31 października 2012

Podsumowanie października - zdobycze.

Ostatni dzień miesiąca sprzyja zrobieniu kolejnego miesięcznego podsumowania. U mnie jak zwykle jest to podsumowanie i pokazanie wszystkich kosmetyków o które wzbogaciła się moja kosmetyczka. Nie ma tego dużo. O dziwo zakupy kosmetyczne ostatnio jakoś mnie nie rajcują i nic mnie specjalnie nie kusi. Ok, już nie marudzę, a za to pokażę co tam do mnie przyleciało.

1. Lakiery do paznokci wygrane na rossnet.pl

2. Kosmetyki Alterra wygrane w konkursie wiralowym na wizaz.pl

3. Nagroda za zdjęcie wyróżnione na FB Wibo. 

4. Zakupy z Rossmanna.

5. Takie tam, różne :) 

To by było na tyle. Tym razem więcej wygranych niż zakupów ;) No i zdecydowanie jest to miesiąc pod znakiem Wibo ;P Chyba muszę częściej brać udział w konkursach ;P Albo i nie, bo niedługo kosmetyki by mnie w końcu zasypały...

30 października 2012

2-fazowy koktajl do kąpieli tajemniczej firmy Mades Cosmetics.

Mówi Wam coś nazwa firmy Mades Cosmetics? Nic? Mi też :) Zrobiłam małe śledztwo i co się dowiedziałam? Nadal niewiele. Czyżby ta firma kosmetyczna bawiła się ze mną w kotka i myszkę? ;)

Według portalu wizaz.pl, jest to "Holenderska firma specjalizująca się w kosmetykach do pielegnacji skóry, ciała, do kąpieli i do pielęgnacji włosów, właściciel takich marek jak: The Bath Batch,Cultures, Vitamino, Core and Pure, Galant, Medallion, Amadora, Serenity, Body Resort."

W rankingu KWC widnieją zaledwo trzy produkty Mades Cosmetics oraz raptem dwie recenzje.
Strona samego producenta jest równie tajemnicza i nie zaspakaja mojej ciekawości.
Gdzie dorwałam kosmetyk tej tajemniczej firmy? Ano w perfumerii Douglas. Skusiła mnie niska cena. I fakt, że do tej pory jeszcze nie miałam takiego gadżetu jak koktajl do kąpieli. Ten pochodzi z serii Cultures Madagascar i podobno ma w sobie ekstrakt z baobabu.



Opakowanie - plastikowa butelka z wygodnym klikającym zamknięciem. Butelka jest twarda, co utrudnia wydobywanie koktajlu pod koniec opakowania. Etykietka estetyczna, ładnie się prezentuje.
Zapach - delikatny, trudny do określenia, bardzo specyficzny. Nie wąchałam nigdy baobabu, więc może to jakiś jego aromat?
Działanie - koktajl nieco zmiękcza wodę, nadaje jej trochę tłustości. Woda nie pieni się jakoś spektakularnie, ale niedużą pianę wytwarza. Odżywienia czy natłuszczenia skóry nie zauważyłam. Za to delikatny zapach odpręża i uspakaja.
Wydajność - średnia. Ja chyba za dużo koktajlu wylewałam za każdym razem, ale już jestem taka mało oszczędna ;)
Formuła - dwufazowy koktajl brzmi nieźle, prawda? :) Po lekkim wstrząśnięciu obie fazy ładnie się ze sobą łączą, by po chwili znów się ładnie rozdzielić. Generalnie koktajl jest stanu płynnego, można go wydobyć do ostatniej kropli z buteleczki.
Pojemność - 200ml.
Cena - 12zł (ja kupiłam w promocji za pół ceny czyli za 6zł)


Przyznaję, że w cenie regularnej nie zakupiłabym tego cudaka. W promocji cena wydaje się być w porządku. Stosunek jakości do ceny? Hmmm. Zależy czego się wymaga od płynu/koktajlu do kąpieli.
Zaintrygowała mnie firma produkująca ten koktajl i chętnie przyjrzę się innym ich kosmetykom. O ile będzie ku temu okazja :)

28 października 2012

Przydatny gadżet do mycia twarzy - gąbeczka z celulozy.

