27 lutego 2013

Parafina na dłonie i stopy w domowych warunkach :)

Miałyście kiedyś okazję zafundować sobie zabieg parafinowy na dłonie lub stopy? Nie? Nic straconego! Teraz możecie sobie same wykonać maskę parafinową na dłonie lub stopy przy użyciu tylko jednego kosmetyku. Bielenda oferuje nam kosmetyk przeznaczony właśnie do tego celu. 


Jest to kuracja na noc przeznaczona zarówno dla skóry dłoni jak i stóp. W serii "Kuracja parafinowa" znajdziemy oprócz tej maski jeszcze takie kosmetyki jak:
- Pumeks kremowy dzień i noc
- Krem do rąk na dzień
- Krem antyperspirant do stóp na dzień

Krótko o właściwościach parafiny.
Parafina otrzymywana jest podczas destylacji ropy naftowej. Sama w sobie nie ma właściwości nawilżających, ale nałożona na skórę pozostaje na górnych warstwach naskórka, tworzy filtr, który nie pozwala skórze tracić wody - zatrzymuje w niej wilgoć. 
Wspomaga ona także wchłanianie innych składników odżywczych. Dodatkowo parafina tworzy barierę na skórze i chroni ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi typu wysoka czy niska temperatura.

Ja posiadam tylko maskę do rąk i stóp na noc.
Spójrzmy co producent nam obiecuje i mówi o produkcie:


Maska zamknięta jest w plastikowej tubce, zakręcanej na tradycyjną zakrętkę. Otwór tubki jest spory, ale to bardzo dobrze. Maska jest bardzo twarda, trzeba się przyłożyć do wyciśnięcia jej z opakowania.
Produkt ma kolor pomarańczowy, po rozprowadzeniu na skórze staje się bezbarwny. Jako, że jest to maska parafinowa, to jest niesamowicie tłusta, lepka.


Zapach jest lekko pudrowy, słodkawy, dość intensywny, nieco mdły i może być dla niektórych uciążliwy. Mi osobiście średnio przypadł do gustu, ale nie używa się tej maski codziennie, więc uznałam, że zacisnę zęby - w końcu, żeby być pięknym trzeba się nacierpieć ;)
Działanie - tutaj mogłabym epopeje pisać :) Ale nie będę tego robić, napiszę krótko i zwięźle:
- maska NAPRAWDĘ rozgrzewa skórę zarówno stóp jak i rąk - uwielbiam to!
- stosowana na całą noc pod rękawiczkami i stopami pięknie zmiękcza skórę
- na moje stopy działa fenomenalnie - dzięki tej masce moje stopy odpoczywały często po pracy w której spędzałam około 12 godzin na nogach... to był prawdziwy RELAKS.

Jednym słowem - działa. Na mnie działa.
Z ciekawości przejrzałam recenzje na KWC i mocno się zdziwiłam skąd tyle negatywnych recenzji! Osoby mające świadomość jak działa parafina, znające jej właściwości na pewno docenią ten kosmetyk. Ja jestem baaardzo zadowolona i jak tylko skończę tubkę, to od razu biegnę po następną - serio. Nie wyobrażam sobie innego sposobu na regenerację skóry stóp przed latem jak tylko przy pomocy tej maski. Ale za to nie wyobrażam sobie stosowania tej maski latem. To już może być karkołomne - w upały korzystać z maski rozgrzewającej i dodatkowo spać w rękawiczkach czy skarpetkach. Oj nie. Ja sobie zostawię tą przyjemność na chłodniejsze dni ;)
Cena - około 10zł
Pojemność - 75ml

24 lutego 2013

Lakier Revlon - No Shrinking Violet...

Ciemny, głęboki fiolet. 
Na paznokciach sprawdzi się idealnie na wieczór, choć na co dzień dla odważnych również będzie dobry.


