30 kwietnia 2014

Przybyło w kwietniu.

Ten miesiąc obfitował w nieco bardziej pokaźne zakupy. Niestety złośliwość rzeczy martwych sprawia, że większość kosmetyków kończy swój żywot w tym samym czasie. Kilka rzeczy kupiłam z czystego "chciejstwa", inne z potrzeby. Niżej zobaczycie co i dlaczego ;) 


Niestety o kilku rzeczach zapomniałam podczas robienia zdjęć i tym sposobem pominięta została farba do włosów, micel, waciki i lakier do włosów ;) Nic straconego, bo waciki i lakier to nic ciekawego, micel pewnie doczeka się pełnej recenzji, a farba też zostanie uwieczniona w oddzielnej notce. Tak się składa, że po kilku latach wstrzemięźliwości w farbowaniu skusiłam się na delikatną zmianę koloru i już wiem, że na tym jednym razie się nie skończy ;) No ale o tym już opowiem innym razem.


1. Klasyka gatunku - żele pod prysznic Isana. Póki co czekają na swoją kolejkę, ale lubię mieć zapach kapielowych umilaczy. 


2. Szampon Alterra, który świetnie mi służy oraz kremowy żel pod prysznic Dove. Z obu kosmetyków jestem zadowolona i mogę szczerze polecić :)


3. Micel Nivea. Byłam go bardzo ciekawa, a nieco mnie rozczarował. Niestety nie domywa makijażu do końca, nawet tego lekkiego, codziennego. Ma u mnie minusa.


4. Krem do rąk Synergen. Potrzebowałam na szybko jakiegoś kremu do torebki. To zasugerowałam się węchem i obietnicą zapachu "choco-berry". Jak za tak niską cenę (ok.0,70Euro) nie będę wymagać zbyt wiele ani narzekać. Coś tam z dłońmi robi i ciekawie pachnie :) 


5. Maski do włosów Lavera. Na razie zużyłam jedną, ale nie zachwyciła mnie specjalnie. Z moimi włosami zbyt wiele nie zrobiła, ale dam jej jeszcze tą drugą szansę na zrehabilitowanie się ;)



6. Mydełka Alterra. Nie wyjdę z Rossmanna bez tych mydełek. Teraz Alterra zmieniła nieco szatę graficzną oraz wprowadziła nowy zapach - drzewo sandałowe. Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła na wypróbowanie. Ciekawe czy pobije moich ulubieńców.


7. Najświeższy zakup - żel do mycia twarzy Rival de Loop. Mój żel dokonuje żywota, więc ciekawe jak ten się spisze. Widzę, że to jakaś limitka, więc tym bardziej jestem niecierpliwa i czekam na pierwsze użycie!


8. Kolejny szampon Alterra, tym razem do włosów farbowanych. Pokładam w nim nadzieje, bo do tej pory szampony Alterra świetnie mi służyły.


9. Pomadka do ust Alterra Shining Kiss. Fajny wynalazek, który na pewno bliżej Wam jeszcze pokażę. Nie dość, że nawilża usta, to jeszcze nadaje im ładny połysk i delikatny kolor. 


10. Sole do kąpieli Dresdner Essenz. Jeśli chodzi o kosmetyki kąpielowe, to jest druga firma zaraz za Kneipp, których produkty uwielbiam. Szeroka gama zapachowa, świetna jakość - mogę o nich pisać wszystko co najlepsze, bo jeszcze mnie nie zawiodły :) 


11. Puder Manhattan w kolorze transparentnym. Miałam ochotę na jakąś odmianę i sięgnęłam po najjaśniejszy puder na jaki trafiłam w szafie. Muszę przyznać, że jest całkiem przyjemny, ale na razie zbyt krótko go używam, żeby powiedzieć o nim coś więcej. 


