24 stycznia 2017

Maseczka oczyszczająca Glamglow Youth Mud

Która z nas nie chciałaby zachować pięknej i gładkiej cery na całe lata i cieszyć się młodzieńczym wyglądem do późnej starości? Na rynku kosmetycznym pojawiają się coraz nowsze i ciekawsze kosmetyki, które mają nam w tym skutecznie pomóc. Cena niektórych specyfików jest porażająca, ale czego się nie zrobi dla pięknej cery? Tylko czy warto zawsze inwestować w drogie kosmetyki? Czy są one warte swojej ceny? Czy ich działanie faktycznie jest tak powalające jak obiecują nam ich producenci? 
Dziś zajmę się omówieniem kosmetyku, który kosztuje sporo (choć jest to stwierdzenie względne) i obiecuje równie dużo. 


Maska do twarzy GlamGlow, która w 10 minut ma przywrócić twarzy witalność, piękno i młodzieńczy blask. Podobno jest stosowana w Hollywood, przez filmowców i gwiazdy oraz modelki biorące udział w pokazach mody. Czy jest tak naprawdę? Tego nie sprawdzimy. Ale kosmetyk lepiej się sprzeda z taką reklamą.  


Ja zaopatrzyłam się w nieduży słoiczek o zawartości 15g maski. Za to maleństwo zapłaciłam niecałe 10€. Taka gramatura wystarcza na jakieś 4 aplikacje produktu. Biorąc pod uwagę zalecane używanie jej raz w tygodniu wystarcza na około miesiąc stosowania.


Konsystencja maski do złudzenia przypomina bardzo gęsty peeling do twarzy. Ma w sobie zatopione maleńkie drobinki oraz pokruszone listeczki. 
Dla zainteresowanych wklejam skład: 
Aqua, Montmorillonite (Volcanic Minerals),Kaolin (French Sea Clay),Magnesium Aluminum Silicate (Purified Clay),Polyethylene, Pumice (Micro Volcanic Rock),Camellia Sinensis Leaf (Green Tea Leaf),Camellia Oleifera Leaf Extract,Chamomilla Recutita Flower Extract (Chamomile),Calendula Offi­ci­na­lis Flower Ex­tract,Cucumis Sativus Extract, Hedera Helix Extract,Symphytum Officinale Leaf Extract,Lavandula Hybrida Oil, Glycerin, Parfum,Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool,Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethyl-,P ropylparaben, isobutyl-paraben, Diazolidinyl Urea.


Czy czułam się jak gwiazda aplikując sobie tą maseczkę? Czy po jej zmyciu zauważyłam efekt "WOW!"??? 
Zacznijmy od tego, że podczas aplikacji drobinki i listki zatopione w masie spadają spektakularnie, więc polecam nakładać maseczkę nad umywalką. Nakładając maskę już wykonujemy swoisty peeling, później zostawiamy ją na 10 minut na twarzy i pozwalamy działać. I choć nie mam cery wrażliwej, to pierwsze 3 minuty po nałożeniu cierpię na wściekłe pieczenie skóry twarzy. Co wycierpię to moje, potem jest już tylko lepiej. Maska zasycha w tempie zastraszająco szybkim przy czym jednocześnie czuć ściągnięcie  skóry twarzy. Czuję się jakbym była akurat liftingowana. Aby zniwelować nieco ten stan musiałabym lać sobie litry wody termalnej na twarz. A chyba nie o to w tym chodzi. Jednak te 10 minut z maską GlamGlow na twarzy jest do przeżycia. 
Zapomniałabym dodać kilku słów na temat zapachu. Jest to intensywny kwiatowo-perfumowy zapach. Dla mojego nosa jest to zapach całkiem przyjemny i rzekłabym nawet, że kojarzy się z czymś ekskluzywnym. No ekskluzywna jest też zdecydowanie cena regularna tej maski. 



