17 września 2012

Moja kosmetyczka na wyjazd - absolutne minimum.

Cudownym trafem okazało się, że dostałam urlop w moim wymarzonym czasie i dzięki temu mam możliwość wyjazdu. Oczywiście skorzystam z tej okazji, bo jak każdy potrzebuję się zresetować.
Dlatego też w dniach 17.09.2012 - 01.10.2012 będę totalnie niedostępna. Nie będę mieć żadnego dostępu do internetu, więc na wszystkie komentarze, maile, pytania odpowiem od razu po powrocie z urlopu - najszybciej jak to tylko będzie możliwe.
Ciężko jest mi sobie wyobrazić te 2 tygodnie bez sprawdzenia choćby poczty, ale odwyk się przyda ;)

Z okazji wyjazdu musiałam spakować sobie kosmetyczkę. Z powodu małej ilości miejsca w mojej "kabinie noclegowej" musiałam się ograniczyć do całkowitego minimum. Jak wygląda to moje minimum? Moje minimum mieści się w jednej kosmetyczce, więc jak na mnie to naprawdę mało! Postawiłam przede wszytkim na pielęgnację. Zresztą same zobaczcie:


1. Dezodorant do ciała w sprayu Isana Exotic.
Na co dzień używam pełnowymiarowej wersji tego dezodorantu. Lubię go za egzotyczny zapach. Niestety nie utrzymuje się długo, ale daje choć na chwilkę powiew świeżości. W podróży to się ceni ;P
2. Tonik witaminowy z różą do skóry suchej i wrażliwej Garnier Essentials.
Jest bardzo delikatny, ładnie pachnie różami, nie podrażnia. W małej buteleczce dodatkowo będzie bardziej poręcznie :)
3. Yves Rocher, Jardins du Monde - Żel pod prysznic o zapachu kawy.
W buteleczce uwiódł mnie zapach. O ile nie piję kawy, tak jej zapach uwielbiam. Tutaj znalazłam jej esencję ;)
4. Babydream szampon dla dzieci.
Jeszcze go nie używałam, a kupiłam ze względu na wiele pozytywnych recenzji. Czy się sprawdzi? Zobaczymy :)


5. Brązujący krem na dzień i na noc - Bielenda, Orzech & Bursztyn.
Opcja na dzień i noc w jednym to duża oszczędność jakże cennego miejsca. Przez 2 tygodnie będę używać tylko tego kremu i sprawdzę czy faktycznie brązuje nieco buzię. Może jakiś efekt uzyskam, bo póki co jestem "córką młynarza" ;P
6. Chusteczki do demakijażu cery suchej i wrażliwej - Cleanic.
Lubię odświeżać buzię takimi chusteczkami. Mam nadzieję, że te chusteczki nie podrażnią mojej cery.
7. Krem do rąk - Oriflame, Floral Collection. 
Polubiłam delikatnie kwiatowy zapach tego kremu i dostateczne nawilżenie skóry rąk. Czego mi więcej potrzeba? ;)


8. Płatki kosmetyczne Cleanic Pure Effect Soft Touch.
Tonik czymś trzeba aplikować, prawda? Małe opakowanie płatków kosmetycznych powinno zdać tutaj egzamin.
9. Dream Fresh BB Cream (Krem BB 8 w 1) -Maybelline.
Coś na twarz oprócz kremu nałożyć muszę, bo inaczej fatalnie się czuję i jeszcze gorzej wyglądam ;P Z tym BB kremem do tej pory się lubiliśmy, więc mam nadzieję że i podczas wyjazdu się nie rozczaruję.
10. Mineralny puder w kamieniu - Eveline.
Żeby nie świecić niczym latarnia przyda się odrobinka pudru. Ten w kamieniu zajmuje najmniej miejsca dlatego wybór padł na niego.
11. Pędzel do pudru Elite.
Szkoda mi zabierać ze sobą pędzel Hakura, a i temu z Elite nic nie brakuje. Ważne, żeby było włosie którym da się wygodnie pomaziać pudrem.


