31 maja 2012

Nagroda, zakupy, prezenty, poczęstunek, urodziny - zakręcony post :D

Tak się składa, że 23 lata temu przyszłam na ten świat ;) Z tej właśnie okazji chciałbym Was najpierw poczęstować chociaż babeczkami :D Więc się częstujcie śmiało:

Smakowało? Mam nadzieję, ze tak :) To teraz z pełnymi brzuszkami możemy przejść dalej.
Otóż wczoraj miałam dobry dzień. Odwiedziła mnie pani listonoszka z przesyłkami. W jednej z nich była nagroda z konkursu u Agabil na makijaż mineralny. Wybrałam sobie podkład mineralny w kolorze Neutral Ivory. Wygląda tak:

Kolejną paczuszką był prezent urodzinowy od narzeczonego. A są to... pędzle do makijażu Hakuro :) Sama je zamawiałam, więc wiedziałam czego się spodziewać ;P Do tego wzięłam sobie pędzelek Kozłowski do eyelinera.

Kolejnym kosmetycznym prezentem był prezencik od rodziców. Całości nie będę pokazywać, więc wyjęłam tylko płyn do kąpieli Joanna o zapachu bzu. Nigdzie nie mogłam go upolować, a mamuśka go znalazła ;) No i obowiązkowo pachnąca świeczka :)

A totalnie niekosmetycznym, ale za to idealnym prezentem dla takiej sroczki jak ja był podarek od koleżanki :) Dostałam śliczny zegarek i również zapachowe świeczki :) Uwielbiam jak tak wszyscy wiedzą co lubię i mi dogadzają ;D

No a teraz ostatni punkt dzisiejszego posta, czyli moja niedawne małe zakupy ;)
Cień co powiek z Essence z limitki MarbleMania, podkład Miraculum o którym ostatnio pisałam oraz lakier holograficzny Eveline. Tak się kończy wejście do małej drogerii którą zazwyczaj omijam, a jest w niej duuużooo ciekawych kosmetyków ;)

Dziękuję za uwagę i jednocześnie przepraszam, że dziś tak chaotycznie ;) Jutro już będzie konkretnie i na temat - obiecuję :)
Miłego dnia :)

30 maja 2012

Rilanja Care maseczka do twarzy z solą z Morza Martwego.

Dawno nie było tutaj nic o pielęgnacji - cały czas tylko kolorówka i kolorówka. A jak powszechnie wiadomo, o swe ciałko dbam regularnie :) Dlatego też dziś nieco o pielęgnacji twarzy, a konkretnie o maseczce do twarzy Rilanja Care. Maseczki te można zakupić tylko w drogerii Schlecker.
Za 2 złote kupujemy podwójną saszetkę, każda z nich ma pojemność 7,5 ml, co okazuje się wystarczającą ilością kosmetyku. Muszę przyznać, że te 7,5ml to naprawdę sporo jak na jedną aplikację :)
Jak używać tej maseczki i czemu ma ona służyć??? Ma wygładzać i rozjaśniać dzięki zawartości soli z morza martwego:
Maseczka ma bardzo gęstą konsystencję, coś jak glinka. Jest śnieżnobiała i bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy. Pokażę Wam moją sweet fotkę, a co!
Teraz nieco o działaniu i o moich wrażeniach :)
Twarz od razu po nałożeniu maseczki mocno szczypie. Na początku bardzo się przeraziłam i bałam się, że skończę z czerwonymi plackami na twarzy. No ale postanowiłam wytrwać. Przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że jeżeli w tej maseczce faktycznie zawarta jest sól z Morza Martwego, to pewnie to pieczenie jest uzasadnione. Jak się okazało, moje początkowe obawy były nieuzasadnione i po zmyciu maseczki żadnych plam ani czerwonych przebarwień.
Po tych zalecanych 15 minutach maska zdążyła zaschnąć na twarzy. Jako, że na buzi miałam jej sporą warstwę, to dość długo trwało jej zmywanie. Samo zmywanie nie było kłopotliwe. Podczas zmywania zauważyłam jakąś śliskość tej maseczki. Pozostawiła jakiś taki delikatny film na twarzy. Nie żeby coś tłustego, tylko taka cieniuteńka warstewka.
Czy skóra była wygładzona i rozjaśniona? Na pierwszy rzut oka i tak gołym okiem ciężko to stwierdzić. Wiem, że maseczka mi nie zaszkodziła, a czy pomogła? Może i tak :) Może zadziałała na moją skórę w niewidoczny dla mnie sposób?

