31 sierpnia 2013

Podsumowanie sierpnia - zakupowo.

Sierpień okazał się być miesiącem na wyraz obfitym. 
Zyskał na tym mój zbiór lakierów, oraz zapasy pielęgnacyjne. 
Po drodze napatoczyła się jakaś wymianka, współpraca no i się nazbierało...
Jak zwykle kolejność przypadkowa, całkowicie nie chronologiczna ;) 

1. Yves Rocher. Szukałam zapachu typowo na lato i znalazłam. Zarówno żel jak i woda toaletowa spełniły moje oczekiwania zapachowe :)

2. Z myślą o paznokciach. Zmywacz z Biedry, top China Glaze White Cap oraz klasyk - Seche Vite.

3.Queen Helene - zamówienie poczynione przez Andżelikę :)

4. Smakołyki do kąpieli - olejek i peeling-gąbka-mydło :)

5. Dorwane w promocji - odżywka do włosów i żel pod prysznic.

6. Kolorowo - kredka do ust po raz drugi i dwa jesienne lakiery.

7. Dorwane w Douglasie - rajstopy w sprayu i gratisowe próbki.

8. Maseczka do twarzy z wymianki, ale jeszcze nie miałam okazji jej wypróbować.

9. Otrzymane w ramach współpracy. 

10. Przywiezione z Niemiec, pokazywałam już, ale w podsumowaniu pojawić się musi ;) 

Uff, pewnie będzie Was dziś palec bolał od przewijania tej notki ;) 
No ale wrzesień planuję skromniejszy, więc za miesiąc w podsumowaniu zbyt wiele się nie naoglądacie ;P 
Pytanie standardowe - czy coś Was szczególnie zainteresowało?

30 sierpnia 2013

Rimmel Apocalips 201 Solstice.

Dobry błyszczyk do ust nie jest zły. Zwłaszcza jeśli jest kryjący, trwały i nadaje połysk.
Skuszona tysiącem zachwytów na blogach, po Apocalips sięgnęłam i ja. Co prawda już jakiś czas temu, ale dopiero dziś Wam go pokażę z bliska :)


Opakowanie jak sądzę jest Wam już dobrze znane - jeśli nie z własnych kosmetyczek, to ze zdjęć na blogach ;) Plastikowe, standardowe jak dla błyszczyka, z widocznym kolorem kosmetyku na dole opakowania.
 Aplikator wygodny, dobrze wyprofilowany, nabiera za pierwszym razem odpowiednią ilość błyszczyka.

Kolor - jaki sobie wybrałam, taki mam! :D
201 Solstice to trudny do określenia odcień, nadający się idealnie dla moich naturalnie ciemnych ust ;) Trafiłam dobrze.

Trwałość lepsza niż inne, standardowe błyszczyki, do kilku godzin (2-3). Jednak dla mnie to nie "lakier" jak zwykło się na niego mawiać, a błyszczyk. W tej kategorii go oceniam.

Jest dość "ciężki", ale nie klei się na ustach.
Ściera się równomiernie z ust, ale lubi pozostawiać po sobie ślady na suchych skórkach, przez co stają się bardzo widoczne.


Uwaga, będzie wyznanie - polubiliśmy się :)
Zaowocowało to trwałą przyjaźnią. Ja lubię jego zapach.
On lubi nadawać moim ustom kolor i połysk.
Razem jesteśmy duetem idealnym <3
Ale na inny kolor się nie skuszę.
Z tym mi dobrze.


Gdzie kupicie ten wynalazek?
Rossmann, Hebe, Natura, Super Pharm i inne ;)
Regularna cena to około 30zł.
Pojemność 5,5ml.

29 sierpnia 2013

III Opolskie Spotkanie Blogerek Kosmetycznych - informacje

Dziewczyny! Opolanki! Od ostatniego spotkania minął już jakiś czas, więc wraz z Andżeliką zapraszamy Was na kolejny zlot - III Opolskie Spotkanie Blogerek Kosmetycznych.
Miejsce akcji: Pub Ostrówek (15-20 minut od dworca PKP)- niedaleko Starki, ul. Ostrówek 1

Czas akcji: niedziela, października13:00 - 18:00.