Do niedawna do mycia twarzy używałam tylko i wyłącznie swoich rąk. Nie przyszło mi do głowy, żeby w jakiś sposób umilić czy ułatwić sobie ten zabieg. Ale, że jestem konsultantką Oriflame i siłą rzeczy katalogi przeglądam, to kiedyś wpadła mi w oko żółta gąbeczka do twarzy. Przeanalizowałam szybko strategię i kliknęłam. Czy żałuję? O tym później :)


Zacznijmy od tego, do czego można używać tych gąbeczek. Otóż można je wykorzystywać na wiele sposobów:
- do demakijażu twarzy - rękoma nakładamy mleczko na twarz, masujemy i przy pomocy namoczonej w wodzie gąbeczki usuwamy mleczko wraz z brudem
- do mycia twarzy - na wilgotną gąbkę wyciskamy odrobinę żelu do mycia twarzy i masujemy całą buzię, potem zmywamy
- do peelingowania buzi - na wilgotną gąbkę wyciskamy peeling, delikatnie masujemy, potem zmywamy
- do zmywania maseczek - bardzo skuteczna metoda zmywania nawet opornych maseczek! Mokrą gąbką przecieramy twarz na której zaschła nam maseczka. Wystarczy kilka ruchów gąbki żeby zmyć całą maseczkę.

Jak dbać o taką gąbeczkę? Ja swoją po każdym użyciu dokładnie płuczę pod bieżącą wodą. Od czasu do czasu też ją wyparzam wrzątkiem. Wiadomo, że wilgotna gąbka, która mieszka w ciepłej łazience może być siedliskiem i domem dla wielu niechcianych bakterii. Dlatego też gąbeczkę wkładam do małego garnuszka i zalewam na minutę wrzątkiem. Potem ją odsączam i suszę.

Używana gąbeczka nieco traci kształt. Wiadomo - moczymy ją, suszymy, moczymy i znów suszymy. Po takim suszeniu gąbka jest nieco mniejsza niż taka nówka nieśmigana ;P

Co ciekawe - jeśli zamówimy pojedynczą gąbeczkę, to jest ona grubsza niż te w zestawach pakowane po dwie sztuki. Miałam już i takie i takie, więc polecam te pojedyncze - grubsze - dłużej Wam posłużą ;) Ich średnica wynosi 75mm, więc idealnie leży w ręce.


Zalety takiej gąbki? Proszę bardzo:
- tania (ok 2-3zł, czasem mniej czasem więcej)
- wygodna
- ułatwia życie
- zmywanie maseczek już nie jest traumą
- kosmetyki do mycia twarzy ładnie się dzięki niej pienią
- nie podrażnia skóry jeśli się jej rozsądnie używa (nie próbowałam trzeć buzi na siłę ;P)
- jest trwała, łatwo ją utrzymać w czystości
- wiele firm ma je w swojej ofercie, nie tylko Oriflame (np Yves Rocher, Calypso dostępne w Rossmanie)

Polubiłam się z tymi gąbeczkami i będę je każdemu polecać. Są świetne, tanie, serce nie boli kiedy trzeba taką wyrzucić i zaopatrzyć się w nową. Jeśli jeszcze nie próbowałyście gąbek, to koniecznie wypróbujcie! Wasze życie zmieni się na lepsze :)

26 października 2012

Ekspresowa regeneracja ust z Eveline - Extra Soft Bio, Serum regenerujące do ust.

Do tej pory o typowych pomadkach ochronnych do ust nie pisałam zbyt wiele. Dlaczego? Ano dlatego, że mało która pomadka zasługuje na dłuższą recenzję. Z tą dzisiejszą jest zdecydowanie inaczej - zasłużyła sobie na pochwałę, więc jej to zafunduję. A niech sobie ma! O! :D


Serum do ustę Eveline Extra Soft Bio dorwałam jeszcze będąc na urlopie. Całkiem przypadkowo trafiła w moje ręce, bo polowałam raczej na pomadkę Oeparol. Że tej nie znalazłam, to wzięłam cokolwiek, co miałoby ulżyć moim biednym ususzonym ustom. I dobrze zrobiłam, że złapałam ze serum do ust Eveline.


