24 lutego 2015

Ulubione akcesoria kosmetyczne. Moja topowa 5.

Prawie cały czas piszę o kosmetykach, recenzuję je, opowiadam jak działają, poświęcam im wiele uwagi. Ale dla blogerki poniekąd kosmetycznej nie tylko same kosmetyki są istotne. Istnieje także wiele akcesoriów, które ułatwiają nam życie. Po głębszym zastanowieniu uznałam, że jest ich całkiem sporo, ale spośród wszystkich postanowiłam wybrać swoich ulubieńców. Moją topową piątkę akcesoriów z którymi trudno byłoby mi się rozstać. Pomijam tak oczywiste rzeczy jak pęseta czy pędzle do makijażu, bo tego typu rzeczy ma chyba każda kobieta i nie są zbyt ciekawymi wynalazkami. 


1. Szczotka do masowania ciała.
Szczotka, którą kupiłam w Rossmannie i była stosunkowo tania (ok.3€ = ok.12zł), a okazała się bardzo przydatnym wynalazkiem. Nadaje się do szczotkowania ciała zarówno na sucho, jak i podczas kąpieli. Ja używam jej tylko na mokro i muszę przyznać, że świetnie zastępuje wszelkie peelingi. Wystarcza mi mydło czy też żel pod prysznic i tą szczotką masuję ciało. Ważne, żeby nie przesadzać z naciskiem, bo można się nieźle podrapać ;) No i szczotkę trzeba każdorazowo dobrze wysuszyć. Ja suszę ją na kaloryferze. Wiadomo, że wilgotna szczotka może być niezłym siedliskiem bakterii, więc warto o nią dbać.


2. Grzebyk do rzęs Inglot.
Miałam już wiele różnych grzebyków do rzęs, a głównie były to grzebyki plastikowe, które średnio bądź w ogóle się nie sprawdzały. Ten metalowy grzebyk od Inglot jest natomiast świetny, dobrze rozdziela i rozczesuje moje rzęsy. Ponadto łatwo się go czyści - wystarczy przetrzeć go wacikiem nasączonym płynem micelarnym i gotowe. No i co ciekawe zajmuje mało miejsca, bo jest składany. Zmieści się nawet do najmniejszej kosmetyczki :) Mam ten grzebyk już dosyć długo, nic się z nim nie dzieje niepokojącego i mam nadzieję, że jeszcze długo mi posłuży w takim stanie. Jeśli szukacie dobrego grzebyka, to pędźcie czym prędzej do sklepu Inglot.


3. Słynna szczotka do włosów Tangle Teezer.
Od dawna cieszy się dobrą sławą, a ja choć byłam sceptycznie nastawiona, to jednak w końcu uległam i skusiłam się na jej zakup. Było to dobre posunięcie. Mimo iż mam włosy proste z natury, to mają okropną tendencję do plątania się. Tradycyjne grzebyki i szczotki tylko szarpały mi włosy i nie radziły sobie z rozczesywaniem kołtunów, a Tangle Teezer daje im radę. Mam go już jakieś dwa lata, ząbki powoli zaczynają się wyginać, a ja już myślę nad zakupem kolejnej szczotki, może tym razem kompaktowej.


4. Turban do suszenia włosów.
Niby wystarczyłby zwyczajny ręcznik do owinięcia mokrych włosów, ale taki turban jest o wiele wygodniejszy. Swoje pierwsze turbany kupiłam na jakiejś chińskiej stronie internetowej, a teraz mam śliczny turban z mikrofibry zakupiony w Primarku. Turban uszyty jest tak, żeby wygodnie można było zawinąć w niego włosy, a guziczek i pętelka ułatwiają utrzymanie konstrukcji w ryzach. Z ręcznikami miałam zawsze ten problem, że odwijały mi się w najmniej oczekiwanym momencie, a ten turban trzyma się mocno głowy. Polecam wypróbować na swoich włosach. Na pewno będziecie zachwycone :)


5. Bawełniane rękawiczki.
Te z Was, które mają problemy z bardzo suchymi dłońmi powinny się koniecznie zaopatrzyć w takie rękawiczki. To mój totalny hit jeśli chodzi o pielęgnację rąk. Na noc lubię nałożyć na dłonie grubą warstwę treściwego kremu i założyć takie rękawiczki. Rano skóra jest jedwabiście gładka i miękka, a ja nie mam pościeli ubrudzonej kremem. Oczywiście trzeba często je prać (ja piorę je ręcznie w płynie do prania).