Liczba miejsc: ograniczona- w związku z dużą ilością zgłoszeń na poprzednie spotkania, razem z Asią ustaliłyśmy, że pierwszeństwo mają dziewczyny z opolskiego :) Dlatego w mailu zgłoszeniowym prosimy o podanie województwa, będzie nam łatwiej  ;) 
Jest nam z tego powodu bardzo przykro, bo chciałybyśmy, żeby wszystkie dziewczyny mogły się spotkać, jednak możliwości lokalowe nas ograniczają.

Zgłoszenia do: 6 września

Wymaganiadobry humor : )

Ze swojej strony gwarantujemy oczywiście elitarne towarzystwo najfajniejszych blogerek, trochę pyszności i trochę niespodziewanek : )
Liczba miejsc jest ograniczona, więc szybko zaklepujcie miejsca. Przewidujemy również składkę w wysokości 30 zł. 
Zgłoszenia prosimy nadsyłać mailowo: 
andziaqbeauty@gmail.com (czyli kontakt do Andżeliki). 

W odpowiedzi wyślemy Wam dokument hucznie zwany regulaminem, czyli po prostu kilka zasad, które ułatwią nam ogarnięcie tego wydarzenia.

Zaproszenie skierowane jest przede wszystkim do dziewczyn z województwa opolskiego, ale zapraszamy również pozostałe blogerki. Mamy nadzieję, że znajdzie się dla Was kilka miejsc :)

 Dodam jeszcze, że jest propozycja zrobienia swapu tak jak ostatnim razem :)
Mamy nadzieję, że podacie tą wiadomość dalej. Będzie nam bardzo miło!

Czekamy na maile :)

28 sierpnia 2013

Matowe paznokcie w kilka minut? - e.l.f. matte finisher nail polish.

Matowe wykończenie lakierów plasuje się zaraz za kremowym wśród moich ulubieńców. 
Jednak nie kupuję lakierów, które mają już same w sobie matowe wykończenie. 
Wolę mieć wybór, zakupić je w połysku i ewentualnie pokryć matującym lakierem nawierzchniowym. 


Jest to już drugi mój lakier matujący. Pierwszy pochodził z szafy Essence i nie byłam z niego zadowolona. Po pewnym czasie zostawiał na moich paznokciach białe drobinki, co wyglądało brzydko i nieestetycznie. 
Z rezerwą podchodziłam do topa z e.l.f, ale na szczęście ten mnie nie zawiódł i służy mi wiernie dłużej niż sądziłam, że będzie w stanie ;) 

Podejrzewam, że nie wszystkie czytelniczki będą wiedziały co robi taki matujący lakier. 
Otóż nakładamy go na dowolny lakier - czy to z wykończeniem kremowym, typu glassfleck czy nawet perłowym i automatycznie po kilku sekundach nasze paznokcie pozbawione są połysku, powierzchnia zostaje zmatowiona. Nie każdemu musi podobać się tego typu efekt, jednak są fanki matowego wykończenia i ja do nich należę :)


Buteleczka jaka jest każdy widzi. Pędzelek spłaszczony, wygodny. 
Konsystencja lakieru jest dosyć gęsta, prawie glutkowa, ale po nałożeniu na paznokcie ładnie się wyrównuje, poziomuje. Nie pozostawia smug na powierzchni. 
Zmatowi każdy lakier. Próbowałam na wielu różnych i zawsze dawał radę.
Służy mi już bardzo długo, choć powinno się go zużyć w ciągu 6 m-cy od otwarcia buteleczki. Ale stwierdziłam, że skoro nadal spełnia swoją funkcję, to szkoda go wyrzucać ;)
Lakier szybko wysycha, ale nie od razu na "kamień", na to trzeba jednak troszkę poczekać - jak przy zwykłych lakierach. 
Nie wpływa na jakość lakieru bazowego, czasami przedłuża żywotność całego manicure. 
Normalnie ścierają się po nim końcówki paznokci, odpryski czy inne ustrojstwa nie zdarzyły mi się ani razu. 
Za buteleczkę zapłaciłam jakieś 8,50zł, a znalazłam go w drogerii internetowej i tam polecam Wam go szukać jeżeli jesteście zainteresowane. 