Tak wygląda stan mojej kosmetyczki na dzień wyjazdu. Oczywiście w torebce podręcznej wyląduje jeszcze jedna mała kosmetyczka z przedmiotami podstawowej potrzeby typu:
- balsamy do ust
- pęseta
- lusterko
- cielista kredka kohl
i takie tam inne o których na ten moment nie pamiętam ;P

 Kochane, widzimy się za dwa tygodnie. Będę tęsknić za Wami - to pewne. Ale wrócę tutaj z większą energią i ze zregenerowanymi siłami.
Buziaki :)

15 września 2012

Podsumowanie pierwszej połowy września - zdobycze :)

Podczas kiedy Wy będziecie czytać tą notkę ja już się będę bawić na rodzinnej imprezie :D Jest okazja - jest impreza ;)
Ten miesiąc dzielę na pół. I to równiutko. Jako, że szykuje mi się dłuższy wyjazd, to i zakupów kosmetycznych prawdopodobnie nie będzie. Jeśli będą, to je Wam pokażę już w październiku.
Ok, przejdźmy do sedna, czyli do pokazania moich łupów, które do te pory wyhaczyłam ;)






Niestety nie obiecuję, że recenzja któregoś z powyższych kosmetyków pojawi się w najbliższym czasie. Prawdopodobnie na blogu powstanie dwutygodniowy zastój. Ba - to jest prawie pewne. Więc jakiekolwiek sugestie mile widziane, ale będą brane pod uwagę w nieco bardziej odległym terminie ;P

14 września 2012

Nowy look - nowe okulary :D

Jakieś dwa tygodnie temu moje wiekowe już, bo pięcioletnie okulary odmówiły posłuszeństwa :/ Co najlepsze stało się to krótko po wymianie szkieł. Za wymianę zapłaciłam bagatela 220zł, więc nieźle się wściekłam, kiedy niedługo potem okulary się rozpadły...
Na szczęście długo nie rozpaczałam. A to dlaczego? Spójrzcie same - mam nowe, nieśmigane, piękne okulary:

A jak wyglądały moje "staruszki"? Tym, które ich nie kojarzą ze zdjęć na blogu przybliżę nieco ich wygląd. Tak wyglądały po rozpadnięciu się na dwie części:

Owszem, byłam z nimi u optyka, ale dało się je tylko zlutować i po tym zabiegu niestety teleskop nie odgina się już na bok.

Na szczęście z odsieczą przybyła do mnie firma Firmoo.com
Cóż to za firma? Otóż zajmują się sprzedażą okularów korekcyjnych oraz przeciwsłonecznych.
Pierwszy raz wybierałam oprawki przez internet, ale na szczęście nie było to zbyt trudne, gdyż na stronie można wirtualnie przymierzyć wybrany model okularów. Wystarczy wstawić swoje zdjęcie "en face" bezpośrednio z kamery internetowej bądź z dysku i na to zdjęcie mierzyć okulary.
Mi się chyba udało dopasować okulary. Zresztą możecie to same ocenić:

Jeżeli macie ochotę na nowe okulary korekcyjne, bądź też przeciwsłoneczne (ja nie jestem w stanie prowadzić samochodu bez okularów przeciwsłonecznych właśnie) to możecie je zakupić właśnie na stronie Firmoo. Wystarczy wypełnić formularz, wysłać go mailem, a w razie wątpliwości pytać obsługę - gwarantuję, że odpowiedzą na Wasze pytania :)
Obecnie możecie sporo zaoszczędzić, bo dla każdego nowego klienta firma przygotowała promocję - dowolne okulary może dostać gratis pod warunkiem, że opłaci tylko koszt przesyłki. Uwierzcie mi - to się opłaca. Spójrzcie ile musiałam zapłacić za samą wymianę szkieł w swoich okularach... Już nie marudzę, tylko odsyłam po szczegóły tutaj -> KLIK.
Ja po odesłaniu wypełnionej ankiety dostałam swoje okulary po tygodniu. Więc długo nie musiałam czekać :)


Na plus jest też eleganckie etui pod kolor okularków :) Podoba mi się ta skórka. Do tej pory zawsze miałam plastikowe etui :/


Moja Rodzicielka uśmiała się ze mnie, że w tych nowych okularkach wyglądam jak... Brzydula... ;P Nie ujdzie jej to płazem ;P

13 września 2012

Dzienniak z koralowym akcentem.

Ostatnio nie szaleję z kolorami na powiekach. Zazwyczaj królują u mnie brązy, cielaki i inne szaraki. Dzisiaj chciałam przełamać szarość za oknem. Średnio mi się udało. Ale za to możecie zobaczyć koralowy cień L'Oreal o którym pisałam kilka dni temu w nowej odsłonie.


W wewnętrznym kąciku możecie zobaczyć biały cień My Secret, na środku koralowy L'Oreal, a w zewnętrznym grafitową czerń Mariza. Na linii wodnej kredka kohl w kolorze nude od Oriflame, eyeliner również Oriflame z serii Very Me. To tak w skrócie :)



12 września 2012

Podkłady dla "bladych twarzy" - porównanie, swatche.