A jakie są Wasze ulubione akcesoria kosmetyczne? Podzielcie się swoimi ulubieńcami, chętnie podkradnę jakieś pomysły :) A może są to te same akcesoria, które podbiły moje serce? Dajcie znac jak to u Was wygląda :)

9 lutego 2015

Foto mix | Styczeń 2015.

To nic, że jest już prawie połowa lutego. To nic, że z braku czasu panował na blogu zastój. I to nic, że w przyszłym tygodniu znów będzie tutaj cisza jak makiem zasiał ;) Grunt, że wreszcie udało mi się podsumować styczeń! :D 
Wracając do tematu mojej nieobecności tutaj, to od piątku będę w Polsce, zostajemy tam tydzień i w tym okresie nie będę mieć czasu na działalność internetową. Po powrocie będę działać z podwójną siłą :D

Zimne ognie to coś, co zawsze sprawia mi ogromną radość :) Wiem, że brzmi to jakbym była dzieckiem, ale polecam Wam także cieszyć się małymi rzeczami! Niby takie błahostki, a potrafią skutecznie poprawić humor. 
Kolejną "osóbką", która zawsze wprawia mnie w dobry nastrój to moja Fizia :) Nawet po najgorszym, najcięższym dniu ten słodziak sprawia, że zapominam o wszystkim co mnie spotkało w ciągu dnia. 
A na rozgrzewkę i relaks w kąpieli polecam sól do kąpieli Isana. Zapach mandarynkowy jest fenomenalny! Cała łazienka pachniała słodkimi mandarynkami <3

Grunt, to od czasu do czasu nieco się rozpieszczać. Byle nie zbyt często, bo potem kończy się to nadprogramowymi kilogramami (jak w moim przypadku)...
Nawet nie wiecie jak bardzo zazdroszczę kotom, że ich życie jest takie lekkie, przyjemne, skupia się na spaniu, jedzeniu, męczeniu swoich właścicieli i zabawie. Nie ma to jak beztroskie życie ;) 
Na niepogodę i szaro-bure widoki za oknem nie ma nic lepszego niż świece. Od razu mam wrażenie, że w mieszkaniu jest jakoś tak...cieplej :) 


Taki mamy klimat, powiadacie? Jakaś nietypowa ta zima. Z dzieciństwa pamiętam jak jeszcze bawiliśmy się w zaspach, jeździliśmy na sankach, na łyżwach... Z jednej strony fajnie, że zimy zelżały, ale z drugiej strony co te dzieciaki robią teraz w czasie ferii zimowych??? 
Tjaaa, a pisanie notek na bloga to u mnie nieraz ciężka walka z kotą ;) Ja chcę pisać, a ona stara mi się to uniemożliwiać. Czasami się poddaję i wywieszam białą flagę - teraz już wiecie dlaczego tak rzadko do Was piszę??? :D

A tu jeszcze dwa smakołyki z mojego stołu. 
1. Pasta z tuńczyka - rozsmakowaliśmy się w niej strasznie i ostatnio często ją przygotowuję. Zwłaszcza, że trwa to chwilkę, a smakuje wyśmienicie :)
2. Coś dla smakoszy wątróbki :) Ciekawe czy znajdą się tutaj jacyś wielbiciele tego dania. Tym razem pokusiłam się o przygotowanie wątróbki z pieczarkami. I muszę przyznać, że smakuje fenomenalnie. To chyba moja ulubiona wersja wątróbki jaką dotychczas jadłam.