21 maja 2015

Foto mix | Kwiecień 2015

Hurra! Wreszcie jest maj! To nic, że praktycznie zostało nam półtora tygodnia tego miesiąca... Uwielbiam ten maj z wielu różnych powodów. Nie to, że urodziłam się w maju, ale między innymi kocham zapach bzu, świeżą zieleń traw i drzew, pierwszy zapach koszonych traw, ciepłe słońce i wiosenne burze. Tak, burze też. Ale żeby nie zachwycać się tylko majem podsumuję kwiecień, bo też się sporo działo. Święta wielkanocne, nasza rocznica ślubu i moje pierwsze zabawy z decoupage. Zobaczcie sami! 


Tak duże opóźnienie z tym wpisem jest efektem wpływu kilku czynników. Między innymi spontaniczny urlop i wypad do Polski na kilka dni, trochę zmian w życiu prywatnym oraz brak czasu. Mam jednak nadzieję, że niedługo uda mi się nieco ożywić bloga, ale nie chcę na razie zapeszać ;)


Moim małym pochłaniaczem czasu stało się decoupage. Taka forma zdobienia przedmiotów niesamowicie do mnie przemawia. Można nadać duszę nawet zwyczajnym puszkom po konserwach, czy starym meblom. Co prawda wymaga to nieco czasu, cierpliwości i zaangażowania, ale efekty są bardzo satysfakcjonujące. Ja co prawda dopiero się uczę, ale niesamowicie się wkręcam.


Moje pociechy cały czas mnie zaskakują. A to leniwie zerkają na mnie z kanapy, a to knują coś schowane w szafkach, a to wylegują w promieniach słońca. Uwielbiam te moje futrzaki i po urlopie jak na skrzydłach do nich wracałam. Wszędzie dobrze, ale z kotami najlepiej :)


Małe przyjemności, czyli pierwsze ciepłe dni, nowy odkryty zapach, czy ulubiony program w telewizji umilały mi kwietniowe dni. Żałuję tylko, że skończyły się już moje ulubione programy, czyli Hell's Kitchen oraz Top Chef. Z niecierpliwością czekam na kolejne sezony.


W drugą rocznicę ślubu mąż przywitał mnie pięknym bukietem kwiatów. Szkoda, że został zdewastowany przez koty w wyniku czego musiał wylądować w koszu. Cóż...nie można mieć wszystkiego ;)
Z kolei po świętach wielkanocnych i błogim lenistwie niesamowicie cieszyłam się, że wreszcie jadę do pracy. Z radości aż pstryknęłam sobie fotkę w samochodzie ;) Chyba jednak lenistwo mi nie służy...

3 maja 2015

Trampki i dres, a ... kobiecość???

Która z nas, kobiet, nie pragnie czuć się i wyglądać kobieco? Czym jest właściwie kobiecość? Jakie są jej wyznaczniki? Można pokusić się o stwierdzenie, że ile osób, tyle jest definicji kobiecości. Trudno jest się we wszystkie wpasować i wszystkim dogodzić. Dla jednych kobiecość to styl ubierania się, dla innych kobiecość to gesty i mimika, a jeszcze dla innych kobiecość może objawiać się jakimś specyficznym błyskiem w oku. 
Ale ja dzisiaj chcę zająć się innym zagadnieniem, a mianowicie tym, czy kobieta nosząc trampki, czy inne obuwie sportowe, lub też odzież sportową może być kobieca? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Bo ja bardzo często. Zwłaszcza kiedy wczoraj pakowałam swoje półbuty, szpilki i inne kozaki w torby i wynosiłam je do piwnicy, zostawiając do noszenia tylko parę trampek, adidasów i balerinek. Kilka myśli nasunęło mi się do głowy, a swoimi spostrzeżeniami chcę się dzisiaj z Wami podzielić. 


To, co sprawia, że kobietę klasyfikujemy jako mało kobiecą lub też bardzo kobiecą, trudno jest opisać krótko i zwięźle. Na kobiecość składa się wiele czynników, między innymi to, czy kobieta dba o siebie, czy wygląda schludnie i jaki ma ona stosunek do otaczającego ją świata. Trudno uznać za kobiecą osobę zaniedbaną, w wygniecionych ubraniach, z obdrapanymi paznokciami, a do tego wulgarną. Ale czy noszenie trampek i dresu także dyskwalifikuje kobiecość?


Za bardziej kobiece uważam noszenie czystych trampek (które swoją drogą są niezwykle wygodne), niż człapanie w szpilkach, kiedy kompletnie nie potrafi się w nich chodzić, lub które niemiłosiernie obcierają stopy. Z dwojga złego bezpieczniej i wygodniej, a co za tym idzie - pewniej, czuje się kobieta w obuwiu sportowym. Owszem, buty na obcasie pięknie wysmuklają nogi, ale czy trzeba mieć smukłe i długie nogi, żeby prezentować się kobieco? Nie zawsze. 


Przyjemnie patrzy się na kobiety w spódniczkach, sukienkach, ale wiele z nas stawia jednak na wygodę i sięga po nieco inne części garderoby. Jednak czy należy wieszać psy na dresie, czy zwykłej wygodnej bluzie z kapturem? Widziałam sporo kobiet, które nosząc dres i sportowe obuwie tryskały wręcz kobiecością. Wiele z nich miało delikatny makijaż, świeże włosy i promieniały, przyciągały wzrok.
Dlatego też jestem skłonna twierdzić, iż nie nasz strój, a usposobienie i schludność mają wpływ na to, czy jesteśmy postrzegane jako kobiece. Bo nie sztuka założyć szpilki, spódniczkę typu mini, dekolt do pępka i obnosić się tym co nam natura dała. Łatwo w ten sposób zahaczyć o kicz, tandetę, a nawet wyglądać wulgarnie.
Kobiecość rządzi się swoimi prawami, jednak nie dajmy się zwariować i nie traktujmy sukienki i czerwonej szminki jako atrybutów kobiecości. Nie zawsze trzeba wyglądać jak z obrazka, żeby nią emanować.