Punkt kulminacyjny, czyli działanie. Moja cera od razu po zmyciu maski była zaczerwieniona, acz gładka. Kiedy zaczerwienienie straciło nieco mocy, mogłam organoleptycznie stwierdzić, że skóra jest wyraźnie oczyszczona i wygładzona. Przed wielkim wyjściem, ważną randką, ślubem czy inną imprezą przyjemnie jest użyć takiej maski i poczuć się dobrze w swojej skórze. 
Czy polecałabym ją na co dzień? Niekoniecznie. Uważam, że na rynku istnieje wiele innych, dobrze oczyszczających maseczek i nie trzeba koniecznie inwestować w GlamGlow. Jednak jeśli ktoś ma na to ochotę, to czemu nie. 
Dla mnie fajny sposób na poprawienie sobie samopoczucia i stanu cery przed imprezą, jak również na domowe, sobotnie SPA, kiedy chcę się poczuć wyjątkowo bez okazji, a przy tym zyskać cerę mięciutką i przyjemną w dotyku. Jest to oczywiście działanie krótkofalowe, nie sama maska uczyni nas pięknymi.  Choć nieco ułatwia uzyskanie tego stanu. 

Dajcie znać, czy znacie maseczki GlamGlow, jakie wersje polecacie. A może okazały się u Was bublem i nigdy więcej po nie nie sięgnięcie? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. Pozdrawiam!

19 stycznia 2017

Dresslink wishlist.

Zimowe myśli depresyjne? Nie ze mną te numery! Ja wiem, że kiedy dopada mnie gorszy dzień, wystarczy sięgnąć po smartfona, odpalić jakiś sklep lub drogerię internetową, pobuszować nieco i od razu humor się poprawia. A że u mnie z nastrojem ostatnio jakoś cienko, to nie dość, że złożyłam zamówienie w aptece internetowej, to teraz przymierzam się do zamówienia że strony Dresslink.com.

www.dresslink.com?utm_source=blog&utm_medium=si&utm_campaign=esther099/


O ile ciuszki średnio mnie aktualnie interesują  (jestem w fazie diety redukcyjnej), to z kolei kosmetyki i akcesoria wołają do mnie: "Kup mnie! Kup mnie!". No i jak tu się oprzeć pokusie??? Zwłaszcza, że mam już jeden zestaw pędzli z Dresslink.com. com i bardzo je sobie chwalę. Więc czemu by nie zamówić kolejnych egzemplarzy?

www.dresslink.com?utm_source=blog&utm_medium=si&utm_campaign=esther099/


Ech, kobiece dylematy... Co by tu zamówić. Póki co sama nie wiem na co się zdecyduję i niech póki co pozostanie to moją słodką tajemnicą ;) Nie omieszkam się jednak nie podzielić z Wami informacją kiedy już coś do mnie doleci. Więc czekajcie cierpliwie. A już całkiem niedługo na blogu pojawi się recenzja maseczki do twarzy, więc bądźcie czujne i wypatrujcie nowych postów :) Buziaki!

14 stycznia 2017

Czym nakładam podkład na twarz? Co lubię, za czym nie przepadam?

Teoretycznie rzecz biorąc, ten blog przestał się rozwijać. Stanął w miejscu, więc jednocześnie cofa się. Nie jestem na bieżąco z nowinkami blogowymi, czy też kosmetycznymi. Jednak nadal kosmetyków używam, próbuję nowości, choć też znalazłam swoich stałych ulubieńców w niektórych dziedzinach i nie zamierzam ich na nic zamieniać. 
Ponadto możecie mi wierzyć lub nie, ale zdarzają się czytelniczki, które zadają mi prywatnie pytania; czy to piszą e-maile, czy też wiadomości prywatne na Facebooku (zarówno prywatnym jak i fanpage bloga). Dlatego też, biorę pod uwagę ich pytania i myślę, że więcej kobiet ma podobne problemy, więc chcę wyjść temu naprzeciw i tutaj poruszyć kilka tematów, które nurtuje moje czytelniczki. 
Z tego miejsca pozdrawiam osoby podczytujące, ale nie obserwujące publicznie bloga ani nie udzielające się w komentarzach - wiem, że Wy tam jesteście :) 

Dziś poruszę temat pędzli i akcesoriów, których używam z mniejszym lub większym powodzeniem do nakładania na twarz podkładów płynnych. Nie mówię tu o podkładach sypkich, mineralnych, ponieważ takowych nie używam. 


Muszę przyznać, że bardzo długo nakładałam podkład zwyczajnie palcami. Jednak sporo naczytałam się o tym, jak to podkład zmienia swoje właściwości pod wpływem ciepła palców i innych czynników typu pocieranie. Dlatego też postanowiłam się wreszcie przekonać do zmiany swoich nawyków. Jeśli ma mi to wyjść na lepsze, to dlaczego mam nie próbować? Metodą prób i błędów znalazłam swoje perełki. 


