31 sierpnia 2012

Paleta rozświetlaczy Oriflame Beauty.

Moja kolekcja rozświetlaczy jest bardzo, ale to bardzo uboga. W sumie mam tylko tą paletę, która dzisiaj opiszę oraz rozświetlacz Peggy Sage, o którym już jakiś czas temu pisałam.Wiem, że wiele z Was również do tej pory nie używa rozświetlaczy. Ale pokażę Wam dziś paletę z którą śmiało można zacząć  swoją przygodę z tego typu kosmetykami.


Opakowanie - plastikowe, białe, wygodne.
Zapach - bezzapachowy.
Konsystencja - kremowa, zbita, wilgotna.
Aplikacja - polecam nakładać palcem. Aplikuje się wygodnie, rozświetlacze dobrze się rozcierają, nie robią plam na buzi.
Trwałość - ciężko mi ją określić, ale wiadomo - w ciągu dnia trochę się ścierają. Jako, że na twarzy nawet zaraz po aplikacji kolory są subtelne, to po całym dniu efekt rozświetlenia również nie będzie jakiś spektakularny. 
Kolor - do wyboru są trzy kolory, ukazane poniżej:

Który kolor gdzie nakładać? W katalogu mamy małą ściągę. Ale oczywiście istnieje pełna dowolność i można śmiało używać kolorów zamiennie.

Waga - 3 x 1g
Cena - regularna 30zł/ obecnie w promocji 19,90zł

Generalnie jest to ciekawy produkt, z którym można fajnie poeksperymentować. Dobra opcja na ciepłe dni, kiedy na twarz nakładamy tylko jakiś lekki BB krem czy inny krem tonujący, a na to właśnie taki rozświetlacz.
Przy użyciu tych rozświetlaczy nie będziemy wyglądać jak choinka, nie da się ich nadużyć. Dają efekt glow, naturalnego rozświetlania.
Dlaczego o nim piszę? Bo akurat jest w promocji, a w tej cenie opłaca się kupić. Sama w cenie regularnej bym nie kupiła, bo to tylko 3 g kosmetyku. Ale jakby nie było - wydajnego kosmetyku ;)

29 sierpnia 2012

Sól z Morza Martwego o energetyzującym zapachu grejpfruta.

Że Rodzynka lubi próbować nowych specyfików do kąpieli - to było już podawane do publicznej wiadomości ;)
Tym razem dostałam sól do kąpieli z Morza Martwego o zapachu grejpfruta od firmy Mariza.


Opakowanie - plastikowy woreczek, doczepiona papierowa etykieta z informacjami o produkcie.
Zapach - w opakowaniu nieco bardziej intensywny, ale i tak dla mnie mało grejpfrutowy. Dość delikatny, w wodzie niewyczuwalny. Na skórze nie czuć zapachu tej soli.
Kolor - żółtawy, nadaje wodzie delikatne żółtawe zabarwienie.
Konsystencja - drobne bryłki, lekko wilgotne.
Działanie - zmiękcza wodę, nadaje jej odrobinę "tłustości", która pozostaje na skórze.
Waga - 200g.
Cena - 6,90zł


Czy polecam? Można wypróbować. Jeśli macie dostęp do kosmetyków Mariza, to są jeszcze do wyboru inne wersje zapachowe, oraz większe pojemności. Jeśli nie macie dostępu, a poczułyście się zaciekawione, to odsyłam na stronę -> KLIK.
Na mnie ta sól dużego wrażenia nie zrobiła. Ale do najgorszych tez nie należy - opisywałam już na tym blogu zdecydowanie mniej przyjazne kosmetyki do kąpieli. Ten plasuje się tak gdzieś pośrodku. Taki średniaczek, który coś jednak z tą wodą robi, nie znika jak kamfora ;)

28 sierpnia 2012

Dwa zdobienia nudno-czarne (kropki i cieniowanie)

U mnie schemat malowania jest dość prosty - kiedy chodzę do pracy, to maluję je na nudne, stonowane, spokojne. Po jednym dniu mi się nudzą i kombinuję. Ale nadal muszę tak kombinować, żeby nie było zbyt pstrokato. Więc często dorzucam jakiś motyw w czerni. Dzisiaj zobaczycie dwa efekty takiego kombinowania.

