22 września 2016

Makeup Revolution London Ultra Blush Palette Golden Sugar - pierwsze wrażenia.

Co prawda moda i szał związane z kosmetykami Makeup Revolution London mamy już dawno za sobą, ale ja dopiero teraz nabyłam pierwszy kosmetyk tej marki. Właściwie jest to, jak nazwa wskazuje, paleta róży do policzków. Jak się okazuje, to tylko teoretycznie są róże, bo praktycznie znajdziemy tam zarówno róże jak i brązery, a także rozświetlacze. Wiedziałam o tym wcześniej, bo zrobiłam dokładny research i nie chciałam kupować niczego "w ciemno".


Paleta zapakowana jest w elegancki, czarny kartonik opatrzony złotymi opisami, na którego odwrocie znajdujemy zdjęcie wszystkich ośmiu róży. Pewnie dlatego na stanowisku Makeup Revolution w Rossmannie nie znalazłam żadnych testerów produktów. Muszę przyznać, że kolory są idealnie oddane i pokrywają się z zawartością palety.


Sama paleta jest z czarnego, solidnego plastiku oraz jest zaopatrzona w duże lusterko, przy użyciu którego można wykonać cały makijaż. To, że opakowanie jest czarne w połysku ma zarówno wady jak i zalety. Zaletą jest to, że paleta wygląda bardzo ładnie, minimalistycznie i poniekąd elegancko. Minusem jest to, że na opakowaniu widać każdy okruszek, brud i odciski palców. Więc po każdym wykonanym makijażu przy użyciu palety Makeup Revolution dobrze jest ją przetrzeć chusteczką nawilżaną, bądź choćby tylko wacikiem kosmetycznym z odrobiną toniku lub płynu micelarnego.

Paleta Makup Revolution London Ultra Blush zawiera osiem "róży" o całkowitej wadze 13g. Jej ważność to rok od momentu otwarcia. Nie wiem jednak czy nawet przy codziennym używaniu będę w stanie ją przez rok do końca zużyć.
Wiele osób twierdzi, iż paleta nie nadaje się do używania na dzień. A ja wręcz przeciwnie - używam jej do dziennego makijażu. Mimo wykończeń o których zaraz opowiem, twierdzę, że używanie z umiarem i delikatną ręką tych róży nawet do dziennego makijażu może być świetnym pomysłem.


Przechodząc do poszczególnych kolorów chcę także krótko opisać ich konsystencję, wykończenie oraz trwałość.
Idąc od górnego rzędu, od lewej strony, napotykamy jako pierwszy jasny, prawie biały, perłowy rozświetlacz. Ma suchą, sypką konsystencję i lubi się osypywać, ale za to jest bardzo mocno napigmentowany. Należy obchodzić się z nim ostrożnie i z wyczuciem. Jest bardzo trwały i przez cały dzień trzyma się na twarzy.
Zaraz obok rozświetlacza znajduje się jasnoróżowy, satynowy róż. Zdecydowanie świetny odcień dla kobiet o jasnej karnacji. Przyznam, że używam go prawie codziennie i bardzo podoba mi się efekt jaki daje na policzkach. Podobnie jak rozświetlacz jest raczej suchy i sypki, więc może nieco pylić.
Kolejny odcień to wpadający w fiolet, stonowany róż. Również jest bardzo ładny, satynowy, ale już jakby troszkę mniej napigmentowany. Niemniej jednak jestem z niego także zadowolona, bo jest to nieco chłodniejszy odcień i na jasnej cerze wygląda bardzo korzystanie.
Ostatni w górnym rzędzie to złoto-brązowy rozświetlacz, którego można używać także latem do ocieplenia cery. Ja na razie nie znalazłam dla niego zastosowania, jednak na śniadej cerze powinien wyglądać naprawdę ładnie. Jest to produkt nieco bardziej mokry, jakby kremowy, w związku z czym nie powinien się osypywać.


Dolny rząd w palecie jest nieco mniej oczywisty jeżeli przyjrzeć się kolorom produktów.
Pierwszy od lewej strony to satynowy rozświetlacz o uroczym, szampańskim kolorze. Niebanalny, pozbawiony zbędnych drobinek. W konsystencji suchy, pigmentację ma świetną, więc należy być z nim ostrożnym.
Kolejny odcień to perłowy róż. Klasyczny, intensywny, aczkolwiek równie jak mocno napigmentowany tak też równie mocno błyszczący. Dla fanek silnego blasku, moim zdaniem idealny do makijażu wieczorowego. Suchy, acz niepylący się uroczy róż.
Trzeci w kolejce jest produkt trudny do zdefiniowania. Miedziano-rudy, perłowy cudak być może nada się do śniadej cery jako róż, jednakże nie było dane mi tego sprawdzić. Przyznam, że widzę go jednak jako cień do powiek, bo w tej roli powinien być idealny,
Ostatni produkt to definitywnie matowy, ciepły brązer. Ktoś nie lubiący ciepłych brązerów pewnie byłby niezadowolony, jednak ja już go wypróbowałam i stwierdzam, że nadaje się także do konturowania twarzy. Ale uwaga! Jest bardzo mocno napigmentowany i trzeba mieć z nim wyczucie, bądź poświęcić nieco więcej czasu na rozcieranie go pędzelkiem.