Opakowanie - plastikowe, sztyft, dość solidny, nie rozpadł mi się, nie popękał, napisy się nie starły. Biały krzyżyk na czerwonym tle, który widnieje na opakowaniu do złudzenia przypomina mi Neutrogenę. Hmmm, czyżby producent chciał nam coś powiedzieć? ... ;P
Konsystencja - pomadka jest na tyle miękka, że gładko rozprowadza się na ustach. Nie jest problematyczna jeśli dobrze się z nią obchodzimy. Nie połamała mi się, choć mam wybitne zdolności do psucia wszystkiego co mi wpadnie w ręce. No ale wysuwałam tylko końcówkę do posmarowania ust, a nie pół opakowania.
Smak - gorzkawy. Niestety czuć gorycz w ustach podczas stosowania tego serum. Przykro mi to stwierdzić, ponieważ na pewno niektórych tym smakiem zrazi do siebie. Mi ten posmak nie przeszkadza, przypomina mi smaczek grejpfruta ;P
Działanie - ten podpunkt sobie bardzo chwalę. Serum do ust Eveline zrobiło z moimi ustami to, czego wiele pomadek zrobić nie potrafiło - zregenerowało je! Wow. Tego się nie spodziewałam, ale po kilku użyciach tej pomadki moje usta stały się miękkie, pęknięcia zniknęły, a usta przestały szczypać i domagać się kolejnej i kolejnej dawki nawilżenia tudzież natłuszczenia. Stosując to serum nie muszę się obawiać o zakrwawione usta niczym krwawa Mery od pozadzieranych skórek.
Kilka dni wzmożonej regeneracji - zdało egzamin. Teraz wystarcza używanie od czasu do czasu, aby utrzymać efekt gładkich ust.
Kolor - pomadka jest bezbarwna, nadaje ustom jedynie połysk niczym najzwyklejszy ze zwykłych błyszczyk. Nie ma żadnych drobinek, nie robi żadnej poświaty czy innych udziwnień. Dla mnie - może być :)
Wydajność - nie wiem czy mam tylko takie złudzenie optyczne, ale serum dość szybko się "kurczy". Staram się go oszczędzać i używam zamiennie z innymi balsamami, ale po miesiącu stosowania powoli dobijam do dna, co u mnie jest rzeczą niespotykaną ;)
Cena - ja kupiłam w Biedronce za jakieś 4zł, ale można je dorwać też w Rossmanie czy innych drogeriach. Myślę, że to serum nie powinno być towarem deficytowym ;P

24 października 2012

Opolskie Spotkanie Blogerek Kosmetycznych - Nowe informacje!

Wiem, że wiele z Was czekało na dalsze informacje odnośnie Opolskiego Spotkania Blogerek Kosmetycznych. Więc jak tylko udało nam się ustalić pewne szczegóły, to już biegnę się z Wami nimi dzielić :)


Spotkanie odbędzie się 18 listopada w niedzielę.
Zaczynamy o godzinie 13, przewidywana godzina zakończenia - około godz 18.
Miejsce - Kofeina 2.0, Plac Teatralny 12 (wejście z boku Teatru)

Żeby wszystko poszło sprawnie, ostrzegam - obowiązywać będą pewne zasady. Dlatego też proszę o osoby zdecydowane i chętne w tym terminie na spotkanie, aby zostawiły pod TYM postem swój adres e-mail. Na tego maila wyślę wiadomość z pełnym regulaminem. Maile będę wysyłać od jutra, czyli od 25.10.2012r.
Termin przyjmowania zgłoszeń zamykamy 2 listopada. Osoby, które zgłoszą się po 2 listopada zapraszamy na kolejne spotkania ;P Więc proszę o zdeklarowanie się jednak do tego dnia. Macie jeszcze ponad tydzień, więc zaplanujcie sobie odpowiednio czas :D

23 października 2012

Revlon ColorStay 110 Ivory do cery normalnej i suchej.

Podkłady Revlon ColorStay cieszą się wielką popularnością. Stosunek jakości do ceny jest faktycznie niezły. Ale czy to wystarczy by ten podkład stał się moim numerem jeden?