Opakowanie - spora, pękata butla z grubego szkła.
Pędzelek - chudy, mało wygodny, wąski, trzeba się nim namachać ;)
Konsystencja - rzadka, lejąca.
Wykończenie - frost.
Kolor - ciemny, głęboki fiolet, bez udziwnień.
Krycie - dwie warstwy wystarczają do pełnego krycia, już jedna warstwa daje dobre krycie. 
Zmywanie - bezproblemowe.
Trwałość - sprawa indywidualna. Ale u mnie to jest tragedia. Drugiego dnia po pomalowaniu nim paznokci mam pościerane końcówki, a przy tym kolorze jest to baaardzo widoczne :/
Cena - 10-25zł (Allegro 9,90zł, w innych miejscach drożej)
Pojemność - 14,7ml.
Dostępność -w wybranych drogeriach lub drogą internetową.

Czy polecam? Niekoniecznie. Samo malowanie jest dla mnie problematyczne, a i trwałość woła o pomstę do nieba. Może inne kolory lepiej się sprawują, ale ten oprócz tego, że ładnie wygląda, to wypada co najmniej średnio...



23 lutego 2013

Tanie, a dobre - Bebeauty płyn micelarny do twarzy i oczu.

O tym, że dla dyskontu Biedronka produkowane są także kosmetyki to chyba wszyscy już wiedzą. Osoby, które nie brzydzą się tym sklepem znają dobrze ten asortyment. I ja do nich należę :) Jakiś czas temu skusiłam się na płyn micelarny produkowany dla Biedronki. Dziś kończę już drugą buteleczkę, więc chcę Wam o nim nieco opowiedzieć. Dla nieświadomych - płyn ten jest produkowany przez firmę kosmetyczną Tołpa.


Przezroczysta buteleczka zawiera 200ml kosmetyku. Widzimy dobrze zużycie płynu, a jego dozowanie ułatwia nam otworek na "klik" ;) Dzięki temu wygodnie wydobywa mi się płyn - przykładam dzióbek do wacika i nic mi się niepotrzebnie nie przelewa.


Płyn docelowo przeznaczony jest dla cery wrażliwej, ale na mojej normalnej też się sprawdził. Nie zrobił mi krzywdy, nie uczula i nie wysusza.
Zapach jest bardzo delikatny i świeży. Dla mnie jest prawie niewyczuwalny.
Płyn sprawdza się bardzo dobrze do demakijażu, ale i do tonizacji twarzy. Odświeża ją i oczyszcza. Oczu także mi nie podrażnił, nie odczuwałam dyskomfortu czy pieczenia po zmyciu makijażu.
Co do wydajności jest niezła. Nieco lepsza niż Esencja Młodości Bielendy, a pojemność jest dokładnie ta sama.
Za cenę około 5zł dostajemy 200ml niezłego micela. Ja na razie przy nim zostaję. Jestem zadowolona.

Dla zainteresowanych skład, swoją drogą jak dla mnie niezły:


22 lutego 2013

Wibrująca czerwień - MIYO Nailed it! Red hot.

Spoglądając na paznokcie umalowane TYM lakierem może się zrobić naprawdę gorrąco! 
Soczysta, krrwista czerwień działa na wyobraźnię.


Opakowanie - mała, poręczna, szklana buteleczka.
Pędzelek - nieduży, cienki, elastyczny.
Konsystencja - odpowiednio gęsta, nie tworzy smug, nie sprawia większych problemów.
Wykończenie - żelkowe/kremowe (trudno mi zdefiniować)
Kolor - klasyczna, głęboka czerwień. Intensywna, rzuca się w oczy i wygląda elegancko.
Krycie - dwie warstwy wystarczają do pełnego krycia.
Zmywanie - bezproblemowe, co dziwne, bo zazwyczaj z czerwieniami miałam problemy.
Trwałość - sprawa indywidualna. Ja ten lakier noszę zazwyczaj 1 dzień po czym zmywam. Nie lubię czerwieni zbyt długo nosić na paznokciach ;)
Cena - około 5-6zł.
Pojemność - 8ml.
Dostępność -w wybranych drogeriach lub drogą internetową.



20 lutego 2013

Z serii "nie polecam" - peeling do ciała żurawina i figa Alterra.

Możecie mi wierzyć, albo i nie, ale powiem Wam, że peeling o którym dziś napiszę zużywam już od lipca. A wiecie jak uciążliwe jest zużywanie kosmetyku, którego się baaardzo nie polubiło? Dlatego chcąc Was uchronić przed tym ustrojstwem napiszę o nim kilka słów.
Podobno ta wersja została zastąpiona przez pomarańczową, ale dawno nie byłam w Rossmannie, więc nie jestem w stanie zweryfikować tej informacji.