Co mogę powiedzieć podsumowując całą paletę? Że jestem zadowolona z niej i używam jej od dnia zakupu codziennie. Wiedziałam po co sięgam, na co się decyduję i zakupu nie żałuję. Pewnie ze dwa róże będą przeze mnie tylko sporadycznie używane, ale dla pozostałych znalazłam już odpowiednie zastosowanie. Pewnie część z Was zna już produkty marki Makeup Revolution London, ale czy znacie tą paletkę? Dajcie koniecznie znać i napiszcie jak się Wam podoba.

18 września 2016

Dodatki do niemieckich czasopism | Październik 2016

Kolejna odsłona dodatków do niemieckich czasopism. Ktoś może pomyśleć, że rzucam się niczym hiena na gazety w których widzę jakikolwiek dodatek. Otóż nie, zawsze filtruję wszystko dokładnie, zwracam uwagę na to, czy dany produkt do czegoś mi się przyda, czy daną gazetę przeczytam, czy raczej wyjmę dodatek i ją wyrzucę. Tym razem również dobrze przemyślałam sprawę zanim sięgnęłam po te gazety, bo nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto.


Jako pierwszy wpadł mi w ręce miesięcznik Petra. Czasopismo znam już, wiem czego się po nim spodziewać i wiem, że zawsze znajdę w nim jakiś interesujący artykuł. Może nie jest to pismo najwyższych lotów, ale dla odprężenia się można je przewertować. Dodatkiem w tym miesiącu jest balsam do ciała Rituals z serii The Ritual of Dao o pojemności 70ml, czyli pełnowymiarowy produkt. Przyznam, że do tej pory nie miałam żadnego produktu Rituals i uważam, że jest to świetna okazja do zapoznania się bliżej z marką. 

Za miesięcznik Petra z dodatkiem zapłacimy dokładnie 3,20€. Sam balsam do ciała na stronie Rituals kosztuje 6€. Więc tutaj praktycznie za połowę tej ceny mamy i balsam i pismo. 

Dla mnie pojemność 70ml jest wręcz idealna. Bo o ile nie lubię balsamów do ciała, to taką niedużą tubkę jestem w stanie zużyć, w ostateczności nawet jako krem do rąk. Co prawda zapach balsamu jest nieco specyficzny, ale z kolei nie jest bardzo intensywny, więc na dłuższą metę nie męczy. Konsystencja jest treściwa, nie wodnista i za to duży plus. Uwielbiam produkty do ciała, które są gęste i nie przelewają się przez palce.


Drugi miesięcznik z dodatkiem to Glamour. Tym razem dodatkiem nie jest kosmetyk, a karta zniżkowa na zakupy w wybranych sklepach. Zazwyczaj bywa tak, że karta obowiązuje w trakcie danego weekendu, a tutaj mamy o tyle wydłużony czas trwania promocji, że zakupy ze zniżkami możemy zrobić od 30.09. do 08.10.2016. Więc mamy sporo czasu i możliwości.A jako, że to u mnie akurat okres krótko po wypłacie, to może zaopatrzę się w kilka rzeczy z myślą o okresie jesiennym.

Jeżeli natomiast chodzi o samo Glamour, to za tym pismem specjalnie nie przepadam z powodu stosunku ilości reklam do merytorycznych artykułów. Ale obiecuję sobie, że kiedyś wieczorem przewertuję sobie ten miesięcznik strona po stronie. Zawsze można tam poszukać jakichś inspiracji modowo-urodowych. Cena Glamour z kartą rabatową to 2,90€.


To tyle z ciekawszych dodatków w czasopismach na nadchodzący miesiąc. Cieszę się z zakupu, na pewno powyższe dodatki odpowiednio wykorzystam. Jestem również ciekawa jak prezentują się aktualnie dodatki w polskich czasopismach. Czy można tam znaleźć jakieś perełki? Dajcie koniecznie znać co Wy ostatnio upolowałyście, jakie pisma i dodatki?

16 września 2016

Stylowa świeczka DIY

Do wykonania niektórych projektów DIY długo dojrzewam, do innych długo szukam odpowiednich materiałów. Tak właśnie było tym razem. Wymarzyłam sobie śliczną świeczkę w zgrabnej, stylowej filiżance. Ale znalezienie odpowiedniej filiżanki, a następnie świeczki było nie lada wyzwaniem. Na szczęście z pomocą przyszedł mi pchli targ, na którym można znaleźć prawdziwe perełki. I udało mi się, znalazłam i zapłaciłam za nią całe 2€. 


