30 listopada 2012

Włosy w listopadzie + ulubieniec tego miesiąca.

Czas biegnie jak szalony, miesiąc za miesiącem mija. Listopad dobiega końca, więc czas na pokazanie w jakiej kondycji są moje włosy. Wyjątkowo chcę Wam także pokazać mój ulubiony kosmetyk do włosów, który odkryłam w tym miesiącu.


Na stan włosów narzekać nie mogę. Choć proszą już o podcięcie końców, to ja jakoś nie mam na to czasu. Chyba wygospodaruję na to chwilkę w nadchodzącym tygodniu. Do ścięcia pójdą raptem 2 cm, ale zawsze to coś :)
Na tą chwilę moje włosy są miękkie, gładkie i lśniące. Nie buntują się jeszcze i nie elektryzują, ale to już kwestia dni, bo nadchodzą podobno mrozy, więc i czapka będzie mile widziana.

Jak już wspominałam, w tym miesiącu znalazłam swojego ulubieńca jeżeli chodzi o kosmetyki do włosów. Jest to odżywka teoretycznie niedostępna w naszym kraju, jednak coraz częściej można je nabyć na Allegro. Jeśli będziecie mieć taką możliwość - polecam zaopatrzyć się choć w jedną tubeczkę na wypróbowanie :)


Opakowanie - tubka, średnio wygodna. Nie odsysa powietrza, przez co po kolejnych użyciach wygląda na sfatygowaną.
Konsystencja - bardzo gęsta, nie ma szans na to żeby odżywka samoistnie wypłynęła z opakowania. Za ty wygodnie aplikuje się ją na włosy, z których w konsekwencji nie spływa.
Zapach - bardzo przyjemny, dość intensywny, ale nie utrzymuje się na włosach po spłukaniu, więc nie warto sobie tym zawracać głowy :)
Działanie - włosy po tej odżywce nabierają blasku, są gładkie, dobrze się rozczesują. Odżywka nie obciąża moich włosów, za co duży plus. Włosy są sypkie, przyjemne w dotyku i wyglądają na zdrowe.
Skład:

Informacje dla czytelników niemieckojęzycznych :)

28 listopada 2012

Brązujący mus do ciała ze złotą perłą. Bielenda orzech&bursztyn.

Dziś u mnie za oknem szaro, brzydko i nieprzyjemnie. Dlatego wspomnę lato, słońce i opaleniznę przy okazji recenzji musu Bielendy. Bo właśnie ten mus ma za zadanie nadać skórze delikatnej opalenizny, a także podkreślenie tej, która nam się jeszcze uchowała.


Opakowanie - spory plastikowy słoik dodatkowo opakowany w kartonik. Plastik ma lekko chropowatą fakturę, dzięki czemu odkręcanie słoiczka nie jest problematyczne. Pod wieczkiem dodatkowo jest aluminiowa folia - zabezpieczenie przed ciekawskimi łapskami potencjalnych klientów - bardzo to sobie chwalę.
Zapach - słodki, w opakowaniu intensywny, na skórze utrzymuje się około godziny.
Konsystencja - jak sama nazwa wskazuje, jest to mus. Delikatny, lekki, dobrze się rozprowadza.


Wchłanianie - bardzo szybkie. Po nałożeniu cienkiej warstwy musu wystarczy kilka minut i można spokojnie dalej funkcjonować.
Działanie - złota perła w nazwie dała o sobie znać od razu po aplikacji. Niestety nie wywarła na mnie pozytywnego wrażenia. Są to brokatowe złote drobinki, które są mocno widoczne na skórze, przez co mus nie nadaje się do codziennego użytku. Nie jestem więc w stanie ocenić, czy mus da radę nadać skórze kolor naturalnej opalenizny, bo zwyczajnie nie używałam go regularnie, a tylko przy okazji imprez, nieformalnych spotkań. Mus przywróci co prawda skórze równowagę na chwilę, jednak na długofalowe działanie nie ma co liczyć. A żeby nadać skórze koloryt chyba jednak lepiej jest sięgnąć po brązujące masło do ciała z tej samej serii.
Pojemność - 200ml
Cena - ok 12-15zł.