Wiem, że nie tylko ja mam problem z doborem odpowiednio jasnego podkładu do twarzy. Wiele z nas to typowe "córki młynarza" i jakoś trzeba z tym żyć. Niestety wiele firm nadal nie dostosowuje swych kosmetyków dla takich bladzioszków. Dlatego dziś chcę być może pomóc niektórym osobom, które zastanawiają się nad odcieniami niektórych podkładów do twarzy.

Podzieliłam je sobie na trzy grupy, a na końcu zobaczycie swatche zbiorowe wszystkich moich podkładów.
Zaczynamy od lekkich kremów tonujących, potem przejdziemy do podkładów mineralnych by skończyć na podkładach płynnych.


Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć jaki kolor w rzeczywistości posiada BB Cream Maybelline oraz krem brązujący Alterra. O ile ten BB krem faktycznie wtapia się w skórę i nie brązowieje, tak krem Alterra totalnie nie nada się dla cery bladej. Krem oddałam bardziej opalonej mamie.


Recenzje obu tych podkładów mineralnych zagościły już na moim blogu. O ile wśród typowych drogeryjnych podkładów ciężko znaleźć coś naprawdę jasnego, tak pośród podkładów mineralnych jest bogaty wybór.
Jak widać podkład Mariza jest biały, bez żadnych odcieni, natomiast podkład Lady Mineral wpada delikatnie w żółte tony.


Płynne podkłady drogeryjne. Z tymi miałam niegdyś ciężką przeprawę. Na szczęście teraz znalazłam kilka okazów dość jasnych. Są to kolejno: Revlon ColorStay do cery normalnej i suchej, Maybelline mineralny podkład w płynie oraz z niższej półki podkład Miraculum Ideal Satin make up.


Moim celem nie jest dzisiaj recenzowanie kolejno każdego z tych podkładów, tylko porównanie odcieni. Myślę, że na zdjęciach powyżej wyraźnie widać ich kolory, w jakie tony wpadają i jak bardzo się od siebie różnią.
Dokładna lista podkładów i ich odcieni:
1. Mariza Selective Nr 1 Jasny beż.
2. Lady Mineral podkład mineralny neutral ivory.
3. Revlon ColorStay do cery normalne i suchej nr 110 Ivory.
4. Miraculum, Ideal Satin make up, jasny beż.
5. Maybelline, Mineralny podkład w płynie nr 010 Ivory.
6. Rimmel Match Perfection żelowy nr 100 Ivory.
7. Maybelline Dream Fresh BB Cream Fair.
8. Alterra brem brązujący brzoskwiniowy.

Jak widzicie tylko trzech podkładów nie zdążyłam zrecenzować. Dwa z wymienionych już mi się skończyły, jeden poleciał w inne ręce, a Miraculum dokupiłam drugą buteleczkę :)
A jak wyglądają Wasze zbiory podkładowe - macie swoich faworytów? Czy eksperymentujecie tak jak ja i próbujecie kolejnych nowości? ;)

10 września 2012

L'Oreal - Colour Infallible Eyeshadows - 039 Magnetic Coral.

Niedawno zauważyłam, że wiele z Was lubi cienie do powiek w kolorze koralowym :) Jako, że mam w swojej kosmetyczce cień L'Oreal w tymże kolorze, to dzisiaj Wam go zaprezentuję.


Jest to cień z letniej kolekcji L'Oreal inspirowanej festiwalem w Cannes i nie mam bladego pojęcia czy jeszcze gdzieś jest dostępny. Są dostępne natomiast inne kolory z serii Colour Infallible - jest ich dokładnie 10. Jakie? Odrobiłam lekcje i wiem jakie :)

*Kolory z gwiazdką dostępne są tylko w wybranych drogeriach.

Co na temat cieni mówi sam producent? Mówi dość dużo, ale poczytajcie:
" Konsystencja
Cienie do powiek Color Infaillible zawierają 4 razy więcej substancji wiążącej niż klasyczne cienie pudrowe. To nadaje im konsystencję pośrednią między pudrem a kremem i sprawia, że cienie są delikatne i aksamitne a ich aplikacja niezwykle prosta.
 Intensywny kolor w mgnieniu oka!
Formuła cieni Color Infaillible została oparta o technologię Color Reveal, która podkreśla i uwydatnia kolor. Pigmenty są bardzo intensywne, dzięki czemu cienie zapewniają idealne pokrycie i żywy kolor.
Trwalość przez 24h
Cienie Color Infaillible utrzymują się na powiece przez 24h*, niczym druga skóra. Wytrzymują 11 tysięcy mrugnięć**. Są odporne na ścieranie i wodę, lecz przy tym łatwe w demakijażu. Nie obsypują się, nie gromadzą się w załamaniu powieki.


