31 marca 2013

Eubiona - naturalnie na usta!

Tak, wiem, że dziś Święta, większość spędza je rodzinnie, w gronie najbliższych zajadając smakołyki. Ale też wiem, że nie wszyscy mogą świętować, bądź sami nie chcą. A znajdą się też osoby, które odejdą na chwilkę od stołu żeby zajrzeć do świata wirtualnego. 
Dlatego też chcę konsekwentnie zakończyć serię recenzji kosmetyków pielęgnacyjnych do ust. Dla tych nielicznych, którzy zajrzą dziś w poszukiwaniu czegoś innego niż czekoladowe jajeczka, mazurki czy inne baby ;P  

Dziś zaprezentuję Wam naturalny miodowo-ziołowy balsam do ust Eubiona. Pewnie niewiele z Was słyszało o tej firmie. A fanki naturalnej pielęgnacji powinny utrwalić sobie tę nazwę zdecydowanie :)
Choć może niekoniecznie jeśli chodzi o opisywaną poniżej pomadkę...



Jako ciekawostkę powiem, że pomadkę mam już w swoim posiadaniu od grudnia, czyli jeśli dobrze liczę - ponad 3 miesiące. I nie potrafię jej nijak zużyć. Nie i już. Dlaczego? Poczytajcie niżej.

Opakowanie plastikowe, ale mimo noszenia w torebce nie uległo zniszczeniu tudzież innej degradacji ;) Motyw plastra miodu na zatyczce bardzo przyjemnie mi się kojarzy i nawiązuje do miodu zawartego w składzie. Na opakowaniu jest naklejka z polskim opisem, ale bardzo skąpym opisem ;P No ale w sumie jak się używa balsamu do ust wie chyba każdy cywilizowany człowiek. A skład możecie przeczytać na stronie producenta, lub na blogu Rodzynki :D O tutaj jest:

Skład: cocoa butter*, huile d’olive*, beeswax, castor oil, jojoba oil, shea butter, coco oil, honey, polyglycerin fatty acid ester, natural vitamin E, vanilla oil, sea buckthorn oil*
* ingredients from organic farming

I jak Wam się podoba? Bo mi teoretycznie bardzo! :) No ale tak jak piszę - teoretycznie. Bo w praktyce jest troszkę gorzej. 
Balsam byłby BARDZO przyjazny i BARDZO przyjemny, gdyby nie to, że jest zbyt twardy. Nie potrafię się nim posługiwać tak, żeby się nie zdenerwować i uzyskać a ustach choćby cienką warstwę kosmetyku. Próbowałam na różne sposoby - rozgrzewałam ją, zdrapywałam warstewkę paznokciem, maziałam pędzelkiem, rozcierałam najpierw na dłoni... i nic. Niby czasami coś tam uszczknęłam, no ale żeby tak na co dzień się męczyć, to ja nie mam cierpliwości. 
Jednak jak tak kilka razy się wysiliłam i popróbowałam balsam, po zdrapaniu warstwy i nałożeniu jej na usta śmiem twierdzić, że może ona zdziałać cuda. Więc kiedy zdarzy mi się, że mam pęknięte usta to lubię nałożyć sobie warstwę pomadki Eubiona, bo wiem, że za kilka godzin problemu się pozbędę! 
Neutralny zapach, a właściwie jego brak to dla mnie zaleta. 
Jasnożółty, miodowy kolor kojarzy mi się z... miodem ;) a jakże :D


Na ustach pozostawia delikatną cienką warstwę, prawie niewyczuwalną. Nie daje połysku, nie nadaje żadnego koloru. 
Gdyby nie kłopot z aplikacją mógłby zostać moim ulubieńcem... Oj żeby tak producent zmienił nieco formułę tego balsamu... Pomarzyć można ;)
Za pomadkę o wadze 4g zapłacimy 9,35zł.
Ten i inne kosmetyki naturalne możecie kupić w Pasażu Kosmetycznym :) 


A teraz jeszcze korzystając z okazji składam Wam najserdeczniejsze życzenia :)

29 marca 2013

Pomarańczowe masełko pielęgnujące do ust Balea. Mały wazeliniarz?

Po tym jak zapałałam uczuciem do wazeliny czekoladowej Floslek zamarzyło mi się jakieś masełko do ust o bardziej świeżym, rześkim zapachu. Soczysta pomarańcza brzmi wystarczająco rześko :)
Jak tylko nadarzyła się okazja, od razu złożyłam zamówienie na balsam pielęgnujący do ust Balea. 