Pierwsze zdobienie - czarne kropeczki :) Całość wygląda niczym piżamka :)

Drugie zdobienie - cieniowanie do czerni :) Wybaczcie, że lakier już taki sfatygowany, ale nie miałam możliwości szybciej zrobić fotek :/

Doszłam do wniosku, że czasami wystarczy mieć trzy lakiery i trochę wyobraźni, żeby wyczarować z nich wiele różnych zdobień. 
I co z tego, skoro ja mam tych lakierów ponad 100 a i tak nigdy nie wiem jak pomalować paznokcie ;D

27 sierpnia 2012

Walka o piękne włosy. Część I

Z włosami miałam problemy od ... zawsze. Odkąd pamiętam męczę się z suchością i kołtunami.
Czytanie blogów typowo na temat pielęgnacji włosów było dla mnie rzeczą nudną i długo tego nie robiłam. Ale trafiłam na kilka ciekawych miejsc i mnie wciągnęła ta tematyka. Mam już dość sianowatych końcówek i tego, że nieustannie włosy mi wypadają i są bardzo cienkie. Wypowiadam im wojnę!
Będę się starała tutaj co jakiś czas aktualizować stan moich włosów oraz ujawniać kosmetyki, które mają mi w tym pomagać. Póki co arsenał nie jest zbyt duży. Muszę pokończyć to co mam w domu, zorientować się co tak naprawdę lubią moje włosy i zająć się nimi na serio.
Mam nadzieję, że publiczne przyznanie się tutaj o wzmożonej pielęgnacji i obietnica aktualizacji będzie dla mnie dobrą motywacją. Bo wszystko ładnie, ale zwykle brakuje mi czego? Systematyczności. Tutaj leżę. A żeby włosy były piękne, mocne i lśniące potrzebują czasu i trochę więcej uwagi. Postaram się dać im jak najwięcej tylko potrafię, a jestem przekonana, że odwdzięczą mi się tym samym :)

Stan moich włosów na dzień 24.08.2012r:

Zdjęcie robione bez lampy w kiepskim świetle, ale mam nadzieję, że coś tam widać.
Nie wiem czy da się to dostrzec, ale końce były całkiem niedawno podcinane, więc są w miarę dobre. Ale włosom brakuje blasku, gładkości i życia.
Dlatego liczę na moich małych pomocników:




Czeka mnie jeszcze wiele nauki na temat pielęgnacji włosów. Mam już też małą listę zakupów na kosmetyki przeznaczone dla włosów. Na pierwszym miejscu mam wcierkę Jantar. Czy możecie mi polecić jeszcze jakieś ciekawe pozycje? Będę wdzięczna za sugestie :)

25 sierpnia 2012

Ziaja odżywka intensywna świeżość do włosów tłustych.

Kiedyś przechadzając się między pólkami z kosmetykami do włosów uzmysłowiłam sobie, że nigdy jeszcze nie używałam żadnego specyfiku do włosów od Ziaji. Po dłuższych oględzinach złapałam za odżywkę pachnącą miętą. Miałam nadzieję, że pomoże mi utrzymać moje włosy dłużej świeże. A jak się skończyła ta przygoda?


