31 stycznia 2013

O zimowej pielęgnacji włosów.

Już dawno nie wspominałam o pielęgnacji włosów. A że mamy akurat sam środek zimy, to warto napisać o tym jak pielęgnować włosy w tym trudnym dla nich okresie.


Odżywianie włosów zaczyna się już od "wewnątrz". O ile wiosną i latem wzbogacamy swoją dietę w świeże owoce i warzywa, o tyle zimą mamy to nieco utrudnione przez brak sezonowych upraw. Ale nic straconego! Zawsze można się wspomagać produktami dostępnymi przez cały rok. Królem jest tutaj moja ukochana owsianka :) Czy wiecie ile witamin zawiera w sobie ta znienawidzona przez dzieci owsianka? Całe mnóstwo! Witaminy z grupy B, między innymi witaminę B1, B6, aminokwasy, magnez, żelazo i inne. Nie na darmo owsianka znalazła się na liście najzdrowszych pokarmów świata :) A jeśli do takiej owsianki dorzucimy garść orzechów, jakiś owoc czy owoce suszone, to już w ogóle bomba witaminowa. Ewentualnie dla przeciwników owsianek alternatywą mogą być kiełki - równie pyszne co zdrowe. I można je wyhodować na własnym parapecie.



Czynniki zewnętrzne jakimi są mróz oraz suche powietrze w ogrzewanych pomieszczeniach mogą spowodować nadmierne elektryzowanie i puszenie się włosów. Aby temu zapobiec warto zadbać o nawilżenie powietrza w pomieszczeniach w których przebywamy. Dobrze jest regularnie wietrzyć pokoje czy biuro, a an kaloryferach umieścić specjalne nawilżacze powietrza lub choćby tylko rozwiesić mokre ręczniki. Nawilżacze mają jeszcze to do siebie, że wlewając do nich wodę możemy wkropić odrobinę olejków eterycznych, które rozniosą się i dodatkowo będą działać aromaterapeutycznie. Wiem co mówię, bo w swoim pokoju mam nawilżacz na kaloryferze i zawsze dodaję kilka kropel olejków. Wspaniała sprawa :)
Wracając jeszcze do ciepłego, suchego powietrza - od razu na myśl przychodzi suszarka. A zimą lepiej jest zrezygnować z suszenia włosów. Jeśli już jest to konieczne, to lepiej jest skorzystać z zimnego nawiewu. Co prawda włosy będą schnąć nieco dłużej, ale za to łuski włosów zostaną domknięte, a co za tym idzie włosy będą pięknie błyszczeć.

Czapka. Czapka budzi kontrowersje. Lepiej jest ją nosić, czy z niej zrezygnować?
Zdecydowanie - nosić! Ale najlepiej wybierać czapki z wełny i bawełny. Pozwalają one oddychać skórze głowy, ale jednocześnie chronią włosy i cebulki przed mrozem. Materiały syntetyczne nie działają korzystnie na stan naszych włosów. Dobrze jest spojrzeć przed zakupem na skład na metce :)
Czapki z włókien sztucznych nie pozwalają skórze głowy oddychać, co może skutkować powstaniem łupieżu... Niestety wiele osób jest tego nieświadomych. Więc zamiast walczyć bezpieczniej jest zachować środki prewencyjne. Bo jeśli już nabawimy się łupieżu, to pozostają nam apteczne szampony i inne specyfiki przeznaczone do walki z intruzem.

Jakich kosmetyków do włosów używać zimą?
Zacznijmy od tego, że do mycia włosów należy używać letniej wody. Nie gorącej, a  letniej. Gorąca woda spowoduje, że włosy będą matowe i pozbawione blasku. Najlepiej działa jednak użycie na końcu płukania włosów strumienia zimnej wody, która domknie pory skóry głowy.
Wracając do samych kosmetyków, to dobrze jest postawić na pielęgnację, a zrezygnować lub ograniczyć do minimum kosmetyki do stylizacji. Pianki, żele, lakiery obciążą nam włosy i pod czapką fryzura oklapnie, a  tego nie chcemy. Lepiej jest zimą zainwestować w dobry szampon, odżywkę nawilżającą i w oleje. Bo właśnie zimą oleje zdadzą egzamin wyśmienicie.