Dodatkowe informacje:

Podsumowując - ciekawy gadżet, dobry na wyjścia, imprezy. Nada skórze blasku i okryje złotym brokatem, pyłkiem. Mus będzie idealny na sylwestra i zabawy karnawałowe. Bądź też można go wykorzystać latem do podkreślenia naturalnej opalenizny.

26 listopada 2012

Lawendowy dzienniak.

Kilka dni temu wróciłam do robienia kolorowych makijaży. Wcześniej jakoś brakowało mi weny i nie miałam pomysłów na kolory. Stawiałam na nudne dzienniaki. Ale dzienniak nie musi być nudny. Dlatego wczoraj użyłam nieco koloru. Co z tego wyszło?


Do wykonania makijażu użyłam:
- cień Oriflame Pure Colour w kolorze Taupe metal
- fioletowy cień do powiek z palety do makijażu Sephora
- czarny eyeliner Oriflame Very me click it
- mascara Clinique high lengths
- kredka kohl w kolorze nude Oriflame

24 listopada 2012

NYX Glitter Cream Palette - swatche.

Kiedy pokazywałam zawartość listopadowego Douglas Boxa kilka z Was prosiło mnie o swatche paletki NYX. Sama byłam jej niesamowicie ciekawa, dlatego kiedy tylko pogoda mi na to pozwoliła, przygotowałam dla Was te swatche.
Przyznam, że mam w stosunku do tej palety bardzo mieszane uczucia. Nie miałam jeszcze okazji żeby jej użyć, może dziś wieczorem się skuszę, choć boję się eksperymentować przed wyjściem na kilkugodzinną imprezę, gdzie już makijażu nie będę mogła ratować.
Ok, więc tak jak obiecałam, tak też ujawniam swatche. Na początek przypomnijmy sobie jak wygląda paletka w całości:


W założeniu cienie miały być kremowe i faktycznie są bardzo mokre. Choć czy to cienie w kremie czy mokry brokat to już bym się kłóciła ;)
No nic, jedziemy kolejno od lewej do prawej z cieniami:






23 listopada 2012

Lakier Virtual Fashion Mania - czuję miętę?

Jakiś czas temu w sieci sklepów Biedronka pojawiły się lakiery do paznokci firmy Virtual. A jako, że w mojej "skromnej" kolekcji lakierów tej firmy nie uświadczyłam do tej pory, to sięgnęłam po jedną sztukę. Wydawał mi się zielony, a jak się okazało w sklepie kolor był nieco przekłamany. Nic to, i tak będę go używać :) Widziałam jeszcze te lakiery w kolorze niebieskim, fioletowym i czerwonym.


Opakowanie - dosyć duża buteleczka, w kształcie walca. Zakrętka czarna, plastikowa, z tendencją do ślizgania się ;P
Pędzelek - dosyć szeroki, stosunkowo wygodny.

Konsystencja - dosyć gęsta, lakier ma tendencję do szybkiego zasychania, więc trzeba mieć szybkie i sprawne łapki :)
Wykończenie - kremowe.
Kolor - taka mięta, w zależności od światła ukazuje swoje różne oblicza - raz jest bardziej a raz mniej zielona.


