30 kwietnia 2012

Joanna Sensual krem do depilacji - nad wyraz przyjemny :D

O zrzucaniu futerka na lato ciąg dalszy :)
Tym razem na tapecie krem do depilacji firmy Joanna z serii Sensual.

W opakowaniu znajdujemy:
- tubkę z kremem do depilacji
- plastikową szpatułkę
- saszetkę z emulsją nawilżająco łagodzącą

Spójrzmy jak używać tego kremu i jak ma działać :)

Jak przeczytałam, tak zrobiłam ;) Nałożyłam krem na łydeczki, pośmigałam z nim po domu. Minął pożądany czas i zabrałam się za zdrapywanie go szpatułką ;) Schodził gładziutko, a wraz z nim wszystkie włoski. Kremu starczyło na obie nogi i jeszcze zostało. Na powtórną aplikację raczej nie wystarczy, ale można wykorzystać resztę na inne partie ciała ;)
Co ciekawe - krem nie śmierdzi aż tak przerażająco jak wszystkie inne kremy do depilacji, które stosowałam do tej pory. Za to ma u mnie duży plus.
Ściągnięty krem razem z włoskami wycierałam w ręcznik jednorazowy. Wolę nie ryzykować i nie spuszczać go z wodą ;)

Kolejną zaletą jest załączona emulsja. Saszetka wydaje się być niewielką, ale okazuje się, że za to jest bardzo wydajna. Niesamowicie przyjemnie i słodko pachnie. Odżywia skórę ale średnio się wchłania. Na obie nogi zużyłam jakąś połowę emulsji, reszta została na kiedyś ;)

Tak jak kiedyś bardzo sceptycznie podchodziłam do kremów do depilacji i niezbyt się z nimi lubiłam, tak ten jestem skłonna tolerować :) Dał sobie radę z włoskami, nie podrażnił mojej skóry, a dzięki załączonej emulsji wręcz została ona odżywiona.
Jeśli się zastanawiacie, to ja powiem szczerze, że w ten krem można śmiało zainwestować. Unikniecie przykrego smrodu i dodatkowo dostaniecie nawilżenie w saszetce :) Na razie jest to najlepszy krem jaki miałam w swoim posiadaniu.

Zapomniałam o cenie ;)
Ten krem można nabyć za około 6-8zł/100g :)

29 kwietnia 2012

Słonecznie za oknem = słonecznie na paznokciach :D

Witam się upalnie :) Kolejny dzień cudownej pogody, aż chce się wyjść na dwór :D
Oprócz słoneczka za oknem można sobie tez zaszaleć i zaserwować słoneczne pazurki :)
Ten mani wykonałam na potrzeby konkursu "Paznokcie w stylu ART". Co prawda żadnej nagrody nie zgarnęłam, ale za to mogę Was uraczyć kilkoma moimi propozycjami zmalowanymi na ten konkurs. Zabawę miałam z tym niezłą :)

I może jeszcze taki króciutki stepik ;) W sumie to mani jest banalnie prosty do wykonania, ale co tam :D

I jak Wam się takie pozytywnie zakręcone pazurki podobają? :) Akurat na ten słoneczny weekend się wpasowują ;) Czy nie?

28 kwietnia 2012

Oriflame Very Me Clickit - zielony eyeliner - czy tylko dla nastolatek???

Witajcie w ten piękny upalny dzień :)
Dzisiaj przypełzłam do Was z recenzją zielonego eyelinera firmy Oriflame. Muszę przyznać, ze to małe, niepozorne cacko bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło :)
Zobaczmy co o tym kosmetyku pisze producent na swojej stronie:
"Błyszczący tusz w elektryzujących odcieniach świetnie się rozprowadza i komponuje z tuszem do rzęs Clickit. Nikt Cię nie przeoczy! 3.5  ml"

Do wyboru jest sześć wersji kolorystycznych:
Ja wybrałam zielony i nie żałuję. Z tego co czytałam opinie, to ostrzegam Was - nie kupujcie fioletu, bo dostaniecie nie fioletowy, a różowy eyeliner! Pamiętajcie o tym :)