Wykonanie jest naprawdę dziecinnie łatwe, a efekt końcowy co najmniej zadowalający. Wszystko czego potrzebowałam do stworzenia swojej świeczki to:
- filiżanka
- świeczka z której można swobodnie wyjąć knot
- tarka z drobnymi oczkami do starcia świecy
- garnek z wodą do stopienia wosku w kąpieli wodnej


Ze świeczki wyjęłam knot, na razie go nie przycinałam, ale włożyłam w środek filiżanki. Świecę starłam na tarce o drobnych oczkach do miseczki. Miseczkę ułożyłam na garnku z gotującą się wodą i w kąpieli wodnej rozpuściłam starty wosk. Kiedy masa była już całkowicie płynna wlałam ją do filiżanki do pożądanej wysokości, przytrzymując knot. Poczekałam do wyschnięcia i gotowe! 


Kiedy wosk w filiżance wystygł i był odpowiednio twardy przycięłam wystający knot. Przyznam, że cały proces trwał może 30-45 minut i świeczka była gotowa. Taka zabawa nie wymaga zbyt wiele wysiłku ani pracy, a efekt końcowy może być naprawdę niezły. Tego typu świece można również wykonywać w słoikach i innych szklanych pojemnikach. Wystarczy puścić wodze fantazji i można tworzyć nawet kilku-kolorowe świece. 


Przyznam, że bardzo lubię sama tworzyć dodatki tego typu, ponieważ mam pewność, że nikt inny nie będzie mieć takiej samej rzeczy u siebie. W dzisiejszych czasach, kiedy Ikea wiedzie prym, większość mieszkań wygląda jak z ich katalogu, takie dodatki nadają wnętrzom charakteru. Wystarczy zajrzeć do babci, mamy, poszukać materiału, poświęcić chwilkę i oryginalny dodatek gotowy. 


Koniecznie dajcie znać, czy mój pomysł się Wam spodobał. A może spróbujecie stworzyć coś podobnego? Jestem ciekawa jak zapatrujecie się na takie dodatki. Przy okazji zapraszam Was na moje media społecznościowe, gdzie ostatnio częściej się pojawiam i pokazuję także inne, ciekawe rzeczy :) 

2 września 2016

Płatki hydrożelowe pod oczy - efekt liftingu w 20 minut?

Dzień dobry Kochani!
Ostatnio pojawiało się na blogu mało informacji na temat produktów, które są dostępne w Polsce. Jednak mimo iż mieszkam w Niemczech, to przynajmniej raz, dwa razy w roku jestem też w Polsce i zdarza mi się tam kupować kosmetyki. Dziś opowiem kilka słów o płatkach hydrożelowych pod oczy, których kilka opakowań przywiozłam właśnie z Polski.


Efektima płatki hydrożelowe pod oczy na bazie ekstraktu z czerwonego wina mają za zadanie rozjaśniać cienie pod oczami, korygować drobne zmarszczki oraz zapobiegać powstawaniu nowych. Koszt takiego opakowania, w którym znajdują się dwa płatki to około 6zł. Producent zaleca stosowanie płatków 2 razy w tygodniu, każdorazowo trzymając je 20 minut pod oczami.


Stosowałam te płatki w stanach wysokiego zapotrzebowania, czyli na przykład kiedy byłam zmęczona, niewyspana, a skóra pod oczami potrzebowała szczególnego nawilżenia. Muszę przyznać, że płatki są bardzo mocno nawilżone, od razu po nałożeniu pod oczy odczuwalny jest efekt chłodzenia. Pewnie ma na to wpływ duża ilość nakładanego wraz z płatkami chłodnego płynu. O dziwo płatki twardo trzymały mi się pod oczami przez całe 20 minut, nie ześlizgiwały się, nie migrowały po twarzy. Nie wiem czy to ze względu na budowę mojego oka i oczodołu, czy taką mają specyfikę. 

Po zdjęciu płatków skóra była widocznie nawilżona oraz rozjaśniona. Nie mam cieni ani worów pod oczami, więc tutaj nie miały dużego pola do popisu. Ale mimo to byłam bardzo zadowolona, bo efekt widziałam gołym okiem, a ponadto skóra w dotyku była naprawdę miękka i przyjemna. Nie zareagowała żadną alergią ani zaczerwienieniem, nie była podrażniona, a wręcz przeciwnie. Jestem pozytywnie zaskoczona, że po 20 minutach można uzyskać tak przyjemny efekt sprężystej skóry i świeżego spojrzenia.


Zdecydowanie polecam Wam wypróbowanie tych płatków, bo za niewielką cenę możemy mieć naprawdę dobry produkt. Świetnie nada się zarówno do regularnego stosowania, ale także jako jednorazowa kuracja po ciężkiej nocy lub przed ważnym wyjściem. Ja jestem pewna, że kiedy będę w Polsce, zajrzę do Rossmanna i zaopatrzę się w solidny zapas tych płatków. 

Jeżeli znacie ten produkt, to dajcie koniecznie znać jak się u Was sprawdził. A może znacie inne płatki hydrożelowe godne polecenia? Dajcie znać, na pewno się rozejrzę! Buziaki!