Krycie - już jedna warstwa solidnie kryje, ale do pełnego krycia potrzebne są dwie warstwy lakieru.
Zmywanie - bezproblemowe, lakier się nie rozmazuje, tylko gładko schodzi wraz ze zmywaczem.
Trwałość - muszę ten lakier pochwalić, bo miałam go akurat na paznokciach przez dwa dni kiedy intensywnie moczyłam dłonie, a nie dorobiłam się ani jednego odprysku, ani nawet specjalnie startych końcówek. Duży plus.
Cena - 5,99zł
Pojemność - 10ml
Dostępność - sieć sklepów Biedronka =)
Konsystencja - Zbyt lejąca, wodnista. Niewygodnie mi się maluje tym lakierem, trzeba uważać na rozlewający się na skórki lakier.
Wykończenie - półmatowe, satynowe.
Kolor - Kiedy paznokcie są ciepłe/gorące lakier faktycznie jest łososiowy/brzoskwiniowy. Po wystudzeniu paznokci, kiedy marzną ręce lakier robi się ciemniejszy, bardziej wpada w pomarańcz/róż. Ciężko sprecyzować te kolory, bo często się zmieniają ;)
Krycie - Potrzeba co najmniej dwóch warstw lakieru do jako-takiego krycia. Trzy warstwy wyglądają najlepiej, paznokcie prezentują się wtedy ładnie.
Zmywanie - Szybkie i przyjemne :)
Trwałość - U mnie słaba, lakier szybko mi się zaczyna ścierać.
Cena - około 20zł (?)
Pojemność - 14ml (sporo;P)
Dostępność - Allegro :) ale trzeba długo polować, bo szybko znikają.

Read more: http://raisin1989.blogspot.com/2012/10/lakier-zmieniajacy-kolor-bys-salmon.html#ixzz2D3dcvbSc



21 listopada 2012

Cień KOBO 205 fashion - czyli Golden Rose w roli głównej.

Nie sądziłam, że będę kiedyś opisywać Wam pojedynczy wkład do paletki. Ale tak go uwielbiam, że chcę zarazić Was swoim uwielbieniem :D


Golden Rose to cień kameleon, bądź duochrom - jak kto woli ;) Pierwszy raz ujrzałam go u Orlicy i długo potem walczyłam z chęcią zakupu. W końcu uległam i dobrze, bo jestem z niego zadowolona.
Cień jest dosyć mokry, ale mimo tej konsystencji dobrze się go nakłada na powiekę i rozciera.
Jeżeli chodzi o kolor tego cienia - to cień zagadka ;) Jest w nim coś z różu mieniącego się w złoto - to akurat wskazuje nawet nazwa. Ale można w nim uchwycić kolor łososiowy, miodowy i ich pochodne. Wszystko zależy od padania światła.


Na powiekach cień ten wygląda delikatnie i pięknie opalizuje - obojętnie czy użyjemy go solo w makijażu, czy połączymy go z innymi cieniami.
Jeśli chcemy uzyskać naturalny efekt wystarczy nałożyć ten cień na powiekę i wzdłuż linii rzęs poprowadzić czarną kreskę cieniem do powiek bądź eyelinerem.
Natomiast w razie kiedy mamy ochotę na szaleństwo, to możemy go połączyć z innym duochromem.
Trwałości cienia ocenić nie mogę, bo zawsze używam bazy, a na bazie pozostaje nietknięty.
Nie mam pojęcia ile może teraz kosztować, bo widziałam, że kroją się jakieś promocje w Naturze. Ja go kupiłam już dawno, dawno temu ;)

Cień wykorzystany w makijażu możecie zobaczyć tutaj (w centralnej części powieki):

Osobiście bardzo polubiłam ten cień i dzięki niemu polubiłam w cieniach wykończenie duochromowe. W tym momencie na mojej chciejliście pojawił się cień Catrice 410 C'mon Chameleon! Jak go dorwę, to chyba poczuję się spełniona jeśli chodzi o kolorówkę ;)

20 listopada 2012

Opolskie Spotkanie Blogerek Kosmetycznych - wspomnijmy to raz jeszcze =)

Przedwczoraj, czyli w niedzielę 18.11.2012r w Opolu odbyło się pierwsze oficjalne spotkanie blogerek kosmetycznych. Gdzie? W kawiarni o wdzięcznej nazwie Kofeina 2.0. Dostałyśmy na wyłączność całą salę, za co dziękuję Pani Kasi :)
Winnymi całego zamieszania byłam ja i Monika ;P Ale w razie czego skarg ani zażaleń nie przyjmujemy :D Pomagała nam też Milky Chocolate, za co również dziękuję :)