12. W Niemczech weszła limitka Essence Viva Brasil. Trafiłam na jeszcze nie przetrzepany stand, więc się nieco naooglądałam i jedyne co mi wpadło oko, to śliczny róż. Takiego koloru jeszcze nie mam, więc wołał, żebym go kupiła ;) Mocno zauroczyły mnie też żłobione napisy <3 


A to tylko dodatek do czasopisma wydawanego w Rossie (w Pl.jest to Skarb, w De Centaur). Aż się uśmiechnęłam jak zobaczyłam, że już są nawet do włosów kosmetyki BB. Heh, na mnie to nie działa ;)

26 kwietnia 2014

Zapachowy weekend (8) - moje nowe woski YC :)

Kiedy odkryłam, że w moim mieście można zakupić produkty Yankee Candle stacjonarnie, niemal zapiałam z zachwytu. Zwłaszcza, że w soboty pracuję trzy kroki od tego sklepu. No i pierwsza wyprawa po woski już za mną, zdecydowałam się na dwa zapachy. Powiem Wam, że zakup stacjonarnie, a przez internet to dwa odmienne światy. Teraz nie kupuję kota w worku, bo mogę sobie spokojnie powąchać dany zapach i zdecydować na ewentualny zakup. Niestety nie mam do dyspozycji pełnej oferty, a tylko wybrane zapachy - nie wiem co ile wymieniają tam asortyment i według jakich zasad go dobierają, ale mniejsza z tym, bo i tak udało mi się znaleźć coś interesującego :) 


Tym razem skusiłam się na coś nadającego się na późną wiosnę i wczesne lato. Moje dwa typy okazały się być strzałem w dziesiątkę! Idealne, lekkie kompozycje, nie męczące ani duszące. Oba woski mogę Wam polecić. Na pewno nie nabawicie się od nich bólu głowy czy innych mdłości!


Pink Sands - jasnoróżowy wosk, który kojarzy mi się z latem, podróżą, słońcem i flirtem. W samym zapachu nie znajdziemy nic z morskiej bryzy, którą sugeruje nam nazwa. Jest to słodko-świeży umilacz czasu. Roznosi delikatnie słodką woń gumy balonowej po całym mieszkaniu, uspokaja i pozytywnie nastraja. Jest w nim coś pięknego, niemal mistycznego. Chce się go wąchać i wąchać... i odlecieć na daleką wyspę, gdzie powietrze pachnie słodko, nieopodal rosną duże, egzotyczne kwiaty. Uwielbiam ten zapach od pierwszego przytknięcia nosa do wosku!


Clean Cotton - temu woskowi przyglądałam się od dłuższego czasu, zaczytywałam się w pozytywnych opiniach na jego temat, analizowałam opisy zapachu. Aż dorwałam go w swoje ręce i nie żałuję. Przyznam, że opisy nawet w połowie nie oddawały jego prawdziwie wspaniałego zapachu. To po prostu trzeba poczuć. Kojarzy mi się ze świeżą pościelą, w którą można się otulić i poczuć bezpiecznie i swojsko. Zapach domu, zapach prania wyjętego z pralki i suszącego się na powietrzu. Odświeża zapach w całym mieszkaniu, powietrze wydaje się być takie czyste i sterylne. Ja już wiem, że muszę się zaopatrzyć w kolejny egzemplarz tego wosku!


Takie wytypowałam zapachy na wiosnę. A jak u Was wygląda ranking wosków wpasowujących się w tą piękną porę roku? Macie jakieś swoje typy? Koniecznie się podzielcie, żebym mogła w razie czego dokupić coś do tych dwóch pachnących przyjaciół :)

24 kwietnia 2014

Moja organizacja czasu - 3 proste zasady.

Przeglądając różne blogi, szukając metod na dobrą organizację czasu zauważyłam pewną tendencję. Otóż większość osób planując swój czas wykorzystuje do tego organizery, zeszyty, notatniki, aplikacje w telefonach i inne tego typu wynalazki. Niestety. U mnie taka metoda nigdy się nie sprawdzała i nadal się nie sprawdza. Dwa dni prowadzę taki organizer, po czym rzucam go w kąt i leży zapomniany. Nie dla mnie zapisywanie spraw do załatwienia, planów czy terminów. Czuję się trochę odludkiem nie potrafiąc się odnaleźć w stosach kartek, długopisów, flamastrów i kalendarzy. Ale za to mam swoje sposoby. Być może znajdzie się ktoś taki jak ja i skorzysta z moich metod??? 


