30 września 2013

Podsumowanie zakupowe września.

Wrzesień miał być w założeniu miesiącem... skromnym.
Ale wyszło jak zwykle ;) Co kupowałam? To co mi wpadło w ręce ;) 
Wszystko to możecie zobaczyć poniżej.

1. Essie. Przyjechały z DMu ;)

 2. P2 piaskowy i glitter. Prezencik. Udany prezencik ;)

3. Płyny do kąpieli. Zużywam je hurtowo...

 4. Dorwane w Naturze. Krem spisuje się świetnie.

 5. Lakierowo. Deborah już pokazywałam. Jest śliczny.

6. Rossmannowo. Uzupełnienie braków.

7. Takie tam...drobnostki ;)

8. Yves Rocher. Lubię tam robić zakupy. Zawsze wyhaczę coś ciekawego.

9. Takie tam. Kawior zdążył zawieść moje oczekiwania.

 10. Zachcianki. Cień i mydełko marsylskie. Oba czekają na swój dzień ;)

11. Olejki Bielenda. Lawendowy oddałam mamie...

12. Bielenda. Drogocenne olejki - ten z awokado również trafił w ręce mej mamy :)

13. Bielenda. Micel i krem pod oczy. Micel jest chyba najgorszym jaki kiedykolwiek miałam...

14. Bielenda. Krem do twarzy. Przyda się coś treściwego.

15. P2 kolejne glitterki. W buteleczkach wyglądają obłędnie.

16. Najświeższe, dzisiejsze zakupy. Poczynione w Naturze.

17. Piaskowy My Secret otrzymany w ramach wymianki. Już gości na moich paznokciach. 


Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam, niczego nie pominęłam :) 
Widzicie tutaj coś, co Was szczególnie interesuje? 
A może macie w swoim posiadaniu któryś kosmetyk wyżej pokazany? 

29 września 2013

Weekendowo-zapachowo part 2. Aromaty owocowe.

Kontynuując serię weekendowo-zapachową pragnę Wam dzisiaj przedstawić trzy owocowe woski Yankee Candle.
Zdecydowanie ze wszystkimi trzema mocno się polubiłam.
Wśród tych trzech wosków nie jestem w stanie określić, który podoba mi się najbardziej, a który najmniej. 


Woski, o których dzisiaj krótko opowiem nie są typowo jesienne czy też zimowe.
Jeżeli ktoś używa kominka i topi sobie woski zapachowe także latem, to niżej wymienione, owocowe będą się idealnie nadawały.


Mango peach salsa.
Salsa o zapachu mango i brzoskwini. Solo uwielbiam zarówno smak jak i zapach obu owoców.
W duecie spisują się rewelacyjnie. Nieco egzotycznych nut okraszonych odrobinką pikanterii daje zapach słodkiego, damskiego drinka. Bardzo intensywny, słodki i kuszący. Uwielbiam!


Mandarin Cranberry.
Mandarynka i żurawina - takiego połączenia bym się nigdy nie spodziewała. Choć oba nieco kwaśne, mają w sobie coś słodkiego. Wosk pachnie inaczej niż bym kojarzyła zapach obu owoców. Wyczuwam w nim mandarynkę, słodką mandarynkę i słodycz żurawiny. Nie ma tam kwasoty, ale jest pewnego rodzaju orzeźwienie. Wosk pachnie intensywnie i kojarzy mi się nieco z zapachem świąt Bożego Narodzenia.


Cranberry Chutney. 
Żurawinowy chutney. Chutney to rodzaj sosu, niedoceniany w Polsce, ale popularny w kuchni indyjskiej ;)
Z założenia powinien być pikantny, ale wosk nie chanie ostro, tylko słodko. Zdecydowanie owocowo - żurawina jest przełamana pomarańczą, rozmarynem, rodzynkami oraz miodem. Zapach jest naprawdę intrygujący, pięknie się rozwija, mocno pachnie i nie męczy. Często paliłam go wieczorami przed snem i nie przeszkadzał mi w zasypianiu. Coś wspaniałego!


