29 maja 2013

Ślubne wspomnienia...

Ponad miesiąc temu stanęłam przed ołtarzem i powiedziałam sakramentalne "tak". 
Wiele z Was składało mi życzenia, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję :*
Tak jak obiecywałam, tak od razu po otrzymaniu zdjęć od fotografa pokażę Wam kilka wybranych ujęć. 
Sama chętnie przeżyję to jeszcze raz...













Od razu zaznaczam, że małżonek wyraził zgodę na ujawnienie jego wizerunku tutaj :)
Makijaż w dniu ślubu wykonywała Pani Alicja Sobolewska z salonu Kreowanie Stylu.
Zdjęcia wykonane są przez Pana Jana Dambonia z firmy Foto Damboń.

27 maja 2013

Miętowe orzeźwienie z maseczką Queen Helene.

Być może będę dziś mało obiektywna. A to z racji tego, że uwielbiam miętę.
Pod każdą postacią, uwielbiam jej zapach smak, kolor...
Często piję herbatkę miętową, lubię kostki lodu z listkami mięty, czy też wodę ze świeżą miętą. 
Ostatnio często też towarzyszy mi miętowa maseczka firmy Queen Helene.


 Maseczki zostało mi już niewiele, zaledwie na jedno użycie, więc uważam, że czas na recenzję :)
Maseczka przeznaczona jest docelowo dla cery tłustej ze skłonnością do wyprysków. Ja co prawda mam cerę normalną w kierunku mieszanej, ale walczę z uciążliwymi wypryskami... Więc uznałam, że maseczka może być warta wypróbowania. I nie zawiodłam się. 

Skład: Distilled Water, Kaolin, Bentonite, Glycerin, Zinc Oxide, Propylene Glycol, Sulfur, Chromium Oxide Greens, Fragrance, Methylparaben  


Maseczka zamknięta jest w plastikowej tubce o pojemności 56,7g. Wystarczyła mi na prawie dwa miesiące regularnego używania (bo jeszcze jej nie zużyłam do końca).
Konsystencja maseczki jest specyficzna - bardzo twarda i ciężko wydobywa się ją z tubki, zwłaszcza pod koniec opakowania. 
Maseczka ma kolor zielony niczym mięta, a pachnie miętową pastą do zębów ;) Jest to zapach bardzo intensywny i jeśli ktoś nie lubi woni mentolu, to nie radzę po nią sięgać.
Maseczka przez tępą konsystencję ciężko się rozsmarowuje na twarzy, szybko wysycha i całkiem nieźle się zmywa z buzi. 

Jeżeli chodzi o działanie, to zdecydowanie na moją cerę działa wspaniale. Chyba jeszcze nie trafiłam na tak dobrą maseczkę. Świetnie oczyszcza, odświeża cerę i dodatkowo ją uspakaja. Stosowałam ją zarówno na całą twarz, jak i punktowo na całą noc na wypryski. Po nocnej kuracji wypryski dosłownie znikają, wysuszają się! Nie uwierzyłabym, gdybym faktycznie tego nie przeżyła na własnej skórze.
Co prawda trzeba się liczyć z intensywnym chłodzeniem zaraz po nałożeniu maseczki, ale dla mnie jest to przyjemne uczucie, zwłaszcza latem, kiedy słoneczko przygrzewa ;)
Krótko mówiąc po tej maseczce moja cera jest promienna, ożywiona, świeża. Do tego torpeduje wypryski, pachnie miętą, wyglądam w niej bardzo wyjściowo (;P) i ją uwielbiam! 

Możecie ją nabyć TUTAJ za zaledwie 8,50zł. Tylko proszę - nie wykupcie wszystkich, niech mi też coś zostanie ;P Ja jestem zachwycona, a Wy się same zastanówcie czy macie na tą miętkę ochotę :)


24 maja 2013

Makijaż w stylu Moniki Brodki. Defilada Gwiazd z Golden Rose.

Konkurs Golden Rose trwa już dosyć długo, ale ja byłam niepodatna i nie brałam udziału.
Jednak w tym tygodniu postanowiłam podjąć wyzwanie i wykonać makijaż na tę okazję.
Gwiazdą tego tygodnia jest Monika Brodka w dosyć specyficznym, graficznym makijażu. 
Szkoda tylko, że mam niebieskie oczy, bo zdecydowanie lepiej makijaż prezentowałby się do brązowych oczu...


Starałam się zainspirować Moniką Brodką, ale nie skopiować makijażu. 
Oczy podkreślone błękitem, czarna kredka na linii wodnej, dobrze wytuszowane rzęsy i delikatne, naturalne usta. Tu i tam twarz muśnięta bronzerem i rozświetlona odrobiną rozświetlacza.
Bo jak wiadomo makijaż to nie tylko oczy, a cała twarz :)


Jak podoba Wam się moja wersja? Czy jednak wolicie oryginał? 
Nie miałam tu dużego pola do popisu, ale jakby nie było - starałam się :D

23 maja 2013

Pastelowy makijaż z nutką mięty.

Szykując się na lato zrobiłam przegląd pastelowych cieni.
Przy okazji musiałam sprawdzić jak się prezentują na oczach.
Co z tego wyszło? Makijaż pastelowy z miętką ;)

Może się pozornie wydawać, że do wykonania makijażu zostały użyte dwa cienie. Nic bardziej mylnego ;) 
Użyte kosmetyki:
- baza pod cienie Lily Lolo
- baza przypudrowana pudrem L'Oreal Bare Minerals
- w wewnętrznym kąciku cień Washed Ashore z palety Sleek Snapshots
- w zewnętrznym kąciku cień Summer Breeze z palety Sleek Snapshots
- nad załamaniem powieki cień Supernova z palety Sleek PPQ
- pod łukiem brwiowym cień Barry White z palety Sleek PPQ
- eyeliner czarny Oriflame Very Me click it
- mascara My Secret Curly Lash
- cielista kredka kohl Oriflame


Wyszło delikatnie i dziewczęco. 
Myślę, że ten makijaż na lato będzie jak znalazł :)


22 maja 2013

Lakierowy arsenał.

W ramach oczyszczania buteleczek z zaschniętego lakieru na szyjkach i wyrzucania glutowatych egzemplarzy postanowiłam udokumentować na zdjęciach stan lakierowy.
I co z tego, że jest ich ponad stówka? Każdy jest inny, ma inną historię, towarzyszył mi w poszczególnych momentach mojego życia. 


Tak, jestem lakieromaniaczką, nie ukrywam tego. Uwielbiam moje lakiery i uwielbiam mieć wybór, gmerać wśród buteleczek i zastanawiać się - na jaki odcień mam dziś ochotę? 
Ten wpis jest bardziej dla mnie, taki poglądowy - co mam, a co bym jeszcze chciała mieć ;P

Na początek topy, odżywki i inne takie przezroczyste specyfiki do paznokci:






I dalej polecimy już firmami :)


























Na samym końcu lakiery do zdobień :)

Jak widać od groma mam lakierów "uniwersalnych" i raczej nie podążam za trendami ;P
Jakoś cały czas mam około setki lakierów i tego się trzymam. Wiadomo - od czasu do czasu trzeba jakiś wyrzucić, a za to w drogeriach uśmiechają się nowe sztuki :D