19 kwietnia 2015

O zaletach kotów | Subiektywnym okiem.

Jedni mają kota na punkcie swoich dzieci, inni mają kota na punkcie swojego samochodu, a ja mam kota na punkcie swoich kotów. Staram się nie uprzykrzać życia swoim znajomym z tego tytułu i nie opowiadam godzinami o swoich kotach, więc uważam swojego bzika za mało szkodliwego dla otoczenia. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać skąd ta moja ogromna miłość i wysnułam kilka wniosków. Koty są łatwe w obsłudze. I są indywidualistami. Mają swój świat. Jak ja.

  1. Koty są czyste, nie śmierdzą, nie trzeba ich kąpać. Higieną swojego futra zajmują się nawet 2 godziny w ciągu doby. Czyli więcej niż niektórzy ludzie w ciągu całego tygodnia.
  2. Załatwiają się do kuwety, nie trzeba ich wyprowadzać na smyczy, żeby załatwiły swoje potrzeby. Nie obsikują każdego napotkanego drzewa.
  3. Nie ma na świecie piękniejszej muzyki niż kocie mruczenie. Ta kocia muzyka wspaniale odpręża, relaksuje i uspokaja. Nie to, co chrapanie męża co wieczór.
  4. Mało prawdopodobne jest, że Twój kot kogoś dotkliwie pogryzie. No chyba, że trafisz na jakiś felerny, agresywny egzemplarz, albo kupisz sobie tygrysa bengalskiego.
  5. Koty mogą robić nocą za dobry termofor. Lubią wylegiwać się w okolicach stóp, lub głowy. Dla zmarzluchów świetna opcja! Do tego taki futrzasty termofor jak bardzo przyjemny w dotyku :)
Nie liczę na to, że kogoś tym wpisem przekonam do kotów na tyle, że natychmiast zapragnie zaopiekować się jakimś bezdomnym futrzakiem. Ale może chociaż ktoś zastanowi się trzy razy zanim powie coś przykrego na ich temat. Bo to naprawdę kochane stworzenia.

7 kwietnia 2015

Rodzynka po godzinach cz.2. | Decoupage.

Zawsze powtarzam, że mam dobrą pamięć, ale za to krótką. Tutaj moja pamięć spłatała mi tak ogromnego figla, że kompletnie zapomniałam o serii wpisów zapoczątkowanej jeszcze w 2012 roku. Tak, nic dodać nic ująć. Skleroza. 
Wracając do tytułu wpisu, zapraszam Was do mojego świata w który uciekam po wyłączeniu laptopa, telewizora i zamknięciu się przed wszystkimi w kuchni. Dlatego w kuchni, bo tylko tam mam odpowiedni stół potrzebny do tworzenia swoich małych dzieł.


Stosunkowo niedawno, bo jakoś przed Wielkanocą kupiłam sobie klej do decoupage oraz kilka ciekawych serwetek. Miałam zamiar tą metodą ozdobić jajka świąteczne. No ale nie byłabym sobą, gdybym nie przewertowała wcześniej internetu w poszukiwaniu inspiracji. W ten sposób znalazłam cały ogrom pięknych butelek, szkatułek, słoiczków zdobionych metodą decoupage. Przepadłam i zapragnęłam tworzyć takie cuda. Poszukałam kursów na You Tube i zgłębiałam tajniki tej metody. 


Co prawda jestem dopiero początkująca, ale za to pełna zapału :) W głowie kotłuje mi się milion pomysłów, tylko materiałów do wykonania mi brakuje ;) I możecie mi wierzyć na słowo, że do decoupage nie trzeba mieć żadnych specjalnych zdolności. Wystarczy pomysł, odrobina cierpliwości i odpowiednie materiały. A potem to już z górki. Swoją drogą takie gadżety ręcznie zdobione mogą okazać się świetnym pomysłem na prezent dla kogoś!