Znacie któryś z tych zapachów? Lubicie owocowe aromaty? Czy sięgacie po inne kategorie?
Może polecicie mi coś zbliżonego do tych trzech wyżej wymienionych zapachów? 

27 września 2013

Manicure na specjalną okazję - biało-złote cieniowanie.

Kilka dni temu poczyniłam niestandardowy manicure. 
Połączenie bieli i złota bardzo mi się spodobało. 
Gdyby top coat nie pościągał końcówek, to nosiłabym ten mani do dziś. 


Bazą zdobienia jest śnieżnobiały lakier Orly - White Out. 

Na serdecznym palcu oraz na końcówkach pojawił się złoty lakier ze stajni Sephora.

Efekt, który udało mi się uzyskać, możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.



Jak Wam się podoba takie połączenie? 
Przemawia do Was, czy jesteście "na nie"?

25 września 2013

Max Factor Wild Shadow Pots - pojedyncze cienie do powiek (dużo zdjęć!)

Z początkiem września przyleciały do mnie wygrane cienie Max Factor. 
Od razu rzuciłam się na nie jak szczerbaty na suchary.
No i się nieco zawiodłam. O czym możecie się przekonać czytając dalej.
No i przygotujcie się na dużą dawkę zdjęć ;)


W skrócie kilka słów o cieniach zaczerpnięte z KWC:

"Cienie Max Factor zostały stworzone by nadać twoim powiekom niepowtarzalny wygląd.
Pojedyncze cienie w energetycznych barwach tworzą paletę, która idealnie współgra z trendem lata 2013 – Hyper Tropicality. Nałóż jeden cień na całą powiekę i szybko osiągnij mocny efekt, lub zmieszaj dwa albo więcej odcieni aby wyróżnić się jeszcze bardziej. Możesz też nakładać cienie lekko zwilżonym pędzelkiem a efekt będzie intensywny i trwały.
Cena: 30zł / 2g"

Przyjrzyjmy się jakie odcienie mam w posiadaniu:












Trzeba przyznać, że kolory cieni są tendencyjne, wiele firm ma w swoich ofertach bardzo podobne kolorystycznie cienie. Max Factor w tym przypadku nie wykazał się niczym szczególnym.
W całej serii znajdują się cienie o różnym stopniu zmielenia, wiele jest grubo zmielonych, mają duże brokatowe drobinki. Co mnie najbardziej denerwuje? Cienie mocno się osypują, brokat po wykonaniu makijażu jest wszędzie. Niestety kiepsko mi się na tych cieniach pracuje, ponieważ znikają podczas rozcierania, muszę dokładać kolejne warstwy, aby uzyskać intensywny kolor.

Przyjrzyjcie się swatchom:
  1. 116 Wicked White
  2. 65 Defiant White
  3. 101 Pale Pebble
  4. 20 Golden Amazon
  5. 50 Untamed Green
  6. 45 Sapphire Rage
  7. 25 Savage Rose
  8. 107 Burnt Bark
  9. 55 Feral Brown
  10. 60 Brazen Characoal
  11. 10 Ferocious Black
A teraz spójrzcie jakie makijaże udało mi się zrobić przy użyciu cieni Max Factor. Nie posiłkowałam się żadnymi innymi cieniami.




Szczerze mówiąc, to używam ich, ale nie robią na mnie wrażenia. Zwłaszcza za taką cenę, bo 30zł za pojedynczy cień o wadze 2g, to jednak sporo i spodziewałam się lepszej jakości. Ceny regularnej bym nie zapłaciła, ale gdyby trafiła się jakaś spora promocja, to i owszem. Mam kilku swoich faworytów, ale jednak niesmak pozostaje.