Opakowanie - szklana buteleczka, solidna, z grubego szkła, z plastikową nakrętką. Podobno są wersje z pompką. Ja takowej nie posiadam. Niestety. Duży otwór przez który wydobywamy fluid może być zarówno wadą jak i zaletą. Wadą na początku, kiedy to może nam się wylewać zbyt duża ilość podkładu. Zaletą przy wykańczaniu podkładu, kiedy to pędzelkiem możemy śmigać po dnie i wydobywać resztki fluidu z buteleczki. W ten właśnie sposób nie zmarnowałam ani grama kosmetyku :) Pędzelek dotarł do zakamarków buteleczki i wydobył calutki podkład.
Konsystencja - dość rzadka, ale nie ma tragedii. Podejrzewam, że gdyby podkład był bardziej gęsty, to byłby kłopot z wydobyciem go z buteleczki, a w ten sposób wypływa on dość szybko i bezproblemowo.
Przeznaczenie - do skóry normalnej oraz suchej.


Aplikacja - ja nakładałam ten podkład palcami i ta metoda w pełni się u mnie sprawdziła. Jakoś pędzelek mnie do siebie nie przekonał. Palcami dużo wygodniej stopniowało mi się grubość warstwy na twarzy. Jeśli potrzebna jest druga warstwa podkładu, to spokojnie można ją nałożyć bez obaw o zrolowanie się pierwszej warstwy.
Kolor - 101 Ivory to kolor dla bladzioszków o różowej tonacji. Ja po nałożeniu go na buzię nie wyglądam jak świnka, więc nie jest popadajmy w skrajności i nie obawiajmy się go ;)
Krycie - bardzo dobre. Wystarczy nałożyć jedną grubszą, lub dwie cieńsze warstwy podkładu, żeby zakryć przykre niespodzianki na twarzy. Tutaj podkład radzi sobie bardzo dobrze. Na szczęście przy tak dobrym kryciu nie tworzy efektu maski. Niestety skóra po aplikacji bardzo błyszczy i aby uniknąć tego świecenia jak żarówka, konieczne jest przypudrowanie buzi.


Trwałość - trzyma się na twarzy nienagannie przez cały dzień. Nieznacznie się ściera, ale równomiernie, bez tworzenia placków na buzi.
Działanie - jest dosyć ciężki i może wysuszać skórę twarzy. Poleca się go używać sporadycznie, na większe wyjścia, okazje. Przy codziennym stosowaniu może zaszkodzić cerze. Może, ale nie musi - tu nie ma reguły.
SPF - 15.
Cena - ok 35-70zł.
Pojemność - 30ml.
Dostępność - perfumerie Douglas, Allegro, drogerie internetowe.
Skład (z KWC)
Składniki aktywne: Titanium Dioxide 4.4%, Zinc Oxide 2.0%
Skład: Aqua Eau (Water), Cyclomethicone, Trimethylsiloxysilicate, Butylene Glycol, Dimethicone, Cetyl PEG/PPG 10/1 Dimethicone, Polyglyceryl 4 Isostearate, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Nylon-12, Phenyl Trimethicone, Magnesium Sulfate, Isododecane, Boron Nitride, Methicone, Laureth-7, Malva Sylvestris Extract (Mallow), Lilium Candidum Bulb Extract (Lily), Lactobacillus/Eridictyon Californicum Ferment Extract, Cymbidium Grandiflorum Flower Extract, Serica Soie (Silk), Tocopherol Acetate, Retinyl Palmitate, Ethylene Brassylate, Tribehenin, Bisabolol, Silica, Alumina, Isohexadecane, Polydimethylsiloxane/Polymethysilesquioxane Copolymer, Polysorbate 20, Polysorbate 80, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Sorbitan Sesquioleate, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, May Contain: Iron Oxides (CI 77491, 77492, 77499), Mica (CI 77019), Titanium Dioxide (CI 77891), Bismuth Oxychloride (CI 77163), Zinc Oxide (CI 77947)


Przyznam, że w cenie regularnej nie skusiłabym się na ponowny zakup tego podkładu. Ale, że można go dorwać taniej, to na pewno niedługo kupię buteleczkę, żeby mieć w razie potrzeby. Lubię go za to, że odcień mi idealnie pasuje i trzyma się twardo na buzi. Zachwycać się nad nim nie będę, bo w sumie nie ma nad czym ;) Idealny nie jest, ale czy istnieje podkład idealny??? Ja jeszcze na taki nie trafiłam ;P

22 października 2012

Lakier zmieniający kolor - BYS Bright purple.

Dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym ponarzekam trochę na drugi już lakier firmy BYS - lakier zmieniający kolor pod wpływem temperatury. Tym razem fiolecik, przynajmniej w buteleczce, a czy na paznokciach?


Opakowanie - duża szklana butla, bez zbędnych ozdób, minimalistyczna.
Pędzelek - miękki, średnio wygodny, dość cienki. Wolę lepiej wyprofilowane.
Konsystencja - Zbyt lejąca, wodnista. Niewygodnie mi się maluje tym lakierem, trzeba uważać na rozlewający się na skórki lakier.
Wykończenie - shimmer - delikatny bo delikatny, ale są w nim drobinki.
Kolor - Kiedy paznokcie są ciepłe/gorące lakier nabiera koloru różowego, niemal neonowego. Po wystudzeniu paznokci, kiedy marzną ręce lakier robi się ciemniejszy, bardziej wpada w fiolet. Ciężko sprecyzować te kolory, bo często się zmieniają ;)
Krycie - Potrzeba co najmniej trzech warstw do pełnego krycia. W innym wypadku paznokcie wyglądają co najmniej kiepsko.
Zmywanie - Szybkie i przyjemne :)
Trwałość - U mnie słaba, lakier szybko mi się zaczyna ścierać na końcówkach.
Cena - około 20zł
Pojemność - 14ml.
Dostępność - Allegro :) ale trzeba długo polować, bo szybko znikają.



Ten kolor nie podpasował mi. Prezentuje się jakoś tak...kiczowato moim skromnym zdaniem ;P A że i jakość jest kiepskawa, to uważam ten zakup za nieudany. A Wam jak się podoba ten lakier? Skusiłybyście się na zakup?

20 października 2012

Rodzynka po godzinach cz.1 - Rodzynkowe dłubanki =)

Nie samymi kosmetykami żyje kobieta. Również wychodzę z tego założenia pomimo prowadzenia bloga kosmetycznego.
Nie lubię się nudzić. Często wymyślam sobie nowe zajęcia. Kiedyś natchnęło mnie na robienie sobie biżuterii. Zaczęłam od kolczyków. Szybko tego zaniechałam. Teraz za to z pozostałych półfabrykatów plotę bransoletki. Dziś Wam kilka pokażę. Nie są to wszystkie moje dłubanki, bo część znalazła nowe domy, a część zwyczajnie zapomniałam obfocić. Więc tak tylko poglądowo możecie rzucić okiem jak to wygląda.


 Są to proste bransoletki wykonane na żyłce jubilerskiej z różnych koralików - szklanych, crackle i innych. Przyznaję, że ta zabawa wciąga. Nieraz podczas plecenia jednej bransoletki już budziła się w mojej głowie koncepcja na kolejną :) Potrafię się przy tym nieźle zrelaksować, wyłączyć i zresetować.






Robiłyście kiedyś same biżuterię? Czy takie "dłubanie" jest Waszym zdaniem dobrą metodę na odcięcie się od świata? A co sądzicie o moich skromnych tworkach? Moją ulubioną jest ta bursztynowa :)

17 października 2012

Wirtualne Studio Makijażu - metamorfozy bez brudzenia pędzli :)

Chciałabyś wypróbować nowego makijażu, ale coś stoi na przeszkodzie? Brak Ci umiejętności, pędzli, kosmetyków? Nic straconego! W wirtualnym studio makijażu możesz eksperymentować do woli z makijażem. Możesz próbować nowych szminek, błyszczyków, cieni, podkładów, korektorów, dobierać do woli odcienie róży i tuszy.
Gdzie znajdziesz owo studio? Na oficjalniej stronie Oriflame -> KLIK.


W aplikację możesz wgrać zdjęcie swojej twarzy, albo wybrać dostępne zdjęcia modelek. Do wyboru są cztery modelki, każda o innym typie urody. Jeśli chcesz wgrać swoje zdjęcie, musi być ono zrobione centralnie na wprost i w dobrym świetle.