Efekt jaki daje ten lakier pokażę Wam na wzorniku, który najlepiej go oddaje:


I jak Wam się podoba? Efekt zadowalający?
Preferujecie na paznokciach błysk, czy mat?

27 sierpnia 2013

Micel grzechu warty? - L'Oreal Paris Ideal Soft, oczyszczający płyn micelarny.

Płynów micelarnych przez moją łazienkę przekręciło się już sporo. 
Niestety nie każdy sprostał moim oczekiwaniom.
Czy micel od L'Oreal okazał się dobrym kompanem zmywania makijażu??? 


Niepozorna buteleczka z wygodnym zatrzaskiem zawiera 200ml przezroczystego niczym woda płynu. 
Płyn ten przeznaczony jest do demakijażu cery suchej. Takową posiadam, więc chętnie sprawdziłam jak się u mnie spisze.
Pielęgnacja cery suchej to nie lada wyzwanie, bo wiele kosmetyków dodatkowo działa na jej niekorzyść wysuszając ją. Ten płyn micelarny na szczęście nie wysusza mojej skóry i chwała mu za to! 

Co prawda nie zauważyłam jakiegoś oczyszczania skóry, o którym wspomina producent, ale według mnie najlepiej skórę oczyszcza zwyczajny peeling do twarzy ;) 
Więc od tego micela nawet nie wymagałam oczyszczania, tylko zwykłego zmycia makijażu.

Ze zmywaniem makijażu radzi sobie świetnie. Bezproblemowo radzi sobie także z mocnymi makijażami okolicznościowymi. Przy okazji nie podrażnia oczu - a to istotna sprawa przy tego typu produkcie. Po demakijażu nie wyglądam jak zapłakana panda, tylko jak człowiek bez makijażu ;)

Zapach płynu to kwestia sporna. Plusem jest, że nie jest perfumowany i nie ma udziwnień z tego tytułu w składzie. Niestety cierpi na tym mój nos, bo płyn pachnie dość...plastikowo ;) Na szczęście nie trzeba go wąchać długo, bo tylko chwilkę na waciku, więc można to znieść.

Wydajność niczego sobie. Butelka 200ml wystarcza spokojnie na 1,5 miesiąca częstego używania. Więc cena 15-17zł nie wygląda tutaj przerażająco, a wręcz przeciwnie - zachęca do zakupu.


W całej gamie Ideal Soft mamy oprócz płynu micelarnego jeszcze:
  • łagodzący tonik oczyszczający
  • łagodzące mleczko oczyszczające
  • żel krem oczyszczający
Ja muszę przyznać, że pielęgnacja twarzy z L'Oreal ostatnio mi służy. O dziwo, bo tego się nie spodziewałam i do tego micela podchodziłam z nieufnością. Jak się okazuje - niesłusznie ;)

A Wy znacie ten płyn micelarny? Czy może raczej macie jakiegoś innego ulubieńca, którego nie zdradzicie? :) Ja nie żałuję, że zdradziłam swojego ulubieńca z BeBeauty i teraz będę ich używać zamiennie.

26 sierpnia 2013

Taśmowy manicure w fiolecie.

Kilka dni temu na pewną okazję zrobiłam sobie po raz pierwszy manicure z użyciem taśmy.
Zwyczajnie wycinałam ząbki w taśmie klejącej, przyklejałam na paznokcie pokryte bazą i malowałam innym lakierem. W tej wersji jest to matowo-shimmerowy manicure, tak dla nadania kontrastu. 


Potrzebne są:
  • garść cierpliwości
  • odrobinka zdolności manualnych
  • bogaty zasób wulgaryzmów
  • dowolne lakiery
  • taśma klejąca
  • nożyczki
Tak, trochę nerwów mnie to zdobienie kosztowało, ale było warto. Uważam je za udane i ciekawie wyglądające na pazurkach. A jak Wam się podoba? Bawiłyście się już kiedyś w zdobienie paznokci przy użyciu taśmy? Co z tego wyszło? :)




Użyte lakiery:
  • podkład Orly Bonder
  • bazowy fiolet Virtual mini <bez nazwy>
  • matujący top Elf
  • ciemny fiolet Revlon 790 No Shrinking Violet

23 sierpnia 2013

Tanie, a dobre - żel pod prysznic BeBeauty Brazylia.