Za 200ml kosmetyku zapłacimy około 6-10zł w zależności od promocji ;)
Spójrzmy co nam producent obiecuje.
Na etykietce możemy przeczytać:


Peeling zamknięty jest w miękkiej, plastikowej tubie. Da się go wycisnąć do ostatniej kropli.
Zapach peelingu jest bardzo intensywny. Jak to Alterra - jeszcze nie miałam kosmetyku tej firmy słabo pachnącego. Tutaj dominuje zapach figi, który przechodzi w smrodek nadpsutego kompotu. Choć może tak mi się tylko wydawało ;)
Konsystencja zdecydowanie za rzadka! Peeling przelewał mi się przez palce, nieraz spadał, spływał i tyle go widziałam. Strasznie problematyczny i denerwujący.
Jeżeli chodzi o drobinki peelingujące - jest ich mało, są duże i nie ścierają. Miały gwarantować delikatne oczyszczenie i złuszczenie, a nie dały nic. W efekcie czego peeling okazał się być żelem pod prysznic w dodatku o zbyt ciekłej konsystencji.



Oj szkoda mi na niego nerwów... Samo to, że zużywałam go przez 7 miesięcy jest zastanawiający ;) Ale na szczęście kosmetyk sięgnął dna i wreszcie z czystym sumieniem otworzę sobie nowy, mam nadzieję lepszy już peeling :)
Ja się zraziłam i więcej po peeling Alterry nie sięgnę, choćbym się naczytała pozytywnych recenzji.
Dla zainteresowanych wklejam skład. Wbrew pozorom całkiem niezły i naturalny:

19 lutego 2013

Naturalny peeling z drobinkami winogron i aloesem - Eubiona.

Nie samą kolorówką kobieta żyje. Dziś nieco o pielęgnacji twarzy. A dokładniej o peelingu z aloesem i drobinkami winogron. Pisałam już o toniku z aloesem firmy Eubiona, a dziś do kompletu dołożę peeling z tej samej serii :)

Od producenta:
"Odświeżający peeling z aloesem, polecany jest szczególnie do cery normalnej i mieszanej. Zawiera drobinki winogron, które złuszczają martwe komórki skóry oraz głęboko oczyszczają pory. Cera odzyskuje swój naturalny blask.
Sposób użycia: raz lub dwa razy w tygodniu, nakładać równomiernie na twarz. Delikatnie wmasować i spłukać ciepłą wodą."


Peeling zamknięty jest w miękkiej, plastikowej tubce o pojemności 125ml. Jest to spora ilość, a dodatkowo peeling jest wydajny i wystarczył mi na 3 miesiące regularnego używania.
Peeling ma kremową, przyjemną konsystencję, dobrze rozprowadza się na twarzy. Ma w sobie wystarczająco dużo drobinek, żeby przyzwoicie wymasować twarz i usunąć zrogowaciały naskórek. 
Zapach jest nieco kwaśny, przypomina mi zapach jakiegoś kwasu ;) Ale nie przeszkadza mi w ogóle ta woń. 
Warto zaznaczyć, że peeling przeznaczony jest dla cery normalnej i mieszanej, na takiej się sprawdził. Faktycznie moja cera po peelingu jest odświeżona, miękka i gładka.
Pojemność - 125ml
Cena - 45,50zł


Peeling Eubiona bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. 
Nie należy on do ostrych zdzieraków, jest czymś pośrednim między peelingiem enzymatycznym, a ostrym ścierakiem mechanicznym. Postawiłabym go pośrodku. 
Nie zrobił mi krzywdy, a wręcz przeciwnie - spisał się świetnie. Do tego jest wydajny. 
Czego chcieć więcej? Uważam, że w twarz i w jej pielęgnację warto zainwestować, więc szczerze polecam Wam ten peeling. 

18 lutego 2013

Pomadka Rimmel by Kate nr 07.