Opakowanie - biała plastikowa butelka z zielonym korkiem i nadrukami. Zieleń ma chyba nawiązywać do mięty, więc to im się udało.
Konsystencja - ciekła, kremowa, ale do aplikacji na włosy się nadaje.
Zapach - ostra mięta jak w płynach do mycia naczyń, dość chemiczna, nie pachnie jak świeżo zaparzona herbatka. Na włosach utrzymuje się delikatna woń mięty przez kilka godzin, potem się ulatnia.
Działanie - żadne. Przykro mi, ale na moich włosach ta odżywka nie robi totalnie nic. No może jedno - obciąża je... Próbowałam najpierw używać jej bez spłukiwania - nic, ze spłukiwaniem - nic. Włosy tłuste niemal zaraz po wysuszeniu ich. Z moimi kłopotami z rozczesywaniem też nic nie zrobiła. Poddaję się. Nie wiem jak używać tej odżywki żeby mi nie szkodziła. Widać moje włosy są zbyt wymagające.
Wydajność - niestety jest wydajna. Nijak jej nie potrafię skończyć choć bardzo tego chcę.
Pojemność - 200ml.
Cena - 5-7zł


Jakieś butelki tej odżywki stoi i mnie straszy. Nie mam na nią pomysłu. Osobiście jej nie polecam. Dla mnie to bubel, który zamiast nadawać świeżość, czyni włosy nieświeżymi. Czy nakładam odrobinkę, czy nieco więcej, czy spłuczę, czy nie spłuczę, czy nałożę tylko na końce, czy nieco dalej.
Udało mi się zrazić do Ziajowych specyfików i złapałam teraz za Alterrę, zobaczymy co wyniknie z tego romansu ;)



23 sierpnia 2012

Smerfny lakier - Wibo Color Power nr 4.

Lakier, który trafił do mnie w ramach wymiany. Kolor w buteleczce mnie urzekł. Nie wiem co mnie na niego skusiło, bo rzadko mam okazję poszaleć z kolorami na paznokciach. No ale... Odezwała się we mnie chyba mała dziewczynka ;P


Opakowanie - pozytywna, kolorowa buteleczka.
Pędzelek - wąski, krótki, cienki, ale trochę wprawy i da radę bezboleśnie pomalować paznokcie.
Konsystencja - kremowa, odpowiednio gęsta, dobrze mi się współpracowało z tym lakierem jeśli chodzi o jego gęstość.
Wykończenie - kremowe.
Kolor - smerfny :) Kojarzy mi się z błękitem nieba w bardzo słoneczny, letni dzień...
Krycie - wystarcza jedna warstwa lakieru do pełnego krycia!
Zmywanie - masakra... paznokcie pozostają smerfne jeszcze kolejnego dnia po zmyciu ;( Nie lubię tego.
Trwałość - nie oceniam ;P Każda z nas ma mniej lub bardziej tłustą płytkę, mniej lub więcej do czynienia z detergentami i każda z nas inaczej przygotowuje płytkę pod lakier. 
Cena - ok 4-6zł.

Słowem - miły jednowarstwowiec za kilka złotych. Nic, tylko kupować ;P A zmywaniem go się nie przejmować, na odbarwioną płytkę można coś zaradzić, np warstwę innego lakieru ;D



22 sierpnia 2012

Bioorganiczna maseczka z białą glinką. Bielenda Eco care.

Maseczka Bielendy spontanicznie trafiła do mojego koszyka z zakupami. Lubię maseczki, także te w saszetkach. Z glinkami miałam już styczność i wywarły na mnie raczej pozytywne wrażenie. Jak było z tą maseczką? Zapraszam do lektury :)


Od producenta:

Opakowanie - dwie saszetki, każda o pojemności 5g.
Konsystencja - gęsta, nie przecieka przez palce podczas aplikacji, dobrze się nakłada na buzię, nie ścieka.
Zapach - delikatny, neutralny.
Działanie - przez pierwszych kilka minut (2-3) skóra twarzy mocno mnie piekła. Ale postanowiłam wytrzymać. Na szczęście po czasie pieczenie ustało i mogłam się swobodnie odprężyć. Po zmyciu twarz była ukojona, elastyczna, miękka, przyjemna w dotyku i nawilżona. Maseczka działa! Faktycznie nie szkodzi cerze naczynkowej


Pojemność - 2x5g
Cena - 4-6zł

Skład:

Bardzo polubiłam się z tą maseczką i przy najbliższej wizycie w drogerii muszę zrobić zapas. Mimo iż teoretycznie przeznaczona jest do cery dojrzałej, ze zmarszczkami, to ja i tak będę po nią sięgać. Skoro nie szkodzi, a może pomóc, to czemu nie? :)

21 sierpnia 2012

Kolagenowe serum do mycia twarzy Bingo Spa.