W TAGu ujawniającym 50 przypadkowych faktów o mnie wyznałam, że robię zakupy w Biedronce. 
Czasami zdarza mi się skusić na jakiś kosmetyk produkowany specjalnie dla tego dyskontu.
Ostatnim razem, tuż przed wyjazdem na "urlop" zakupiłam żel pod prysznic BeBeauty o tajemniczym zapachu... Brazylia :) Jak się później okazało, trafiłam na perełkę.


Żel zamknięty jest w przezroczystej, plastikowej buteleczce, dzięki czemu elegancko widać zużycie.
Otwierana na wygodny zatrzask, nie sprawiający problemu. 
Szata graficzna skromna, acz intrygująca.
Żel ma kolor pomarańczowy i wygląda jakby miał zatopione jakieś granulki, czy też pęcherzyki powietrza, które ostatecznie są niewyczuwalne na skórze.

Żel Brazylia jest odpowiednio gęsty i pieni się nawet bez używania gąbki czy innej myjki. Przy tym jest wydajny - wystarcza odrobina do umycia całego ciała :)
Pachnie intensywnie i pięknie - orzeźwiająco. Kąpiel staje się nie rutyną, a przyjemnością.
Mojej skóry nie wysuszał, ani nie podrażniał. Nie wiem jak się spisze na skórze wrażliwej, bo ja takowej nie posiadam.

Butelka ma pojemność 300ml, a zapłacimy za nią około 5zł.
Producentem jest firma Forte Sweden sp. z o.o. która produkuje między innymi kosmetyki Mrs. Potters czy też Corine de Farme - to tak w ramach ciekawostki :)


Używałyście może już kiedyś żeli BeBeauty?
Przyznaję, że nie spodziewałam się tego, ale żel Brazylia mnie pozytywnie zaskoczył.
Za 5zł myślałam, że dostanę jakieś rozwodnione nie wiadomo co, a tutaj pięknie pachnący, wydajny żel. Nawet mój mąż go chwalił po tym jak musiał z niego skorzystać. Więc może coś w nim jest??? ;)

22 sierpnia 2013

(Nie)codzienny makijaż rudo-biały.

Poczuwszy natchnienie, najpierw sprawdziła jak sprawa wygląda z naturalnym oświetleniem. 
Uznawszy iż jest zadowalające złapała za pędzle. 
Dała się ponieść wyobraźni i natchnieniu. 
Po zakończeniu sięgnęła po aparat. 
Nigdy wcześniej nie robiła nim tradycyjnych samojebek.
Hmmm... Jak jej wyszło? Zobaczmy...


Dobra, koniec błaznowania. 
Zmalowałam dziś makijaż. Niby nie do pokazywania ludziom, a jednak nosiłam go całe popołudnie. Mało tego - fajnie się w nim czułam :) Tak, wiem, dużo lepiej by wyglądał do zielonych oczu, ale zostałam obdarowana niebieskimi. Nie, soczewki mnie nie jarają.

Zoom na oko:

W takiej kolorystyce to chyba jeszcze makijażu nie nosiłam.
No i nie jest to tradycyjny mejkap typu dymek czy inny dzienniak.
Jak Wam się podoba ta propozycja? 


21 sierpnia 2013

Do widzenia uszkodzenia? - szampon wzmacniający Garnier Goodbye Damage.

Ostatnio mam szczęście do szamponów. 
Za jaki bym nie złapała, każdy okazuje się strzałem w dziesiątkę.
Czy tak samo było z popularnym szamponem wzmacniającym od Garniera? 


Przyznam szczerze, że byłam nieźle ubawiona, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam spot reklamowy linii Goodbye Damage. Puknęłam się w czoło i powiedziałam sama do siebie - Tak, teraz już kosmetyki potrafią naprawić zniszczone włosy. To po co nam nożyczki? 
Ale jak już nieco ochłonęłam, to uznałam, że szampon chętnie wypróbuję. Bo i czemu nie? Szampon ma myć, oczyszczać włosy. Ich kondycji nie poprawi choćby nie wiem co w sobie miał. Przynajmniej ja się cudów nie spodziewam. 