Część z Was już wie, a reszta zaraz się dowie jak wygląda mój aktualny tryb życia. Otóż od pół roku mieszkam w Niemczech, gdzie pracuję i się uczę języka. Kilka dni w tygodniu pracuję rano od 9 do 12, od 13:30 do 17:30 mam kurs językowy, a codziennie od 20 do 22 też pracuję. Czasu mam jak na lekarstwo, bo do tego dochodzą obowiązki w domu typu sprzątanie, gotowanie, pranie, odrabianie pracy domowej z kursu, a także chwila dla rodziny, męża. Oprócz tego prowadzę dwa blogi. Może niezbyt regularnie, ale staram się także na to znajdować czas. Jak to robię? Da się to ogarnąć bez kalendarza i organizera? Da się!


1. Poranne wstawanie.
Codziennie wstaję o tej samej godzinie. Obojętnie czy muszę iść na rano do pracy, czy po południu do szkoły, czy nigdzie nie wychodzę. Mam budzik nastawiony na 6:45 i o tej godzinie codziennie wstaję. Mam wtedy poczucie, że nie marnuję dnia. Jeśli muszę pójść do pracy to wiem, że na spokojnie zdążę się przygotować, zjeść śniadanie i zrobić kilka innych rzeczy. Spanie do południa zabiera masę czasu, który można efektywnie wykorzystać! Kiedy zdarzało mi się pospać do 9-10, wtedy dzień znacząco mi się skracał i nie wiedziałam w co mam ręce włożyć. Kiedy wyznaczyłam sobie stałą godzinę, to ze wszystkim się wyrabiam. No ale to tylko połowa sukcesu. Reszta zależy od innych czynników, o których napiszę później. 
Wyrobienie sobie nawyku porannego wstawania wpływa również na to, że posiłki które spożywam są regularne, jem śniadanie codziennie o tej samej godzinie - organizm się do tego przyzwyczaja. Dzisiaj na przykład budzik zrobił mi psikusa i nie zadzwonił, ale sama się już obudziłam o "swojej" godzinie. I miałam czas na wszystko. Dzięki temu mam też czas na prowadzenie bloga. 


2. Zasada 2 minut.
Ta zasada mocno zmieniła mi życie. Czytałam z zapartym tchem na czym ona polega i momentalnie wcieliłam ją w życie. Także dzięki niej nie potrzebuję stosu kartek do zapisywania czynności, które powinnam zrobić, bo robię je od razu! Już tłumaczę o co chodzi. Chodzi o czynności, które zajmują mniej więcej 2 minuty. Nie odkładam niczego, co mogę zrobić w tej chwili, a zajmuje to kilka minut. Takie błahe sprawy niby można odkładać i odkładać. A co się potem dzieje? Jesteśmy zasypani tysiącami spraw, które można było załatwić od razu, ale się nie chciało i w efekcie czego napiętrzyły nam się niemiłosiernie. Siła tkwi w działaniu. Już! Tutaj i w tym momencie. Musisz włączyć pralkę, ale Ci się nie chce? Idź i to zrób, będziesz mieć z głowy! To tylko chwila, a jeśli tego nie zrobisz, to góra prania będzie tylko większa. Nie zastanawiaj się, tylko rób. 
Przebierasz się i rzucasz ciuchy na krzesło/łóżko? Stop! Jeśli je od razu złożysz i schowasz do szafy unikniesz tego, że potem o nich zapomnisz, wpadną goście i zastaną nieporządek ;) To tylko maleńkie przykłady, mogłoby się wydawać nic nie znaczące. Ale potrafią zmienić życie na lepsze. Ja już niczego nie odkładam. Umycie po sobie szklanki i talerzyka trwa około 2 minut, a jak będziesz odkładać naczynia, to nazbierasz ich całą górę i spędzisz na zmywaniu 20 minut i silniej odczujesz stracony czas. Serio, to działa! Takie niezałatwione sprawy mogą o sobie przypomnieć w najmniej oczekiwanym momencie, więc wygodniej jest je załatwiać od razu. Bez niepotrzebnego analizowania.