Tak jak kiedyś do mycia twarzy używałam wody i mydła, tak teraz co rusz zmieniam kosmetyki przeznaczone właśnie do mycia twarzy. Nie powiem - ciekawe doświadczenie i zdecydowanie moja skóra dziękuje mi za odstawienie mydła ;)
Dlatego dziś przedstawiam kolejny produkt do mycia twarzy - kolagenowe serum.


Od producenta:
"Kolagenowe serum BingoSpa do mycia twarzy o kremowej, puszystej konsystencji i subtelnym zapachu, delikatnie myje i pielęgnuje pozostawiając skórę odżywioną, nawilżoną i pachnącą.
Serum Bingo Spa zawiera czysty kolagen i kwas mlekowy. Kolagen stanowi 1/3 całkowitej masy białek tworzących tkankę skórną i jest jej najważniejszym składnikiem. 
Po 25 roku życia, w komórkach skóry zaczyna ubywać kolagenu, słabną włókna kolagenowe powodując utratę jędrności i elastyczności, pojawiają się zmarszczki. Fizjologiczny proces starzenia się skóry polega na postępującym przekształcaniu się kolagenu rozpuszczalnego znajdującego się w młodej tkance, do postaci nierozpuszczalnej, która traci zdolność pobierania wody. Skóra traci wówczas elastyczność, staje się sucha oraz pojawiają się zmarszczki.
Kwas mlekowy  poprzez usunięcie zbędnych zrogowaciałych komórek, ułatwia przenikanie kolagenu w głąb skóry.
Sposób użycia: na zwilżonej skórze twarzy (szyi) rozprowadzić serum BingoSpa i myć delikatnie kolistymi ruchami. Po zakończeniu skórę dokładnie spłukać wodą, osuszyć ręcznikiem.
Pojemność 300 ml"

Opakowanie - plastikowa butla z pompką :) za tą pompkę ogromniasty plus!
Zapach - przyjemny, delikatny, niedrażniący, znośny.
Konsystencja - bardzo płynna, kremowa.
Aplikacja - dwa, trzy naciśnięcia pompki i serum ląduje na twarzy; dobrze się rozprowadza choć jest mocno płynne. Nie pieni się, ślizga się na buzi.


Działanie - myje średnio, bo zawsze po umyciu twarzy biorę wacik, tonik i ponownie przecieram twarz. Niestety zawsze na waciku znajdą się jakieś resztki podkładu którego serum nie zmyło. Mam dziwne wrażenie, że to serum ślizga się po buzi i średnio ją myje. No ale może to tylko wrażenie wynikające z jego konsystencji??? Od półtora miesiąca nie potrafię tego rozgryźć ;P Ale nadal używam, więc coś musi w sobie chyba mieć ;)
Wydajność - niesamowita! Używam tego serum już jakieś 6 tygodni co najmniej raz dziennie, czasami dwa i trzy razy w ciągu dnia, a nadal mam prawie pół buteleczki! No jestem pełna podziwu :)
Pojemność - 300ml
Cena - ok 10-15zł
Dostępność - małe drogerie, sklepiki z artykułami przemysłowo-kosmetycznymi, lub strona internetowa -> http://www.bingosklep.com/taniej-kolagenowe-serum-mycia-twarzy-bingospa-p-122.html

Podsumowując - tani, wydajny i przyjemny kosmetyk Z POMPKĄ :D
Właściwości przeciwzmarszczkowych nie zauważyłam, ale póki co zmarchy nie są one moją zmorą ;P Zresztą samo serum i tak nie poradzi sobie z pierwszymi oznakami starzenia się skóry, bo do tego potrzeba nieco bardziej inwazyjnych środków. Choć serum może być fajnym dodatkiem do takiej kuracji.