Posiadam generalnie zdrowe włosy - nie farbuję ich, staram się nie suszyć i rzadko je prostuję. Jednak moim odwiecznym problemem jest plątanie się kosmyków. Narzekam na to ja, narzekają na to fryzjerki, którym oddaję swoją głowę do użytku. Lecz nie mam na to zbytniego wpływu. Mogę ewentualnie minimalizować owo plątanie się włosów poprzez używanie odpowiednich kosmetyków do włosów. Niestety nie wszystkie szampony się u mnie sprawdzają. Dla przykładu po takim Babydream po prostu MUSZĘ nałożyć dodatkowo dobrą odżywkę lub maskę. Nie mam innego wyjścia, bo w przeciwnym wypadku zwyczajnie włosów nie rozczeszę nawet szczotką Tangle Teezer. 
Dlaczego o tym wszystkim piszę? No nie bez powodu :) Tak się składa, że szamponem Goodbye Damage mogę myć włosy "na szybko" i nie używać po nim żadnych odżywek. Zwyczajnie włosy o nie nie wołają. 

 Tak, wiem, że sekretem jest tutaj skład produktu. Demonizowane silikony i inne detergenty mają na to wszystko wpływ. Jednak moje włosy potrzebują silikonów i w tym temacie ich nie oszukam. 

Dla ciekawych wrzucam wspomniany skład:

Co więcej mogę powiedzieć o działaniu tego szamponu? Nie uczulił skóry mojej głowy, nie spowodował u mnie łupieżu, włosy przetłuszczały się w swoim zwykłym tempie. Czyścił moje włosy, nie powodował puszenia się lub odwrotnie - nie były one oklapnięte. Więc skutków ubocznych nie odnotowałam
Co mnie urzekło po pierwszym otwarciu tubki z szamponem? Piękny zapach. Słodziutki, przyjemny, owocowy - mycie włosów było przyjemnością :) 
Kolejnym plusem jest wydajność - używam go, używam, używam... a końca nie widać ;) I w sumie nie zobaczę, bo butla nie jest przezroczysta, więc tylko odważając ją w ręce mogę odczuć zużycie.

Żeby nie było zbyt słodko - wady też posiada. A przynajmniej jedną zasadniczą. 
Przypomniałam sobie dlaczego już dawno żaden szampon Garniera nie gościł w mojej łazience. Do poprawki nadaje się zatrzask. Nie sposób go otwierać mając mokre ręce. Nienawidzę tego :( 


U mnie ten szampon do włosów sprawdził się do tego stopnia, że chyba się skuszę jeszcze na maskę do włosów z tej serii. 
Maska przynajmniej znajduje się w słoiczku, a nie w butelce z tym felernym zatrzaskiem :/
Za 400ml szamponu zapłacimy około 8-10zł, a znaleźć je można...wszędzie ;P
To się dzisiaj rozpisałam o zwyczajnym szamponie... Mam nadzieję, że ktoś z Was dotarł do końca? :)

20 sierpnia 2013

O tym jak pokochałam czerwień na ustach - Bourjois Color Boost, 01 Red Sunrise.

Do niedawna bałam się intensywnego koloru na ustach. Stawiałam na szminki i błyszczyki w kolorze zbliżonym do koloru moich ust. Dlaczego? Zwyczajnie boję się, że zjem pomadkę, zetrę ją nierówno i będzie to wyglądać nieestetycznie. A jak już mam mieć makijaż, to musi być on ładny, a nie niechlujny. 
Zdanie zmieniłam, kiedy trafiłam na kredkę do ust Bourjois. I od tego momentu żywy kolor na ustach jest mi niestraszny :)


Kredka ma formę wykręcanego sztyftu. Jest bardzo miękka i gładko sunie po ustach.
Dzięki jej miękkości aplikacja jest bajecznie łatwa i wygodna. Obawiałam się, że bez konturówki się nie obejdzie, ale jak się okazało nie była ona w ogóle potrzebna. Kredka sama w sobie daje radę, można nią najpierw ładnie obrysować kontur ust, a następnie go wypełnić. 
Kolor można stopniować nakładając cieńszą, lub grubszą warstwę kosmetyku. Ja jednak nie wyobrażam sobie innej opcji w przypadku czerwieni, niż mocny i wyrazisty kolor. Więc nakładam solidną ilość, żeby usta wyglądały soczyście i kusząco :)