*Test instrumentalny w grupie 40 kobiet.
**Średnia liczba mrugnięć w ciągu dnia.
"


Przejdźmy do odcienia, który ja posiadam, czyli magnetyczny koral. Nazwa jak najbardziej trafiona :) Ale zacznijmy od początku. Tym, co możemy na samym początku zobaczyć i ocenić jest...
Opakowanie - świetnie wykonane, bardzo solidne, z grubego plastiku, plastikowa nakładka chroniąca bezpośrednio cień oraz zakręcane wieczko - wszystko na plus.
Pigmentacja - bez zarzutu. Nie traci nawet swego uroku podczas blendowania z innymi cieniami. 
Kolor - taki jak w opakowaniu taki na powiece. Piękny, głęboki koral o metalicznym wykończeniu. Można świetnie stopniować intensywność koloru jaki chcemy uzyskać. A więc możemy nim wykonać zarówno lekki, dzienny makijaż jak i intensywny, bardziej odważny.


Trwałość - na bazie bez zarzutu. Może niedługo skuszę się na wypróbowanie go bez bazy, bo kusi mnie to bardzo. Na razie brakowało mi odwagi przez moje tłuste powieki. Ale mam dziwne wrażenie, że akurat te cienie dałyby radę.
Waga - 3,5g
Ważność - 24 m-ce od otwarcia
Cena - ok 35-40zł

Żeby recenzja była pełna, to jeszcze skromny makijaż wykonany głownie tym cieniem. Zdjęcia robione minutę przed wyjściem do pracy, więc wybaczcie słabą jakość.


Czy polecam? Oj tak, zdecydowanie. 
Może to brzmieć jak recenzja sponsorowana, ale uwierzcie - nie jest :)
Ja postanowiłam, że jeśli ujrzę gdzieś te cienie w promocji, to na pewno kupię sobie jeszcze jeden kolor. Jaki? Zdecyduję spontanicznie ;)

9 września 2012

Mój zbiór pędzelków do cieni.

Od razu ostrzegam - nie nastawiajcie się na jakiś ogromny zbiór, bo z pędzlami u mnie cienko ;P Mam tylko te, które uważam za niezbędne, choć jest jeszcze kilka sztuk, które się do mnie uśmiechają.


Jak widać na zdjęciu grupowym, pędzli posiadam sześć. Pędzli do cieni oczywiście. Bo w sumie z innymi to mam ich jednak więcej. Muszę pochwalić mój dobytek - wszystkie pędzelki bardzo lubię i wszystkich regularnie używam. Nie leżą i nie zbierają kurzu, tylko czynią swoją powinność ;)
Przejdźmy dalej. Przedstawię Wam każdego delikwenta z mojej gromadki osobno. Tak będzie najwygodniej ogarnąć ten chaos ;P

1. Essence. Słynna kulka, która nieprzypadkowo znajduje się na pierwszej pozycji. To mój pierwszy nabytek pędzlowy. Zresztą widać zużycie na trzonku. Co o nim powiem? Że go kocham :D Kiedyś wystarczał mi on sam do wszystkiego. Można nim cienie nakładać, rozcierać, kombinować, a on i tak da radę.
Producent uznał, że ma to być pędzelek do smokey eyes - nigdy nie próbowałam, ale na pewno da się nim to wyczarować ;)
Cena - ok 6zł.

2. H&M dwustronny pędzelek - kulka i ścięty. Jestem nieobiektywna - uwielbiam go :D Taka mała kulka, wszędzie się dostanie, jest równie wielofunkcyjna co pędzelek Essence. Skośmy też daje radę, używam go do żelowego eyelinera, robiłam nim kreski cieniami i podołał wyzwaniu.Osłodził mi życie po tym jak rozpadł mi się skośmy pędzelek z Essence. Z tym tutaj nic się nie dzieje. Ufff.
Cena - ok 7zł.

3. Hakuro H80. Pędzelek z rodziny Hakuro, którego używam najczęściej. Jajeczko idealne do akcentowania załamania powieki. Jest na tyle chudziutki, że swobodnie można nim manipulować przy dolnej powiece. Troszkę drapie, ale mu to wybaczam, bo jest dobry w tym w czym powinien.
Cena - ok 17zł.