Co ciekawe dobrymi kosmetykami na zimę będą także te zawierające silikony -stworzą na włosach powłokę, która zabezpieczy nasze włosy. Silikony tworzą pewnego rodzaju barierę, która ma ochronić nasze włosy. Nie wpływają one nijak na kondycję włosów, a działają tylko doraźnie. Dlatego po umyciu włosów warto zabezpieczyć choćby tylko końcówki jakąś odżywką z silikonem. Może być to odżywka bez spłukiwania, jednak wtedy pamiętajmy by nie pokryć nią skóry głowy, a tylko włosy od połowy do samych końcówek.

A Wasze włosy jak znoszą zimę, zmiany temperatur i noszenie czapek? 
Macie jakieś nieprzyjemności z tym związane? 
Jak sobie z tym radzicie? 

30 stycznia 2013

Zestaw rozświetlających cieni do powiek Wibo Lovely.

Kontynuując wczorajszy temat cieni do powiek, dziś przedstawię Wam paletkę cieni Lovely. Są to cienie błyszczące, rozświetlające oko. Jeśli lubicie błysk i planujecie karnawałowe szaleństwo, to dzisiejsza notka może być dla Was pomocna :)

W plastikowej paletce zamkniętych jest 5 cieni do powiek. Wszystkie są widoczne przez przezroczyste wieczko. Do cieni dołączony jest aplikatorek, ale u mnie okazał się on zbędny ;)
Cienie ładnie błyszczą, faktycznie rozświetlają powiekę, ale niestety pigmentacja leży i kwiczy. Doskwiera to zwłaszcza w momencie, kiedy chcemy cienie rozetrzeć i połączyć ze sobą. Na powiece zostaje błyszcząca plamka ;) Ale znalazłam dla nich takie zastosowanie, że nakładam je tylko w wewnętrznej części powieki, a na resztę nakładam inne, już bardziej napigmentowane cienie, które stanowią główną część makijażu oka.


Ja posiadam zestaw opatrzony numerem 2. Nie wiem jak inne zestawy, ale ten ma raczej stonowane odcienie, szare i cieliste. Będą dobre dla kogoś, kto na przykład dopiero uczy się sztuki makijażu, a chce zabłysnąć. Bądź też można je wykorzystać do rozświetlania nie tylko oczu, ale i innych części twarzy - zwłaszcza dolny rząd.

Dostępność- Rossmann
Cena - ok 10zł/4g.

29 stycznia 2013

Przyjemny szaraczek od Oriflame.

Za oknem plucha, pogoda szaro-bura, więc i ja dziś chciałam się wpasować w otoczenie. Sięgnęłam po szary cień Oriflame i machnęłam sobie makijaż w kolorze nijakim ;)
Jednocześnie przypomniałam sobie, że o tym cieniu jeszcze Wam tutaj nie wspominałam, więc nadeszła chwila jego premiery na blogu.


Główny bohater dzisiejszej notki pochodzi z serii Pure Colour. Zamknięty jest z plastikowym opakowaniu, które ma zatrzask i samoistnie się nie otwiera. Przez przezroczyste wieczko widzimy kolor cienia. A kolor to zwyczajny, typowy szarak. W opakowaniu widać błyszczące drobinki, jakiś mikro-brokat. Na powiece nie widać żadnych drobinek, gdzieś po drodze giną.


Cień podczas aplikacji nie osypuje się, sprawuje się dobrze. Mimo iż do najlepiej napigmentowanych nie należy, to da się z nim zrobić przyzwoity makijaż :)
Nie wiem jak bez bazy, ale na bazie spisuje się dobrze. Przez kilka godzin pozostał nieruszony, nie wyblakł, nie zniknął ;)
Cień przyjemnie się rozciera, dobrze współpracuje z innymi cieniami.
Przykładowy makijaż z użyciem cienia Taupe:


Cień ma wagę 1,5g, a zapłacimy za niego u konsultantki od 10 do 20zł w zależności od promocji ;)
Jest to mój drugi cień z tej serii i nie żałuję zakupu.
Cała seria zawiera 11 różnych odcieni. Różnią się od siebie znacząco jakością i wykończeniami.

25 stycznia 2013

O szybko kończącej się Esencji Młodości =)

Płyny czy też wody micelarne stały się stałym gościem mojej kosmetyczki. Okazują się być świetną alternatywą dla tradycyjnych mleczek do demakijażu, a dodatkowo korzystnie wpływają na stan cery. Ostatnio miałam szansę wypróbować płyn micelarny Bielendy. Czy okazał się hitem?