Pomadki Rimmel by Kate Moss szturmem weszły w blogosferę i zdobyły serca wielu kobiet. Moje długo pozostało zatwardziałe i niewzruszone. Do momentu kiedy w Rossmannie nastąpiły promocje na kolorówkę. Uznałam, że raz kozie śmierć i skoro jest promocja, to skuszę się na ten wynalazek.
Do mojego koszyczka trafiła pomadka opatrzona szczęśliwym numerem 7 :)


Zależało mi na pomadce, której kolor nie wpada w róż, bo takowe już mam i wyglądam w nich niekorzystnie. Chciałam też, żeby nie wysuszała mi ekstremalnie moich i tak wrażliwych ust. Liczyłam też na jaką taką trwałość, bo to nie Essence, a Rimmel ;)
Czy pomadka spełniła moje oczekiwania?


Pierwsze użycia pomadki nieco mnie zniechęciły. Nie potrafiłam jej dobrze nałożyć. Na szczęście dostałam radę, by użyć pędzelka i potraktować nim usta jak konturówką. I rada była słuszna. Pędzelek zdziałał cuda i pomadkę dało się dobrze nałożyć na usta.
Krycie i nasycenie jest dobre, usta nabierają intensywnego koloru, który utrzymuje się nawet do kilku godzin w zależności czy spożywamy posiłki czy nie. Ściera się równomiernie, ale może to wynikać, że sam kolor pomadki jest dosyć zbliżony do koloru ust. Pomadka nałożona na balsam do ust zetrze się szybciej i usta będą nieco błyszczeć. Natomiast jeśli pomadkę nałożymy na "gołe" usta, to da efekt satyny, prawie matu.
Pomadka nie zawiera w sobie żadnych drobinek, jest kremowa, satynowa.
Konsystencja jak najbardziej na plus - pomadka nie jest ani twarda, ani zbyt miękka.
O dziwo pomadka nie wysusza jakoś spektakularnie ust. Jednak na co dzień dla mnie się nie nada, bo po kilku godzinach na ustach muszę je reanimować pomadką ochronną. Taki już urok moich ust...


Pomadka nie migruje podczas noszenia jej na ustach.
Myślę, że spośród dostępnych kolorów każda kobieta znajdzie coś dla siebie.
Stosunek jakości do ceny jest całkowicie w porządku
Cena - ok 15-20zł.

14 lutego 2013

Rozważna czy romantyczna? - trzy propozycje makijaży (walentynkowych?)

Od dobrych kilku dni nie słychać nic innego jak tylko Walentynki ;) Ogólny szał poruszył wszystkie dziedziny życia. Kto dał się zwariować, ten dał, a kto nie dał, ten to manifestuje ;D 
Ja ich nie obchodzę, bo narzeczony jest kilkaset kilometrów ode mnie. Ale przyznaję, że jest to miłe święto i fajnie mi się patrzy na pary zakochanych. 
My z narzeczonym okazujemy sobie miłość prawie zawsze kiedy jesteśmy razem, więc to święto mogłoby dla nas nie istnieć ;) Ale może być niezłym pretekstem do zrobienia sobie wzajemnie jakichś prezencików...
Ja z okazji Walentynek dzisiaj przygotowałam "lżejszy" post, bez recenzji, bardziej dla oka. Są to trzy propozycje makijaży. Ostatnie propozycje były w kolorze, więc tym razem postawiłam na delikatność. 
 A jaki Wy dziś makijaż wybierzecie? 


1. Matowy cielisty cień na całej powiece, jasna linia wodna, gruba i wyrazista kreska wykonana eyelinerem. Klasyk, który sprawdzi się w pracy, w szkole i na randce ;)

2. Połyskujący, zalotny makijaż z użyciem kameleona Catrice, z czarną linią wodną. Look zmysłowy, uwodzicielski - jak znalazł na walentynkowy wieczór :)

 3. Dwukolorowy, połyskujący makijaż z niebieską linią wodną. Odeszłam od klasyki w kierunku koloru. O dziwo niebieski cień i linia wodna dodatkowo podkreśliły niebieską tęczówkę! (krzywej kreski nie widzicie:P)

13 lutego 2013

Dwufazowe olejki do kąpieli - Bielenda Afryka i Ameryka.