Wgrywając swoje zdjęcie dostosowujemy kolejno wszystko: najpierw ramkę w której ma mieścić się cała twarz i włosy, a później kolejne części twarzy:
- obrys oczu
- obrys brwi
- zaznaczamy opcję, czy usta są otwarte
- robimy obrys ust
- obrys całej twarzy
- zaczynamy metamorfozę :)


Przyznaję, że kiedy zaczęłam zabawę z dobieraniem różnych podkładów, eyelinerów, cieni i wielu wielu innych wciągnęłam się :D Świetna zabawa!
Aplikacja jest o tyle wygodna, że bez problemu możemy się w niej poruszać, wybierać kategorie, mamy do wyboru gotowe makijaże (które według mnie akurat są porażką) a na koniec zapisywać swoje projekty.

Można także wybierać różne "style" malowania eyelinerem, tuszem do rzęs, czy różem, dobrać odpowiedni sposób dla swojej twarzy czy oczu.

Co ciekawe po prawej stronie aplikacji znajduje się lista "użytych" kosmetyków. Jeśli wśród nich znajdzie się coś wyjątkowo godnego uwagi, możemy wrzucić to w listę zakupów i przy najbliższej okazji zamówić u konsultantki :)

Jak już o wszystkim opowiedziałam, to może pokażę Wam moje przykładowe "metamorfozy" :D Osoby o słabych nerwach prosi się o opuszczenie tego bloga :D

I jak Wam się podoba ta aplikacja? Będziecie coś w niej kombinować? Ja chyba nie ustanę póki nie wypróbuję wszystkich wariantów kolorystycznych ;D Dajcie koniecznie znać czy coś fajnego Wam wyszło. A może jakiś kosmetyk zwróci Wasza uwagę? W razie czego służę pomocą!

15 października 2012

Jak się mają moje włosy? Rzut okiem na ich kondycję.

Niedługo miną dwa miesiące jak Wam pokazywałam moje włosy i postanowiłam bardziej o nie dbać. Czy mi się udało? Czy może jednak poległam i z postanowień nici? Dzisiaj mały rachunek sumienia oraz faworyci wśród moich kosmetyków do włosów.


Zdjęcia niestety robione samowyzwalaczem, więc co za tym idzie - kiepskiej jakości. Mam nadzieję, że jednak cokolwiek na nich widać i można dostrzec w jakim mniej więcej stanie są włosy.
Generalnie jestem z nich w miarę zadowolona. Cały czas moją zmorą jest rozczesywanie. Myślę, że niedługo się to zmieni, ponieważ planuję wymienić moje okropne grzebyki na coś lepszego. Na co? Na pewno Wam pokażę :)

Dla porównania zamieszczam także zdjęcia włosów z sierpnia:

Co moje włosy polubiły najbardziej? Przez te dwa miesiące moimi ulubieńcami po które najczęściej sięgałam, były:

1. Olejek do ciała Alterra limetka&oliwa - uwielbiam za działanie i za sam zapach :)
2. Woda brzozowa - nie wiem dlaczego, ale lubię sobie wmasowywać wodę w skórę głowy i przy tym relaksować. Taki masaż to dla mnie sama przyjemność.
3. Maska do włosów Alterra granat&aloes - działa cuda po prostu! Moje włosy są po niej gładkie, miękkie i przyjemne w dotyku. Kolejna butla tej maski już czeka w kolejce :)
4. Szampon do włosów dla dzieci Babydream - świetnie czyści włosy, jest delikatny i przyjemnie łagodnie pachnie.

Teraz czeka mnie wzmożona pielęgnacja, bo zaczęłam regularnie uczęszczać na basen. A co za tym idzie - chlor może mieć mocno negatywny wpływ na włosy (zresztą nie tylko na włosy). Ale będę walczyć, żeby utrzymać zdrowy wygląd i blask. Trzymajcie kciuki, żebym to starcie wygrała! :D

14 października 2012

Opolskie spotkanie blogerek kosmetycznych - zbieramy chętne!

Społeczeństwo blogerek kosmetycznych regularnie się rozrasta. I tak jak jeszcze rok czy dwa lata temu na Opolszczyźnie był deficyt blogerek kosmetycznych, tak teraz wiem, że jest nas już nieco więcej. Dlatego też razem z Moniką z bloga Fangle Fashion postanowiłyśmy zorganizować spotkanie. Opolskie spotkanie blogerek kosmetycznych.