24 września 2013

Delikatny fiolet w wersji mini - Virtual.

Podczas poszukiwań idealnego fioletu wśród lakierów do paznokci mój zbiór wzbogacił się o kilka interesujących egzemplarzy. Jednym z tych ciekawszych lakierów jest fiolet Virtual, który jest bezimienny i nie posiada oznaczenia numerowego... 


Mała, zgrabna buteleczka o pojemności 5ml aż wołała do mnie, żebym ją ze sobą zabrała do domu. A że kosztowała grosze (4-5zł), to nie wahałam się zbyt długo. 
Zakupu nie żałuję, bo lakier jest cudny. Świetnie się nim maluje, dwie warstwy dają pełne krycie, a kolor trafia w mój gust. 
Szukajcie tych lakierów w małych, osiedlowych drogeriach (Opolanki zajrzyjcie do Astora). 

Spójrzcie jak lakier wygląda na paznokciach w błysku, oraz po zmatowieniu.


W błysku zdecydowanie ładniejszy. Taki lekki pastel jest wprost idealny jako baza pod zdobienie... Żebym jeszcze miała talent, to na pewno bym coś na nim wyczarowała ;D 


23 września 2013

Pokochaj jesień! O zaletach jesieni.

Muszę przyznać, że fanką jesieni nigdy nie byłam. 
Ale jako, że za to jestem niepoprawną optymistką, to wszędzie staram się dostrzegać zalety. 
Zalet jesieni jest jednak sporo i postanowiłam przedstawić Wam 5 najważniejszych dla mnie.


1. Grzyby, grzybki, grzybunie. Jedni lubią je zbierać, inni lubią je gotować, jeszcze inni lubią je jeść. Ja należę do tej ostatniej grupy i zawsze korzystam z tego, że mój mąż lubi chodzić na grzyby. On zbiera, a ja jem - idealnie się uzupełniamy :D


2. Świece zapachowe i woski najlepiej pachną właśnie jesienią. Nadają pomieszczeniom swojski klimat. wiele osób odświeża swoje zbiory świeczkowe czy woskowe właśnie jesienią. I ja też tak robię :) Nie ma nic wspanialszego, niż pokój wypełniony ciepłym aromatem, podczas kiedy za oknem chłód i plucha.


3. Wymówka. Ile razy zdarza Wam się zrzucać winę za zły nastrój na przesilenie jesienne? Tak, znam to doskonale. Bo łatwiej jest uzasadnić swoje lenistwo czy złość właśnie porą roku czy pogodą. Przesilenie jesienne jest dobrym argumentem :) 



4. Jesienna aura. Nie ma nic piękniejszego niż pokryte kolorowymi liśćmi alejki, czerwieniące się z gałązek czerwone kuleczki jarzębiny. Kiedy akurat nie pada, przyjemnie jest przejść się do parku czy też lasu, podziwiać piękno natury oraz uwieczniać ją na zdjęciach. Osobiście uwielbiam robić zdjęcia drzewom, liściom, robić sobie bukieciki i przynosić do domu takie jesienne akcenty. 


5. Punkt dla domatorów. Długie, jesienne wieczory skłaniają ku sięgnięciu po książkę, kubek kakao, albo po robótki typu szydełko czy haft. No przyznajcie, ile z Was lubi się wyciągnąć pod kocykiem z dobrą lekturą? Ja uwielbiam takie wieczory. Albo sięgam po taborek i bawię się w haft krzyżykowy. Ale haftem zajmuję się właśnie w okresie jesienno-zimowym. Latem to nie działa ;)


Mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać, np piękne jesienne wrzosy, jesienne kolory w makijażu czy zdobieniach paznokci. 
Ale powyższe uważam za najbardziej istotne i godne zauważenia. 
A Wy dostrzegacie jakieś zalety obecnej pory roku? Czy wolicie o ty nie myśleć i przeczekać ten czas byle do kolejnego lata?