Co w niej uwielbiam? Dostrzegłam w niej wiele zalet, między innymi:
  • trwałość - trzyma się dobrych kilka godzin, można spokojnie zjeść coś lekkiego, napić się, a kolor wyblaknie tylko nieznacznie. Teraz nawet na zakupy śmigam z czerwonymi ustami, co do tej pory było tylko marzeniem ;)
  • nawilżenie - kredka nie wysusza ust, a za to wręcz je pielęgnuje, nawilża. Zazwyczaj pomadki wysuszają usta...
  • kolor - wyrazisty, mocny, śliczny, intensywny.
  • cena - niecałe 30zł to naprawdę niska cena za tak dobrą jakość produktu, nie ma co żałować wydanych pieniędzy
  • wykręcany sztyft - bardzo wygodny, cieszę się, że kredki nie trzeba temperować ;) 
  • ma filtr SPF 15 - dla mnie ma to średnie znaczenie, ale jak już jest, to super :)
 Spójrzcie jak kredka wygląda na moich ustach:


 Tak bardzo polubiłam tą magiczna kredkę, że już zdążyłam się zaopatrzyć w kolejny kolor z tej serii - 03 Orange Punch. 
A jeśli Wy wahacie się czy kupić, czy nie kupić powiem jedno - kupujcie w ciemno, nie pożałujecie :)
Szkoda tylko, że Bourjois ma do wyboru tylko 4 kolory tych kredek :( 
Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni i wprowadzone zostaną inne kolory ;) 


19 sierpnia 2013

Limonkowe szaleństwo z Essie - The more the merrier.

Długo ubolewałam nad brakiem dostępu do lakierów Essie. Bo zamawianie via Internet to już nie to samo, co możliwość przyjrzenia się buteleczkom z bliska. Na szczęście podczas pobytu w niemieckim DMie natknęłam się właśnie na szafę Essie. A, że poczułam silną potrzebę zakupu nowego lakieru, to padło właśnie na lakier Essie z letniej kolekcji. 


Kolor lakieru nie był przypadkowy. Kupiłam go specjalnie pod kolor sukienki, ale oczywiście nie zamierzam go nosić tylko do niej ;) 
Kolor jest faktycznie bardzo pasujący na lato, więc nie dziwię się, że występuje w letniej kolekcji. 
Soczysta limonka, odważna zieleń, prawie neonowa. Ta zieleń zdobyła moje serce bezsprzecznie. 


Do pełnego krycia potrzebne są dwie warstwy lakieru. Emalia jest dość gęsta, więc podczas nakładania drugiej warstwy przyda się szybkość i wprawa. W innym wypadku łatwo jest narobić smug na paznokciach. 

Pędzelek jest wygodny, ma spłaszczony kształt i jest wyprofilowany na półokrągło. 
Jeżeli chodzi o jakość lakieru, to oceniam go średnio dobrze, bo szybko pojawiły się otarcia na końcach i kilka odprysków, ale może to być spowodowane aplikacją w największe upały. Niestety póki co używałam go tylko kiedy temperatura oscylowała wokół 30 stopni, wiec nie jest to raczej miarodajne. 

 Buteleczka ma pojemność 13,5ml, więc jest spora. Powiedziałabym nawet, że jest za duża. Nie wiem czy jest ktoś, kto zdoła zużyć cały lakier na swoje prywatne potrzeby. 


 Macie jakieś doświadczenie z lakierami Essie? 
Jeżeli tak, to proszę o polecenie mi jakiegoś koloru, ze stałej kolekcji najlepiej :) 

18 sierpnia 2013

Tegoroczne lato sponsoruje Bielenda Bikini - plażowy duet dobrze zgrany :)

Lato nas rozpieszcza i zafundowało nam wiele upalnych dni idealnych na plażowanie.
Jako, że w tym roku miałam dużo czasu, to wykorzystałam go i kilka dni spędziłam nad wodą. 
Zabrałam ze sobą dwa kosmetyki Bielenda Bikini. Jakie kosmetyki? Patrz niżej:


Nowością dla mnie był dwufazowy przyspieszacz opalania.
Używałam go z nieukrywaną ciekawością. 
Czy zdał egzamin? 