Masełko, wazelina, balsam - zwał jak zwał. Ważne, że ma za zadanie pielęgnować usta, które narażone są na niekorzystne czynniki zewnętrzne typu wiatr, mróz czy słońce. 
Czy ten kosmetyk poradzi sobie z tymi wyzwaniami???

Spójrzmy najpierw na obietnice producenta i skład, bo może on być kluczowy, a raczej będzie na pewno ;)


Petrolatum - substancja nawilżająca
Tocopherol - witamina E
Mica - pigment dodający połysk
Parfum - kompozycja zapachowa
Limonene - imituje woń skórki cytrynowej
Linalool - składnik kompozycji zapachowych
CI 77491 - tlenek żelaza-naturalny pigment

Niesamowite - siedem składników z czego trzy to składniki nadające zapach kosmetykowi ;) 
Na szczęście dwa pierwsze, czyli bazowe składniki są bez zarzutu, więc ma co działać w tym balsamie. 


Opakowanie to metalowy, nieduży słoiczek. Nakrętka nie jest odkręcana, tylko zdejmuje się ją pociągnięciem. Wygląda tanio, nie oszukujmy się i nie wymagajmy zbyt wiele. Słoiczek natomiast zapakowany jest oryginalnie dodatkowo w kartonik i w takiej postaci kupujemy kosmetyk w drogerii.
Konsystencja balsamu jest jak najbardziej przyjazna, miękka i lekko wydobywa się go paluchem czy innym narzędziem ;P
Kolor balsamu w słoiczku to ładna pomarańczka, ale na ustach już po rozprowadzeniu na ustach staje się bezbarwny. Nadaje ustom połysk, jak bezbarwny błyszczyk.


Działanie. I tu nie wiem czego się tak naprawdę spodziewałam. Bo tak jak w przypadku wazeliny Floslek tak i w przypadku tej pomarańczowej Balea trudno jest mi znieść tą tłustość na ustach. Jakoś mi ciąży na nich i po chwili muszę ją zetrzeć, bo inaczej bym chyba zwariowała ;P Więc na co dzień nie jestem w stanie nosić jej na ustach. Sprawdza się natomiast na noc. Nałożenie grubej warstwy na noc faktycznie daje efekt. I śpiąc nie czuję tej warstwy tłuszczyku na ustach.
Zapach musi być pomarańczowy. Dlaczego? A już patrząc w skład możemy to wywnioskować ;) Miała być soczysta pomarańcza i jest soczysta pomarańcza. Czysta, wyrazista pomarańcza.


Podoba mi się tutaj konsekwencja - balsamik ma być pomarańczowy i jest! W całości. Wszystkie elementy do siebie pasują:
- kolor
- zapach
- opakowanie stylizowane na pomarańczę. 

Świetny pomysł, precyzyjne wykonanie, przyzwoite działanie. 
Za słoiczek o wadze 10g zapłacimy około 1 Euro, czyli trochę ponad 4zł. Czy to dużo? Nie sądzę :)
Więc jeśli macie dostęp, lubicie pomarańcze, to sięgajcie śmiało po ten balsam.

28 marca 2013

Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu. Tylko gdzie ten cynamon???

Naturalna pomadka Sylveco o zapachu cynamonu - to dla mnie brzmi jak bajka.
Dlaczego? Bo uwielbiam naturalne pomadki i kocham cynamon! 
Więc jak tylko zobaczyłam tą pomadkę, to od razu wyciągnęłam po nią łapki :)


Na początku powiedzmy sobie czym jest owy ROKITNIK, czyli jeden ze składników zawartych w pomadce. O rokitniku pisze nam producent na opakowaniu.


Skoro producent tak bardzo wychwala ten rokitnik i nazywa pomadkę "rokitnikową", to sprawdźmy czy w składzie znajdziemy rokitnik, a jeśli tak, to gdzie on tam będzie schowany :)


No i jest, a jakże. I to na zaszczytnym czwartym miejscu - tuż za podium ;) 
Skład swoją drogą świetny, zawiera to co najlepsze dla spierzchniętych ust - wosk pszczeli, masło karite, olej jojoba i inne. Zwróćmy jednak uwagę, że olejek cynamonowy jest na ostatnim miejscu - to dość istotne.
Ale już się nie będę czepiać, wiem to, co chciałam wiedzieć i mogę przejść dalej. 