19 sierpnia 2012

Zwyczajny makijaż z akcentem na usta.

Wzięło mnie ostatnio na próbowanie kolejnych błyszczyków z paletki Sephora. I jak się okazało niektóre z nich świetnie kryją! Dzięki temu zaskarbiły sobie moją przychylność i częściej po nie sięgam :)


W tym makijażu postawiłam na cukierkowo różowe usta. Do tej pory sądziłam, że pasują one tylko blondynkom. Chyba jednak się pomyliłam ;)

Zoom na usta...

Zoom na oczęta ;)

I jeszcze raz spójrzmy na całość :

18 sierpnia 2012

Essence Ready For Boarding krem 2 w 1 do policzków i ust.

Róże do policzków w kremach i musach od zawsze mnie przerażały. Obawiałam się, że zrobię sobie nimi placki i tyle będzie mojej przygody z nimi. Ale pojawił się w limitce Essence krem 2w1 do policzków i ust. Dlatego postanowiłam zaryzykować. Gdyby mi nie podpasował jako róż, zawsze można zużyć na usta :)


Opakowanie - plastikowe, mało solidne
Kolor - Opisywany kolor to nr 02 beauty on tour. Taka koralowa czerwień, przełamana odrobinkę pomarańczą. Ciężko opisać ten kolor. Na ustach prezentuje się nieco inaczej niż na policzkach. Nie ma w sobie żadnych drobinek.
Konsystencja - kremowa, miękka, łatwo się operuje tym kosmetykiem.
Trwałość - na policzkach utrzymuje się bardzo długo, wręcz cały dzień. Z ust schodzi dużo szybciej, niestety po godzinie nie ma już śladu na ustach po tym balsamie.
Działanie - strasznie wysusza usta i podkreśla każdą najmniejszą nawet skórkę. 
Waga - 2,5g
Cena - ok 12zł
Ważność - 12 miesięcy od otwarcia opakowania.


Tak jak wspominałam, obawiałam się plam na buzi. Ale okazało się, że po dobrym roztarciu kremu nie zostają żadne plamy, placki czy inne cuda. Nakładam go sobie na BB krem Maybelline i uzyskuję tym sposobem bardzo naturalny wygląd.
Zdecydowanie na moich ustach ten krem nie zdał egzaminu, bo wiecznie mam je suche, a on jeszcze bardziej je wysusza. A szkoda, bo fajnie jest mieć usta i policzki w takim samym odcieniu, jakoś ładnie by mi to współgrało razem.
Generalnie przyjemny gadżet, ale raczej nie jest niezbędny do życia ;P Na nim chyba zakończę swoją przygodę z różami w kremie, jeden taki mi wystarczy. A i tak zastanawiam się czy przez ten rok zdążę go zużyć ;)


17 sierpnia 2012

Kolorowa kreska - płyn do soczewek+cień do powiek.

Nosicie czasami na oku samą tylko kolorową kreskę? Ja do tej pory nie praktykowałam takiego makijażu. Ale dotarł do mnie płyn do soczewek. Wiele dziewczyn chwaliło sobie reski robione na płynie do soczewek. Więc i ja wypróbowałam tej metody :)




Co jest potrzebne? Ano tylko płyn do soczewek, dowolny cień do powiek i pędzelek do eyelinera.