Do poprawki powinno pójść opakowanie. Niestety ten atomizer po kilku naciśnięciach blokuje się, olejek dostaje się tam gdzie nie powinien, z nakrętki kapie... Tego nie polubiłam :/
Jest to olejek zapewniający jedynie niską ochronę przeciwsłoneczną w wysokości 6 SPF. Jednak można to zauważyć od razu, jest to napisane dużymi literami na przodzie opakowania. 


Sam przyspieszacz ma formę dwufazowego olejku o lekko żółtym zabarwieniu. Po aplikacji skóra jest natłuszczona, pozostaje na niej widoczny tłusty film.
Działanie oceniam jak najbardziej pozytywnie. Tego lata udało mi się wreszcie opalić nogi, co jest dla mnie nie lada wyczynem. Jestem przekonana, że swój udział miał tutaj przyspieszacz opalania Bielenda.
Co prawda zapewnia minimalną wręcz ochronę, prawie żadną, ale faktycznie przyspiesza proces opalania.
Ponadto buteleczka o pojemności 150ml wystarczyła mi na całe lato. Wydajność świetna, zwłaszcza, że pryskałam tym olejkiem znajomych plażujących razem ze mną :)

 Cena: ok. 14zł / 150ml

Skład dla zainteresowanych:

 Teraz przyszedł czas na nasz prywatny domowy hit tegorocznego lata.
Coś, co się przyda, kiedy uda nam się przypiec na słonku nieco mocniej niż byśmy tego chcieli ;)
Ten pan, na zdjęciu poniżej uratował mi tyłek kilka razy. I nie tylko mi ;)


Po całym dniu nad wodą, mimo zachowania ostrożności można nabawić się oparzeń słonecznych.
Taka też sytuacja kilkakrotnie mi się zdarzyła. Ale nie płakałam zbyt mocno, bo wiedziałam, że w domu czeka na mnie nawilżający balsam po opalaniu od Bielendy. I tutaj się nie zawiodłam.

Pękata butla zamykana na zatrzask zawiera w sobie biały balsam.
Jest on przyjemny, ma delikatny zapach i dobrze rozprowadza się na skórze.
Aplikacja nie sprawia problemów. 


Normalnie mając skórę poparzoną od słońca jest kłopot ze spaniem, całe ciało boli, skóra piecze, jest gorąco, nieprzyjemnie i jedynie zimna woda potrafi dać ulgę. Ale nie tym razem!
Po kąpieli nasmarowałam się balsamem. O dziwo nocą nic mnie nie piekło. A po kilku dniach skóra nie schodziła płatami jak to ma w zwyczaju. Wow!

Nie wierzyłabym tak mocno w jego działanie, gdyby nie to, że mój mąż również używał tego balsamu. I bardzo mi za to dziękował, bo też się nieźle spiekł. I tak jak ja, nie miał kłopotów ze skórą, spał spokojnie i skóra pozostała na swoim miejscu bez złuszczania się.

Coś wspaniałego taka ulga dla skóry. Jeśli zdarza Wam się intensywne plażowanie, to polecam ten balsam. Świetnie łagodzi, nawilża i naprawdę robi dobrze skórze :)

Skład:
Skład: Aqua, Panthenol, Cyclopentasiloxane, Cetearyl Ethylhexanoate, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Aleurites Moluccana Seed Oil, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Dimethicone, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Polyacrylamide/C13-14 Isoparrafin/Laureth-7, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Buthylphenyl Methylpropional, Citrnellol, Hehyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Cena: 11zł / 150l


Ktoś mi zaraz zarzuci, że nie używam filtrów, że nie dbam o skórę.
No fakt, nie robię tego. Ale proszę mnie z tego nie rozliczać, bo doskonale wiem co robię.
Tak, mam świadomość ryzyka jakie niesie za sobą opalanie się bez dostatecznej ochrony.