Kolejną zasłużoną osobą, która pomogła wybrać nam lokal, zaprojektowała logo, listę uczestniczek oraz identyfikatory jest Marta :) Dziękuję :* Szkoda, że nie mogłaś być z nami... Jednakże Twoja praca nie poszła na marne - identyfikatory prezentowały się pięknie :D

Wszystkie kobietki okazały się punktualne (Sabbatha, Ciebie pomijam ;P ). Po usadowieniu swoich tyłeczków na kanapach tudzież innych krzesełkach głos zabrała Pani Ania - przedstawicielka handlowa firmy Venita. Opowiedziała nam nieco o asortymencie firmy, pokazała kilka kosmetyków oraz przekazała nam prezenty.

W tym czasie swoje stanowisko do badań skóry przygotowały Panie z Vichy. Pani Monika - dermokonsultantka wykonywała nam każdej po kolei badania, natomiast Karolina - digital media manager zasiadła z nami i dyskutowałyśmy na temat blogowania i nie tylko ;P
Podczas badań poznawałyśmy rodzaj naszej cery oraz stopień nawodnienia. Oj można się było nieźle zdziwić ;P
Żeby kiszki marsza nam nie grały, posilałyśmy się od czasu do czasu przerywając jakże zacięte rozmowy...
A tutaj cała nasza wesoła gromadka :D
No i kilka zbliżeń na uczestniczki :)

Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości: Fangle Fashion, Cat, Karminowe Usta, Agusiak747.

W całym przedsięwzięciu udział wzięły:
1. Strawberry merry
http://strawberrymery25.blogspot.com
2. Milky chocolate,
http://roses-and-chocolate.blogspot.com/
3. Kinga Mzyk
http://modaurodapiekno.blogspot.com/
4. Cat
http://ecattiem.blogspot.com/
5. Marta - koleżanka Ewy CAT
6. Kaprysek
http://poradnikbezradnik.blogspot.com/
7. Karminowe usta
http://www.karminoweusta.blogspot.com/
8. darusia994
http://www.darusia994.blogspot.com/
9. anioleek89
http://anioleek89.blogspot.com/
10. Sabbatha
http://spookynails.com/
11. Ruda Szopa
http://rudashopa.blogspot.com
12. Lejdish
http://www.lejdish.blogspot.com/
13. M.ina
http://moje-spojrzenie-na-swiat.blogspot.com/
14. Agusiak747
http://agusiak747.blogspot.com/
15. Rodzynka1989
http://raisin1989.blogspot.com/
16. Fanglefashion
http://fanglefashion.blogspot.com/

Pragnę również podziękować firmom, które postanowiły umilić nasze spotkanie prezentami w postaci kosmetyków. A były to firmy:
Raz jeszcze dziękuję. Wszystkim razem i każdemu z osobna :)

17 listopada 2012

A już jutro...

Opolskie spotkanie blogerek :D
Już się nie mogę doczekać! Dziewczyny, które się zapisały - nie zapomnijcie!
Jutro o godz 13:00 Kofeina 2.0 przy Placu Teatralnym! Zabierzcie ze sobą porcję dobrego humoru, ewentualne kosmetyki na wymianę i przybywajcie :)


Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, potrzebujecie pomocy, to macie ostatnią szansę - pytajcie :)
Do zobaczenia! :)

15 listopada 2012

Listopadowy Douglas Box - rzut oka na zawartość.

Dawno już żadne beauty-pudełko mnie nie kusiło. Do czasu....aż pojawiła się zapowiedź listopadowego Douglas Boxa. Wyjątkowo każdy z oferowanych kosmetyków mnie zainteresował. Stwierdziłam, że co tam - raz się żyje ;) Zamówiłam, a przy okazji kupiłam też perfumy już w ramach prezentów gwiazdkowych :)
Samo pudełko kosztuje 40zł. Doliczyć też trzeba przesyłkę, czyli jakieś 13,50zł. No i do każdej przesyłki można zamówić dwie darmowe próbki. Oczywiście skusiłam się także na próbki - damską i męską (będzie dla narzeczonego).