Esencja młodości z kwasem hialuronowym brzmi cudownie, prawda? Ale gdyby sekret młodej skóry tkwił w takiej małej buteleczce, to ciężko byłoby je gdziekolwiek dorwać ;)
Mnie zainteresowała obietnica producenta o wielu przyjemnych właściwościach tego płynu.
Zobaczcie jak tenże producent zachwala płyn:


Faktycznie po demakijażu tym płynem nie odczuwałam ściągnięcia skóry i spokojnie pomijałam nakładanie kremu na twarz. Sam demakijaż nie był kłopotliwy, zużywałam standardową dla siebie ilość wacików ;)
Największą wadą tego płynu jest jego wydajność. Kończy się w tempie błyskawicznym. Nie wiem dlaczego. Ma konsystencję typową dla wody, nie wylewa mi się bokami, a i tak zużyłam go ekspresowo. Nawet nie wiem dokładnie ile razy go użyłam, ale miałam go raptem chyba ze dwa tygodnie i ujrzałam dno. Mogłabym rzec - cudowna esencja cudownie mi wyparowała ;P


Widoczna na zdjęciu buteleczka zawiera 200ml płynu.
Cena - ok 11zł.
Płyn ma neutralny, świeży zapach. Jest on przeznaczony dla cery mieszanej oraz wrażliwej. Ja posiadam cerę normalną w kierunku mieszanej i u mnie płyn się sprawdził. Nie podrażnił mnie, nie zrobił żadnej krzywdy, działał tak jak trzeba.
Jednak przez jego słabą wydajność raczej drugi raz po niego nie sięgnę. A szkoda, bo zapowiadał się ciekawie ;) Jednak za 11zł mogę mieć równie dobry micel o większej pojemności/wydajności.

Skład dla zainteresowanych:

24 stycznia 2013

Naturalne ukojenie dla ust - pomadka regenerująca Lavera - miodzio :)

Usta suche na wiór, pękające i szczypiące. Znacie ten ból? Ja znam to doskonale. I jakoś mnie to nie cieszy. Bo z tego tytułu zmuszona jestem dobrych i skutecznych pomadek ochronnych. Przy okazji takiego poszukiwania trafiłam na pomadkę regenerującą do ust firmy Lavera.


Balsam zakupiłam drogą internetową, nie mam pojęcia czy są dostępne stacjonarnie, a jeśli tak, to gdzie. Jest to produkt naturalny, o świetnym składzie. To właśnie wpłynęło bezpośrednio na moją decyzję o zakupie pomadki.
Balsam jest zamknięty w solidnym, twardym plastikowym opakowaniu, które nie pęka, a napisy nie ścierają się nawet podczas częstego użytkowania czy noszenia w torebce.
Sztyft jest koloru miodowo żółtego. Jeżeli chodzi o twardość, to balsam jest odpowiednio twardy - nie za miękki i nie za twardy. Trochę trzeba docisnąć do ust, ale nie ma żadnego problemu z rozprowadzaniem go na ustach. Jeśli nałożymy za dużo balsamu, to usta nabiorą lekko żółtego koloru ;)
Zapach jest neutralny, ledwo co wyczuwalny. Totalnie nie drażniący.
Czy chroni? Chroni. Czy regeneruje? Regeneruje. Ten balsam jest moim hitem! Zostawia na ustach warstwę, która z czasem się ładnie wchłania i po dosłownie kilku użyciach usta wyglądają o niebo lepiej. Przy mocno spierzchniętych ustach warto zrobić sobie dłuższą kurację, a później używać już rzadziej tego balsamu na zmianę z czymś "lżejszym".


Waga - 4,5g
Cena - ok 18zł
Dostępność - drogerie internetowe, np lavera.com.pl
Sama chętnie kupiłabym kolejne opakowanie, ale już jadą do mnie dwie nowe pomadki - Alverde i Balea ;P Więc może kiedyś znów sięgnę po ten balsam, ale najpierw zużyję inne :)

Dla zainteresowanych skład:

23 stycznia 2013

Zimowy ratunek dla suchych dłoni - Venita Arctic odżywczy krem do rąk.