4. Hakuro H79. Blond puchacz do rozcierania. Dobrze mi się nim rozciera cień tuż pod brwiami. Jest dosyć duży, więc nie kombinuję z nim zbytnio. Jest miękki i taki rozcapierzony, cokolwiek to znaczy ;)
Ewentualnie nakładam nim też trochę białego matowego cienia pod brew by ją ujarzmić, choć wolę do tego pędzelek Oriflame. A tak to macham i rozcieram to co wymaga roztarcia. W tej dziedzinie jest nie do pobicia :)
Cena - ok 17zł.

5. Hakuro H70. Z tym panem szczerze mówiąc najpóźniej się polubiłam. Płaski, krótki języczek, zbity. Czasami wypadają mi z niego pojedyncze włoski. Tym pędzelkiem nakładam cień na całą ruchomą powiekę. I to tyle. Nie znalazłam dla niego innych funkcji. W sumie to można go sobie darować ;P A, no i jest dość szeroki. Osoby o małych powiekach mogą mieć z nim kłopot.
Cena - ok 15zł

6. Pędzelek do cieni ze stajni Oriflame. Taaak, Oriflame ma też pędzelki ;P Lubię go głównie za kształt. Jest wprost stworzony pod moją brew. Tak, pod brew. Tam właśnie nakładam nim cienie. Wolę to robić tym pędzelkiem niż Hakuro H79, bo ten jest bardziej zbity, a Hakuro porozwalany na boki ;P
Na całą powiekę go nie używam. Jakoś tak wolę inne pędzelki wykorzystywać do tego celu. Aaa, z drugiej strony ma zwykły, tradycyjny aplikator, który można wymienić. Nie używam go w ogóle, więc zapomniałam zrobić mu zdjęcia ;) Ale chyba wiecie jak wygląda standardowa pacynka do cieni? Jak nie, to szukajcie w Google ;P
Cena - ok 19zł.


A jak u Was wygląda kolekcja pędzelków do cieni? Bogatsza/uboższa? Może macie także któryś z tych pędzli, które ja posiadam? Jakie są Wasze wrażenia?
Ja mam ochotę dorwać jakiś pędzelek EcoTools tak choćby tylko do porównania ;) Wiem, dziwna jestem ;P

7 września 2012

Mineralny podkład pudrowy Mariza nr 1 jasny beż.

Podkład to dla mnie jak druga skóra - dziwnie się bez niego czuję. Dlatego lubię mieć w kosmetyczce wybór. Czasami mam ochotę na lekki krem tonujący, a czasem potrzebuję silnego krycia. Na lato wybieram o ton ciemniejsze podkłady, zimą maksymalnie jasne. I do takich możemy zaliczyć podkład, który dla Was dziś zrecenzuję.

Od producenta:
"Oparty na składnikach mineralnych jest świetną alternatywą dla kobiet nietolerujących płynnych podkładów, a także borykających się z trądzikiem. Podkład idealnie stapia się ze skórą tuszując wszelkie jej niedoskonałości. Pozwala cerze swobodnie oddychać, łagodzi podrażnienia i uspokaja. Brak składników tłuszczowych nie prowadzi do zapychania porów.
Aplikuj podkład za pomocą ściętego pędzla wykonanego z naturalnego włosia. Rozprowadzaj produkt okrężnymi ruchami aż do osiągnięcia odpowiedniego pokrycia skóry."


Czas na moje spostrzeżenia.
Opakowanie - plastikowe, lekkie, podatne na zarysowania. Dodatkowo zrobiło na mnie złe wrażenie, kiedy odklejałam naklejkę z krateczki... Krateczka mi odpadła, naklejka się nie odkleiła, nieco podkładu mi się rozsypało, a ja nadal walczyłam o uwolnienie krateczki. Ale się zaparłam mocno i w końcu odkleiłam feralną naklejkę. Plus za puszek w opakowaniu, który chroni podkład po zamknięciu opakowania przed migrowaniem po całym pudełeczku.
Konsystencja - sypka, miękka, pyłeczek, nieco pyli podczas użytkowania.
Aplikacja - nie sprawia problemu. Nakładam ten podkład pędzlem Hakuro H5 i nie mogę narzekać. Dobrze się rozprowadza, rozciera na buzi. Nie tworzy brzydkich smug czy plam. Wtapia się w skórę.
Kolor - wybrałam dla siebie najjaśniejszy czyli nr 1 jasny beż. To najjaśniejszy podkład z jakim miałam kiedykolwiek styczność. Jest baaardzo jasny - ekstra!