3. Regularność.
Pamiętasz o regularnym myciu zębów, o regularnym czesaniu włosów, o regularnym odwiedzaniu rodziny czy innych sprawach, które każdy z nas robi regularnie. A czy pamiętasz o regularnym odkurzeniu lampy, mieszkania, regularnych posiłkach nie jedzonych w pośpiechu? Siła tkwi w regularności. Czynności powtarzane przez nas regularnie utrwalają nam się i robimy je potem automatycznie. Najgorzej jest zacząć, jak ze wszystkim ;) Regularne sprzątanie mieszkania sprawiło, że przed świętami nie musiałam go odgruzowywać i męczyć się dodatkowo ze sprzątaniem tego, czego nie sprzątam na co dzień. Regularnie chodzę na zakupy dzięki czemu nie muszę targać np. raz w tygodniu ogromnych siat z zakupami na drugie piętro. Rozkładam swoje siły i regularnie uzupełniam zapasy. Dzięki regularnemu wykonywaniu niektórych czynności nie muszę używać karteczek i notatników, żeby zapisywać co muszę zrobić. Mam to zapisane w swojej głowie. Mam swoje dni, kiedy gotuję, przygotowuję obiady na kolejne dni i je zamrażam. Tak też oszczędzam czas. Np. sobotnie popołudnie spędzam na gotowaniu, robię większe ilości jedzenia, zamrażam, wekuję i mam obiady gotowe na dni, kiedy nie mam czasu na gotowanie. Regularnie uzupełniam spiżarnię w zapasy jedzenia. Regularność jest dla mnie bardzo istotna. A jak jest u Was?

22 kwietnia 2014

Przygotuj się na lato - przykazania na upały!

Kończy się kwiecień, a w maju zaczynają się powoli piękne pogody i pierwsze upalne dni. Dlatego chcę Wam przybliżyć kilka ciekawych przykazań na upały. Tak w ramach ciekawostki, pokazuję Wam kawałek książki z 1987 roku, czyli jeszcze o dwa lata starszej ode mnie :) Jesteście ciekawe jakich rad udzielano 27 lat temu kobietom (i nie tylko) ???


Niektóre z przykazań okazują się być tak oczywiste, że nie warto o nich pisać. Jednak do dziś nieraz można spotkać podczas podróży komunikacją miejską osoby, którym obce są niektóre z tych zasad... No i nieco utrudniają życie współpasażerom.
Ostatni punkt bardzo mi się podoba, ale nie wszyscy na to uważają. Przyznam, że sama latem wolę zajadać się sezonowymi warzywami, wcinać chłodniki i mizerie, ale znam osoby, dla których dzień bez schabowego z ziemniakami jest dniem straconym. Może warto podczas upałów zmienić swoje przyzwyczajenia???

Wycinek pochodzi z książki "Pielęgnowanie zdrowia i urody" Anny Koźmińskiej-Kubarskiej.

21 kwietnia 2014

Wielkanoc u Rodzynki.

Pierwsza Wielkanoc na swoim, pierwsza Wielkanoc za granicą, no i jednocześnie pierwsza rocznica ślubu :D Tak, wczoraj minął już rok jak sobie z mężem ślubowaliśmy miłość, wierność i inne takie ;) W ciągu tego roku sporo się u nas pozmieniało, ale raczej nie na gorsze :) 


Świąt nie spędzamy u siebie w mieszkaniu, zostaliśmy zaproszeni do rodziny męża. Chętnie skorzystaliśmy, a żeby nie przyjść z pustymi rękoma, to oczywiście coś upichciłam. Tradycyjnym ciastem wielkanocnym jest babka. U mnie babka była tematyczna, związana z naszą rocznicą - miała w sobie serduszka :D Przyznam, że troszkę się z nią namęczyłam, ale było warto, efekt bardzo mi się spodobał. Zresztą zobaczcie same!