Aromatyczne dwufazowe olejki do kąpieli to nie lada gratka dla wielbicieli relaksujących kąpieli w wannie pełnej piany. Bielenda wychodzą c nam naprzeciw wprowadziła serię olejków, które mają pieścić zmysły i jednocześnie pielęgnować ciało.
Ja wypróbowałam dwóch olejków: Ameryka oraz Afryka. Który bardziej mi się spodobał i dlaczego? O tym w notce poniżej :)


AMERYKA SPA Dwufazowy olejek do kąpieli i pod prysznic JAGODA ACAI & AWOKADO



Dwufazowy olejek do kąpieli i pod prysznic wykorzystuje niezwykłe właściwości roślin rytualnych Amazonii – zapewnia wyjątkową kąpiel w delikatnej śmietankowej pianie. Zawiera BIO OLEJEK PISTACJOWY – NATURALNE ŹRÓDŁO MŁODEJ SKÓRY
Pojemność: 400 g
Działanie
O piękno Twojej skóry zadbają JAGODA ACAI oraz AWOKADO – intensywnie wzmacniające i regenerujące skórę, wspierające ją w walce z procesami starzenia, oczyszczające organizm. Dzięki bogactwu witamin i minerałów te amazońskie owoce poprawią jędrność i sprężystość ciała, a Tobie przywrócą witalność.
Efekt
Twoja skóra odzyska niezwykłą miękkość i właściwe nawilżenie; a ciało odpręży się po stresie i napięciu całego dnia. Świeży, egzotyczny i energetyzujący aromat olejku poprawia samopoczucie, pobudza i dodaje energii.
Stosowanie
Wstrząsnąć do uzyskania jednolitej konsystencji, wlać pod strumień bieżącej wody, lub bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli pod prysznicem.


AFRYKA SPA Dwufazowy olejek do kąpieli i pod prysznic FIGA & DAKTYL
Dwufazowy olejek do kąpieli i pod prysznic wykorzystuje niezwykłe właściwości roślin rytualnych Afryki – zapewnia zmysłową i odprężającą kąpiel w delikatnej śmietankowej pianie.
Zawiera BIO OLEJEK ARGANOWY – NATURALNE ŹRÓDŁO GŁADKIEJ SKÓRY.
Pojemność: 400 g
Działanie
O piękno Twojej skóry zadbają FIGA I DAKTYL – dzięki bogactwu witamin, cukrów i soli mineralnych te afrykańskie owoce zmiękczają naskórek, nawilżają go i nadają skórze jedwabistą gładkość, przeciwdziałają procesom starzenia.
Efekt
Twoja skóra odzyska niezwykłą miękkość, gładkość i właściwe nawilżenie. Egzotyczny, ciepły i korzenny aromat olejku poprawia samopoczucie, pobudza i dodaje energii.
Stosowanie
Wstrząsnąć do uzyskania jednolitej konsystencji, wlać pod strumień bieżącej wody, lub bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli pod prysznicem.


Umieszczam wspólną recenzję dla obu olejków, ponieważ oprócz zapachu oba produkty nie różnią się od siebie. Mają tę samą formułę, konsystencję i działanie.
Zacznijmy od konsystencji - mają to być olejki, ale po zmieszaniu obu faz kosmetyk staje się bardzo płynny, wręcz wodnity. Tłustości olejku w nim nie czuć, jest bardzo lejący i moim skromnym zdaniem pod prysznic nie będzie dobrym wyjściem. Ja używałam tych olejków do wanny. Da się uzyskać dzięki tym olejkom przyjemną pianę. Olejki zabarwiają nieco wodę i zmiękczają ją znacząco.
Zapach olejków w opakowaniu jest baaardzo intensywny, ale po wlaniu do wanny tracą na intensywności. Są nadal wyczuwalne, łazienka również pachnie delikatnie olejkami, ale na skórze już zapach mi się nie utrzymywał.
Olejek Afryka pachnie słodko, nie ma w sobie nic ze świeżości. Wyczuwałam w nich nie Afrykę, a jakieś inne korzenno-piżmowe aromaty. Będzie to dobry olejek dla wielbicielek słodyczy, nieco mdłych, przełamanych jakąś mocniejszą nutką piżma. Taka kąpiel może nieźle zrelaksować i uspokoić zmysły.
Olejek Ameryka pachnie świeżo, kojarzy mi się z zapachem trawy, lasu. Czuję tam zapach lasów Amazonii, wilgotność powietrza - tutaj nazwa Ameryka jest moim zdaniem jak najbardziej trafiona :) To wersja dla osób lubiących świeżość podczas kąpieli. Po takiej kąpieli można odzyskać siły witalne, człowiek wychodzi z wanny rześki i pełen energii.
Minusem tych olejków jest słaba wydajność. Jedna buteleczka zawierająca 400g produktu wystarcza mi na około 7-8 użyć.
Bardzo podoba mi się też szata graficzna olejków. Nawiązuje do danego kontynentu, któremu poświęcony jest dany olejek. Kolorystyka, symbole - wszystko idealnie do siebie pasuje. 
Buteleczka 400g to koszt około 15-16zł. Czasami można dorwać w promocji za około 10zł.
Polecam wszystkim osobom, które lubią eksperymenty i nowe zapachy w łazience :)