Odnośnie materiałów, to ja mam na (nie)szczęście bardzo blisko sklep z wyposażeniem dla "plastyków". Zawsze kiedy tam wchodzę, to po prostu wariuję i mam ochotę wynieść ze sobą połowę produktów ;) Póki co zaopatrzyłam się w dwie tubki farb akrylowych, pękacz i klej do decoupage. Klej jest jednocześnie też lakierem, więc nie muszę swoich wytworów dodatkowo lakierować. No i oczywiście potrzebne są serwetki! Zawsze mam jakieś w domu, ale raczej słabo na nich ze wzorami, więc dokupiłam sobie kilka pojedynczych serwetek. Pędzle już jakieś tam w domu miałam, do nakładania kleju najlepiej jest mieć szerszy pędzel, który od razu pokryje sporą powierzchnię naklejanej serwetki klejem.


Dajcie znać, czy bawiłyście się kiedyś w wycinanie i naklejanie serwetek, czy nie jest to dla Was nic interesującego. Mam nadzieję, że u mnie nie będzie to tylko słomiany zapał i uda mi się jeszcze co najmniej kilka rzeczy ozdobić tą metodą. Przyznam, że strasznie podobają mi się wszelkie świeczniki, wazoniki, ale to dla mnie chyba jeszcze zbyt trudne. Na pewno na bieżąco będę Wam pokazywać kolejne moje tworki-potworki na Instagramie, bądź Facebooku, więc śledźcie mnie tam uważnie!

1 kwietnia 2015

Foto mix | Marzec 2015

Serio już jest kwiecień? Trudno jest mi się przyzwyczaić do myśli, że już kwiecień, bo pogoda za oknem nie wskazuje wiosny ;) Niemniej jednak początek nowego miesiąca równa się z podsumowaniem poprzedniego. Marzec był długi, pozytywny, ale nie będę się rozpisywać - zapraszam na małą porcję zdjęć :) 


1. Kociaste. 
Moi współtowarzysze niedoli, którzy poprawiają mi codziennie humor :) Nie obejdzie się bez codziennej porcji miziania, drapania i psot. Armin odkrył, że umywalka jest wygodniejsza od wanny i skutecznie uniemożliwia mi korzystanie z niej. Fizia za to niemal świeci przykładem i zamiast rozrabiać woli sobie smacznie pospać ;)


2. Żarełko. 
Ciasteczka z pieczątkami sprawiły mi wiele frajdy podczas ich tworzenia, ale i cieszyły oko już po wyjęciu z piekarnika. Wreszcie wypróbowałam swoje nowe stempelki! Dla ciekawych - kupiłam je w sklepie KIK, zestaw zawiera jedną rączkę i trzy wymienne, silikonowe końcówki. 
Tort z ananasowym motywem upiekłam dla męża. Nie wyglądał zbyt profesjonalnie, ale grunt, że było nieco bardziej kreatywnie ;P 


3. Beauty. 
Nieco słońca zmotywowało mnie do intensywniejszego zadbania o siebie. Nie żebym chodziła jakaś zapuszczona, ale tak żywych kolorów na paznokciach zimą nie noszę. No i przypomniałam sobie o tym, że dawno nie traktowałam mojej twarzy maseczkami. Teraz nadrabiam stracony czas i zaległości w tym temacie ;)


4. Wiosna! 
Przygotowania do sezonu wiosennego zaczęłam od zakupu czegoś typowo na wiosnę - zwyczajna koszulka w jasnym, pozytywnym kolorze. 
Notka na blogu z wiosennym manicure w starej jeszcze odsłonie bloga. Jeśli jeszcze nie widziałyście tego pastelowego gradientu, to odsyłam TUTAJ :) 
A i u mnie w mieszkaniu zmieniam wystrój na nieco bardziej wiosenny. Tutaj widzicie tylko tablet z kryształkami i świeczkami, ale właśnie pracuję nad innymi ozdobami DIY - u mnie nie mogłoby być inaczej ;)