Jest zima. To nie podlega dyskusji. Powietrze jest zimne, mroźne, a w pomieszczeniach dla odmiany jest ciepło i sucho. To nie wpływa korzystanie na kondycję naszej skóry. O ile o twarz większość z nas dba i chroni ja kremami, podkładami itp, o tyle o dłoniach często przypominamy sobie dopiero kiedy są suche i chropowate jak papier ścierny ;) A dłonie narażone są dużo bardziej na działanie niekorzystnych czynników zewnętrznych typu woda, detergenty. Ja przypadkowo odkryłam świetny krem, który radzi sobie idealnie z regeneracją i nawilżaniem skóry dłoni.


Na zdjęciu powyżej widzicie dwa kremy: regenerujący z masłem karite oraz ochronny z oliwą z oliwek. Ja mam ten drugi - ochronny. I o nim dziś będzie mowa.
Więc jeśli szukacie dobrego kremu na zimę, to dotrwajcie do końca tej recenzji, a nie będziecie żałować :)


Krem do rąk Venita Arctic zamknięty jest w niedużej, poręcznej tubce. Tubka jest miękka, da się swobodnie dozować odpowiednią ilość kremu.
Krem ma przyjemną, dość gęstą konsystencję, nie spływa, jest taki akuratny. Dzięki temu dobrze i szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu.


Zapach kremu jest mało intensywny, lekko oliwkowy, nie utrzymuje się na dłoniach.Ja generalnie za tym zapachem nie przepadam, ale po aplikacji po prostu staram się nie umieszczać rąk w zasięgu nosa ;)
Producent nie obiecuje wiele, ale nie szkodzi, bo kosmetyk broni się sam :)
Jak zobaczyłam mocznik na drugim miejscu w składzie, niewiele dalej masło shea i oliwę z oliwek, to nie mogłam się powstrzymać i mimo otwartych kilku innych kremów ten też musiałam wypróbować. Od tej chwili krem Venita jest ze mną wszędzie, bo zawsze mam go w torebce, czy wyciągam na biurko podczas pracy :) Dzięki regularnemu stosowaniu tego kremu moje ręce są w świetnej kondycji, zawsze miękkie, nawilżone i odżywione. No ale istotna jest oczywiście regularność. Kilka razy dziennie niewielka ilość kremu potrafi zdziałać cuda. Polecam!
Jeśli nie wiecie czy są u Was dostępne kosmetyki Venita, to na ich stronie internetowej można to sprawdzić. O tutaj -> KLIK :)
Ja już wiem, że u siebie mam dwa punkty z kosmetykami Venita i niedługo wybieram się po zapas kremów :)
Pojemność - 75ml
Cena - ok 5-7zł

21 stycznia 2013

Wieczorna przyjemność...

Kiedy za oknem sypie śnieg, mróz aż skrzypi, a ja mam wyjątkowo wolny wieczór...
To zamiast tułać się zaśnieżonymi drogami np. na basen, wolę spędzić ten wieczór na błogim leniuchowaniu :)


Na jakie przyjemności stawiam? Dziś jest to herbatka i coś słodkiego...
Bo pierniczki mają to do siebie, że są pyszne jeszcze długo po upieczeniu :)


A moją towarzyszką błogiego lenistwa jest... Nieznośna Fizia, która uwielbia wkradać się pod kołdrę i wygrzewać przytulając do mnie :)

A kiedy tak się obie lenimy, to przychodzą mi do głowy różne pomysły. I naszła mnie ochota na zmianę nagłówka. Tylko sama nie potrafię tego dokonać :/ Znajdzie się jakaś dobra, pomocna dusza, która pomoże mi z tym fantem? Będę baaardzo wdzięczna :)

19 stycznia 2013

Lirene peeling enzymatyczny delikatnie złuszczający.

Bo skóra złuszczenia potrzebuje! Ot co. Mniej lub bardziej intensywnego, ale potrzebuje. A że jakiś czas temu zainwestowałam w peeling enzymatyczny Lirene, to zobrazuję nieco z czym to się je ;)


Kilka słów od producenta:
" Czy ten peeling jest odpowiedni dla mnie?
To właściwy kosmetyk dla Ciebie, jeśli masz skórę wrażliwą lub skłonną do podrażnień, naczynkową lub bardzo suchą, która wymaga oczyszczenia, wygładzenia i przywrócenia blasku. Peeling wyjątkowo delikatnie usuwa martwy naskórek, łagodzi i odświeża cerę, a Twoja skóra odzyskuje promienny wygląd. Peeling odpowiedni dla skóry w każdym wieku. 