11 lutego 2013

Aktualizacja włosowa - stan na luty + nowy ulubieniec =)

Ostatnich kilka miesięcy to był czas dla moich włosów niezbyt dobry. Brak czasu na nakładanie oleju, używanie odżywek ekspresowych. Poza tym zostały podcięte o kilka centymetrów i tak sobie żyją swoim życiem ;)


Właśnie mija pół roku od czasu kiedy zaczęłam się bardziej interesować swoimi włosami, pielęgnować je i obserwować. Co się od tego czasu zmieniło? Ich wygląd zdecydowanie na plus!
Zobaczcie od czego zaczynałam i jak to wygląda teraz:


Jeśli chodzi o pielęgnację zimą, to staram się stosować do zasad, które niedawno opisałam tutaj -> KLIK :)
Oprócz tego znalazłam swojego kolejnego ulubieńca :) Takim moim włosowym ulubieńcem stała się aloesowa maska do włosów WAX od Pilomax. Ale dzisiaj tylko kilka słów wstępu o niej, bo chcę jej poświęcić osobną notkę.
Używam jej średnio raz na tydzień/dwa tygodnie i włosy na początku średnio się z nią polubiły. Jednak z biegiem czasu okazało się, że maska nieźle im służy i już z chęcią po nią sięgam :)

8 lutego 2013

Walentynowe usta na konkurs u Matleeny =)

Wszędzie szał walentynkowy - konkursy, rozdania, mega promocje. Dałam się i ja porwać szaleństwu. Matleena na swoim blogu organizuje konkurs na makijaż walentynkowy, o tutaj -> KLIK :)
Jeśli jesteście również zainteresowane wzięciem udziału, to macie czas do 12 lutego :)

Moja interpretacja makijażu walentynkowego...odbiega nieco od tradycyjnego makijażu. Skupiłam się na samych ustach. Dlaczego akurat usta?

Usta są bardzo istotnym elementem wyrażania uczuć. 
To właśnie usta są nośnikiem naszych słów płynących prosto z serca. 
Ustami wyrażamy swoją miłość składając pocałunki na ustach ukochanej osoby...



A teraz trzymajcie za mnie kciuki, żeby konkurencja za bardzo mnie nie pogrążyła :D
Miłego dnia :*

7 lutego 2013

Essence Cookie Love :)

Całe wieki już nie pojawiały się na blogu swatche lakierów do paznokci. Już tłumaczę dlaczego. Otóż nadszedł zły czas dla moich paznokci i samo patrzenie na ich stan mnie boli :( Nie lubię mieć krótkich paznokci, źle się z nimi czuję i w tej długości niezbyt wiele kolorów na nich mi się podoba. Ale czas to zmienić, bo znalazłam świetny lakier dla takich króciaków jak moje. Ten kolor podoba mi się baaardzo na krótkich paznokciach, ale nie wiem jak będzie z długimi, zobaczymy jak zapuszczę ;) Mowa o ciasteczkowej miłości z serii Colour&go od Essence.