Mimo iż idziemy w gości, to i tak postanowiłam uzyskać nieco odświętny nastrój w mieszkaniu. Kilka małych stroiczków wystarczyło, żeby poczuć Wielkanoc. Rzeżucha, jajko, zajączek i gotowe. Postawiłam na ozdoby, które po świętach zjemy i nie będą mi zagracać mieszkania i zajmować niepotrzebnie miejsca ;)


Wielkanoc nieodłącznie kojarzy się z niedzielnym śniadaniem. To zjedliśmy je sobie spokojnie we dwoje i nie zabrakło tradycyjnych dla nas potraw - biała kiełbaska, pyszna domowa wędlina i jajeczko. Do tego świeżo upieczone bułeczki i ogarnęła nas pełnia szczęścia :)


W tym roku chyba byłam grzeczna, bo odwiedził mnie zajączek :) Co prawda skromny, ale nie spodziewałam się, że cokolwiek dostanę :) Więc tym bardziej jestem szczęśliwa, bo nawet symboliczny prezent wywołuje u mnie uśmiech na twarzy!


Doniczka z akcesoriami kąpielowymi - kuleczki do kąpieli, żel pod prysznic, lotion do ciała oraz myjka. Do tego były jeszcze pralinki, ale jakoś się nie załapały na zdjęcie ;P Tyle dobrego dostałam od swojej szefowej.


Zapachowa świeczka Air Wick, która zmienia kolory podczas palenia to już prezent od kogoś z rodziny. Uwielbiam te świece! Tworzą niesamowity nastrój i wypełniają całe mieszkanie intensywnym, pieknym zapachem. To był strzał w dziesiątkę :)


A tutaj już kwiatki, które dostałam z okazji pierwszej rocznicy ślubu. Nie, nie oba bukiety od męża ;) Strasznie to miłe, że ludzie pamiętają o takich okazjach, zwłaszcza, że kocham kwiaty! :)
Teraz już się ubieram i zmykam na świątecznego grilla :) Miłego leniuchowania Wam życzę! :)

19 kwietnia 2014

Coś na poprawę humoru - część 8! :)

W czerwcu minie rok od ostatniego posta w temacie poprawy nastroju. Niestety albo zbyt rzadko sprawdzam wyszukiwania, albo są one zbyt nudne, żeby je sobie zostawić "ku pamięci". Jednak w ciągu tego niecałego roku nazbierałam kilka ciekawych wyszukiwań pod którymi ktoś znalazł mnie z czeluści internetu.


Standardowo wybrałam swoje "top wyszukiwania", które szczególnie mi się spodobały ;)
A na szaro moje krótkie przemyślenia...
  • kredka do mierzenia lakieru ale że jak???
  • rodzynki na wlosy o tym jeszcze nie słyszałam - jakiś nowy patent???
  • foto bikini kornela agata\ ojej, nie jestem ani Kornela, ani Agata, a w bikini się tutaj raczej nie pokażę ;P
  • juz koniec wakacji a ja ich nadal nie czuje to ci dopiero ból...
  • i want dermolab hehe, to sobie kup :P
makijaz na roczek w sensie, że dla dzieciaczka? nie polecam...
świeczki yangle a może ying-yang?
oko bez wyrazu czas to zmienić!
czy żelowa kredka do oczu z avonu swieci sie w ciemności? taka fluorescencyjna? to ja też taką chcę!
oriflame jak to dizłą dizłą? to miało być po francusku? Ori jest szwedzkie ;)
hybrydy szaro srebrne mam dziwne skojarzenia...
pixiz urodziny poczestunek impreza? gdzie i kiedy? na pewno wpadnę!
ile soli w czekoladzie czemu pytasz? szukasz nowych smaków?
jaki to kolor hot punch czy ja wiem? jestem jak facet i rozróżniam tylko podstawowe kolory :( smuteczek, ale nie pomogę :(
refleksje na temat walentynek a nie masz swoich?
jak zrobic paznokcie zygzak bierzesz nożyczki i wycinasz zygzak...
zazdrość to niedobre uczucie :(
cicho umilacze orange cicho umilacz? brzmi interesująco :D
filmiki jak zrobic szybko.kasna fryzure kasna fryzura...a co autor miał na myśli? ;)

16 kwietnia 2014

Flejksy, flejki, flejksiki.