Eyeliner jest płynny, ma bardzo fajny, cieniutki i wygodny pędzelek. Co prawda trzonek jest strasznie krótki, ale można sobie z tym poradzić. Jak? O tym napiszę później ;)
Zacznijmy od koloru. Jest faktycznie zielony - soczyście zielony. Po wyschnięciu staje się matowy. Ślicznie wygląda na powiece, bardzo efektownie i faktycznie przyciąga wzrok.
Na bazie pod cienie trzyma się cały dzień, nie blaknie, nie odbija się nad okiem, nie rozmazuje się. Kreska pozostaje nietknięta do momentu demakijażu.
Ten eyeliner w akcji widziałyście już kilka razy. Przypomnę może makijaże w których go używałam.

Tutaj wykonałam podwójną kreskę, zielona trochę się "zgubiła" w cieniach.

Tutaj wykorzystany był na dolnej powiece:

Tutaj już go widać dosyć dobrze :)

Ten eyeliner pochodzi z serii Clickit. O co chodzi? Otóż chodzi o to, że wszystkie kosmetyki z tej serii, mają specyficzne nakrętki i są małego formatu. Dzięki temu, z użyciem specjalnego konektora można je łączyć. Można np połączyć błyszczyk i tusz do rzęs z tej serii.
Ja mam ten eyeliner oraz wodę toaletową z pędzelkiem z serii Clikcit. Mam też konektor, więc spójrzcie jak to wygląda i jakiej mniej więcej jest wielkości :)

Seria Very Me jest teoretycznie przygotowana z myślą o nastolatkach. Hmmm... Czy ja wiem? Ja nie jestem już "jakiś czas" nastolatką, a ta seria mnie przekonała. Zwłaszcza pomysł z konektorem ;) Tylko cały czas mam dylemat co dokupić ;) Kuszą mnie inne kolory eyelinera, ale nie mogę się zdecydować które mam wziąć. Najlepiej wszystkie, ale rozsądek mnie powstrzymuje.

Na koniec spójrzcie jeszcze na porównanie pędzelków. Porównuję tutaj eyeliner Oriflame i Wibo.

Macie może coś z tej serii? A może właśnie Wam się "zachciało" coś mieć? ;) Ja jestem mocno zadowolona i z serca polecam jeśli lubicie tego typu eyelinery.
Eyeliner Very Me można często kupić w promocji za 9,90 zł. Uważam, że warto :)

26 kwietnia 2012

Potrójne cienie Beauty UK - tylko dla cierpliwych ;) + cukierkowy makijaż.

Jakiś czas temu skusiłam się na potrójne cienie do powiek firmy Beauty UK. Brakowało mi cieni w kolorze różowym, więc myślałam, że będą dla mnie odpowiednie. Wybrałam cienie w kolorze 6 Sunrise.
Zaskoczyła mnie wielkość opakowania. Jak dla mnie jest ono ogromne ;)
Opakowanie jest plastikowe, a po dokładnym obmacaniu zauważyłam, że na dole coś jest... Tak długo dłubałam i drążyłam, aż wyciągnęłam...pędzelek ;P Ale co to za pędzelek! Bo na pewno nie do cieni ;) Jest wysuwany, ale jak się go przykłada co ciała, to się z powrotem wsuwa do środka. Hmmm... Nie znalazłam dla niego żadnego zastosowania i pewnie już nie znajdę. Bo oprócz tego, że się wsuwa, to jest duuużyyy, nieporęczny i drapie...