Na razie chcemy zrobić wstępne rozeznanie - czy na takie spotkanie znajdą się chętne?

Kilka szczegółów:
Miejsce - Opole (prawdopodobnie knajpka Kofeina przy Placu Teatralnym)
Czas - listopad (któryś weekend)
Kto jest mile widziany? - wszystkie blogerki związane w jakikolwiek sposób z tematyką kosmetyczną (makijaże, paznokcie itp)

Bardzo proszę o zgłaszanie ewentualnych postulatów pod tym postem, bądź o kontakt mailowy na adres: asiapop@vp.pl
Jak już mniej więcej będziemy wiedzieć ile nas jest chętnych i czy w ogóle takowe się znajdą, to podamy szczegóły. Na razie proszę o zgłaszanie się chętnych. 

Z tego miejsca chciałabym także podziękować bardzo sympatyczniej osóbce - Marcie z bloga Fashion Inspiration za wykonanie baneru i znalezienie lokalu :)

Szczegóły znajdziecie TUTAJ -> KLIK!

12 października 2012

Zrób to sama - trzyskładnikowa odżywcza sól do kąpieli.

Zgodnie z obietnicą dzisiaj przedstawiam Wam najbanalniejszy sposób na przyrządzenie własnej soli do kąpieli. Nazwałam ją odżywczą, ponieważ zarówno sama sól, płatki owsiane jak i olej mają zbawienny wpływ na naszą skórę.


Składniki:
- pół szklanki soli kuchennej
- 3 łyżki zmielonych płatków owsianych (ja mielę je w młynku do kawy)
- 2 łyżki ulubionego oleju (u mnie jest to Alterra limetka&oliwa)


Wszystkie składniki mieszamy w miseczce, dokładnie rozcieramy powstałe grudki. Po wymieszaniu i uzyskaniu jednolitej konsystencji mieszankę solną przesypujemy do słoiczka, tudzież innego szczelnego opakowania. Możemy je ładnie ozdobić, aby stało się elegancką ozdobą łazienki czy pokoju.


11 października 2012

Lakier zmieniający kolor - BYS Salmon.

Z dwóch lakierów BYS zmieniających kolor pod wpływem ciepła dziś pokażę Wam ten, który zdecydowanie bardziej mnie do siebie przekonał. Nazwa wskazuje na to, że ma być łososiowy, a czy naprawdę taki jest?

Opakowanie - duża szklana butla, bez zbędnych ozdób, minimalistyczna.
Pędzelek - miękki, średnio wygodny, dość cienki. Wolę lepiej wyprofilowane.
Konsystencja - Zbyt lejąca, wodnista. Niewygodnie mi się maluje tym lakierem, trzeba uważać na rozlewający się na skórki lakier.
Wykończenie - półmatowe, satynowe.
Kolor - Kiedy paznokcie są ciepłe/gorące lakier faktycznie jest łososiowy/brzoskwiniowy. Po wystudzeniu paznokci, kiedy marzną ręce lakier robi się ciemniejszy, bardziej wpada w pomarańcz/róż. Ciężko sprecyzować te kolory, bo często się zmieniają ;)
Krycie - Potrzeba co najmniej dwóch warstw lakieru do jako-takiego krycia. Trzy warstwy wyglądają najlepiej, paznokcie prezentują się wtedy ładnie.
Zmywanie - Szybkie i przyjemne :)
Trwałość - U mnie słaba, lakier szybko mi się zaczyna ścierać.
Cena - około 20zł (?)
Pojemność - 14ml (sporo;P)
Dostępność - Allegro :) ale trzeba długo polować, bo szybko znikają.

Podsumowując muszę przyznać, że za taką cenę spodziewałam się lepszej jakości. Zamiast stawiać na ilość - dużą butlę, wolałabym uzyskać lepszy jakościowo produkt. Ale nie będę narzekać, bo lakier sam w sobie jest bardzo ciekawy. Często wyglądałam tak, jakbym miała każdą rękę wymalowaną innym lakierem, bo prawą zazwyczaj mam zimną, a lewą ciepłą... Jeśli miałabym polecać, to polecam najpierw dokładnie przyjrzeć się swatchom w sieci zanim kupicie któryś z tych lakierów. Ten kolor jest ładny, ale do drugiego który posiadam mam więcej zastrzeżeń. Zresztą zobaczycie niebawem :)




10 października 2012

Zrób to sama - musująca sól do kąpieli z cynamonem.