Opakowanie pomadki szczerze mówiąc jest słabe. Z lichego plastiku, który mi szybko popękał i zatyczka sobie spada kiedy jej się tylko żywnie podoba. Nie lubię tego. Napisy też po pewnym czasie zaczęły mi się ścierać. No cóż, trudno. Ważniejsza jest jednak zawartość, czyli sam kosmetyk.
Sztyft jest koloru żółtego, jest to dość intensywna żółć. Jeżeli chodzi o twardość, to balsam jest miękki, lekko się nim operuje, kilka maźnięć i usta są pokryte warstwą pomadki. Warstwa ochronna jest wyczuwalna i to dosyć długo. Teoretycznie jest to zaletą. Ale tylko teoretycznie. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Zapach i smak. To jest kluczowe pojęcie. Przez te dwa czynniki męczę się z tą pomadką od kilku miesięcy i dopiero teraz zauważam, że ona w ogóle może się skończyć ;) O co mi chodzi. A chodzi o to, że obiecany zapach cynamonu to tylko można sobie można między bajeczki włożyć :( Pomadka śmierdzi rokitnikiem, jest to zapach kwaśnawy, kwasowaty i do tego czuję go nawet na ustach. Smak też jest odpowiadający temu zapachowi. Nieprzyjemny. Bleh. 
Działanie za to jest bezapelacyjnie świetne. Pomadka nawilża, natłuszcza i regeneruje skórę ust. Jeśli wytrzymacie ten zapaszek i smrodek, to pomadka jest warta uwagi. Robi wszystko to, co pomadka ochronna robić powinna :)
Wadą jest także trudna dostępność - w sklepach z kosmetykami naturalnymi bądź też w sieci. 
Cena: 7zł / 4,4g

Biorąc pod uwagę wszystkie wady, zalety, porównując stosunek jakości do ceny śmiem twierdzić, że warto wypróbować tą pomadkę. Naturalny skład, niska cena, obłędne działanie. Kontra niemiły smak i zapach oraz trudna dostępność...
Ja się może skuszę na wersję brzozową, bo tej już więcej nie tknę. 
Niestety cynamon którego tutaj praktycznie nie ma skusił mnie, a ja się finalnie rozczarowałam :(


26 marca 2013

Czyżbym miała się przekonać do Carmexa??? - Carmex Moisture Plus.

Zgodnie z zapowiedzią na Facebooku dziś zaczynamy całą serię recenzji produktów pielęgnacyjnych do ust.
Dbamy o nie przez cały rok, szczególnie zimą. 
Ja po tej zimie zgromadziłam niezły arsenał różnych mazideł, wyrobiłam sobie o nich opinie i chętnie się nimi z wami podzielę :)


Po totalnej wtopie tubkowego Carmexa truskawkowego byłam mocno sceptycznie nastawiona do produktów Carmex. Sama bym już raczej nie kupiła żadnego ich produktu, ale skusiłam się na udział w konkursie i udało mi się wygrać u Aliny dwie pomadki Carmex. Drżącą ręką otwarłam opakowanie i niepewnie wyjęłam pomadkę. Na początku urzekł mnie zapach. O, tu już zostałam kupiona ;) Owszem, czuć nieco mentol, ale złamany jest jakąś słodką wonią - wanilia? W każdym razie delikatnie i przyjemnie.


Sztyft jak wskazuje nam producent jest bezbarwny, nadaje jednak ustom połysk. Ten połysk utrzymuje się dosyć długo na ustach. Tuż po nałożeniu balsamu, czuć lekkie mrowienie czy też raczej chłodzenie - typowe działanie mentolu. Nie jest jednak jakieś strasznie uciążliwe. 
Smak balsamu - słodziutki :) Ciężko mi było powstrzymywać się od oblizywania ust :)
Czy spełnia swoją podstawową funkcję - ochronną i nawilżającą? Owszem. Na moich ustach daje radę. Nie próbowałam go używać w stanach skrajnego wysuszenia ust, ale podejrzewam, że też by sobie poradził. 
Sztyft jest miękki, łatwo się rozprowadza na ustach. Mało problematyczny, nie trąci mentolem na kilometr. Wersja bezbarwna u mnie zdała egzamin i trzymała w ryzach moje usta.


Za sztyft o wadze 10g zapłacimy około 17zł. 
Carmexy są dostępne w wielu miejscach, drogeriach, np. w sieci drogerii Rossmann.
Na mnie Moisture Plus zrobił zdecydowanie lepsze wrażenie niż wersja truskawkowa, w tubce, która mnie zawiodła i wykończyć jej nie potrafiłam. Po Moisture Plus może jeszcze kiedyś sięgnę, ale pod warunkiem, że znajdę go gdzieś w promocji ;P

Jeśli kogoś interesują obietnice producenta oraz skład to może sobie poczytać:

25 marca 2013

Zdzieramy skórkę - peeling gruboziarnisty z imbirem Joanna Naturia.