Przejdźmy do samych cieni. O ile w opakowaniu wyglądają soczyście i bardzo sympatycznie, to ciężej jest już z ich obsługą. Trzeba się mocno wysilić, żeby nałożyć cienie na powieki. Konieczne jest solidne machanie pędzelkiem, potem męczymy się z osypywaniem cieni i na koniec stresujemy się, bo na powiekach cienie są słabo widoczne. No niestety, pigmentacja zostawia sporo do życzenia. Nawet baza pod cienie niewiele tutaj pomaga. Brąz jest zdecydowanie najładniejszy i najlepiej napigmentowany.
Spójrzcie jak cienie prezentują się na skórze:

Jak już ogarnęłam nieco obsługę tych cieni, pogodziłam się ze słabą pigmentacją, to postanowiłam w końcu zmalować jakiś konkretny makijaż z ich użyciem. Co mogę powiedzieć na temat trwałości? Na bazie trzymają się bez zarzutu. No, przynajmniej tyle ;P Do dziennego makijażu ta paletka będzie jak znalazł.
I makijaż wykonany cieniami Beauty UK, nieco cukierkowy:

I jak Wam się widzą te cienie? Miałyście jakąś styczność z tą firmą? Jakie są Wasze wrażenia? :)
Miłego dnia :)

24 kwietnia 2012

Essence Colour&Go 70 nude it! oraz 42 dress for a moment.

Hej :) Dziś przychodzę do Was razem z moimi dwoma najświeższymi nabytkami lakierowymi. Już je pokazywałam przy okazji zakupów, a teraz pokażę jak te dwie emalie prezentują się na moich paznokciach.

Jak można zauważyć, lakiery o których dzisiaj mowa, są w delikatnych, jasnych, pastelowych kolorach.

70 nude it! to taki trochę chłodny cielisty odcień, kremowy, z niesamowitym połyskiem. Paznokcie nawet bez top coatu pięknie błyszczą.

42 dress for a moment wrzuciłam do koszyka z myślą o mojej mamie, ale zapomniałam, że ma ona już podobny jasno-fioletowy lakier, więc jednak ten został przy mnie ;) To baaaardzo rozbielony fiolet. Idealnie pasuje mi on do krótkich paznokci ;)

Bardzo lubię cała serię Colour&Go. Dobrze mi się maluje tymi lakierami, mają dość wygodne pędzelki i przyjemną konsystencję. Jak na tak niską cenę, jakość jest świetna. Teraz noszę na paznokciach lakier Nude It!, mam go od niedzieli i nie mam ani jednego odprysku, a końce są tylko minimalnie starte, choć często moczyłam ręce myjąc duże ilości naczyń ;)

23 kwietnia 2012

Małe zakupy - paczka z Oriflame =)

Jednak znalazłam jeszcze troszkę czasu. Żeby się pochwalić, to się zawsze znajdzie chwilka :)
Otóż dotarł dziś do mnie kurier z małą paczuszką z Oriflame. Pokażę Wam oczywiście to, co kupiłam dla siebie, bo zakupy klientek są mniej ciekawe :D

1. Pure Colour Mono Eye Shadow - Pearly Gold
2. Zestaw kolczyków Anchors Away
3. Oczyszczająca maseczka do twarzy Swedish Spa

Perfumowana woda toaletowa Amber Elixir
Inspiracji do stworzenia tego zapachu dostarczył bursztyn, jego złocisty czar i tajemniczy urok. Amber Elixir emanuje zmysłowością i ponadczasowym pięknem. Ciepłe nuty mandarynki i wytrawne akordy czarnej porzeczki łączą się z uwodzicielskim zapachem heliotropu, bursztynu i piżma. Czujesz, jak zapach otacza się bursztynową aurą. 50  ml

No to się pochwaliłam, a teraz idę szperać w biżuterii, bo znów mnie wzięło na zamawianie :)
Dobranoc Robaczki :*

22 kwietnia 2012

Dobry lumpex nie jest zły - moje łowy ;)

Nie wiem czy Wy chodzicie do lumpexów/szmateksów/second handów czy jak tam kto nazywa sklepy z używaną odzieżą, ale ja mam w swojej okolicy dwa takie sklepy, w których czasami uda mi się upolować coś ciekawego. W tym tygodniu je odwiedziłam w poszukiwaniu ciuszków na wiosnę/lato, ale jak zwykle wyszłam z czym innym ;)
Od kliku dni próbuję wdrożyć w życie plan oszczędzania, ale takiego "na serio", więc na ciuchach tez przyda się zaoszczędzić.
Uwaga - na kosmetykach też będę oszczędzać! A jak to zrobię? Już niedługo spodziewajcie się obszernego postu na ten temat :)
Ale teraz wracam do wątku głównego - moje zdobycze.

