie. Mimo wszystko kolor czerwony jest kolorem symbolizującym miłość, siłę, odwagę, powodzenie i szczęście. Jest to zdecydowanie kolor odważny i rzucający się w oczy. Podobno w tym sezonie czerwień ma być modna. Sama mam już kilka ciuszków w tym kolorze, więc pomyślałam o dobraniu do nich kilku kosmetyków. 


Moimi czerwonymi ulubieńcami są lakier do paznokci, róż do policzków oraz kredka do ust. Najświeższym nabytkiem jest róż Essence z limitki, która nie wiem czy pojawi się w Polsce. Mimo iż mam go stosunkowo krótko, to już go bardzo polubiłam :) Ale zacznę od klasyka, czyli od czerwonego lakieru. Myślę, że każda kobieta powinna mieć choć jeden czerwony lakier w swojej toaletce. 


Piękna, wielowymiarowa czerwień z mieniącymi się złotymi drobinkami, do tego niesamowita trwałość. Tymi cechami można określić lakier piaskowy P2 w kolorze 040 illegal. Dla pięknego koloru jestem w stanie przeżyć kłopotliwe zmywanie. Jeżeli macie ochotę więcej o nim poczytać, to zapraszam TUTAJ :) 


Kiedy zobaczyłam nową limitkę Essence "Viva Brasil" nie sądziłam, że coś z niej trafi w moje ręce. Jednak przechodząc obok standu w oczy rzucił mi się czerwony róż. Zapaliła mi się szybko lampka "Oho, takiego koloru różu jeszcze nie mam. Może warto się skusić?". No i się skusiłam. Zakupu nie żałuję. Róż jest mocno napigmentowany, mocno czerwony i świetnie się z nim pracuje.Oczywiście - jeśli się przesadzi i nie trzepnie pędzelkiem przed aplikacją, to można sobie zrobić niezłe czerwone placki (tak, udało mi się tak zrobić za pierwszym razem, kiedy jeszcze myślałam, że róż jest kiepsko napigmentowany). Na policzkach trzyma się przez cały dzień, daje ładny, naturalny efekt rumieńca, a jego intensywność można stopniować. Ponadto róż wizualnie zrobił na mnie dobre wrażenie. Ciekawe tłoczenia, które nie ścierają się szybko (no i róż nie pyli, jest odpowiednio dobrze sprasowany) i solidny zatrzask gwarantujący, że opakowanie nie otworzy się nam w kosmetyczce. Jestem pozytywnie zaskoczona i jeśli będziecie miały możliwość, to koniecznie przyjrzyjcie się tym różom. Z tego co widziałam, to do wyboru są dwa odcienie - ten mój czerwony i różowy.
Tak się mój czerwony kolega prezentuje:

No i czas na "naustnego" przyjaciela od Bourjois. Byłam, jestem i będę zachwycona tymi kredkami. Są po prostu fenomenalne <3 Jeśli marzysz o miękkich i lśniących ustach w intensywnym kolorze, który nie znika nawet po kilku godzinach, to te kredki są dla Ciebie stworzone! Brzmi jak tania reklama? Nie, to nie reklama, nikt mi za to nie zapłacił ;P Zwyczajnie chcę Wam polecić kosmetyk, który u mnie spisuje się na szóstkę. Pełna recenzja znajduje się TUTAJ :)


Tak wygląda mój "czerwony ranking ulubieńców". A Wy jak zapatrujecie się na ten kolor? Sama kiedyś byłam sceptycznie nastawiona do tego koloru, jednak po tym jak znalazłam dobre jakościowo kosmetyki w tym kolorze, momentalnie zmieniłam zdanie i polubiłam się z czerwienią.

11 maja 2014

Co do demakijażu - micel, czy dwufazówka???

Na mojej łazienkowej półeczce często zmieniają się produkty do demakijażu. W ostatnim czasie stoją tam dwa kosmetyki - płyn micelarny Nivea oraz płyn dwufazowy L'Oreal. Dlatego też krótko opowiem Wam o obu i o tym jak się u mnie spisują. 

Micel zakupiłam z sentymentu do tego typu kosmetyków, a dwufazówkę dlatego, że chciałam coś typowo do demakijażu oczu. Który z tych kosmetyków podbił moje serce, a który nie spisał się tak jakbym tego chciała? 


L'Oreal dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust przeznaczony jest do mocnego, wodoodpornego makijażu. Nie będę ukrywać, że od pierwszego użycia zapałałam uwielbieniem dla tego kosmetyku. Ekspresowo i dokładnie zmywa makijaż. Radzi sobie z mocnym makijażem, nie podrażnia skóry. Pozostawia na skórze bardzo cienką i delikatnie tłustą warstwę, jednak mnie to kompletnie nie przeszkadza. Jedyne czego żałuję, to że płyn jest w niedużej buteleczce - zaledwie 125ml, a szkoda, bo większą pojemnością bym nie pogardziła ;) Dla mnie ideał, szczerze polecam wypróbować jeśli lubicie dwufazówki. A jeśli nie lubicie, to może czas się do nich przekonać? :) 