Dla zaawansowanych pazurko- i lakieromaniaczek flejksy nie są niczym nowym. Jednak jest wiele kobiet, które nie znają ani samego określenia, ani jego znaczenia. Czym są flejksy??? Jest to lakier do paznokci o wykończeniu dość specyficznym. Wygląda niczym bezbarwna baza z zatopionymi kawałeczkami różnobarwnych folii. W zależności od lakieru bazowego oraz kąta padania światła na paznokcie można zauważyć w nich zielone, rude czy też złote refleksy.


Znane mi flejksy, dostępne na polskim rynku:
- MySecret 104
- Pierre Rene 11
- MIYO mini drops Snowflakes
- Golden Rose Scale Effect 01
- Sally Hansen Complete Salon Manicure: Hidden Treasure

Ja posiadam MySecret nr 104, oraz coś udającego flejksy od Golden Rose ;) 
Przyznam, że flejksy są szybkim i świetnym sposobem na urozmaicenie manicure. Nadają paznokciom innego wymiaru, pięknie lśnią w promieniach słonecznych, mienią się wielokolorowo. Przy jednocześnie niskiej cenie takiego lakieru wydaje się to być naprawdę ciekawym doświadczeniem. Osobiście uwielbiam flejksy i uważam, że nabierają swojej mocy na ciemnych lakierach bazowych - czarnym, granatowym, butelkowej zieleni. Na jasnych lakierach już nie są tak bardzo widoczne, nie odbijają się. Jednak i jasne lakiery bazowe nieco odmienią. Na dowód przedstawiam kilka zdjęć:






Tak jak wspominałam, są to flajksy My Secret. Ale że mam coś udającego flejki od Golden Rose, z serii 3D, to zrobiłam małe porównanie. No nie są to typowe flajksy, ale ten lakier też ma w sobie coś ciekawego. Dokładnie jest to lakier nr 14 Golden Rose 3D Glaze top coat.


Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła małego porównania obu tych lakierów. Jednak na paznokciach znacząco się różnią. nie jestem w stanie wybrać który bardziej mi się podoba, bo oba mają w sobie "coś". Zresztą zobaczcie same.


I jak Wam się podobają oba lakiery? Być może macie w swoim posiadaniu jakieś flejksy? Albo czujecie się skuszone i niebawem nabędziecie takowy top coat? ;) Jeśli tak, to na pewno nie będziecie żałować :)


12 kwietnia 2014

Zużyte, wyrzucone - po raz pierwszy.

Dla własnego komfortu psychicznego oraz rozeznania się w temacie ile kosmetyków zużywam w stosunku do tego ile ich kupuję, wprowadzam nową serię, zatytułowaną właśnie "Zużyte, wyrzucone". Mam nadzieję, że i Was jednak zainteresują moje zużycia, bo nie wszystkie kosmetyki zasługują na poświęcenie im oddzielnej notki, a tutaj będziecie mogły je zobaczyć i przeczytać o nich kilka zdań. To tyle tytułem wstępu, przejdziemy teraz do konkretów. 


Od razu zaznaczam, iż są to opakowania po kosmetykach, które zużyłam w ciągu 2-3 ostatnich miesięcy i z taką częstotliwością ukazywać się będą wpisy o tej tematyce. Nie ma sensu pokazywania dwóch opakowań co tydzień, więc wolę częściej i konkretniej.


Kapsułki przeciwzmarszczkowe Rival de Loop jednak nie pobiły wersji, którą miałam wcześniej (nawilżające). Płyn w kapsułkach jest bardzo rzadki, jak woda i ciężko nakłada się go na twarz. Wchłaniają się powoli, po nałożeniu na noc, jeszcze rano czuć tłustość na twarzy. Działanie jakieś tam jest, ale po tygodniu nie udało im się wygładzić moich zmarszczek ;) Tak, mając niespełna 25 lat już nabawiłam się zmarszczek. 

Krem do twarzy La Roche-Posay Hydraphase, którego próbki dostałam kiedyś w aptece okazał się bardzo przyjemny. Lekki, ekspresowo się wchłania i pozostawia skórę świeżą, miękką. Spokojnie można go używać pod makijaż, podkład się na nim nie roluje. Obiecane przez producenta intensywne nawilżanie o przedłużonym działaniu okazuje się tutaj być faktem. Po kilku użyciach byłabym skłonna zaopatrzyć się w pełen wymiar, ale aktualnie męczę krem Vichy. 