1. Czarna koszula z wiązaną kokardą. Już to patentowałam i zauważyłam, że kokarda dobrze wygląda zarówno luźniej związana, jak i tuż pod szyją bardziej ściśle. Już ją widzę w połączeniu z beżowym żakietem :)

2. Pasiasty sweterek. Nie zwracajcie uwagi na ponaciągany dekolt - to moja wina - prałam go ręcznie i tak tarłam, że aż się naciągnął... Tak mnie te paski zainspirowały, że aż zamówiłam do nich kolczyki :)

3. Wzorzysta sukienko-tunika. Kurczę, że też dopiero na zdjęciach zobaczyłam jak okropnie niekorzystnie w niej wyglądam... A w przymierzalni było ślicznie... Cóż, nie wyrzucę, latem nad wodę będzie dobra...

4. Granatowy żakiet. Tu jestem mocno zadowolona :) Na żywo wyglądam w nim tak, jakbym miała talię :D Brawa dla tego pana ;)

To by było na tyle. Nie wiem czy cokolwiek z tego co kupiłam wpadnie Wam w oko, bo mam specyficzny gust i wiem o tym :D Poza tym wiecie, jak się ma sporo nadprogamowych kilogramów, to nie jest tak łatwo znaleźć coś ładnego i pasującego ;P
Ok, pomarudziłam, to teraz za to życzę Wam słonecznej niedzieli i udanego odpoczynku :)

21 kwietnia 2012

Zestaw do nauki modelowania twarzy - Revlon 400 Pink Rose róż i puder brązujący.

Zestaw niezastąpiony dla niewprawnej ręki, chcącej się nauczyć jak modelować twarz przy pomocy różu i pudru brązującego. Niesamowicie żałuję, że nie trafiłam na ten kosmetyk dużo wcześniej, kiedy to dopiero zaczynałam swoją przygodę z modelowaniem buzi.
O czym mowa? A o różu i pudrze brązującym Revlon 400 Pink Rose.
Ten zestaw będzie dobry nie tylko dla osób uczących się jak wydobywać głębię z twarzy, ale także dla:
- osób bladolicych nie lubiących mocnego rumieńca
- osób stawiających latem na naturalność i tylko odrobinkę podkreślających urodę
- wszystkich tych, którzy na co dzień nie szaleją z makijażem i boją się mocniejszych akcentów.
Jeśli jesteś jedną z tych osób, to zapraszam do dalszej lektury tej notki. Jeśli nie zaliczasz się do tego grona, które wymieniłam, to obejrzyj sobie chociaż zdjęcia :D

Zestaw dostajemy w poręcznym pudełeczku z solidnym zamknięciem. Opakowanie nie otwiera się nieproszone, więc możemy je spokojnie zabierać w podróż.
W środku znajdujemy jasny róż i delikatny puder brązujący.
Zarówno róż jak i puder brązujący są matowe. Na twarzy dają ładne, delikatne, matowe wykończenie. Nie zawierają w sobie żadnych drobinek, żadnego brokatu. Nie da się uzyskać nimi kiczowatego, przerysowanego efektu. Nawet laik nie jest w stanie zrobić sobie nimi krzywdy. Jest to naprawdę niewykonalne. Zresztą spójrzcie jak wyglądają na ręce:

Kosmetyk dobrze nabiera się pędzelkiem. Nie osypuje się. Niech Was nie zmyli swatch - tam sporo tego nasypałam, żeby kolor był dobrze widoczny.
Ciężko jest mi powiedzieć jak jest z trwałością, bo nigdy w ciągu dnia nie śledzę jak zachowuje się moja twarz. Na pewno po jakimś czasie róż i puder się ścierają, ale kiedy to następuje? Nie mam pojęcia.