Nivea delikatny płyn micelarny 3 w 1 niestety nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Ma być delikatny, a zdarza mu się podrażniać moje oczy jeśli dostanie się do nich nieco więcej płynu. Nie lubię tego uczucia szczypania, skutecznie zniechęca mnie do używania tego kosmetyku. Ponadto nie nadaje się do zmywania makijażu oczu. Nie radzi sobie nawet z niewodoodpornym tuszem do rzęs. Często rano po wstaniu z łóżka spotykam się z efektem pandy. Nie znoszę tego. Pozostały makijaż czyli podkład, puder, róż i bronzer jako tako zmywa, choć resztki zawsze i tak zmywam żelem do mycia twarzy. Po skończeniu buteleczki (200ml) na pewno już do niego nie wrócę. Tutaj większa pojemność buteleczki nie jest już zaletą, a wadą. Nie polecam, bo na rynku jest wiele przyjemniejszych miceli, które zdecydowanie lepiej służą.

5 maja 2014

Inglot - baza pod cienie do powiek.

Baza pod cienie do powiek to u mnie konieczność, jeśli chcę mieć makijaż nienaruszony przez kilka godzin. Niestety mam problematyczne powieki - nie dość, że opadające, to jeszcze tłuste i cienie dość szybko mi się rolują. Dlatego też zawsze mam co najmniej jedną bazę w kosmetyczce. 


Bazę pod cienie Inglot kupiłam przy okazji małych zakupów, w promocyjnej cenie, bodajże za jakieś 10zł. Przysługiwała mi zniżka, to postanowiłam ją wykorzystać. Inglot cieszy się ogólnie dobrą opinią, ich kosmetyki należą do tych lepszych jeśli chodzi o jakość. Przynajmniej niektóre. Czy tak samo jest z bazą pod cienie??? 


Baza jest koloru kremowego, po nałożeniu cienkiej warstwy na powiekę nie odznacza się mocno. Jeśli nałożymy jej zbyt dużo, to powieka będzie znacznie ciemniejsza, a cienie szybko się zbiorą w załamaniu. Dlatego trzeba być ostrożnym podczas aplikacji i nie przesadzać z ilością. Jeśli chodzi o podbijanie koloru cieni, to na tej bazie widać nieznaczną różnicę. Cienie wydają się mieć nieco głębszy, bardziej wyrazisty kolor. 


Jeżeli chodzi o trwałość makijażu na tej bazie, to mam mieszane uczucia. Niestety nie zawsze baza potrafi utrzymać makijaż w ryzach cały dzień. Dobrze jest na bazę nałożyć jeszcze cienką warstwę innego cienia bazowego, lub lekko ją przypudrować. Wtedy będzie nieco lepiej. No ale niestety wtedy kolory już nie będą tak ładnie podbite jak na samej bazie. I stąd te moje mieszane uczucia w stosunku do niej. Bo baza samodzielnie powinna dawać sobie radę, a tutaj jest to niemalże niemożliwe. I niestety po całym dniu i tak makijaż jest już sfatygowany - albo się ściera, albo ląduje w załamaniu powieki. Na kilka godzin jest ok, ale potem już tylko równia pochyła i wygląda to coraz gorzej.


Baza Inglot powinna nadawać się do użytku przez rok, co sugeruje nam producent na spodzie opakowania. Ja swoją bazę mam od października, a już jest mi jej ciężko używać, bo stała się gumiasta i trudno ją aplikować. Nie lubię wyrzucać produktu, którego jest jeszcze 3/4 opakowania, więc nadal się z nią męczę. Ale już wiem, że więcej jej nie kupię, bo szkoda nawet tych 10zł za które ją kupiłam. Nie polecam, bo wiem, że można dołożyć troszkę pieniędzy i mieć bazę dużo lepszą jakościowo. 


4 maja 2014

Włosy - aktualny kolor oraz pielęgnacja.

Jeszcze przed świętami naszła mnie ochota na zmianę koloru włosów. Od kilku lat nie farbowałam włosów farbami chemicznymi, drogeryjnymi. Ale uznałam, że trzeba mi jakiejś zmiany i to koniecznie. Poradziłam się Was na Facebooku i stanęło na nieco jaśniejszym odcieniu od mojego naturalnego koloru. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Efekty zobaczycie dzisiaj :) 


Przy okazji promocji w Rossmannie na farby L'Oreal Excellence Creme, po wcześniejszym zapoznaniu się z wieloma recenzjami sięgnęłam po tą właśnie farbę w odcieniu nr 8 - Blond. Wiadomo, że przy tak ciemnych włosach jak ja posiadałam nie uzyskam blondu, ale zależało mi na rozjaśnieniu. Jak wyszło? Jakoś tam wyszło ;) 


Szczerze mówiąc zawsze podobały mi się rude włosy. Zarówno ogniście rude, jak i te delikatnie wpadające w rudość. Nawet w trakcie farbowania powiedziałam mężowi, że po cichu liczę na to, że uzyskam na moich włosach jakiś odcień rudego. Chyba jestem jakąś czarownicą, bo po zmyciu farby okazało się, że moje włosy są rudawe :D Jakaś była moja radość :) No ale z drugiej strony pomyślałam sobie, że jeśli ktoś oczekiwałby blondu, to mógłby się nieźle w tym momencie zdenerwować... Zresztą zobaczcie same jak włosy wyglądały przed i po farbowaniu. 