Jak działa? enzym z papai - dokładnie, ale bez konieczności tarcia, złuszcza zewnętrzne warstwy naskórka
kompleks 3 ziół - pobudza proces odnowy naskórka wzmacniając ścianki naczyń włosowatych

Peeling wygładza i uelastycznia skórę nadając jej promienny i młodszy wygląd.
 


Jak stosować?
Dla zachowania zawsze promiennej i wygładzonej cery stosuj peeling dwa razy w tygodniu. Nanieś peeling na skórę twarzy, omijając okolice oczu i delikatnie masuj przez 2-3min. Zmyj ciepłą wodą i po zastosowaniu toniku nałóż krem Lirene dopasowany do potrzeb Twojej skóry."


Tak to wygląda w teorii. A jak jest w praktyce? 
Kupujemy różową tubkę o pojemności 75ml z ciekawą zawartością. Bo w owej tubce zamknięty jest bardzo kremowy i delikatny peeling. Ma bladoróżowy odcień i przyjemnie rozprowadza się na twarzy. 
Czytałam recenzje na wizażowym KWC i złapałam się za głowę czego to dziewczyny oczekują od tego peelingu... Jeśli na tubie wielkimi literami jest napisane DELIKATNIE ZŁUSZCZAJĄCY to jak można narzekać, że peeling tylko delikatnie złuszcza??? Bo owszem, tak jest - peeling złuszcza delikatnie, mało inwazyjnie naszą skórę. Wygładza ją, cera staje się gładka i miękka. Skóra jest odświeżona i po wykonaniu tego peelingu mam ochotę cały czas głaskać się po buzi :)
Używałam go zamiennie z innym peelingiem, mechanicznym, bo moja skóra czasami potrzebuje też mocniejszego złuszczenia. Tylko nieco dostosowałam pod siebie sposób używania - nakładam peeling na buzię, masuję i zostawiam na 5-10 minut.
Zapach jest przyjemny, delikatny, nie drażniący nozdrzy. 
Jeżeli chodzi o wydajność, to jak dla mnie jest świetna. Tego typu produkty o takiej pojemności wystarczały mi na kilka zaledwie użyć, a tutaj pozytywne zaskoczenie - używam go, używam i dopiero dobijam denka. 
Ja ze swojej strony jak najbardziej polecam ten peeling. Nie podrażnił mnie, robi to co producent obiecuje. Mi nic więcej do szczęścia nie trzeba :)
Cena - ok.13-16zł/75ml. 


 Dla zainteresowanych wklejam trochę niewyraźny skład ;)
 

18 stycznia 2013

Bielenda - Afrodyzjak do kąpieli. Olejek piżmo i jaśmin.

Jako zapalona miłośniczka gadżetów przeznaczonych do kąpieli aż się uśmiechnęłam kiedy zobaczyłam ten olejek. Afrodyzjak brzmi kusząco! :)


Od producenta:
"Produkt: Rozpieść ciało i uwolnij zmysły kąpielą w niezwykłym olejku miłości. Pobudzający kolor i wyrafinowany zapach orzeźwia, dodaje energii, przywraca siły witalne, pobudza mikrokrążenie krwi, rozgrzewa emocjonalnie i dodaje pewności siebie.
Działanie: Innowacyjna formuła olejku oraz bogactwo składników aktywnych delikatnie natłuszcza, nawilża i wygładza skórę, przywraca jej niezwykłą miękkość i jedwabistość – ciało emanuje świeżością, namiętnością i erotyzmem. Zapach długo utrzymuje się na skórze. Zawiera naturalny afrodyzjak JOHIMBINA.
Efekt: Gładkie, doskonale nawilżone, miękkie w dotyku ciało emanujące świeżością, namiętnością i erotyzmem.
Stosowanie: Wlać pod strumień bieżącej wody, lub bezpośrednio na gąbkę podczas kąpieli pod prysznicem."