O tym, że biorę większość kosmetyków "na węch" to nie nowość.
Lubię zwłaszcza unikalne, rzadko spotykane wonie. 
Czasami zdarza mi się skojarzyć zapach z czymś... z czymś dziwnym...
I tak było tym razem :)


Kojarzycie cukierki Zozole? A ten biały, kwaśny proszek w Zozolach? Peeling Joanny z imbirem pachnie tak jak właśnie ten biały proszek z Zozoli :) Świeżo, kwaskowato, ale też imbirowo. Jest to zapach intensywny, ale nie utrzymuje się na skórze po kapieli. 
Jak zaznacza producent, jest to peeling gruboziarnisty. Ma w sobie sporo drobinek, ale są one zwyczajnie grube :) Dziwne, nie? ;) 


Lubię te małe buteleczki, które zawierają w sobie 100ml peelingu, ponieważ szybko je można zużyć (do kilkunastu użyć) i sięgnąć po kolejny zapach. Nie ukrywam, że najbardziej urzeka mnie w nich sam zapach. W końcu nie od dziś wiemy o korzystnym działaniu aromaterapii - i ja również stawiam na relaks w towarzystwie wspaniałych woni. 

Generalnie producent obiecuje nam trzy rzeczy, a właściwie efekty po użyciu gruboziarnistego peelingu z imbirem:

A ja zgodzę się chyba tylko z tym, że skóra pozostaje oczyszczona i odświeżona. To muszę przyznać. Czy jędrna i elastyczna? Moja taka jest zawsze :D Hahaha :) 
Działanie antycellulitowe? Bez ćwiczeń, masażu i tak się nie obejdzie... To byłoby zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. 
Konsystencja peelingu przyjemna, nie jest za rzadka, gładko się go wydobywa z buteleczki.

Za taką małą buteleczkę 100ml zapłacimy w zależności od miejsca od 4 do 6zł.
Ja sięgam po te peelingi i będę nadal sięgać. Nie ścierają spektakularnie - ba! Może nawet niektóre wcale nie ścierają, ale dla samego zapachu nie potrafię sobie odmówić takiego peelingu. Używam ich zamiennie z innymi, mocniej ścierającymi peelingami, bo samodzielnie nie zdziałają one cudów.
Fajne jest też to, że taka mała buteleczka nadaje się idealnie na podróż, wyjazdy - zajmuje mało miejsca, jest bardzo poręczna i zawsze znajdzie się miejsce, żeby ją gdzieś upchnąć.

23 marca 2013

Lovely Must Have Optimistic nr 3 - czy naprawdę musisz go mieć???

Lakier zagadka. Myślałam, że jest fioletowy, a tu zonk. 
Kolor bliżej nieokreślony - ni to niebieski ni to fiolet. 
Miał być shimmer, a na paznokciach magicznie zniknął. Serio - lakier zagadka...


Opakowanie - mała szklana buteleczka, napisy z opakowania szybko się starły. Nieestetycznie to wygląda po kilku użyciach. Mało wyjściowe opakowanie.
Pędzelek - nieduży, cienki, elastyczny, krótka rączka może być dla niektórych minusem.
Konsystencja - odpowiednio gęsta, nie za rzadka, nie tworzy smug, nie sprawia większych problemów, nie bąbelkuje.
Wykończenie - shimmer (?) choć nie do końca...
Kolor - dziwny, trudny do określenia. Ni to niebieski ni to wpadający w fiolet. W opakowaniu widać jakieś drobinki, ale na paznokciach średnio je widać, ewentualnie w słońcu czy innym intensywnym oświetleniu.
Krycie - dwie warstwy wystarczają do pełnego krycia.
Zmywanie - bezproblemowe, mimo drobinek.
Trwałość - sprawa indywidualna. U mnie jeszcze tego samego dnia którego pomalowałam paznokcie miałam odprysk i starte końce. Na drugi dzień do zmycia. Dla mnie - słabo.
Cena - około 5,50zł.
Pojemność - 9ml.
Dostępność -w wybranych drogeriach, np Rossmann :) 




22 marca 2013

Jesteś gotowa przywitać nadchodzące wielkimi krokami lato???

