30 kwietnia 2013

Korund mikrodermabrazja - z czym to się je??? :)

Dzisiaj post dedykowany fankom naturalnej pielęgnacji. 
Kilka słów na temat korundu - minerału w postaci białego proszku.
Co ma dać skórze? Jak ma działać? O tym poczytacie poniżej :)


Korund to zwyczajnie naturalny peeling. Biały proszek widoczny na zdjęciu należy zmieszać w stosunku 1:6 z jakimś nietłustym kremem, żelem czy balsamem. Następnie wykonujemy masaż skóry - czy to twarzy czy też ciała. Po wykonaniu masażu spłukujemy ciało. 
Korund możemy traktować jako przygotowanie do peelingu właściwego, lub na tym poprzestać. Zabieg można powtarzać w zależności od potrzeb co 7-10 dni. 
Korund jest peelingiem polecanym na wiele "dolegliwości", zwłaszcza osobom mającym kłopoty z: łojotokiem, zaskórnikami, bliznami potrądzikowymi, trądzikiem, rogowaceniem, trądzikiem, zmarszczkami, zanieczyszczoną skórą czy wiotkością. 


Przyznaję, że miałam pierwszy raz styczność z tego typu produktem. Przed użyciem miałam sporo wątpliwości i najpierw wyszukałam informacji na temat tego podejrzanego białego proszku ;) W końcu odważyłam się go użyć i nie żałowałam. 
Mieszałam korund z żelem do mycia twarzy i peelingowałam sobie nim twarz. Korund jest bardzo wydajny i nawet mała ilość wystarcza na wiele użyć. Swoją wydajność zawdzięcza temu, że mieszamy go w stosunku 1:6 z innym kosmetykiem. Ja starałam się, żeby był to w miarę jak najbardziej naturalny żel do mycia. 
Proszek jest bardzo, bardzo drobny. Bardziej drobny od piasku i w związku z tym silnie ściera. Ten naturalny, mechaniczny peeling potrafi naprawdę mocno ścierać naskórek. Dlatego też nie polecałabym go wrażliwcom. Moim skromnym zdaniem może podrażnić osoby o wrażliwej cerze. Ewentualnie można by spróbować wymieszać korund w stosunku 1:10, wtedy powinien być mniej inwazyjny. 
Po zabiegu skóra jest gładziutka, miękka i widocznie rozjaśniona. Oczywiście nie wystarczy tutaj jednokrotne użycie - trzeba zabieg wykonywać regularnie. Ja stosowałam korund średnio co tydzień i byłam bardzo zadowolona z efektów. 
Korund można zakupić w sklepach internetowych z naturalną pielęgnacją lub z półproduktami. Mój korund pochodzi z Archipelagu Piękna, ale widziałam go też na Zrób Sobie Krem. Cena waha się od 9 do kilkunastu złotych za 200 gram.


29 kwietnia 2013

"Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba" - mój pierwszy lakier od Joko.

Niedawno skusiłam się na zakup pierwszego do kolekcji lakieru od Joko. 
Jest to lakier pochodzący z serii Orient Express, stylizowanej na wzór Dzikiego Zachodu. 


Wybrałam dla siebie lakier w kolorze nr J178 Blue Fez. Przypomina mi błękitne, letnie, bezchmurne niebo... Miałam podobny odcień z Sensique, ale z tego lakieru nie byłam zadowolona, więc od Joko oczekiwałam czegoś więcej.

Buteleczka jest sporych rozmiarów, co nie dziwi, skoro zawiera w sobie 10ml lakieru.
Jeśli chodzi o pędzelek, to już na opakowaniu widnieje informacja o wygodnej aplikacji dzięki szerokiemu pędzelkowi. I tu się zgodzę - pędzelek jest szeroki, spłaszczony, języczkowy. Lakier aplikuje się dzięki temu wygodnie. Konsystencja lakieru też ułatwia aplikację, bo nie jest ani za rzadki ani zbyt glutowaty ;) 


Jak na tak pastelowy odcień, to lakier jest nieźle napigmentowany. Wystarczają dwie warstwy do pełnego krycia. Wykończenie kremowe, przy tym kolorze bardzo ładnie się prezentuje. 
Sam kolor może jest mało oryginalny, bo wiele firm ma w ofercie podobne odcienie, ale jednak mnie urzekł.