Cóż ja Wam mogę powiedzieć o tym olejku? A trochę mogę, bo kosmetyk już sięgnął denka ;)
Opakowanie możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu - pękata, plastikowa, przezroczysta butla.  
Zapach...dla mnie fenomenalny, odurza mnie i zachwyca. Nie znam się na zapachach - przyznaję się bez bicia. Ale wiem, że tutaj czuję coś słodkiego przełamanego nutką ostrej goryczki. Mój nos wielbi ten olejek. Po wlaniu do wanny cała łazienka cudownie delikatnie pachniała. Na skórze zapach się nie utrzymuje, bądź też węch mnie zawodzi ;)
Z tego co mi wiadomo johimbina zawarta w olejku ma być jednym z najsilniejszych afrodyzjaków. Ale czy takie działanie ma w tym olejku? Nie na mnie ;P
Jak się zachowuje podczas kąpieli? Bardzo dobrze się pieni i ta piana jest trwała, długo się utrzymuje. 
Jeżeli chodzi o wydajność, to jest całkiem niezła. Butelka o pojemności 400ml używana regularnie wystarczyła mi na około miesiąc. Olejek jest dość gęsty jak na olejek, ale to wpływa jak najbardziej korzystnie na jego wydajność. Rzekłabym iż jest to płyn do kąpieli a nie olejek ;)
Nawilżenia skóry nie odnotowałam, ale też się go nie spodziewałam - do tego celu używam innych kosmetyków. 
Cena - ok 15-17zł/400ml.

Choć czytałam sporo negatywnych opinii, to ja jestem na TAK dla tego olejku. Mam porównanie z olejkiem dwufazowym do kąpieli i ten dwufazowy okazał się mniej wydajny i jakoś mniej mnie zachwycił. Za to rzekomy afrodyzjak mnie zauroczył :D

12 stycznia 2013

Eubiona - tonik Aloe Vera.

Kontynuując temat kosmetyków naturalnych dziś opowiem Wam o toniku do twarzy z ekstraktem z aloe vera i granatem.
Od producenta:

ALOESOWY TONIC DO TWARZY

z granatem

Delikatny tonik do twarzy. Ekstrakt z aloesu odśwież skórę każdego dnia bez wysuszania jej. Hydrolat z granatu ożywia skórę.
Sposób użycia: nakładać na skórę wacikiem lub chusteczką. Rano doskonały dla orzeźwienia, a wieczorem dla zrelaksowania oraz zbalansowania skóry.
Informacje dodatkowe: Nie zawiera składników pochodzących z martwych zwierząt, syntetycznych środków barwiących, konserwujących oraz zapachowych. Produkt nie był testowany na zwierzętach. Kosmetyk wegański. 

Skład:
Tłumaczenie:
Skład: woda, żel z aloesu*, wyciąg z owoców granatu*, destylat oczaru wirginijskiego, alkohol, hialuronian sodu, zapach, limonen, linalol, cytronelol.
 *składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych

Certyfikaty:
No i czas na moją skromną opinię :)
Będzie krótko i konkretnie - lubię go! Bardzo służy mojej cerze, świetnie odświeża i delikatnie pachnie.
Opakowanie jest wygodne, tonik ma zakręcaną buteleczkę i mały otworek przez który dawkujemy płyn. Można swobodnie manipulować ilością wylewanego toniku.


Jeżeli chodzi o działanie, to jestem zachwycona! Od kilku miesięcy borykam się z wysypem "nieprzyjaciół" w okolicy brody. Jest do drobna "kaszka", z której pojedyncze osobniki przeradzają się w wulkany... Co nie jest przyjemne - wierzcie na słowo! No i ten tonk właśnie okazał się moim wybawieniem. Łagodził stany zapalne skóry i sprawiał, że niechciani "goście" znikali dosłownie w 1-2 dni!
Tonik dobrze oczyszcza twarz co widać nawet gołym okiem analizując wacik ;)
Zapach trudno jest mi opisać, ale bądź co bądź jest delikatny, nie mdlący.
Aloesowa woda do twarzy firmy Eubiona kosztuje 21,95 zł. Zainteresowane osoby odsyłam -> KLIK :)
Polecam - jest to aktualnie mój ulubiony tonik do twarzy i sama mam zamiar zamówić kolejną buteleczkę.

8 stycznia 2013

Pędzle do eyelinera - Hakuro, Kozłowski, H&M.

Tak jak kiedyś nie wyobrażałam sobie kreski na oku, tak teraz nie wyobrażam sobie makijażu bez kreski. A żeby wykonać kreskę trzeba mieć czym to zrobić. Owszem - są eyelinery już z gotowymi aplikatorami, ale nie zawsze przypadają nam do gustu. Ja ostatnio polubiłam robienie kresek przy pomocy cieni do powiek i płynu do soczewek. Można wtedy nieźle pokombinować z kolorystyką. No ale żeby zrobić taką ładną, kolorową kreskę przyda się dobry pędzelek. Ja tych pędzelków mam trzy. Każdy inny i o innych właściwościach. Dlatego krótko Wam o nich opowiem.