Jaką macie dziś pogodę za oknem? Czyżby śnieg jak i u mnie? :D Nic nie szkodzi! 
Mamy już kalendarzową wiosnę, więc lato zbliża się wielkimi krokami!
Ale to o czym dziś będę pisać przyda się nie tylko na lato. Bo z okularów czy to tradycyjnych korekcyjnych czy z przeciwsłonecznych korzystam przez cały rok. 
Tak, jestem skazana na okulary, a mało tego - bardzo lubię nosić okulary :)
Kluczową sprawą jest funkcja ochronna okularów. Na rynku są różne firmy, różne marki, jednak dobrze jest sięgnąć po okulary sprawdzone, posiadające filtry chroniące oczy przed promieniami UV
Świetne i modne okulary na lato 2013 przygotowało dla nas Firmoo.


Coś z czym się dotychczas nie spotkałam jest łączenie okularów korekcyjnych z osłoną przeciwsłoneczną.
W Firmoo zrobią dla Was okulary na zamówienie, według recepty i dodatkowo zadbają o ochronę przed promieniami słonecznymi! Tym sposobem będziecie podwójnie dbać o wzrok mając przy tym stylowe okulary przeciwsłoneczne :) 



Dlaczego Firmoo? A z kilku powodów :)
Po pierwsze - można tam znaleźć prawdziwe perełki. 
Po drugie - okulary kosztują mniej niż u naszych optyków...
Po trzecie - dbają o klienta, do każdego zamówienia podchodzą indywidualnie :) 



Jak widać na powyższych zdjęciach, w sklepie można znaleźć okulary w przeróżnych stylach, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli nie jesteśmy pewne czy okulary będą nam pasować do twarzy, to zawsze możemy "przymierzyć" okulary do naszego zdjęcia :) 



Sama będę namawiać swojego narzeczonego aby wybrał sobie okulary z oferty - jako kierowca boryka się z problemem słońca świecącego prosto w twarz. A niestety szybko niszczy okulary, więc lepiej jest sięgnąć po nieco bardziej solidne okulary ;)

Wszystkie zdjęcia pochodzą z Firmoo+  
Ponadto Firmoo nadal zaprasza blogerów do współpracy KLIK :)
Jeśli jesteście zainteresowane, to zapraszam do zapoznania się z ofertą :)

21 marca 2013

Aktualizacja włosowa - stan na marzec + aktualna pielęgnacja.

Tak jak obiecałam na Facebooku, tak też ukazuje się dzisiaj aktualizacja włosowa.
Niewiele się zmieniło od lutego, nie jest ani gorzej, ani lepiej. 
Zmieniły się tylko kosmetyki do pielęgnacji włosów. 
Ale spójrzcie same jak na dzień dzisiejszy wyglądają moje włosy:

Jest połysk, da się je jakoś rozczesywać - nie ma tragedii ;) 
Marzy mi się jednak bardziej gęsta czuprynka i grubsze włosy...

W tym miesiącu kosmetykami po które regularnie sięgałam aby myć i pielęgnować włosy jest seria z Alverde. Szampon i odżywka z olejem arganowym i migdałowym. Przyznam szczerze - nie robią one na mnie wrażenia, moje włosy je ledwo tolerują... No ale zużyję i raczej więcej po nie nie sięgnę.


20 marca 2013

Catrice Ultimate Colour kryjąca pomadka do ust 130 Frozen Rose.

Czy są tutaj wielbicielki różu na ustach? 
Ja do nich nie należę, a przekonałam się o tym po zakupie pomadki Catrice Frozen Rose. 
Swoją drogą jest ładna, ale nie na moich ustach ;)


Opakowanie pomadki jest ładne, skromne, z grubego plastiku, solidne i w kolorze czarnym, co widać na zdjęciu wyżej :) Na spodzie opakowania jest naklejka, która ukazuje nam kolor pomadki.
Kolor pomadki... tutaj sobie strzeliłam samobója, ale tak to jest jak się nie obejrzy wcześniej swatchy w internecie i kolor wybiera przy marnym drogeryjnym świetle... 130 Frozen Rose to jasny róż, taki jak dla mnie typowo dla blondynek. A że ja blondynką nie jestem, to z pomadki rzadko korzystam ;P
Wykończenie satynowe, kremowe bez żadnych drobinek czy perłowej poświaty. 
Pigmentacja bardzo dobra, kolor jest intensywny przy niewielkim nakładzie pracy i kosmetyku :D


Konsystencja pomadki jest kremowa, gładka, dość miękka, nie sprawia problemów przy aplikacji. Mnie najwygodniej nakłada się tą pomadkę pędzelkiem.
Trwałość u mnie średnia, szybko zjadam pomadkę z ust. Ale podejrzewam, że wpływa na to fakt, iż zawsze wcześniej nakładam na usta pomadkę ochronną.
Na ustach zachowuje się w porządku i zjada się równomiernie. Pomadką można uzyskać zarówno delikatny efekt jak i intensywny kolor. Ja stawiam na delikatność, nie lubię chodzić "przemalowana".