Myślę, że to mój pierwszy lakier od Joko, ale raczej nie ostatni. 
Zapłaciłam za niego około 10zł w lokalnej drogerii i nie żałuję. 
Wygodna aplikacja, szybkie schnięcie i letni kolor przemawiają za tym lakierem. 
Polecam :)

28 kwietnia 2013

Rozświetlacz i róż mineralny Lily Lolo. Swatche i moje wrażenia.

Kiedy tylko na Costasy pojawiła się baza pod cienie od Lily Lolo od razu złożyłam na nią zamówienie. 
Nie byłabym sobą, gdybym przy okazji nie wzięła kilku innych próbeczek na wypróbowanie.
I tak zaspokoiłam swoją ciekawość zamawiając sobie rozświetlacz i róż mineralny.


Wybór padł na rozświetlacz Star Dust, który wydaje się być idealnym dla osób bladolicych oraz na róż Cherry Blossom, koralowy i opalizujący. 
Próbki są niedużej pojemności, zamknięte tylko w strunowych woreczkach, ale mimo to wystarczają na dobrych kilkanaście użyć. 
Jesteście ciekawe jak wyglądają już poza opakowaniem? :) 


Star Dust to rozświetlacz z którym ciężko jest przesadzić i go nadużyć. Z tych dwóch produktów właśnie po rozświetlacz chętnie sięgnęłabym ponownie. Na skórze wygląda bardzo naturalnie, delikatnie rozświetla, daje efekt tafli i można go ładnie stopniować. Mogę go polecić ze swojej strony nawet osobom, które do tej pory po rozświetlacze nie sięgały. 

Cherry Blossom to dziewczęcy, łososiowo-koralowy róż. Opalizuje i nadaje cerze świeżości i blasku. Przypomina mi nieco cień do powiek Kobo 205 Fashion Golden Rose, tylko ten róż ma w sobie więcej z pomarańczy :) Róż umiejętnie nałożony nie tworzy plam na buzi, a w ciągu dnia delikatnie acz równomiernie się ściera. Całkiem niezły, ale nie tego szukam ;P 

26 kwietnia 2013

Nowe-stare odkrycie - kredka żelowa Avon superShock shimmer khaki - mój ulubieniec :)

Nie lubię kredek do oczu. Wręcz nie znoszę.
Zamiast użyć kredki wolę złapać za cienie, płyn do soczewek i pędzelek i nimi namalować krechę choć zajmuje to sporo czasu. Wszystkie kredki które miałam do tej pory drapały, trzeba było kilka razy poprawiać kreskę, żeby nie został prześwit. Dlatego też nie rozumiałam zachwytu nad żelowymi kredkami do oczu Avon superShock. Skorzystałam jednak z okazji i postanowiłam się przekonać w czym tkwi fenomen tych kredek. I przepadłam...


Już wiem skąd takie ogólne poruszenie i zachwyt nad kredkami żelowymi Avonu. 
Najkrócej będzie jeśli wymienię najważniejsze zalety tego kosmetyku i być może przekonam ostatnie niezdecydowane duszyczki :)
Co prawda nie znam ceny kredki ani nie mam dostępu do katalogów Avonu, ale jeśli Wy macie do nich dostęp, to mnie proszę uświadomić ile kosztuje to cudo :) Bo nie wierzę w cenę podaną na KWC, czyli 23zł/1,2g.

  • Kredka ma świetną pigmentację. 
  • Shimmer khaki to głęboka, błyszcząca zieleń - alternatywa dla tradycyjnej czerni.
  • Kreska na powiece utrzymuje się mega długo, nawet bez bazy. Nie odbija się na górnej powiece, nie ściera się.
  • Kredka jest bardzo miękka! Wystarczy lekko przejechać po powiece, by uzyskać ładną kreseczkę. 
  • Kredkę łatwo się struga, nic złego się z nią nie dzieje podczas/po struganiu :)
  • Kolor kreski na oku jest identyczny z tym ukazanym na końcówce kredki.
Rewelacja! :D


25 kwietnia 2013

Maślankowo-cytrynowy ścierak skórny - Balea peelingujący żel pod prysznic.