Krycie - bardzo dobre. Przyzwoicie kryje niedoskonałości, przebarwienia. Ładnie wyrównuje koloryt. Dodatkowo skóra nie świeci się po nim, nie trzeba od razu łapać za puder matujący. Daje satynową poświatę.

Trwałość - w ciągu dnia tylko delikatnie się ściera. Nie znika z buzi po kilku godzinach.
Działanie - w żaden sposób nie wpłynął na kondycję mojej cery. Skóra nie zareagowała w żaden sposób kiedy zaczęłam regularnie używać tego podkładu. Żadnych uczuleń czy innych rewelacji nie zanotowałam.
Cena - 24,40zł
Waga - 4g
Dostępność - u konsultantek, lub na stronie Mariza Polska.

Czy polecam? Ja się z tym podkładem polubiłam. Ten kolor idealnie nada się dla skrajnych bladzichów (jak ja). Cena jest przystępna, podkład jest wydajny. To chyba mówi samo za siebie ;)

3 września 2012

Cenie do powiek Mariza + makijaż.

Cieni do powiek chyba nigdy mi nie będzie zbyt mało. Zawsze kolory różnią się od siebie - czy to delikatnie odcieniem, wykończeniem czy konsystencją.
Dlatego też dziś przybliżę Wam dwa kolory cieni do powiek Mariza o dwóch różnych wykończeniach.


Wybrałam sobie cienie:
- Satynowy w kolorze nr 3 grafitowa czerń
- Perłowy w kolorze rafa koralowa


Zalety:
- solidne, plastikowe, odkręcane opakowania
- wyglądają na spore, choć nigdzie nie znalazłam ich wagi
- będą dobre do dziennych makijaży
- perłowe wykończenie nie wygląda tutaj bazarkowo ani "tanio"

Wady:
- cienie okropnie się osypują, pylą niemiłosiernie
- pigmentacja nie powala, a zawodzi zwłaszcza podczas blendowania cieni

Inne:
- na bazie trzymają się bez zarzutu. bez bazy nie używam, bo mam zbyt tłuste powieki.
- w promocji kosztują 9,50zł, cena regularna 13,90zł
- dostępne u konsultantek Mariza

I makijaż wykonany z użyciem cieni Mariza:

2 września 2012

Kobo Colour Trends 30 London - nowość :)

Dziś krótko o nowym lakierze do paznokci KOBO. To mój pierwszy lakier tej firmy. I już wiem, że na pewno nie ostatni!


Co Wam będę dużo pisać. Krótko i na temat.

Wady:
- lakier jest rzadki, rozlewa się na skórki przy odrobinie nieuwagi
- pędzelek jest dosyć cienki, trzeba się nim namachać mając długie paznokcie

Zalety:
- wystarczy jedna warstwa, by dokładnie pokryć całą płytkę bez prześwitów
- lakier jest niesamowicie trwały! zazwyczaj staram się nie oceniać trwałości, ale ten lakier noszę, noszę, noszę i nic się z nim nie dzieje. mam go na paznokciach jakiś tydzień i tylko troszkę starte końcówki.

Inne:
- kremowe wykończenie to dla mnie plus, ale nie każdemu musi pasować ;P
- uważam ten kolor za bardzo udany, podoba mi się (dlatego go kupiłam ;P )

Cena - 9,90zł
Dostępność - Drogerie Natura

Na zdjęciach widzicie dwie warstwy lakieru. Musiałam domalować drugą warstwę po malowaniu płota, ale to już inna historia ;P



Nie wiem jak się sprawują inne lakiery z tej serii, ale kolor 30 London mogę szczerze polecić. Taki jesienny szary kolor. Myślę że niecałe 10zł za buteleczkę lakieru to nie majątek, więc i cena nie odstrasza. Trwałość wręcz zachwycająca, krycie również.

1 września 2012

Podsumowanie sierpnia - zdobycze =)

Jak co miesiąc czeka mnie rachunek sumienia ;P
Udało mi się wreszcie zebrać wszystkie kosmetyki, które trafiły do mnie w minionym miesiącu.
Więc spójrzmy co mi tam przybyło. Kolejność przypadkowa :)













I pokazywana już wcześnie paletka Sleek Snapshots:

To by było tyle, choć pewnie i tak o czymś tam jeszcze zapomniałam ;P
Jest coś, co Was szczególnie zaintrygowało? :)