Do wad tej pomadki muszę zaliczyć to, że podkreśla suche skórki i muszę mieć do niej dobrze wypielęgnowane usta. Nie wiem czy wysusza usta, bo i tak zawsze najpierw nakładam balsam ochronny.
Waga - 3,8g
Cena - 17,99zł
Ważność - 18 miesięcy od otwarcia
Dostępność - Drogerie Natura

W ofercie jest 18 różnych odcieni pomadek w serii Ultimate Colour. Nie wiem czy sięgnę po kolejną, bo bardziej przemawiają do mnie pomadki Rimmel by Kate. Na moich ustach te z Rimmel dłużej się trzymają i formuła jest nieco bardziej przyjazna. A jakie są Wasze odczucia w stosunku do tych pomadek???

19 marca 2013

Coś na poprawę humoru - część 6!

Dzisiaj sobie uświadomiłam, że ostatni post na poprawę humoru popełniłam w lipcu! 
To się nieźle zagapiłam... Swoją drogą zbieram, zbieram i uzbierać nie mogę większej ilości "ciekawych" wyszukiwań Google. 
Ale znalazło się kilka perełek wartych wyróżnienia :) 


Przed Wami lista najciekawszych wyszukiwań po których trafiano na tego bloga.
Oczywiście zachowałam oryginalną pisownię wyrażeń :)

Moje TOP3:

- listonosz alov you
- elf ktury tapie kule
- czasoumilacz-biedronka

I cała reszta:
  • brzydkie pierniki 
  • sephora sześciokąt kąpiel
  • stopy sykut
  • geniusze kulinarni
  • oczy holograficzne
  • jak można nasmiewac sie z czyiś opisów
  • mam najcudowniejszego narzeczonego na świecie
  • uzywam kremu do depilacji
  • rodzynki kr właściwości
  • bajki reny
  • jako ´e s” zdrowe
  • alegro najtańsze rodzynki
Na podstawie tych wyrażeń śmiem twierdzić, że ludzie mają bardzo ciekawe fetysze ;) Nic innego mi do głowy nie przychodzi, kiedy czytam, że ktoś szuka stóp Sykut, lub interesuje go kąpiel w sześciokącie ;P Poza tym zauważyłam, że nie tylko ja mam najcudowniejszego narzeczonego na świecie ;D Heh :)

18 marca 2013

Złuszczający peeling do ciała Swedish Spa - niczym SPA w domu :)

W ramach "wiosennego ruszenia", a zwłaszcza "przedślubnego ruszenia" wzięłam się ostro za wzmożoną pielęgnację ciała. 
Po totalnej wtopie peelingu do ciała Alterry sięgnęłam po peeling od Oriflame.
Na dzień dobry byłam sceptycznie nastawiona i nie liczyłam na wiele. Czy słusznie? :)


Od producenta słów kilka:
"Jeśli Twoja skóra potrzebuje regeneracji, zastosuj aromatyczny scrub do ciała, który wygładzi ją i nada jej cudowną miękkość. Kryształki soli i sproszkowane łupiny migdałów złuszczają naskórek, a olejek imbirowy pomaga zwalczać wolne rodniki. Nawilżający kompleks Hydracare+, olejek ze słodkich migdałów i witamina E pozostawią skórę zdrową i miłą w dotyku."