Trochę od strony technicznej ;)
Zestawik ma ważność do 24 miesięcy od momentu otwarcia. Ale ja się zastanawiam czy w te 2 lata dam radę go zużyć, bo jest naprawdę pokaźnych rozmiarów :)

Zdążyłam się mocno zaprzyjaźnić zarówno z różem jak i z pudrem brązującym. Przyznam, że brakowało mi tak delikatnego pudru brązującego. Zwłaszcza wtedy, kiedy stawiam na mocno podkreślone oko, to już nie chcę tak mocno akcentować twarzy. Wtedy ten zestaw jest niezastąpiony.
I jak, czujecie się skuszone? Miałyście już styczność z tym kosmetykiem?

20 kwietnia 2012

Paleta do makijażu Sephora - już jest u mnie :)

Niedawno udało mi się wygrać mini paletę do makijażu Sephora. Naczekałam się troszkę, ale wreszcie dzisiaj do mnie dotarła. Więc na świeżo postanowiłam się z Wami podzielić moimi wrażeniami i zdjęciami oczywiście :)
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się żadnych cudów po tej palecie. Poczytałam gdzieś jakieś mało pozytywne opinie na temat tej dużej palety i stwierdziłam, że nie ma się co napalać.

Co zobaczyłam po otwarciu pudełka?
Sporo tych dobroci, nie? ;)
Ale to nie wszystko ;P Są jeszcze ukryte szufladki...
Jak widać powyżej są w nich ukryte błyszczyki do ust oraz róże i bronzery...
 Na wszelki wypadek na opakowaniu można poczytać co do czego służy :) Taka mała ściąga dla amatorów ;P

Nooo, to na razie chyba tyle ;) Póki co już zdążyłam przetestować fiolety matowe. Mam na sobie makijaż wykonany trzema fioletami (28,34,40) i jestem na razie zadowolona. Muszę im przyznać dobrą pigmentację. Nie wiem jak z pozostałymi, póki co paleta przemawia do mnie mimo iż czytałam niepochlebne opinie ;)
A Wam jak się podoba?

19 kwietnia 2012

Drugie życie opakowań po kosmetykach - czyli co do czego wykorzystać?

Kosmetyki oprócz tego, że dobrze nam służą, to często mają ciekawe opakowania, które można użyć powtórnie. Ja dzisiaj podsunę dwa pomysły, ale mam nadzieję na to, że podpowiecie mi tu jakie inne opakowania można do czegoś użyć.

Na początek coś, co może posłużyć nam za ozdobę mieszkania/pokoju.
Z czego można wykonać takie ustrojstwo? Ja wykorzystałam szklaną buteleczkę po płynie do kąpieli Fenjal.

Ładnie ją wymyłam, wysuszyłam, wywietrzyłam zapach olejków. Następnie kupiłam ozdobne drobniutkie kamyczki/piasek. I naprzemiennie wsypywałam aby uzyskać nieco "krzywy" efekt. Na górę nałożyłam jakąś siateczkę, naciągnęłam gumkę recepturkę, zawiązałam sianko i gotowe :) Tą zieloną siateczkę muszę czymś zastąpić, bo średnio mi się podoba, ale nie miałam nic bardziej pasującego pod ręką.
I takie cosik zdobi teraz mój pokój :)

A teraz coś bardziej praktycznego. Na pewno każda z Was miała jakiś kosmetyk w plastikowym opakowaniu po jakimś kremie, maśle, peelingu do ciała. Ja mam dwa takie puste opakowania - jedno po masełku do ciała z Biedronki, a drugie po peelingu. Ładnie je wyczyściłam, dokładnie poodklejałam wszystkie etykiety i...zaczęłam intensywnie myśleć do czego je wykorzystać.


Długo nie musiałam się zastanawiać. Jako, że jestem sroczką i lubię wszystko co się błyszczy, to biżuterii mam od groma i jeszcze więcej. Tak też opakowania posłużyły mi za szkatułki na biżuterię. W pierwszym trzymam swoje pierścionki, a w drugim część bransoletek.



A Wy jakoś wykorzystujecie opakowania po kosmetykach? Jeśli tak, to proszę - napiszcie :) Ja bardzo chętnie skorzystam z Waszych pomysłów. Może ktoś akurat się tym zainspiruje??? 
Buziaki :*