Lakier do włosów Taft - koniecznie czerwony i koniecznie z numerkiem 4. Mój ulubiony od lat. Miłością do niego zaraziła mnie moja mama, która również używa go nałogowo :D Nie skleja, łatwo się go wyczesuje z włosów, nie pozostawia włosów matowych. No lubię go i już! 


Żel do mycia twarzy Effaclar. Mega wydajny - pół roku go używałam. Gęsty i przyjemnie, lekki pieni się w dłoniach. Delikatnie pachnie. Spotkałam się z opiniami, że wysusza, ale u mnie to nie nastąpiło. Skóra była oczyszczona, umyta i pachnąca ;) Gotowa na dawkę kremu czy innych dobroci :)

O płynie do demakijażu oczu Nivea już mogłyście poczytać TUTAJ. Moje odczucia względem niego nie uległy zmianie, polecam :) 


Żel mandarynkowy Dusch das nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Spodziewałam się wielkiego WOW i cudownego zapachu, a nieco chyba zbyt dużo wymagałam. Zwyczajny żel, o świeżym zapachu. Nic szałowego. No ale cena niska, to i nie spodziewajmy się bomby zapachowej.

Inaczej już jest z płynem do kąpieli Kneipp. Uwielbiam, ubóstwiam i kocham. Każda z wersji zapachowych, które miałam do tej pory okazywały się cudowne. Cała łazienka wypełnia się zapachem, otula zmysły i odpręża ciało. Jeśli macie dostęp do Kneipp, to polecam wypróbować ich produkty. Zarówno olejki do kąpieli jak i płyny są wspaniałe! 


Iserre płatki kosmetyczne. Tanie, a dobre. Nie rozwarstwiają się, chłoną kosmetyki do demakijażu i robią to co do nich należy. Zużywam je również hurtowo, tak jak lakier do włosów ;) 

O balsamie do ust Tisane zapomniałam na jakiś czas, żeby znów do niego wrócić i zakończyć jego żywot. Recenzja pojawiła się dawno temu TUTAJ. Mały słoiczek, a daje dużo radości :D

Puder w kompakcie Alterra jest moim ulubieńcem od pierwszego użycia. Idealny dla bladych twarzy (przynajmniej najjaśniejszy odcień), nie odznacza się na twarzy. Więcej o nim przeczytacie TUTAJ


Mydełka Alterra stały się stałym gościem w mojej łazience. Próbowałam już chyba wszystkich wariantów zapachowych, ale najbardziej odpowiada mi wersja pomarańczowa. Mydełka są wydajne, ładnie pachną, są delikatne dla skóry, a do tego niedrogie. Tak je polubiłam, że już dawno nie kupiłam innego mydła niż te Alterra :)

9 kwietnia 2014

Granice dobrego smaku. Reklama dźwignią handlu? Nie zawsze.

Widziałyście już najnowszą reklamę kosmetyków Bingo Spa? Wywołuje ona niemałe kontrowersje, marketingowcy nieźle się postarali. Trzeba im przyznać, że w kilka godzin zyskali ogromny rozgłos - niekoniecznie idący w dobrym kierunku. Ale jak powszechnie wiadomo "nie ważne jak mówią, ważne żeby mówili". I pewnie z takiego założenia wyszła firma. 

Słynny już baner reklamowy prezentuje się tak:

Dla jednych żenujące i obrzydliwe, według innych świetny chwyt i dobry pomysł. Pytanie tylko, czy po takiej reklamie któraś z kobiet poczuje się zachęcona do zakupu produktów Bingo Spa???
Poszłam dalej i przewertowałam cała stronę sklepu Bingo Spa. Jak się okazuje, ktoś miał głowę pełną pomysłów i "ciekawych" reklam pojawiło się tam nieco więcej...




Tak, reklama bardzo adekwatna do sprzedawanego produktu. Moim zdaniem jest to niepoważne i marka straciła w moich oczach. Nie czuję się zachęcona, a raczej zniechęcona. A jakie są Wasze odczucia względem nowych reklam Bingo Spa???