Opakowanie jak opakowanie - plastikowy, zakręcany pojemnik. Przy tak gęstej, zbitej konsystencji jest on najlepszym wyjściem. Peeling dodatkowo zabezpieczony jest folią dzięki której wiemy, że kosmetyk jest świeży i nikt w niego palców nie wkładał.
Walory zapachowe jak najbardziej na plus. Przynajmniej dla mnie, choć to sprawa indywidualna. Peeling pachnie bardzo energetycznie, czuję w nim imbir z nutką słodkiej świeżości...brzmi paradoksalnie? Ten zapach trzeba samemu niuchnąć, nie da się go opisać. Niemniej jednak jest intensywny i przyjemnie pieści me zmysły...
Konsystencja peelingu jest bardzo zwarta, nie pływa w opakowaniu. Drobinki peelingujące są drobno zmielone, dobrze ścierają naskórek.
Natłuszczenie skóry po peelingu jest dla mnie dodatkową zaletą. Po peelingu nie muszę już używać balsamu do ciała, bo na skórze pozostaje tłusty film, który utrzymuje się także po kąpieli. Jest to przyjemna, cienka warstwa, która pokazuje mi, że kosmetyk "coś robi" oprócz samego ścierania.
Pojemność - 150ml
Cena - od 15 do 35zł w zależności od promocji ;)
Skład - Sodium Chloride, Parafinum Liquidum, Hydrogenated Polyisobutene, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Sodium Stearoyl, Glumtamate, Ethynole/Propylene/Styrene Copolymer, Cera Alba, Phenoxyethanol, Parfum, Aqua, Butylene/Ethylene/Styrene Copolymer, Tocopheryl, Acetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Zingiber Officinale Extract, Limonene, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Ricinus Communis Oil, Furcellaria Lumbricalis Extract


To moje pierwsze opakowanie tego peelingu, ale już wiem, że nie ostatnie! Jestem bardzo zadowolona z peelingu Swedish Spa. Pasuje mi zarówno zapach jak i działanie. Skóra jest miękka, gładka, złuszczona, natłuszczona i po takim peelingu czuję się jak nowo narodzona.
Cena moim zdaniem także nie jest wygórowana i z tego co widziałam, to w obecnym katalogu Oriflame ten peeling jest w promocji i kosztuje 22,90zł. Osobiście polecam i na pewno też się zaopatrzę w najbliższym czasie :)
A może znacie inne peelingi o podobnym działaniu? Możecie mi jakieś polecić? Grunt,żeby były w miarę łatwo dostępne, bo nie lubię łazić i szukać po drogeriach - wtedy mój portfel cierpi ;D

15 marca 2013

KąpieLOVE miłości?

Która z nas nie lubi zrelaksować się po ciężkim dniu w zaciszu łazienki, zanurzając się w pianie, rozkoszując się wspaniałymi aromatami? Ja po prostu uwielbiam i kąpiele są moim małym rytuałem, dzięki któremu rozgrzewam swoje zziębnięte stopy, a dodatkowo odprężam się wchłaniając zapachy różnych specyfików przeznaczonych właśnie do kąpieli. 


Mogłabym się tak godzinami rozwodzić nad opisywaniem przyjemności jaką daje mi pachnąca kąpiel, ale już sobie daruję ;) 
Niemniej jednak muszę się do czegoś przyznać. Bardzo wiele razy sparzyłam się kupując jakieś umilacze kąpielowe, a nadal jak widzę jakiś ciekawy zapach, to od razu wyciągam po niego rękę...i znowu jestem zawiedziona. A wymagam tylko, żeby zapach kosmetyku nie znikał w pół minutki, ewentualnie mile widziana jest jakaś tam ilość pianki w wannie. Niestety okazuje się, że i to są zbyt duże wymagania, bo niewiele kosmetyków do kąpieli spełnia je.
Dlatego chcę Wam dzisiaj opisać cztery różne kosmetyki saszetkowe przeznaczone do kąpieli. Opiszę swoje doznania z nimi związane, głównie te zapachowe...bo o inne ciężko ;)


Nie przypadkowo jako pierwszą opisuję tą sól. To mój faworyt - najlepszy z najlepszych! Niestety w Polsce raczej nie do kupienia... Ja tą saszetkę kupiłam jakoś we wrześniu chyba przy okazji wizyty w Drogerie Markt. Teraz żałuję, że nie sięgnęłam po więcej :( Zapach jest obłędny, niesamowicie intensywny i tak realny, że zawartość saszetki chce się zjeść, a nie wsypywać do wanny! Mimo iż saszetka zawiera 60g produktu i sugerowane jest jej użycie na jedną kąpiel, to ja ją zużyłam na dwa razy i był to dobry ruch. Woda mi pachniała, ja byłam zrelaksowana i szczęśliwa razy dwa ;P 
To się nazywa kąpiel z nutką endorfin! :)


Tą zimową termalną sól do kąpieli zakupiłam w drogerii Astor. Niestety sieć drogerii Astor składa się z tylko ośmiu drogerii, z czego siedem z nich znajduje się w Opolu, a jedna w Strzelcach Opolskich, więc nie-opolanki mogą mieć kłopot z zakupem soli Kneipp. Zawsze można poprosić koleżankę o zakupy :D
Co mnie urzekło w tej soli? Zapach inny niż wszystkie, typowo zimowo-świąteczny. Ten zapach to kwintesencja zapachu świąt Bożego Narodzenia zamknięta w małej saszetce. Przyprawy, pomarańcze, goździki, cynamon, migdały, wanilia...
No ale podobnie jak pierwsza opisywana sól, ta także jest dziełem Niemców... więc oni chyba mają jakiś tajemny patent na robienie fenomenalnych soli kąpielowych :)