 Essence Colour&Go 120 cookie love

Kolor lakieru to taki nietypowy brąz z odcieniami miedzi, ze złotym przebłyskiem i rudą poświatą. Ciężko jest go jednoznacznie określić i to w nim jest najładniejsze. Ciasteczkowa nazwa być może wzięła się od nieco karmelowej barwy bazy. Nie powiem, ciekawy pomysł :)


Jest to mój pierwszy lakier z serii Colour&Go po zmianie szaty graficznej i nieco formuły lakierów. Jeśli miałabym porównać nowa i starą wersję, to wizualnie wygrywa nowa - opływowe kształty buteleczki dużo bardziej do mnie przemawiają. Pędzelek też zmieniony na plus - nieco grubszy i spłaszczony, a także zaokrąglony. Muszę przyznać, że jest całkiem wygodny jak na lakier z tego przedziału cenowego ;)


Jakościowo szału nie robi - na moich paznokciach wyglądał dobrze tylko jeden dzień, drugiego dnia po pomalowaniu paznokcie wyglądały średnio przyzwoicie, a trzeciego dnia nadawały się już tylko do zmywania ;) Samo zmywanie okazało się zabiegiem prostym i mało problematycznym pomimo zatopionych drobinek. Żeby uzyskać krycie jak na powyższych zdjęciach nałożyłam dwie warstwy lakieru.
Pojemność - 8ml
Cena - 6,99zł

6 lutego 2013

Znowu ubrana w fiolet...

Nie wiem z czego to wynika, ale jakoś szczególnie upodobałam sobie fiolet w makijażu. Biorąc pod uwagę także to, że w swojej szafie mam sporo ubrań w tymże kolorze, to mam pole do popisu i mogę często dawać upust swemu uwielbieniu. Szaleć nie szaleję - źle się czuję w zbyt ekstrawaganckich makijażach na co dzień. Zresztą same spójrzcie.





Do wykonania makijażu użyłam:
- baza pod cienie Bell Perfect Skin
- biały cień w kremie Essence Ballerina Backstage
- w wewnętrznym kąciku biały matowy cień My Secret nr 501
- na centralnej części powieki jasnofioletowy cień z paletki Rimmel Glam'eyes 017 Dark Signature
- w zewnętrznej części oka cień pojedynczy MIYO Temper No 12
- kreska wykonana przy pomocy cienia do powiek z palety Sephora na mokro z użyciem płynu do soczewek
- tusz do rzęs L`Oreal, Volume Million Lashes Mascara
- na linii wodnej - Oriflame kredka kohl w kolorze nude

4 lutego 2013

Słodko-słony przerywnik. Czekolada z solą?!

Bo kiedy nastrój nie taki jak powinien.
Bo kiedy sił witalnych brak.
Bo kiedy wszystko złości i drażni.
Dobrze jest mieć przyjaciółkę. Słodką przyjaciółkę, która nie zdradzi, nie oszuka. 
Może być nią czekolada :D
O ile za czekoladą w czystej postaci nie przepadam, tak jest jedna czekolada, która skradła mi serce. 

 
Za czekoladami się w sklepach nie oglądam, więc nie wiem gdzie ją można normalnie nabyć. Ja swoją dorwałam w Biedronce :D Kosztowała raptem 5zł ;P 
Uwielbiam to połączenie słodyczy, chrupiącego karmelu i lekko słony posmak... 


Jeśli jeszcze nie próbowałyście, to polecam! 
Lojalnie ostrzegam - może uzależniać :D

1 lutego 2013

Podsumowanie stycznia - zakupowo.

Wraz z początkiem lutego standardowo robię przegląd nowych nabytków z zeszłego miesiąca.
Styczeń stał pod znakiem uzupełniania zapasów i robiłam bardzo przemyślane zakupy :)
Co wpadło do mojej kosmetyczki?








Jak widać powyżej udało mi się skorzystać z Rossmannowej promocji -40% na podkłady i kupiłam Bourjois Healhy Mix. 
Wykorzystałam też narzeczonego i przywiózł mi trochę dobroci z DM :) 
No i skusiłam się na legendarnego już kameleona od Catrice. 
Zapasy uzupełnione, czas brać się za zużywanie :D