Jajko do nakładania podkładu Ebelin znam już ponad dwa lata. Od czasu do czasu wymieniam je na nowe. Nie używam go zbyt często, bo nie zawsze lubię ten "mokry" efekt na twarzy. Jednak taka gąbeczka nadaje się dobrze do nakładania płynnych, rzadkich podkładów o nieco mniej zwartej konsystencji. Gęstych podkładów nie polecam nią nakładać. Gąbka do nakładania podkładu firmy Ebelin doczekała się swojego czasu recenzji na moim blogu, więc osoby ciekawe odsyłam do nieco dłuższej i bardziej szczegółowej recenzji TUTAJ :) 
Gąbka zdecydowanie nie jest moim ulubionym akcesorium do nakładania podkładu. Używam jej wtedy, kiedy mam więcej czasu na makijaż, na mycie gąbki oraz kiedy używam nieco bardziej płynnego podkładu. Do używania nie zachęca mnie także to, że gąbki należy regularnie wymieniać. Biorąc pod uwagę moje rzadkie wizyty w drogerii DM bywa to nieco kłopotliwe.


Pędzel do pokładu flat top Hakuro H51 jest ze mną już do dobrych kilku lat. Lata używania widać już na trzonku pędzla, choć nie wygląda ona jeszcze jakoś tragicznie. Może też dlatego, że podobnie jak z gąbką - nie używam tego pędzla codziennie. Dlaczego? Wydaje mi się, że pochłania on bardzo dużą ilość podkładu. Mam takie wrażenie, że więcej podkładu zostaje między włosiem niż na mojej twarzy. Ponadto domywanie pędzla nie należy do najprzyjemniejszych. Muszę zawsze na umycie tego pędzla poświęcić sporo czasu i szamponu. Jednak gęste podkłady nakłada mi się nim dobrze. Kiedy wypracowałam swoją technikę, opanowałam jak nie robić sobie nim smug na twarzy, zaczęłam nawet czasami po niego sięgać. Jednak miłością wielką go nie darzę.


Pędzel Real Techniques z zestawu pędzli, któe zamówiłam jakiś czas temu na Dresslink.com
Z całego zestawu, ten pędzel eksploatuję najczęściej. Zdecydowanie jest to mój ulubieniec jeśli chodzi o pędzle do nakładania podkładu. Posiada miękkie, elastyczne włosie, nie jest zbyt mocno zbity, pranie go nie sprawia większych problemów. Posiadam go od maja 2016 roku i używam prawie codziennie, a z włosiem na razie nic się nie dzieje. Jedyne co ucierpiało, to napisy na trzonku.  Ze swojej strony serdecznie polecam, bo jest to pędzel uniwersalny. Bez problemu nakładam nim podkład na całą twarz, ale daje też radę rozprowadzić korektor pod oczami. Zdecydowanie to mój faworyt.


Tutaj możecie sobie porównać wielkość, gęstość i przycięcie włosia w pędzlu Hakuro oraz Real Techniques. Według mnie, kulkowe przycięcie pędzla Real Techniques sprawia, że jest on delikatniejszy i przyjemniejszy dla skóry twarzy niż Hakuro H51.


No i zostały mi jeszcze dwa pędzle języczkowe. Jeden z Eco Tools, a drugi to również Real Techniques z zestawu zamówionego na Dresslink.com
Niestety szybko przekonałam się, że pędzle języczkowe to nie jest rozwiązanie dla mnie. Być może nie potrafię ich dobrze używać, ale każdorazowo podczas próby nałożenia podkładu którymś z tych pędzli męczę się okropnie. Podkład zamiast osadzić się na twarzy migruje, rozmazuje się i tworzy nieestetyczne smugi. Próbowałam już te pędzelki zwilżać uprzednio wodą termalną, ale efekt był żaden. Nie sprawdzają mi się także do rozprowadzania korektora pod oczami. Jedyne do czego u mnie świetnie się nadają to nakładanie maseczek. W tej roli są niezawodne. I przynajmniej nie mam rąk ubrudzonych po łokcie podczas nakładania maseczek. Mój osąd - do podkładu nie, do maseczek tak.


Poznaliście moje akcesoria do nakładania podkładów na twarz. Już wiecie czego lubię używać, a po co nie sięgam. Teraz napiszcie mi, czym Wy lubicie nakładać podkład? Jakie akcesoria są waszymi ulubionymi, a co Was zawiodło?