Witam Was po dłuższej przerwie, już jako mężatka :)
Dziękuję ślicznie za wszystkie życzenia i inne przejawy sympatii :) 
A dzisiaj wracam z recenzją peelingu do ciała. Nie byle jakiego. 


Balea peelingujący żel pod prysznic maślanka&cytryna to świetny peeling nadający się do codziennego użytku. Świetnie pobudza zmysły, ściera naskórek, pieni się i jedyną jego wadą jest jego niewygodne w użytkowaniu opakowanie... 
Zapach jest paradoksalnie słodko-świeży. Wyczuwalna jest woń cytryny, która zatopiona jest w słodkiej, jogurtowej otoczce. Dla mnie zapach dziwny, acz przyciągający :) Działa na mnie jak magnes i chce mi się więcej i więcej :) Za każdym razem intensywnie go wąchałam i próbowałam wyczuć co mi przypomina, ale do dziś mi się nie udało... Osobiście uwielbiam ten trudny do sprecyzowania zapach. Intensywny, cytrynowy i cudowny... 
Drobinek zatopionych w żelu jest sporo i są nieduże. Dobrze ścierają naskórek, ale nie zdzierają go drastycznie. Krótko mówiąc - drobinki są małe i jest ich dużo. 
Oprócz tego nie zostawia na skórze tłustej warstwy jaką zawsze pozostawiają peelingi na parafinie. Dla mnie to bez znaczenia, ale dla kogo innego może to być istotna sprawa :) 


Żel jest gęsty, nie wycieka niekontrolowany z opakowania. Mógłby być albo rzadszy, albo w innym opakowaniu. Z tubki ciężko wydobywa się końcówkę produktu. Trzeba się nagimnastykować, albo zwyczajnie przeciąć tubkę, żeby wydobyć resztkę peelingu. Oprócz tego jednego mankamentu nie mam mu nic do zarzucenia. 
Pieni się świetnie, a jednocześnie dobrze spłukuje. Mimo iż to żel teoretycznie przeznaczony pod prysznic, to w wannie też nieźle daje radę :) 
Żel był wydajny, tutaj kolejny plus :) 
Za tubkę o pojemności 200ml zapłaciłam około 6-8zł. 
Jest to produkt pochodzący z edycji limitowanej i nie wiem czy jeszcze gdzieś go można dorwać. Ale jeśli będziecie mieć taką możliwość, to polecam
Dla zainteresowanych skład:

15 kwietnia 2013

Prywatnie - dlaczego mnie nie będzie; o ślubie, wieczorze panieńskim i innych :)

Przychodzę do Was z nietypowym dla mnie postem. O ile o życiu prywatnym niewiele tutaj pisałam, tak teraz przechodzę specyficzny okres. Część z Was już wie, reszta dowie się właśnie teraz ;) Tak się składa, że już w najbliższą sobotę 20 kwietnia wychodzę za mąż :) 
Z tego też powodu mam sporo spraw do załatwiania, a niedużo czasu na blogowanie. Przez jakiś tydzień nie będę mieć czasu na pisanie, ale w wolnych chwilach postaram się chociaż odwiedzać Wasze blogi :)

W minioną sobotę bawiłam się na swoim wieczorze panieńskim. Zabawa była przednia i trwała...do rana :) Pokażę Wam niektóre z otrzymanych prezentów :)
Jedna z moich koleżanek przygotowała dla nas przypinki:


Najbardziej interesującym i wzbudzającym we mnie ciekawość prezentem jest... mąż do wyhodowania :D 
Jeśli znudzi mi się mój prywatny mąż, to wkładam nowego do wody i hoduję go po swojemu :) Brzmi intrygująco :)

Jednym z prezentów był dmuchany kolega o imieniu Guido. Stanęłam z nim twarzą w twarz....