Jak widać jest różnica kilku tonów. Docelowo nie jest to jeszcze mój wymarzony kolor, ale będę do niego stopniowo dochodzić, a może się zdarzyć, że nieco zaszaleję. Możecie być pewne, że efekty na bieżąco będę tutaj ujawniać. 
Przejdźmy teraz do pielęgnacji moich włosów. Niestety nie mam ostatnio zbyt wiele czasu ani sił, żeby skupiać się szczególnie na włosach i je specjalnie pielęgnować. Dlatego pielęgnację opieram na trzech produktach. Poczytacie o nich poniżej.


Moje włosy od dawna lubią się z szamponami Alterra. Chyba tylko jeden mi kiedyś nie pasował, ale już nawet nie pamiętam która to była wersja. Obecnie używam tego z wyciągiem fig i orzechu macadamia no i jestem zadowolona. Świetnie myje, dobrze pachnie i nie robi mi "siana" na głowie. I tak zawsze potem jeszcze nakładam jakąś odżywkę czy maskę na włosy, więc szampon ma myć włosy i więcej cudów od niego nie oczekuję.


Kiedy tylko mam więcej czasu i przypomni mi się o tym, to nakładam na włosy olejek. Obecnie moim numerem jeden jest olejek awokado od Bielendy. Włosy są po nim odżywione, sypkie i lśniące. Naprawdę bardzo im służy i jak tylko mam okazję, to go aplikuję na kilka godzin na włosy, a potem zmywam. Staram się to robić chociaż raz w tygodniu, nie rzadziej.


Po każdym myciu włosów nakładam odżywkę lub maskę. Teraz jest to kuracja Alverde z Hibiskusem. Mój ulubieniec już chyba od pierwszego użycia. Wracam do serii hibiskusowej bardzo często, w zapasie mam jeszcze odżywkę do włosów. Po tej masce moje włosy zdecydowanie łatwiej się rozczesują, są przyjemne w dotyku i wyglądają na zdrowe. Jeśli jeszcze nie próbowałyście, to polecam - ja jestem niezmiennie zachwycona :)

Na końcówki włosów w celu ich ochrony nakładam jeszcze zawsze kropelkę jedwabiu w płynie od Green Pharmacy. Nie obciąża włosów, a świetnie chroni końce przed działaniem czynników zewnętrznych typu skrajnie niska, czy wysoka temperatura. Kiedyś już o nim TUTAJ pisałam, więc odsyłam do lektury :)

2 maja 2014

Foto mix - kwiecień 2014.

Kwiecień, plecień... I faktycznie przeplatał pogodę od upalnej aż po grad. Ale cóż, taki mamy klimat ;D Co się działo w kwietniu? Wielkanoc, rocznica ślubu, grillowanie, dieta.. No troszkę się tego nazbierało, więc spójrzcie na zdjęcia z minionego miesiąca :) 


1. Mój najnowszy nabytek - prześliczne wiadereczko dorwane w Rossmannie za 1 Euro :) Jestem nim zachwycona, a zarazem rozważam co by tu do niego włożyć...

2. Chwila relaksu z cappuccino i Waszymi blogami. Szkoda tylko, że wolnego czasu jest tak mało.

3. W tym miesiącu było także święto czekolady. Uczciłam je kawałkiem białej, przesłodkiej czekolady. A Wy jak świętowałyście? ;) 


4. Widoczki z pracy. Uroki pracowania na 9 piętrze :D

5. A tak weekendy uwielbia spędzać mój mąż. Faceci są jak duże dzieci ;)

6. Moja ulubiona przekąska - mieszanka z Lidla. Niestety ostatnio podnieśli jej cenę :/ 


7. Jedyny mój świąteczny wypiek - babka z serduszkiem :D Trochę roboty z tym było, ale ile miałam satysfakcji jak ją pokroiłam ;)

8. Niedzielny obiadek. Był tak ładny na żywo, że nie mogłam oprzeć się pokusie zrobienia mu zdjęcia ;) Też tak macie, czy jestem jakaś dziwna???

9. A po świętach zaczęłam dietę. Póki co dzielnie się trzymam, ale efektów nie widać. Trochę to demotywujące, ale cóż... Dalej wcinam warzywka i zobaczymy co z tego będzie.

10. W niedzielę skorzystaliśmy z mężem z pięknej, słonecznej pogody i wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową. Mały przystanek zrobiliśmy w parku, na łonie przyrody :)

11. Takie tam do lustra ;) Z nowym kolorem włosów i czerwonymi ustami - uwielbiam <3

12. Świeżo wyciskany sok z pomarańczy - samo zdrowie! Obkupiliśmy się w pomarańcze, to jakoś je trzeba spożytkować, zanim zdążą się zepsuć.

Jeśli macie ochotę być na bieżąco, to zapraszam na mojego Instagrama :)