Apart, rozgrzewająca esencja do kąpieli. Ten specyfik można zakupić w Rossmannie. Gdzie szukać? Tam gdzie są kosmetyki kąpielowe -żele, płyny itp. Ale żeby go znaleźć, musicie szukać na najniższej półce - przynajmniej w moim Rossku tam są schowane te esencje.
Plus za to, że faktycznie rozgrzewa. Zapach ma wyrazisty, czułam tam pieprz i cynamon. 
Rozgrzewa i ciało i umysł - daje kopa i energię. Po kąpieli chce się działać, robić coś, jest moc!


Na koniec został nam puder do kąpieli. Ten nie zachwycił mnie niestety niczym. Zakupiony w Biedronce przy okazji jakiejś tam oferty. 
Ma pachnieć owocami tropikalnymi i dawać wannę pełną piany. Pachnie mydlinami, piany nie daje żadnej. Czym się tu zachwycać? 75g proszku barwiącego wodę na zielono nie sprawiło mi niestety żadnej przyjemności....

Jeśli ktoś dotarł do końca notki, to gratuluję wytrwałości :D
A Wy macie jakichś swoich kapielowych ulubieńców? 
Może spotkałyście się z którymś opisanym przez mnie kosmetykiem kąpielowym?


14 marca 2013

Złota kreska - na wagę złota?

Dzisiaj z lenistwa i w ramach porządków w plikach pokażę Wam odkopany makijaż. 
Był on wykonany na konkurs wizażowy "Oczy zwierciadłem duszy", gdzie ostatecznie niczego nie wygrałam ;D 


Makijaż ma błysk i akcent w postaci złotej kreski. Bo kto powiedział, że kobiece oczy mogą dodawać uroku i charakteru tylko mieniąc się wieloma barwami? Delikatny, subtelny makijaż również może uwydatniać piękno kobiety.


Do wykonania powyższego makijażu użyłam:
- baza pod cienie Bell Perfect Skin
- biały cień w kremie Essence Ballerina Backstage
- cienie z paletki Sleek Au Naturel (Taupe i Moss)
- kreska wykonana przy pomocy złotego eyelinera Bell
- tusz do rzęs L`Oreal, Volume Million Lashes Mascara
- na linii wodnej - Oriflame kredka kohl w kolorze nude

13 marca 2013

Zima za oknem, wiosna na paznokciach - Miętowy sorbet od Sally Hansen.

Powrót zimy zdecydowanie większości osób nie przypadł do gustu. 
Ja też zimy mam już serdecznie dość. Najchętniej nie wychodziłabym spod kołderki ;)
Zafundowałam sobie za to wiosenny akcent na paznokciach. Mięta na wiosnę - to jest to!


Opakowanie - wysoka, spora butla, masywna, z długim pędzelkiem i rączką.
Pędzelek - płaski, gęsty, wygodny, z długim trzonkiem :)
Konsystencja - lakier jest dość gęsty, treściwy, nakłada się przez to dość grubą warstwę na paznokcie. Mimo to wysycha szybko.
Wykończenie - kremowe.
Kolor - wyrazista, rzucająca się w oczy mięta. Obok takich paznokci nie da się przejść obojętnie, czy ich nie zauważyć :)


Krycie - już jedna warstwa nieźle kryje, ale najładniej paznokcie wyglądają z dwiema warstwami emalii.
Zmywanie - bez zastrzeżeń czy kłopotów :)
Trwałość - kwestia indywidualna. U mnie to chyba wina bazy, ale po 2 dniach zaczął odpryskiwać na bokach paznokci.
Cena - około $3/ 20zł
Pojemność - 11,8ml
Dostępność - online, nie wiem czy stacjonarnie gdzieś dostaniecie (Super Pharm???). Ja swój egzemplarz dostałam w prezencie :D


Kolor śliczny, połysk niezły, aplikacja bez większych problemów. Lubię go :) 
Choć rzadko noszę go na paznokciach, bo muszę mieć odpowiedni nastrój na takie kolorki, to miłośniczkom mięty polecam! 
Jeśli będziecie mieć możliwość zakupu - nie wahajcie się.