No aleee... Sobota zbliża się wielkimi krokami. Stres mnie nie zjada, a moim największym problemem jest wybór lakieru do paznokci, którym mam pomalować sobie paznokcie :) 
Zastanawiałam się nad tymi dwoma:



Ale dzięki koleżankom Wizażankom skłaniam się ku temu drugiemu, wpadającemu w róż Je T'aime. 
A co Wy o tym sądzicie? 

Trzymajcie za mnie kciuki w sobotę o 11, żeby kolana mi się nie trzęsły, a głos się nie łamał :) 
Buziaki i do "napisania" :*

12 kwietnia 2013

My Secret 164 Pearl Glow - lakierowa perełka.

Do tej pory myślałam, że nie znajdę lakieru w kolorze ładniejszym od Inglota 715. Ten Inglot to mój ideał, co często powtarzam :) Jednak w niedzielę na spotkaniu blogerek wpadł mi w ręce lakier My Secret nr 164 Pearl Glow. I co się stało? Zapałałam do niego miłością ogromną :)


Lakier pochodzi z serii Hot Colors. I faktycznie, ten kolor który ja posiadam jest dla mnie very hot :D
W serii dostępne są 4 kolory lakierów:
  • 163 Blue Angel
  • 164 Pearl Glow
  • 165 Red Ice
  • 166 Golden Night


Opakowanie - mała, poręczna, szklana buteleczka.
Pędzelek - wygodny, nie za cienki, elastyczny.
Konsystencja - przyjemna, lakier dobrze się aplikuje, nie jest zbyt rzadki, nie kapie z pędzelka.
Wykończenie - shimmer, z pięknymi odbijającymi się błyszczącymi drobinkami.
Kolor - niebanalny ;) cielisty kolor z zatopionymi milionami pięknych drobin mieniących się na złoto.
Krycie - potrzebne są co najmniej dwie warstwy do pełnego krycia, przy cienkich warstwach konieczne będą trzy. Ale za to lakier szybko wysycha, więc nie sprawia to problemu.
Zmywanie - mimo drobinek nie jest najgorzej. Wystarczyło chwilkę przytrzymać wacik nasączony zmywaczem przy paznokciu, potem potrzeć i lakier elegancko schodzi :)
Trwałość - na bazie Orly Bonder trzymał mi się kilka dni, nie odpryskiwał, tylko końce delikatnie się starły.
Cena - około 8zł.
Pojemność - 10ml.
Dostępność - Drogerie Natura



11 kwietnia 2013

Świetny sposób, aby zaoszczędzić na okularach - szalone rozdanie u Firmoo :)

    Kilka dni temu Firmoo skontaktowało się ze mną, aby przekazać dobrą informację - otóż rozdają bezpłatnie okulary :) 
Dlatego też przekazuję tę informację dalej, żebyście i Wy mogły spróbować swojego szczęścia. Ciężko w to uwierzyć? Ale to prawda! Tylko teraz ramki + szkła + wysyłka = 0 złotych!
Firmoo rozdaje 100 par okularów. Jest szał ;) 


    Jak długo nosicie swoje okulary? Mogę się założyć, że większość z Was zmieniała szkła czy okulary ze trzy lata temu albo jeszcze dawniej. Okuliści zalecają jednak robić regularnie badanie wzroku - przynajmniej co roku i wymieniać okulary. Dzięki temu zapewnimy sobie komfort i zdrowe oczy. Jeżeli jednak wada czy choroba oczu zmieniła się, a my nadal będziemy nosić stare szkła to istnieje wysokie ryzyko pogorszenia stanu wzroku!


   Więc myślisz o uzyskaniu pary nowych okularów, ale martwi się, że będzie to kosztować rękę i nogę? Udaj się do http://www.firmoo.com/z/blogger-crazy-giveaway.html i uzyskaj darmowe okulary teraz!
Codziennie do 16 kwietnia z Firmoo macie szansę na zdobycie darmowych okularów. 
Brzmi kusząco? Myślę, że bardzo! :)

10 kwietnia 2013

Aktualizacja - moje włosy w kwietniu + pielęgnacja i próbna fryzura :)