Pędzel Kozłowski EB 975 to typowy pędzelek do eyelinera.
Cienki, wygodny, precyzyjny i co ciekawe - tani! Mój pędzelek pochodzi ze sklepu internetowego ladymakeup.pl i mam go od końca maja/początku czerwca. Od tego czasu intensywnie go eksploatuję. Oprócz tego, że nie da się go już dokładnie wyczyścić i nieco się rozcapierzył, to nadal jest świetny. Uwielbiam malować nim "jaskółkę", bo dzięki niemu wychodzi ona równa i ładna.
Spójrzcie jak pędzelek się prezentuje:

Pędzelek skośny Hakuro H85 może być wykorzystywany zarówno do eyelinera jak i do brwi. Ja go używam tylko i wyłącznie do eyelinera. Bardzo go lubię, bo jest drobny, cienki i nie rozcapierza się nawet po wielu praniach. Zachował swój kształt, nie traci włosia. Można nim namalować cienką kreskę wzdłuż linii rzęs zarówno cieniem do powiek jak i żelowym eyelinerem. Niedrogi, bo można go kupić za jakieś 11zł.
Tak wygląda z bliska:

No i przyszedł czas na prezentację trzeciego i ostatniego mojego pędzelka do eyeliera, z którego jestem najmniej zadowolona. Jest to pędzelek zakupiony w H&M, z dwiema końcówkami - kuleczką i skośnym do eyelinera.
Pędzel skośny do eyelinera jest stosunkowo duży i mało precyzyjny. Włosie się rozcapierzyło w związku z czym kreska na powiece wychodzi gruba. Niemożliwe jest namalowanie cieniutkiej kreseczki. Ten pędzelek mam już jakiś rok. Sięgam po niego kiedy chcę namalować kreskę cieniem i potem ją rozetrzeć - więc znalazłam dla niego idealne zastosowanie. Za pędzelek zapłaciłam kilka złotych, chyba 5 czy 6zł.
Tak wygląda pędzelek z H&M:

Kiedyś miałam też pędzelek skośny z Essence, ale się rozpadł, o czym już Was informowałam jakiś czas temu. Na szczęście jak widać znalazłam godnych zastępców i do pędzla Essence tak szybko nie wrócę.

7 stycznia 2013

Sensitive mleczko do demakijażu firmy Biokosma.

Ponad miesiąc temu otrzymałam w ramach współpracy paczuszkę z kosmetykami naturalnymi, organicznymi. Wszystkie kosmetyki są certyfikowane. Są opatrzone między innymi certyfikatami takimi jak EcoCert, czyli spełniają odpowiednie standardy. Osoby zainteresowane tematem odsyłam do lektury -> KLIK :)
Najpierw spojrzałam na składy tych kosmetyków i zapiałam z zadowolenia. Lubię dopieszczać moją skórę i miałam nadzieję, że z tymi kosmetykami uda mi się to znakomicie. A że kosmetyków do demakijażu zużywam...sporo, to lubię sięgać po nowości.
Mleczko do demakijażu już sięga dna, więc chcę Wam o nim troszkę opowiedzieć.
To mleczko posiada certyfikat NaTrue.


Etykietka w języku polskim głosi:

Dla ciekawych skład brzmi tak:
Ingredients/INCI: Aqua, Rosa Damaszena Flower Water*, Cera Alba, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Helianthus Annuus Seed Oil*, Melissa Officinalis Leaf Extract*, Opuntia Ficus Indica Stem Extract*, Decyl Glucoside, Simondsia Chinensis Oil*, Xanthan Gum, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Levulinate, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Anisate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Sodium Benzoate.
* certified organically grown