Jako amatorka pachnących kąpieli musiałam ulec. Komu uległam? Ano uległam wyzwaniu rzuconemu przez Lili Naturalną :) Więcej o wyzwaniu możecie przeczytać tutaj -> KLIK.
Postanowiłam przygotować sobie aromatyczną sól do kąpieli ze składników, które mam w domu.


Składniki:
- 1/2 szklanki soli kuchennej
- 70g sody oczyszczonej
- 1 kopiasta łyżka cynamonu mielonego
- ok 10-15 goździków
- łyżeczka kwasku cytrynowego
- 2 łyżki dowolnego oleju, u mnie był to olejek Alterra migdał&papaja

Wykonanie - suche składniki łączymy w małej miseczce. Do mieszanki dodajemy olej i tak długo mieszamy, aż rozetrzemy grudki. Tak przygotowaną sól przesypujemy do słoiczka lub innego szczelnego opakowania. Możemy je dowolnie przystroić, by było ozdobą łazienki czy pokoju.

Od razu zaznaczam - nie zużywamy całej soli na jeden raz. Dlatego też cynamon w takim stężeniu nie zrobi krzywdy skórze. Niemniej cynamon nieco osadza się na wannie. Po kąpieli skóra jest odżywiona i natłuszczona, dzięki olejowi. Sól nieco musuje dzięki sodzie, choć nie jest to spektakularne bulgotanie ;D

Jesteście ciekawe innych wersji takiej soli? Przyznam, że zrobiłam od razu dwa rodzaje :) A na tym nie koniec, bo jak je zużyję, to będę kombinować dalej! Polecam :)



Jeśli czujecie się zainspirowane, to same zdążycie wziąć udział w akcji! Zapraszam :)

8 października 2012

Maybelline Dream Fresh 8 in1 BB Cream.

Otwieram lodówkę, a tam... kolejny BB Cream. A przynajmniej jego reklama. Producenci oszaleli, wszyscy chcą produkować BB kremy. Ale niestety każdy po kolei strzela sobie samobója idąc w tym kierunku. Czy BB Cream Maybelline potwierdza tę regułę???


Odcień - fair
SPF - 30
Opakowanie - plastikowe, cienki plastik, łatwo wyciska się krem. Tubka jest zakręcana i tutaj jakość nakrętki leży. Krem wycieka, nieestetycznie brudzi zakrętkę.
Zapach - początkowo nie odczuwałam żadnej woni tego kremu. Niestety z czasem zaczęłam zauważać, że po kilku godzinach noszenia go na twarzy krem zwyczajnie zaczyna brzydko pachnieć. Zapach przypomina mi smrodek samoopalacza? Taki dziwnie utleniający się zapach.
Konsystencja - dość rzadka jak na podkład, bardzo płynny i pewnie dlatego wylewa się poza nakrętkę.


Aplikacja - nie wyobrażam sobie nakładać tego kremu inaczej niż palcami. Szybko stapia się ze skórą. Aplikacja nie jest problematyczna, nie mam z nią większych kłopotów. Krem się nie roluje na twarzy i dobrze rozprowadza.
Krycie - słabe. Daje radę tylko wyrównywać koloryt, niezbyt silnie kryje. No ale nie jest to podkład, tylko krem, więc...mogłam się tego spodziewać ;) Daje satynowe wykończenie, lekki błysk na buzi.


Trwałość - z biegiem czasu, z każdą kolejną godziną odrobinkę ubywa z buzi tego kremu. Owszem, nawilżenie utrzymuje się przez cały dzień.
Pojemność - 30ml
Cena - ok.22zł/często można spotkać go w promocji nawet za 17zł.

Cały czas mam w stosunku do tego kremu mieszane uczucia. Czasami wzbudza mój zachwyt, czasami wprawia w szewską pasję. Nie wiem od czego to zależy. Pewnie od dnia mojego cyklu, od stanu cery, od pogody i wielu innych nieznanych czynników :D Ani nie odradzam, ani nie polecam. Taki średniaczek, lepszy chyba nie ciepłe, letnie dni niż na zimowe czy jesienne pluchy.