Zawsze mam problem z recenzowaniem maseczek... Prawie nigdy nie zauważam znaczącej różnicy w stanie cery przed i po ;) Dlatego też polecam spróbować samemu! O! :D Taka maseczka kosztuje tylko 2zł, co nie jest majątkiem. Nawet jeśli się nie spodoba, to tragedii nie będzie.
Dla zainteresowanych zdjęcia opakowania z przodu i z tyłu, gdzie umieszczony jest skład:

Mam jeszcze maseczkę tej samej firmy ale typu peel-off, zobaczę czy po tej zauważę jakieś efekty ;) 
Buziaki :)

29 maja 2012

Tęczowe-kolorowe powieki :) +zaproszenieeee ;P

Witajcie w ten piękny, słoneczny dzień :)

Na początku chciałam Was zaprosić do polubienia fan page bloga ;) Fan page istnieje już długo, ale jako, że nie potrafiłam wrzucić ramki na bloga, nie korzystałam z niego. Wczoraj na szczęście z pomocą innych udało mi się to ogarnąć i po prawej stronie na pasku możecie polubić właśnie fan page bloga :) Będą się na nim pojawiać zapowiedzi, małe zakupy, ciekawostki, czasami konkursy i wiele innych :) Zapraszam serdecznie!

A teraz wracam do tematu tęczowo-kolorowych powiek. Nie wiem czy faktycznie wyszły tęczowe, bo nigdy nie wiem jakie kolory ma tęcza. No bo i jakoś nigdy nie próbowałam się "nauczyć" tych kolorów. Makijaż wykonywałam wczoraj, poniosło mnie trochę i wyszło jak wyszło :) Odważyłam się nawet wyjść z tym do ludzi i nikt nie padł na zawał serca widząc mój makijaż.
Ok, dosyć ględzenia, wrzucę zdjęcia, bo jestem w stanie Was totalnie zanudzić pisaniną :D


Teraz jeszcze zoom na oczko:

U kilku dziewczyn widziałam w makijażach turkusowe, niebieskie linie wodne i mnie totalnie zauroczyły. Musiałam pokombinować i u siebie. Jak Wam się to podoba? Mam wrażenie, że całość wyszła bardzo...wakacyjnie :D

28 maja 2012

Miraculum, Ideal Satin Make Up - tani, a dobry podkład.

Witajcie :)
Dzisiaj kilka słów o podkładzie na który w normalnych warunkach pewnie w ogóle bym nie spojrzała ;) Ale pewnego pięknego poranka wstałam, już miałam się umalować, a okazało się, że mój ostatni podkład wyzionął ducha ;) Zrozpaczona pojechałam do najbliższego sklepu, gdzie również sprzedają kosmetyki. Taka ni to drogeria, ni to sklepik. Poprosiłam o jakiś bardzo jasny podkład, a najjaśniejszy jaki Pani ekspedientka miała, to był właśnie podkład Miraculum. Nic mi innego nie zostało jak tylko zapłacić i wypróbować.
Podkład znajduje się w plastikowej tubce, z której nie ma problemu go wydobyć.
Najjaśniejszym kolorem jest jasny beż. Szczerze mówiąc obawiałam się go. Bałam się, bo wyglądał na ciemniejszy niż moja cera. No ale ryzyk-fizyk. Nałożyłam i jak się okazało nie ma tragedii :) Wyszedł minimalnie ciemniejszy, ale po nałożeniu pudru sypkiego już było idealnie.
Kolor prezentuje się tak:

Zobaczmy jeszcze co obiecuje producent :

Teraz mogę się odnieść do obietnic ;)
Otóż owszem, podkład dzięki temu, że jest dość gęsty i ma kremową konsystencję dobrze się rozprowadza. Ja go nakładam ręką i nie sprawia mi żadnych problemów.
Podkład nie zatyka porów - zgadzam się. Początkowo odnosiłam wrażenie, że zatyka, ale szybko okazało się, że to inny kosmetyk był powodem kłopotów skórnych.
Kryje dobrze. Bardzo dobrze :) Zobaczcie jak radzi sobie z wyrównaniem kolorytu skóry oraz kryciem niedoskonałości na twarzy:

Jak widać powyżej fluid zakrył widoczne piegi, ukrył czerwone plamy i inne niedoskonałości, zminimalizował cienie pod oczami, generalnie wyrównał koloryt.
Czego chcieć więcej? Ano chcieć :) Producent obiecuje jeszcze matowe wykończenie. Nooo i tu się też zgadzam :D Skóra po nałożeniu podkładu jest matowa, ale nie jakaś strasznie "płaska". Można by rzec, że jest to taki satynowy mat ;) Ja i tak zawsze nakładam jeszcze puder sypki, więc w sumie nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Podkład trzyma się na twarzy cały dzień, nie wymaga poprawek. Może to kwestia tego, że mam raczej suchą skórę.