W tym miesiącu, a właściwie w zeszłym tygodniu byłam zmuszona podciąć końcówki. A już niedługo planuję radykalne cięcie. Dlatego jeszcze w tym miesiącu mogę pochwalić się długimi i lśniącymi włosami :)


Pielęgnacja w tym miesiącu nie zmieniła się jakoś radykalnie, dalej męczę serię z olejkiem arganowym Alverde, a używam ich zamiennie z Gliss Kurem. 
Zresztą spójrzcie jakie kosmetyki do włosów rządziły w tym miesiącu w mojej łazience:




A jako bonus dorzucam zdjęcie mojej prowizorycznej próbnej fryzurki przedślubnej. Co prawda dojdzie jeszcze warkoczyk nad grzywką, włosy będą nakręcane na wałki i na dole nic mi nie będzie zwisać, ale to jest taki ogólny zarys. Jak Wam się podoba?

9 kwietnia 2013

Kreska w kolorze Blue Lagoon.

Wzywam wiosnę makijażem! Mimo iż ostatnio rzadko robię makijaż w kolorze, to dziś chciałam zaszaleć :)
Postawiłam na kolorowy akcent w postaci kreski.
Wiosenno-letni kolor nieba podbity nieco czernią wygląda dobre nawet do niebieskich oczu.


Do wykonania makijażu użyłam:
- baza pod cienie Lily Lolo Prime Focus
- na całej powiece cień Orilame Pure Colour w kolorze Champagne
- płyn do soczewek
- cień Blue Lagoon z palety Sleek Caribbean Curacao
- eyeliner Oriflame Very Me black
- mascara L'oreal Volume Million Lashes
- na linii wodnej kredka Emily Golden Rose nr 109

Całość wyglądała w ten sposób:





Jak myślicie - uda mi się w końcu sprowokować wiosnę, by wyszła w ukrycia? ;)
A może postaracie mi się jakoś pomóc??? :)

8 kwietnia 2013

Drugie Opolskie Spotkanie Blogerek Kosmetycznych w telegraficznym skrócie.

Wczorajsze popołudnie udało mi się spędzić w bardzo uroczym towarzystwie.
Odwiedziłam Opole, a dokładnie Pub Ostrówek, w którym odbyło się drugie już Opolskie Spotkanie Blogerek Kosmetycznych (z nielicznymi wyjątkami ;P).
Czas przeleciał strasznie szybko, najadłam się pyszności, pogadałam sobie z innymi kosmetyko-maniaczkami, wymieniłam się kosmetykami i na koniec zostałam obdarowana prezentami. 
Czy można sobie wymarzyć lepszy scenariusz??? :)


Było nas dwadzieścia - potraficie sobie wyobrazić jaki gwar potrafi zrobić dwadzieścia rozgadanych bab??? :D Ale muszę przyznać, że było super. W niektórych momentach udało mi się popłakać...ze śmiechu :D
Szkoda tylko, że mój aparat to emeryt i robi gorsze zdjęcia niż kalkulator, ale te które mam, to Wam pokażę :)

Grzebiemy, szperamy, plotkujemy, smarujemy się, próbujemy...

Delektujemy się pyszną pizzą :D Tak, była naprawdę smaczna, co widać po minach Kapryska i Strawberry Merry :)

Na stołach tulipany...na drugim planie Kolorowy Pieprz :)
Przy stoliku nasze szanowne Organizatorki.

Z uwagi na fakt iż mój ukochany aparat resztę zdjęć rozmazał nic więcej Wam nie pokażę :P
Za to jeszcze spójrzcie jakie kosmetyki i inne gifty do mnie przywędrowały od sponsorów...


 









Z wymiany w stylu - rzucam kosmetyczką i krzyczę "Bierzcie co chcecie" złapałam kolejne kosmetyki:




Bardzo dziękuję Naszym Szanownym Organizatorkom i pozostałym Uczestniczkom - bez Was nic by się nie udało. Jesteście suuupeeerrrr :) Nie, ja się wcale nie podlizuję ;P
Sponsorom również dziękuję - dzięki Wam moje zapasy kosmetyczne rosną w zastraszającym tempie ;P
Czekam na kolejne spotkania - mam nadzieję, że już niedługo :)