Zanim zaczęłam używać tego mleczka upewniłam się czy nadaje się ono do demakijażu oczu. Odpowiedź? Owszem - nadaje się. Więc sama wypróbowałam. I faktycznie nadaje się. Zero negatywnych odczuć. Zwykle obawiam się podrażnień, szczypania, ale ku mej uciesze niczego takiego nie zaznałam.
Ale zacznijmy od opakowania ;) Plastikowe, twarde, solidne z wygodnym zamknięciem na "klik". Nie widać zużycia produktu w buteleczce.
Samo zmywanie było procesem stosunkowo szybkim i bezproblemowym. Standardowo na zmycie pełnego, mocnego makijażu oczu zużywałam 4 małe waciki. Dnia następnego po demakijażu efektu pandy nie odnotowałam :)
Zapach? Nie spodziewajcie się zapachu niczym z butelki Chanel No. 5 ;P Jak na mój nos to mleczko pachnie nieco kwaskowo, kojarzy mi się z jakimś kwasem. Nie jest to woń silna i odrzucająca, mogłabym rzec, że jest wręcz przyjemna, delikatna.
Konsystencja odpowiednia dla mleczka - nieco lejąca, ale dobrze rozprowadza się na twarzy. Poprzez otwarcie na "klik" można wygodnie dozować produkt.
Jeśli chodzi o wydajność, to buteleczkę o pojemności 150ml przy codziennym stosowaniu zużyłam w miesiąc.
Sensitive mleczko do demakijażu firmy Biokosma kosztuje 62,50zł.
Z czystym sercem mogę je polecić. Ja się nie zawiodłam. Fajna alternatywa dla drogeryjnych specyfików.
Osoby zainteresowane zapraszam na stronę Biogreenhouse.pl

6 stycznia 2013

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2012 - moje TOP 3 :)

Stałe czytelniczki bloga zauważyły, że nigdy nie pokazuję swoich ulubieńców miesiąca/kwartału. Z czego to wynika? Ano z tego, że nie przywiązuję się do kosmetyków, lubię próbować nowości i rzadko który kosmetyk zasługuje na miano ulubionego.
Ale postanowiłam wybrać trzy ulubione kosmetyki minionego już 2012 roku. Są to kosmetyki, po które sięgałam najczęściej, są one uniwersalne i dlatego chcę je wyróżnić.


Jak widzicie na miano ulubieńca zasłużyły produkty z różnych kategorii. A są to takie kategorie jak:
- kolorówka/makijaż
- pielęgnacja (włosów)
- zapach

Z kosmetyków do makijażu moim ulubieńcem okazał się róż do policzków Bell No 051.
Pisałam o nim już rok temu i od tego czasu stał się moim nieodłącznym przyjacielem.
Zainteresowane osoby zapraszam do notki -> KLIK :)

Jeżeli chodzi o pielęgnację, to zachwyciła mnie maska do włosów Alterry z granatem i aloesem. Tak bardzo ją polubiłam, że zużywam kolejną już tubkę i mam zamiar zrobić zapas :) Czyni cuda z moimi włosami: są gładkie, miękkie, dobrze się rozczesują i nie są obciążone. Uwielbiam!

W kategorii zapach miejsce zarezerwowała sobie perfumowana woda toaletowa Amber Elixir od Oriflame. Pokochałam ten zapach od pierwszego psiknięcia. Jest słodki, bardzo kobiecy, uwodzicielski i zmysłowy. Dla kogoś może się okazać mdły i babciny - ale ja lubię takie klimaty. Wyjątkowo trwały jak na tą półkę cenową i to, że to tylko EDT ;) Także buteleczka bardzo przypadła mi do gustu - prosta, elegancka, wygląda bardzo ekskluzywnie.

Tak wygląda moje TOP 3, czyli bardzo krótka lista ulubieńców minionego roku, po których sięgać będę również w tym roku, bo zdecydowanie na to zasługują.
Te kosmetyki mogę Wam polecić jeśli się nad którymś z nich choć przez chwilę zastanawiałyście.

5 stycznia 2013

Postanowienia noworoczne.

Do tej pory nie robiłam sobie żadnych postanowień. Nie czułam takiej potrzeby. A w tym roku jakoś mnie tchnęło i zachciało mi się, żeby też coś postanowić. Nie są to jakieś ambitne, czy wymyślne postanowienia. Ot takie, żeby coś w sobie ulepszyć.

1. Nie będę zazdrościć ludziom, którzy są szczęśliwi. 
źródło: ryjbuk.pl

2. Będę jeszcze lepiej zorganizowana! :)
źródło: ceneo.pl

3. Nauczę się jeździć na nartach/snowboardzie.
źródło: garnek.pl

4. Zainwestuję w siebie - skończę jakiś kurs/szkolenie.
źródło: wirtualneoslo.pl

5. Doszlifuję język niemiecki.

źródło: favore.pl

Trzymajcie kciuki, żebym wytrwała :) Za rok będę się z tych postanowień rozliczać! 
A jak tam się mają Wasze postanowienia???