Aplikowałam to w ten sposób, że kroplę płynu wylewałam na dłoń, maczałam pędzelek i nabierałam cień. I tak do momentu aż skończyłam obie kreski.
Ja wybrałam sobie cień, który nadawał się na wyjście do ludzi ;) Innym razem będę kombinować z kolorami. Bardzo spodobała mi się ta metoda malowania kresek. Mało tego - kreski są ekstremalnie trwałe! Podczas demakijażu nie mogłam wywabić cienia z powiek. Kreska trzymała się niczym taka permanentna ;P Na szczęście potarłam i po czasie zeszła ;)
Jeśli macie w domu płyn do soczewek i kolorowe cienie, to koniecznie wypróbujcie takiej kreski na płynie! Ekstra sprawa :)
Aha-nie lejcie zbyt dużo płynu, bo kreska się rozpłynie na powiece. U mnie trochę popłynęła, ale ją ratowałam, Dlatego wygląda jak wygląda ;)

16 sierpnia 2012

Serum czekoladowo-limonkowe do pielęgnacji ciała Bingo Spa.

Mniam - to były moje pierwsze słowa po odkręceniu nakrętki serum czekoladowo-limonkowego do pielęgnacji ciała. A jakie były moje dalsze wrażenia? Zapraszam na recenzję :D


Od producenta:
"Ciesz się radosnym i fascynującym zapachem brazylijskiej limonki. Serum BingoSpa sprawi że pielęgnacja Twojej skóry stanie się niezapomnianą chwilą, chwilą na którą z niecierpliwością czekasz, chwilą, którą pragniesz, by trwała bez końca... dzięki czekoladzie.
Ziarno kakaowca - Theobroma cacao - z którego powstaje czekolada zawiera wiele cennych dla skóry substancji, posiada zdolność zmiękczania skóry. Poza tym wykazuje działanie odmładzające i odświeża skórę, skutecznie likwiduje suchości skóry. Antyoksydanty, czyli składniki spowalniające proces starzenia się skóry, znajdujące się w  czekoladzie, zapobiegają rozwojowi wolnych rodników, które wpływają na utratę przez skórę kolagenu, elastyny i innych protein.
Składniki czekoladowego serum BingoSpa drenują i pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują i działają kojąco. Te wyjątkowe właściwości zawdzięczamy obecności w ziarnie kakaowym różnorodnych substancji, z których najważniejsze to:
  • psychoaktywne – ß-fenyloetyloamina, tryptofan, anandamid, 
  • nawilżające i detoksykujące – kofeina i teobromina 
  • antyoksydacyjne i ochronne w stosunku do komórek skóry – polifenole, głównie flawonoidy i kwasy fenolowych
Wyjątkowe, czekoladowo - limonkowe serum BingoSpa do pielęgnacji ciała to odżywczy kompres o aksamitnej konsystencji i radosnym zapachu, który ożywi zmęczoną i suchą skórę.
Waga 150g"


Opakowanie - plastikowy słoiczek z czarną nakrętką. Wygląda solidnie, nie pęka, nie rozpada się ;)
Zapach - o-błę-dny! Na początku w nos uderza mocna woń limonki. Piszę na początku, bo czuć ją w opakowaniu i od razu po aplikacji. Po dłuższym czasie zapach słabnie i czuć tylko po przystawieniu noska do skóry. Wtedy wyraźnie wyczuwalna jest słodka czekolada. Zapach pięknie ewaluuje na skórze i baaardzo mi to odpowiada :)
Konsystencja - serum jest bardzo gęste, zbite, prawie jak masło do ciała. Z tą różnicą, że serum dużo łatwiej się wydobywa i rozprowadza na skórze.
Działanie - jest natychmiastowe. Przekonałam się o tym, kiedy dorobiłam się strasznie suchego łokcia. Nie wiem jak ja tego dokonałam, ale skóra na moim lewym łokciu wołała o pomstę do nieba. Wybawieniem okazało się to serum. Zadziałało praktycznie od zaraz, co mnie zszokowało. Na resztę ciała działa podobnie. Fajnie natłuszcza, odżywia skórę.
Wchłanianie - ekspresowe. Moja skóra wciągała serum praktycznie od razu po aplikacji. Nie pozostawia tłustej powłoki, po kilku minutach na wysmarowane ciało można spokojnie włożyć ubranie i nie obawiać się o permanentne przyklejenie się odzienia do ciała. Za to ogromny plus.
Waga - 150g.
Cena - ok.16zł.
Dostępność - małe, lokalne drogerie, lub sklep internetowy-> http://www.bingosklep.com/serum-czekoladowolimonkowe-ciala-bingospa-p-325.html