Ostatnio czytając KWC znalazłam informację, że ten podkład Miraculum jest odpowiednikiem dawnej Kolastyny Satin Make Up. Pamiętam, że kilka lat temu zużywałam podkład Kolastyny na litry ;P

Za 30ml zapłacimy około 11-13zł.
Za tak niską cenę polecam wypróbować, jeśli gdzieś traficie na ten podkład :) Jeśli okaże się minimalnie za ciemny, to zawsze można go wymieszać z jakimś jaśniejszym podkładem.
Dla zainteresowanych wklejam skład:

27 maja 2012

Zielono-szary mejkap.

Hej Wam :)
Dziś późno i krótko ;) Miałam niedzielę wolną od pracy, ale wypełnioną obowiązkami towarzyskimi :)
Stąd też pokażę Wam tylko mój jakiś_tam_makijaż ;)
Zielono-szary ze stalową kreseczką.



26 maja 2012

Błyszczyk Bell Royal Glam z aloesem nr 060.

Błyszczyk Bell Royal Glam od samego początku chciał wkroczyć na ścieżkę wojenną ze mną. Najpierw się poddałam i wrzuciłam go gdzieś na dno szufladki, ale potem zaczęłam szukać na niego sposobu ;)
Delikwent prezentuje się tak:
Jak widać kolor 060 jest jasnoróżowym kolorem a'la Barbie ;) Ogólnie błyszczyki są raczej bardziej niż mniej transparentne. Ten ma co najmniej dziwną, gęstą konsystencję.
Aplikator jet duuużyyy ;) Jeden z większych które miałam w błyszczykach. I nie jest taki typowy, jak banan, tylko jest całkiem płaski. Da się to mimo wszystko jakoś obsłużyć.
Na ręce wygląda tak:
 Nic nie wskazuje na to, że mogą być problemy z tym błyszczykiem. Wygląda sensownie, prawda?
Ale nałożyć to_to na usta to nie lada wyzwanie. Konsystencja nie ułatwia sprawy. Na aplikator nabiera się za dużo błyszczyka. Jeśli tak dużo nałożymy na usta, to nie damy rady go równo rozprowadzić.
Błyszczyk robi smugi na ustach <dziwnie to brzmi>, zbiera się w "zmarszczkach";), klei się, jest nietrwały.
Tak wygląda na ustach:

Żeby ładnie wyglądał na ustach trzeba trochę poćwiczyć nakładanie go. Ja za pierwszym razem zrobiłam sobie kuku ;) Na szczęście z czasem metodą prób i błędów jakoś go ogarnęłam. Tak na chwilę jest dobry, pod warunkiem, że nie planujemy nic jeść ani pić ;)
Nie wiem jak jest z innymi wersjami kolorystycznymi, bo po przygodzie z tym kolorem nie zdecydowałam się na zakup innego.
Miałyście do czynienia z jakimś błyszczykiem z tej serii? Jak Wam się układała współpraca z nim? A może spodobał Wam się ten właśnie kolor?

25 maja 2012

Małe zakupy z tego tygodnia i paczka z wymianki.

Zakupowo-zdobyczowe podsumowanie tygodnia u Rodzynki :)
Zapraszam do spojrzenia na moje małe skarby ;)

Przy okazji wizyty w Rossmanie <miałam misję do spełnienia-zakup na Dzień Matki> skorzystałam z promocji: przy zakupie lakieru do paznokci MNY gratis dostałam zmywacz do paznokci :)
Wzięłam sobie pastelowy róż nr 251 i zgarnęłam zmywacz o pojemności 125ml.

Skusiłam się i ja - po długich poszukiwaniach dorwałam Urodę z mleczkiem Bielendy :) Za gazetę razem z pełnowymiarowym mleczkiem zapłaciłam raptem 5,50zł.

A teraz paczka z wymianki z
Najbardziej zauroczył mnie lakier Wibo :)
Paczka po rozłożeniu na czynniki pierwsze :
- róż Elf w kolorze fuchsia fusion

- jasnoniebieski lakier Wibo

- magiczny lakier Sensique ;) luubię błyskotki :)

Przypominam o zakładce "WYMIANKA" może akurat coś Wam wpadnie w oko :) Strasznie fajna jest idea wymiany kosmetyków :D
Buziaki :)

24 maja 2012

Subiektywny ranking eyelinerów.