Spójrzmy na zawartość boxa oraz na darmowe próbki, które otrzymałam:





































Przyznaję, że nadal jestem zadowolona, choć obawiałam się, że po otrzymaniu pudełka mój entuzjazm osłabnie ;) Sam błyszczyk po pierwszym użyciu mnie zachwycił - kolor jest wprost idealny dla mnie. Również perfumowany balsam do ciała pozytywnie mnie zaskoczył głównie swoim zapachem i trwałością tego zapachu. Na pewno wszystko zużyję jeśli chodzi o kosmetyki do pielęgnacji, z paletką glitterów może być nieco gorzej, ale i z nią sobie jakoś poradzę :) A jak Wasze wrażenia odnośnie pudełka od Douglas? Coś Wam wpadło z niego w oko?

11 listopada 2012

Tonik Garnier Skin Naturals z ochronnym ekstraktem z róży.

Od kiedy tonizowanie twarzy stało się moim codziennym rytuałem lubię próbować kolejnych toników. Tym razem trafiłam na bardzo delikatny i pachnący tonik Garnier Skin Naturals do cery suchej i wrażliwej.


Spójrzmy może co obiecuje nam producent na etykiecie toniku:


Opakowanie - plastikowa buteleczka w utrzymana w delikatnie różowym kolorze. Na temat samej butelki jest mi się ciężko wypowiedzieć, ponieważ tonik przelałam do innej butelki - po moim wcześniejszym toniku z Oriflame. Wygodniejsza jest dla mnie butelka z atomizerem, a i tego typu opakowanie ułatwia dozowanie i zwiększa wydajność.
Zapach - różany, delikatny, bardzo przyjemny, nie jest nachalny ani chemiczny.
Działanie - tonik jest bardzo delikatny, łagodny tak jak obiecuje producent. Oczyszcza twarz z pozostałych zanieczyszczeń. Nie podrażnia skóry, nie wysusza nawet przy stosowaniu dwa razy dziennie przez dłuższy okres. Jest bardzo przyzwoity i polubiłam go na tyle, że chyba skuszę się na drugą buteleczkę.
Pojemność - 200ml.
Cena - ok 10-15zł.


Przyjrzałam się bliżej składowi. Co w nim znalazłam?
Aqua/water - rozpuszcza składniki aktywne, nawilża skórę.
Glycerin - pomaga utrzymać wilgoć, ułatwia przenikanie składników do skóry.
Citronellol - substancja zapachowa imitująca zapach róży.
Methylparaben - konserwant, który ma za zadanie uniemożliwienie powstania i rozwoju mikroorganizmów i bakterii w kosmetyku.
Panthenol - nawilża skórę, działa przeciwzapalnie, wnika w skórę nadając jej uczucie gładkości.
PEG-60 Hydrogenated castor oil - usuwa pozostałe na skórze zanieczyszczenia.
Polyaminopropyl biguanide - konserwant niwelujący drobnoustroje, neutralny dla skóry.
Rosa centifolia water/rosa centifolia flower water - hydrolat z róży stulistnej który ma poprawiać stan skóry, redukować zaczerwienienia, oczyszczać.
Parfum/fragrance (F.I.L. B 35397/1) - kompozycje zapachowe.

Wyżej widzicie tonik w oryginalnej buteleczce oraz moje widzi_mi_się czyli przelany do buteleczki z atomizerem :) Taka forma opakowania zdecydowanie bardziej do mnie przemawia. I z doświadczenia wiem już, że dzięki temu tonik wystarcza mi na dużo dłużej niż przy tradycyjnym opakowaniu, kiedy to często tonik się nadmiernie wylewa i niepotrzebnie marnuje.
Składowo również wydaje się być przyzwoity. Szkoda tylko, że hydrolat z róży stulistnej jest na końcu składu, ale fajnie, że w ogóle jest :)