Cieszę się z tego małego odkrycia. Gdyby nie to, ze mam zapas smarowideł do ciała na najbliższe 100 lat, to kupiłabym inne wersje zapachowe tego serum. Na lato super opcją byłoby czekoladowo-miętowe, a znowu bardziej zimowo-świąteczna kompozycja to serum czekoladowo-pomarańczowe... Aż mi się świąt zachciało ;D

15 sierpnia 2012

Lakier L'oreal Color Riche 811 Magic Croisette.

Ten lakier mam od jakiegoś miesiąca. Na początku chciałam się go pozbyć. Na szczęście zmieniłam zdanie, bo teraz się w nim bezgranicznie zakochałam!
Mowa o lakierze do paznokci firmy L'oreal z serii Color Riche w kolorze na 811 Magic Croisette.


Kolor lakieru jest po prostu hipnotyzujący. Aplikacja niesamowicie wygodna. Pędzelek szeroki, konsystencja idealna. Wystarczy jedna warstwa do pełnego krycia. Na zdjęciach widzicie właśnie jedną warstwę lakieru. O trwałości nie mogę się na razie wypowiedzieć, zresztą to i tak jest kwestia indywidualna, a na moich paznokciach lakiery się dłuuugo trzymają ;)
Wysychanie w normie. Wiadomo - jedna warstwa szybko wyschnie, nie wiem jak będzie jeśli ktoś nałoży ich dwie lub więcej.


Buteleczka ma pojemność 5ml. Zapłacimy za nią około 21-25zł.
Jeśli szukacie pięknego, bezproblemowego jednowarstwowca to ten lakier mogę z ręką na sercu polecić.


Czytałam wiele negatywnych recenzji lakierów z tej serii. Zobaczymy jak ten się będzie się zachowywał po kilku miesiącach. Na razie jestem zachwycona. Może inne kolory spisują się gorzej? Nie mam pojęcia. Gdybym nie miała tak pokaźnej kolekcji lakierów, to może skusiłabym się na inny kolor z tej serii. Ale na dzień dzisiejszy mam przesyt lakierowy ;P

14 sierpnia 2012

Nowe buty :)

Butów jeszcze tutaj nie było. Ale dzisiaj nadszedł ten pierwszy raz i ujawnię popełnione zakupy ;P

Pierwsze buty - granatowe czółenka na platformie. Kupione na allegro za 40zł z przesyłką.

Drugie buty - beżowo-szare czółenka z cholewką na kostce. Kupione na allegro za 30zł z przesyłką.

Trzecie buty - szare czółenka na platformie. tKupione w CCC za 59,99zł.

Czuję się zaopatrzona na dłuuugo... :)

13 sierpnia 2012

Cieniowanie a'la Barbie z dodatkami.

Wczoraj był makijaż, to dziś dla równowagi zdobienie paznokci :)
Od kilku tygodni nudzi mnie noszenie tradycyjnie jednego koloru na paznokciach. I tak sobie kombinuję. Jako, że weekend miałam wolny od pracy, to mogłam zaszaleć. I tak też zrobiłam.
Cieniowanie zakończone neonowym różem i żeby nie było zbyt mdło dodatek pseudo kwiatków.




 No to się zanurzyłam w kiczu na dwa dni, teraz pozostaje mi powrót do szarej rzeczywistości ;P Lubicie tak sobie czasami zaszaleć? :)