Nadszedł okres upałów, słoneczko przygrzewa, a takich dni będzie coraz więcej. Wiele dziewczyn w tym czasie nie robi pełnego makijażu, a stawia tylko na wyrazistą kreskę na oku. Ja czasami też mam takie zapędy.
Dlatego też postanowiłam zrobić sobie swój mały ranking eyelinerów.

Pojedziemy z tym po kolei, od pierwszego do ostatniego miejsca.

1. Mój faworyt - Eyeliner żelowy Essence nr 01 Midnight in Paris, czyli najczarniejsza czerń ;) <3ml>
Uwielbiam go za to, że świetnie się rozprowadza, nie robi prześwitów, wystarczy raz przejechać pędzelkiem po powiece. Utrzymuje się nawet na moich tłustych powiekach przez cały dzień, nie odbija się na górnej powiece. Nie dośc, ze tani, to jeszcze i tak trwały. Podbił moje serce.

2. Płynny eyeliner Oriflame Very Me click it w kolorze zielonym <3,5ml>
Kocham jego pędzelek - można nam zmalować bardzo precyzyjną kreseczkę. Niestety trzeba ze dwa razy pociągnąć po powiece, żeby kolor był intensywny. Wygodny, poręczny, tani, długo się trzyma na powiece.

3. Dipliner Peggy Sage w kolorze Ocean <3,8ml>
Jego uwielbiam za kolor. Niesamowicie intensywny, rzuca się w oczy ;) Dzięki niemu zawsze zbieram pochwały. Niestety jego aplikator sprawia mi czasami problemy ;) Gdyby nie to, byłby moim ideałem. Zdecydowanie bardziej odpowiadałby mi w nim pędzelek. No ale nie można mieć wszystkiego ;) Również jest bardzo trwały, nie kseruje się.

4. Beauty UK pearl eyeliner nr 6 purple haze
Bardzo spodobało mi się jego opakowanie, ma takie opływowe kształty :) Niestety tak jak w przypadku linera Peggy Sage nie odpowiada mi w nim aplikator. Trudno mi się nim maluje równą kreskę. Poza tym robi prześwity i trzeba się trochę namachać, żeby uzyskać krechę bez żadnych prześwitów.

5. Eyelinery Wibo - stalowy i brązowy <4ml>
Pędzelki w nich są bardzo wygodne, choć mogłyby być nieco większe. Drażniąca w tych eyelinerach jest ich konsystencja. Są strasznie gęste i nieraz na pędzelku zbierają się grudki. Kolory są średnie, mało intensywne. Takie akuratne do dziennych makijaży.

6. Żelowy eyeliner Catrice nr 020 It's Mambo Nr 2 <4g>
Liczyłam na dużo więcej. Od eyelinera Catrice myślałam, ze mogę wymagać by był lepszy niż ten Essence, ale się zawiodłam. Mam kolor, który miał być brązem, a na powiece wygląda niczym sprana czerń ;) Robi prześwity, kreskę trzeba kilka razy poprawiać, żeby uzyskać jakiś efekt. Niestety szału nie ma.

7. Oriflame Wonder-Liner Black <2,5ml>
Totalna porażka, którą już kiedyś opisywałam. Niewypał - zbyt wodnity, aplikator miał być poręczny jest niewygodny, rozmazuje się na powiece, po nałożeniu się "rozlewa", nie da się zrobić nim cienkiej kreski, odbija się na górnej powiece. Tra-ge-dia...

A Wy macie jakichś swoich ulubieńców, bądź totalne buble wśród swoich eyelinerów? 
Słonecznego dnia :)

23 maja 2012

Kilka propozycji na niebanalny manicure :)

Z braku czasu i sił, dzisiaj uraczę Was kilkoma propozycjami na niebanalny manicure.
Może nie będą się nadawać do biura, czy na konferencję, ale na szalony weekend już bardziej :)







22 maja 2012

Makijaże inspirowane - Eva Longoria i Freida Pinto :)

Dziś zaprezentuję dwa makijaże. Inspirowałam się makijażami Evy Longorii oraz Freidy Pinto. Piszę, że się inspirowałam, bo na pewno nie miałam zamiaru skopiować tych makijaży.
Same zobaczcie :)


Inspiracją był poniższy makijaż:

Drugi makijaż wyglądał tak:



 Inspiracja:

Makijaże wykonałam na konkurs na portalu Wizaż.pl
I jak, wpadł Wam któryś w oko? :)